Kim jest fundator największej figury Maryi w Europie? Poznaj historię polskiego miliardera
Poświęcenie i otwarcie pomnika odbyło się w sobotę 15 sierpnia 2026 roku, a więc w Uroczystość Wniebowzięcia NMP. Monument ma 55,6 metra wysokości: sama figura mierzy 40,6 metra, a kolejne 15 metrów przypada na postument w kształcie korony, wewnątrz którego projektanci umieścili windę oraz taras widokowy. Spoiwo i domieszki mineralne budowniczowie sprowadzili z zakładów w rejonie Wenecji, a cała konstrukcja ma przetrwać bez konserwacji pierwszych 50 lat – informuje Rzeczpospolita. Inwestor zakłada, że dzieło przetrwa przynajmniej trzy stulecia. Jak przyznaje rzeźbiarz Adam Jakub Matejkowski w rozmowie z polskim wydaniem magazynu „Forbes”, Roman Karkosik miał konkretne życzenie – posąg Maryi musiał być większy niż postać Chrystusa w Świebodzinie.
Przedsiębiorca spogląda na monument ze swojego osiemnastowiecznego pałacu Zboińskich w Kikole, który kupił i odrestaurował wraz z 10-hektarowym parkiem jeszcze w latach 90. Pałac leży na wzgórzu oddalonym od pomnika o około dwa kilometry. Choć budowla budzi skrajne emocje, a krytycy ukuli nawet termin „Matka Boska Karkosikowa”, małżeństwo Karkosików traktuje ją jako wotum wdzięczności. Kluczową rolę w duchowej przemianie męża odegrała Grażyna Karkosik, od zawsze głęboko wierząca, która o dramatycznych zmaganiach męża ze zdrowiem wspominała podczas uroczystości poświęcenia monumentu. Małżonkowie już 15 lat temu sfinansowali odbudowę pobliskiego Sanktuarium Matki Bożej Bolesnej.
Od złomu do giełdowego imperium
Droga Romana Karkosika do wielkich pieniędzy nie zaczęła się od odziedziczonego kapitału. Początkowo pracował jako magazynier w Spółdzielni Kółek Rolniczych w rodzinnym Czernikowie, potem prowadził tam bar „Relaks”, rozlewnię napojów i handlował złomem. Po 1989 roku jako jeden z pierwszych dostrzegł potencjał w zbieraniu i złomowaniu puszek aluminiowych. Aby poznać zasady rynku, jeździł na giełdę do Katowic i ze współpracownikami mozolnie tłumaczył niemieckie katalogi technologiczne. Ze złomu przeszedł do produkcji przewodów, a stamtąd wprost na nowo otwarty warszawski parkiet. „Giełda stała się dla mnie w pewnym sensie fascynacją, pracą i hobby jednocześnie” – mówił Roman Karkosik w rozmowie z „Rzeczpospolitą” i „Parkietem”.
Biznesmen stworzył grupę przemysłową, w skład której weszły m.in. Boryszew, Impexmetal i Alchemia. Współpracownicy szybko nazwali jego przedsiębiorstwa „Imperium Romanum”. Karkosik kierował firmami w sposób nietypowy: zarządzał analogowo, analizując papierowe raporty i robiąc notatki długopisem, a na jego biurku długo nie było komputera. Unikał giełdowych salonów. Wiesław Rozłucki, pierwszy prezes GPW, przyznaje w rozmowie z „Rzeczpospolitą”, że nie pamięta, by kiedykolwiek osobiście spotkał inwestora na giełdowych wydarzeniach. Jednocześnie Rozłucki docenia jego trwałość na rynku: „Przedsiębiorcę, który zaczynał w latach 90., nie zbankrutował tak jak wielu innych, utrzymał majątek i rozwinął biznes, trzeba docenić”.
Cienie wielkiego rynku
Drobni inwestorzy, którzy masowo kopiowali ruchy Karkosika, nazywali go „polskim Midasem” lub „cesarzem spekulacji”. On sam odcinał się od emocjonalnych zachowań giełdowych graczy. „Inwestuję długoterminowo” – powtarzał Roman Karkosik, zastrzegając, że giełdę poleca tylko osobom posiadającym czas na dogłębną analizę. Z czasem nazwisko miliardera zaczęło budzić kontrowersje. W 2007 roku Komisja Nadzoru Finansowego nałożyła na małżeństwo Karkosików kary za naruszenie obowiązków informacyjnych dotyczących akcji Boryszewa. Choć Naczelny Sąd Administracyjny uchylił te kary w 2009 roku, wizerunek inwestora doznał uszczerbku.
