Jeśli broniąc chrześcijaństwa, przestajemy być chrześcijanami, nie ma już czego bronić. O. Kaproń o migracji
Hiszpańska armia skierowała dodatkowych żołnierzy do ochrony granic w Ceucie. To próba opanowania kryzysu, który pod koniec lipca doprowadził do wdarcia się tam około 80 tysięcy migrantów. Według obrońców praw człowieka podczas tej masowej przeprawy życie straciło co najmniej 145 osób.
Służby bezpieczeństwa skierowały łącznie około 1800 nielegalnych przybyszów z Afryki z plaży Trampolin do tymczasowych ośrodków. Ludzie ci koczowali tam od końca lipca. Lokalne osiedla, w których urzędnicy zakwaterowali migrantów, natychmiast zaprotestowały przeciwko tej decyzji. Szef władz regionalnych Ceuty, Juan Jesus Vivas, zapowiedział szybkie deportacje, choć przyznał, że proces może potrwać nawet rok.
Broń na plaży i rosnący opór
Napięcie rośnie, a sytuację na miejscu kontroluje wojsko. Dowództwo hiszpańskiej armii wysłało ponad 150 żołnierzy z Wysp Kanaryjskich, aby wzmocnić stacjonujący w eksklawie trzytysięczny garnizon. Nowe siły zabezpieczają miasto w kilku punktach. Jak podaje ceutyjska stacja Faro TV, po opuszczeniu plaży przez migrantów żołnierze przeszukali kąpielisko i znaleźli kilka sztuk broni.
Wydarzenia te wywołują burzliwe dyskusje w sieci. W kontekście tego kryzysu ojciec Kasper Kaproń OFM opublikował na Facebooku obszerny komentarz, w którym wskazuje na uderzające obrazy z Ceuty: ludzi płynących wpław, pontony, łodzie oraz plaże i ulice pełne śmieci, prowizorycznych legowisk i brudu. Duchowny podkreśla, że masowa migracja nie ma w sobie nic z romantycznej opowieści o spotkaniu kultur, lecz bywa brudna, brutalna i niebezpieczna. Wypowiedź o. Kapronia z Facebooka pokazuje, jak dramatyczny zapach i warunki życia tysięcy ludzi bez toalet i noclegów doprowadzają małe miasto do granic wydolności.
Skrajności nie są rozwiązaniem
Ojciec Kaproń w swoim facebookowym wpisie krytykuje dwie skrajne postawy, które dominują w debacie publicznej. Pierwsza z nich to propozycja całkowitego zamknięcia granic, wysłania wojska i deportacji, a w skrajnych przypadkach nawet strzelania do łodzi. „Przemoc rodzi przemoc, a upokorzenie potrafi produkować gniew przez pokolenia” – pisze o. Kaproń. Dodaje, że Europa nie może po prostu zastrzelić połowy Afryki, a kolejne kilometry płotów nie powstrzymają młodych ludzi pozbawionych perspektyw we własnych krajach.
Z drugiej strony duchowny odrzuca lewicową utopię o powszechnej szczęśliwości i otwartych granicach. Drwi z medialnych gestów, takich jak noszenie pizzy pod granicę czy spektakularne biegi posłów przed kordonem straży. Piętnuje postawę ludzi, którzy manifestują w obronie uchodźców, a potem wracają do drogich mieszkań w Warszawie. Zdaniem misjonarza problem Europy nie zaczyna się w Ceucie, lecz w samej Europie, która się starzeje i traci wolę przetrwania.
Chrześcijaństwo z hotelowego tarasu
Europejczycy chcą taniej pracy imigrantów przy sprzątaniu hoteli, opiece nad chorymi czy wywozie śmieci, ale jednocześnie żądają świata bez imigrantów. Ojciec Kaproń dostrzega tu analogię do schyłku Cesarstwa Rzymskiego, które również rekrutowało obcych do swoich wojsk pomocniczych, aż w końcu granica między obrońcami a najeźdźcami się zatarła. Wielkie cywilizacje nie giną tylko od szturmu na granice, lecz wtedy, gdy zapominają, dlaczego tych granic w ogóle warto bronić.
Ten kryzys tożsamości dotyczy także samego Kościoła. Misjonarz pisze o duchownych z „liberalnego plemienia”, którzy chętnie promują ekologię, tolerancję i robią sobie zdjęcia z puszkami WOŚP, ale nie chcą zamieszkać na stałe w krajach, z których przybywają migranci. Równie mocno krytykuje „konserwatywnych obrońców cywilizacji”, którzy toczą spory o liturgię łacińską, koronkowe komże i długość manipularza, nawołując do budowy murów z bezpiecznej odległości. Zdaniem o. Kapronia oba te środowiska unikają osobistej odpowiedzialności i realnego poświęcenia na rzecz drugiego człowieka.
Lekcja płonącego Rzymu
W obliczu kryzysu duchowny przywołuje postać świętego Augustyna. Gdy w 410 roku wojska Alaryka zdobyły Rzym, Augustyn napisał dzieło „O Państwie Bożym”, w którym tłumaczył, że żadne państwo ziemskie nie trwa wiecznie i nie wolno utożsamiać Królestwa Bożego z imperium. Chrześcijaństwo nie otrzymało obietnicy ocalenia Cesarstwa Rzymskiego, lecz Ewangelię – i dzięki temu przeżyło Rzym. Przykładem innej postawy był papież Leon Wielki, który wyszedł naprzeciw wodzowi Hunów Attyli, mówiąc o godności chrześcijanina, a nie o jego wyższości.
Obecny papież Leon XIV, który sam jest augustianinem, nawiązuje do tej tradycji. W lipcu 2026 roku papież odprawił Eucharystię na cmentarzu na Lampedusie, a w orędziu na Światowy Dzień Migranta nazwał przybyszów „misjonarzami nadziei”, którzy mogą ożywić umierające wspólnoty w Europie. Państwo ma pełne prawo chronić swoje granice i odsyłać tych, którzy łamią prawo. Istnieje jednak granica ludzkiej godności, której chrześcijaninowi przekroczyć nie wolno, bo nikt nie zostawia swojej godności po marokańskiej stronie płotu. „Jeżeli w imię obrony cywilizacji chrześcijańskiej będziemy musieli przestać zachowywać się jak chrześcijanie, to znaczy, że tę cywilizację przegraliśmy” – podsumowuje o. Kaproń na Facebooku.
PolsatNews/Facebook – Kasper Mariusz Kaproń Ofm


Skomentuj artykuł