Ignorancja jest grosza niż brak wiary. Czy współczesne elity są głupie?

Ignorancja jest grosza niż brak wiary. Czy współczesne elity są głupie?
Fot. Depositphotos
NCR/łs

Zespół krytyków, reporterów i redaktorów „The Washington Post” przygotował zestawienie 25 najbardziej wpływowych dzieł kultury w historii USA, wybierając po jednym na każdą dekadę. Jednak przeglądając te listę pojawia się wrażenie, że czegoś w niej brakuje… Gdyby kierować się tylko nią, to trzeba by przyznać, że religia nie była nigdy w Stanach Zjednoczonych istotną siłą kulturotwórczą, a wiadomo przecież, że było inaczej. To nie jest efekt zaplanowanego spisku, lecz dowód na głęboką ignorancję osób, które dziś kształtują opinię publiczną – uważa publicysta NCR Michael Sean Winters.

Laureat prestiżowej nagrody Pulitzera Philip Kennicott, wprowadzając czytelników w projekt zainicjowany przez „The Washington Post”, wyjaśnia, że wybrane dzieła – od książek i muzyki po idee i ubiór – mają tworzyć rodzaj autobiografii narodu. Problem w tym, że w tej opowieści niemal całkowicie brakuje Boga. Jedynym stricte religijnym elementem na liście jest „Hymn bitewny Republiki” autorstwa Julii Ward Howe. Nawet w tym przypadku redakcja skupia się bardziej na popularności melodii wśród kibiców piłkarskich niż na głębokiej, biblijnej symbolice tekstu – podkreśla w swoim felietonie Winters.

Redakcja „The Washington Post” traktuje hymn Howe jako „budujący i patriotyczny”, ale poświęca tyle samo miejsca na opisanie jego sportowych adaptacji, co na analizę jego religijnych fundamentów. Zdaniem publicysty NCR, to symptomatyczne dla całego zestawienia. Autorzy listy wykazują brak zrozumienia dla historii własnej kultury, co widać przy porównaniu konkretnych dzieł z różnych epok.

DEON.PL POLECA



Dla dekady 1786–1795 za najważniejszy tekst uznano „Federalistów” (The Federalist Papers), co – zdaniem felietonisty – nie budzi kontrowersji. To cykl niezwykle istotny dla amerykańskiej kultury, uznawany za pierwszy komentarz do amerykańskiej konstytucji. Jednak wśród wyróżnionych tekstów znalazł się esej Judith Sargent Murray o równości płci, a pominięto list Jerzego Waszyngtona do Kongregacji Hebrajskiej w Newport. List Waszyngtona stał się fundamentem dla wielu podręczników do wiedzy o społeczeństwie i opinii prawnych, podczas gdy esej Murray nie odegrał aż tak znaczącej roli w debacie publicznej tamtego czasu.

Szkoła i katechizm poza nawiasem

Podobny schemat widać w zestawieniu z lat 1876–1885. Palmę pierwszeństwa przyznano powieści „Przygody Hucka Finna” Marka Twaina. Redakcja wyróżniła też portret „Madame X” czy magazyn „Harvard Lampoon”, ale całkowicie zignorowała dekrety III Koncylium Baltimorskiego (III Synod Plenarny w Baltimore). To właśnie wtedy katoliccy biskupi zdecydowali, że każda parafia powinna mieć własną szkołę, i nakazali opracowanie słynnego Katechizmu z Baltimore. Wpływ edukacji katolickiej na społeczeństwo amerykańskie, który właśnie tam ma swoje korzenie, wydaje się bezsprzecznie większy niż – przy całym szacunku – znaczenie portretu pędzla Johna Singera Sargenta.

Kolejny przykład dotyczy początku XX wieku. Za najbardziej wpływowe dzieło dekady 1906–1915 uznano rasistowski film „Narodziny narodu” (1915). Choć obraz ten faktycznie wzmocnił nastroje rasistowskie, autorzy listy pominęli publikację The Fundamentals: A Testimony to the Truth. Ta kolekcja esejów stała się dla ewangelików tym, czym katechizm dla katolików. Do dziś tysiące pastorów trzyma te teksty na półkach i są one wykorzystywane w protestanckiej formacji.

Kuchnia francuska zamiast Biblii

Zadziwiające wybory pojawiają się także w kontekście połowy XX wieku. Czy książka kucharska Mastering the Art of French Cooking Julii Child naprawdę była najbardziej wypływowym dziełem w dekadzie 1956–1965? Redakcja „The Washington Post” postawiła ją wyżej niż kampanijne przemówienie Johna F. Kennedy’ego, skierowane do protestanckich duchownych w Houston, w którym stanowczo bronił rozdziału Kościoła od państwa i które umożliwiło historyczny wybór katolika na urząd prezydenta.

W tym samym czasie zapadł też kluczowy wyrok Sądu Najwyższego w sprawie School District of Abington Township przeciwko Schempp, który zakazał czytania Biblii i odmawiania Modlitwy Pańskiej w szkołach publicznych. Decyzja ta pogłębiła przepaść kulturową między elitami a dużą częścią wyborców, co ma swoje skutki do dziś. Mimo to, w oczach krytyków ważniejszy okazał się musical West Side Story czy serial „Strefa mroku”.

Ignorancja groźniejsza niż uprzedzenia

Często słyszy się głosy o celowej walce z religią. Jednak brak wiary na liście „The Washington Post” prawdopodobnie nie wynika ze świadomej decyzji o marginalizacji Kościoła – uważa Winters. Jego zdaniem to raczej efekt faktu, że wielu najlepiej wykształconych i wpływowych twórców kultury po prostu nie ma pojęcia o roli religii i o jej wpływie na kształtowanie społeczeństwa.

Współcześni liderzy opinii skupiają się głównie na kwestiach rasy i płci, co jest ważne, ale nie wyczerpuje tematu. Krytycy z dużych instytucji kulturalnych często w ogóle nie biorą religii pod uwagę w swoich analizach. Zdaniem publicysty NCR, ta powszechna ignorancja może być znacznie trudniejsza do przezwyciężenia niż otwarte uprzedzenia czy wojujący ateizm.

DEON.PL POLECA

 

 

NCR/łs

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
Zbigniew Marek SJ
Niniejsza publikacja skierowana jest do tych wszystkich, którzy z poczuciem osobistej odpowiedzialności podejmują się i zarazem odpowiadają we własnym sumieniu za jakość procesu szkolnego nauczania religii, jak i tych, którzy przygotowują się do pracy katechetycznej...

Skomentuj artykuł

Ignorancja jest grosza niż brak wiary. Czy współczesne elity są głupie?
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.