Problemy nadeszły w 2016 roku, gdy prokuratura oskarżyła Karkosika o manipulacje akcjami Boryszewa z 2013 roku. W 2018 roku Sąd Okręgowy w Toruniu utrzymał w mocy decyzję o warunkowym umorzeniu postępowania. W styczniu 2018 roku prokuratura skierowała kolejny akt oskarżenia, który dotyczył manipulacji akcjami spółki Krezus w 2012 roku. Miliarder zareagował oświadczeniem dla mediów, w którym przekonywał, że jest „osobą nie tylko niewinną, ale też bezpodstawnie pomawianą”. Krytykował też podejście nadzorcy, które jego zdaniem paraliżuje rynek, i zapowiedział wycofanie części spółek z obrotu. Jarosław Dominiak, prezes Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych, zauważa, że popularność była dla Karkosika obciążeniem: „Przed dekadą zaczął tracić swoją magię na giełdzie, kiedy idący jego śladem inwestorzy zorientowali się, że na jego spółkach nie tylko się zarabia”.
Kurczące się „Imperium Romanum”
W ostatnich latach biznesowe imperium Karkosika przestało rosnąć. Biznesmen wycofał część spółek z parkietu (Alchemię i Impexmetal), a jego zagraniczne poszukiwania złota i boksytów w Afryce oraz Indonezji nie przyniosły oczekiwanych rezultatów. W 2008 roku należący do miliardera CenterNet porozumiał się z Fundacją Lux Veritatis w celu stworzenia sieci komórkowej „wRodzinie”, jednak przedsięwzięcie zakończyło się porażką. Karkosik wycofał się ze współpracy w 2010 roku, co wywołało spór o rozliczenia finansowe.
Sytuacja ta przełożyła się na wycenę majątku małżeństwa. Jeszcze w 2025 roku tygodnik „Wprost” szacował ich majątek na 1,96 miliarda złotych, co dawało 44. miejsce na liście najbogatszych. W tym roku kwota ta stopniała do 1,5 miliarda złotych, a w rankingu „Forbesa” Karkosikowie wypadli poza pierwszą setkę, co oznacza spadek poniżej progu 1,29 miliarda złotych. Na kondycję aktywów wpływa kryzys w światowej motoryzacji, konkurencja z Chin oraz rosnące koszty pracy i energii, które obciążają flagowy Boryszew. Grupa szuka jednak nowych szans. „Przygotowujemy z partnerami z Instytutu Technicznego Wojsk Lotniczych produkcję dronów bojowych” – zapowiada Anna Janocha, rzecznik Boryszewa, wskazując jednocześnie na aluminium jako obecną „perłę w koronie” firmy.
Dwie twarze sukcesu
Choć fortuna Karkosika topnieje, miliarder coraz chętniej przeznacza prywatne środki na cele społeczne i ratowanie zabytków. W grudniu 2025 roku podarował województwu kujawsko-pomorskiemu żaglowiec o wartości 15 milionów złotych, który ma służyć jako szkoła pod żaglami. Renata Gołębiewska, burmistrz Kikoła, opisuje go jako pomocnego człowieka, który dofinansowuje lokalne wydarzenia, choć sam w nich nie uczestniczy. Zauważa też, że pomnik w Konotopiu już teraz zwiększa zainteresowanie inwestorów lokalnymi działkami pod gastronomię.
Z drugiej strony, Roman Karkosik pozostaje twardym graczem biznesowym. W tym samym okresie, gdy przygotowywał uroczystość poświęcenia pomnika, w jego Walcownii Metali Dziedzice trwały trudne negocjacje restrukturyzacyjne. Związki zawodowe i dyrekcja wynegocjowały ograniczenie planowanych zwolnień z dwustu do maksymalnie stu pięćdziesięciu etatów. Choć te dwa wydarzenia nie mają bezpośredniego związku, doskonale obrazują obecną działalność dawnego „cesarza spekulacji”: z jednej strony stoi prywatna filantropia i budowa wotum wdzięczności, a z drugiej rachunek ekonomiczny i walka o zysk w realiach rynkowych.
Rzeczpospolita/łs


Skomentuj artykuł