Nie było zamachu w Smoleńsku. Ustalili eksperci powołani za rządów PiS
Międzynarodowy Zespół Biegłych z zakresu medycyny sądowej sformułował ostateczne wnioski dotyczące przyczyn zgonu ofiar katastrofy smoleńskiej – informuje Gazeta Wyborcza. Specjaliści z renomowanych ośrodków m.in. ze Szwajcarii i Francji, powołani jeszcze za rządów PiS, wykluczyli hipotezę o wybuchu na pokładzie rządowego samolotu. Dokument ten, nad którym prace zakończyły się w sierpniu 2024 roku, stanowi teraz kluczowy materiał śledztwa Prokuratury Krajowej.
Międzynarodowy zespół powstał w 2019 roku. W jego skład weszli eksperci od medycyny sądowej i badania katastrof z Portugalii, Danii, Szwajcarii oraz Francji, a także biegli z trzech polskich uniwersyteckich ośrodków medycznych. Ich zadaniem było opracowanie kompleksowej opinii o przyczynach i przebiegu tragedii z 10 kwietnia 2010 roku na podstawie całego dostępnego materiału dowodowego.
Prace biegłych trwały pięć lat i zakończyły się w sierpniu 2024 roku. We wrześniu prokuratorzy otrzymali dokument sporządzony w języku angielskim, który następnie przetłumaczyli tłumacze przysięgli. Obecnie rodziny ofiar mogą zapoznać się z treścią tej opinii w tajnej kancelarii. Redakcja Gazety Wyborczej poznała kluczowe fragmenty tego dokumentu.
Obrażenia typowe dla wypadku
Najważniejsza konkluzja ekspertów wskazuje, że ofiary zginęły w wyniku katastrofy komunikacyjnej, a nie eksplozji. Międzynarodowy zespół oraz biegli z Międzyuczelnianego Zespołu Biegłych orzekli, że przyczyną śmierci wszystkich osób był uraz mechaniczny o bardzo dużym nasileniu. Były to następstwa urazów wielonarządowych powstałych od uderzeń twardymi, tępymi lub ostrokończystymi narzędziami.
Biegli wyjaśniają, że w trakcie wypadku lotniczego powstają liczne odłamki i ostre powierzchnie, które działają jak narzędzia raniące ciało. Jak czytamy w opinii, stwierdzone obrażenia nie odbiegają od tych, jakie typowo spotyka się w katastrofach lotniczych. Już w 2013 roku eksperci z Wrocławia po badaniach tomografem komputerowym dwóch ciał orzekli, że przyczyną zgonu były rozległe obrażenia czaszkowo-mózgowe oraz klatki piersiowej.
Brak śladów materiałów wybuchowych
Eksperci medycyny sądowej podczas sekcji nie znaleźli żadnych uszkodzeń charakterystycznych dla wybuchu. Na ciałach ofiar nie było śladów pęknięcia błon bębenkowych, które reagują na nagłą zmianę ciśnienia, ani spalonych włosów, brwi czy rzęs. Nie stwierdzono również oparzeń skóry, opalenia płuc ani obecności tlenku węgla we krwi. Zdaniem biegłych, wybuch wywołałby falę cieplną o temperaturze około 3 tysięcy stopni Celsjusza, która musiałaby zostawić ślady na samolocie i ludziach.
Ważnym elementem badań były analizy fizykochemiczne przeprowadzone przez Forensic Science Northern Ireland w 2019 roku. Irlandzcy specjaliści sprawdzali wymazy pobrane ze zwłok pod kątem pozostałości materiałów wybuchowych. Wynik był negatywny na wszystkich próbkach. Brak tych substancji wskazuje, że badane przedmioty nie miały bezpośredniego kontaktu z materiałami wybuchowymi.
Historia teorii i faktów
Hipotezę o wybuchu wykluczyła bardzo szybko również komisja Jerzego Millera, która pracowała w latach 2010–2011. Ustaliła ona, że załoga Tu-154 złamała zasady bezpieczeństwa, lecąc za nisko i za szybko w gęstej mgle. Samolot zahaczył skrzydłem o brzozę, co doprowadziło do jego obrotu i upadku. Dowodem na to były fragmenty skrzydła wbite w drzewo oraz części brzozy tkwiące w elementach maszyny.
Późniejszy zespół biegłych pod przewodnictwem doktora inżyniera Antoniego Milkiewicza w 2018 roku potwierdził te ustalenia. Eksperci ocenili, że dobór załogi był zły, a ich szkolenie niewłaściwe. Wskazali również na błędy Rosjan, którzy nie zamknęli lotniska mimo fatalnych warunków pogodowych. Pomimo tych dowodów, Antoni Macierewicz jako szef MON powołał podkomisję, której prace kosztowały ponad 30 milionów złotych i promowały teorię o zamachu.
Głos specjalistów i dalsze kroki
Maciej Lasek, który zasiadał w komisji Millera, komentuje najnowsze ustalenia dla redakcji Gazety Wyborczej. Zastanawia się, ile jeszcze dowodów wykluczających wybuch potrzeba, aby zakończyć wyjaśnianie przyczyn tragedii. Według niego opinia międzynarodowych ekspertów zadaje kłam teoriom o zamachu i powinna ostatecznie zamknąć tę sprawę.
Mimo jednoznacznych wniosków biegłych, procedury prawne nadal trwają. Prokurator Anna Adamiak, rzeczniczka Prokuratury Krajowej, poinformowała, że śledztwo w sprawie katastrofy smoleńskiej zostało przedłużone do końca roku. Rodziny ofiar mają teraz czas na zapoznanie się z obszernym materiałem dowodowym, który podsumowuje lata pracy specjalistów z całej Europy.
Gazeta Wyborcza/łs


Skomentuj artykuł