Bardziej boimy się diabła, niż ufamy Bogu? Czy przebranie się za czarownicę to otwarcie furtki szatanowi?

Fot. Depositphotos

Czy przebranie dziecka za czarownicę albo zapalenie świeczki w wydrążonej dyni może otworzyć furtkę szatanowi? Wokół Halloween co roku powracają podobne obawy. Warto jednak zapytać, czy za niektórymi z nich nie kryje się coś znacznie bardziej niepokojącego: trudność z zaufaniem, że Chrystus naprawdę zwyciężył zło.

Wraz ze zbliżającym się Halloween w Internecie ponownie pojawiają się ostrzeżenia przed uczestniczeniem w tej zabawie. Niektóre z nich są bardzo stanowcze: „Halloween to święto szatana”, „przebieranie się za postacie związane ze światem grozy otwiera człowieka na działanie złych duchów”, a nawet: „zapalenie świeczki w dyni może stać się duchowym zagrożeniem”. Najczęściej autorami tych przestróg są osoby wierzące, zatroskane o chrześcijańskie wychowanie dzieci i ochronę ich przed złem.

DEON.PL POLECA



Nie zamierzam przekonywać, że wszystko, co wiąże się z Halloween, jest niewinne, ani że chrześcijanin nie powinien interesować się tym, jakie treści i praktyki pojawiają się w jego otoczeniu. Jestem jednak przekonany, że ta coroczna dyskusja odsłania problem znacznie głębszy niż sam stosunek do halloweenowych zwyczajów. Każe bowiem zadać pytanie: czy rzeczywiście wierzymy w moc Boga? Czy ufamy, że Chrystus zwyciężył szatana i że to od Boga, a nie od diabła, zależy ostatecznie nasze życie?

Mam czasem wrażenie, że niektórzy chrześcijanie bardziej boją się diabła, niż ufają Bożej mocy i Opatrzności. Jakby zapominali, że szatan nie jest równorzędnym przeciwnikiem Boga, a historia zbawienia nie jest opowieścią o dwóch potężnych siłach, które do końca świata będą walczyć o zwycięstwo.

Czy świeczka w dyni może pokonać moc krzyża?

Zastanawia mnie, jak łatwo niektórzy przypisują zwyczajnym przedmiotom i gestom niemal magiczną moc. Czy naprawdę dziecko, które przebiera się na Halloween, idzie z kolegami po słodycze albo zapala świeczkę w wydrążonej dyni, otwiera w ten sposób furtkę szatanowi

Jeśli tak, to należałoby zapytać, co właściwie stało się ze zbawczym dziełem Jezusa. Czy Jego śmierć na krzyżu i zmartwychwstanie są aż tak kruche, że może je podważyć halloweenowy kostium? Czy wystarczy jeden nieostrożny gest, by człowiek znalazł się pod władzą diabła

Nie twierdzę, że każda praktyka związana z Halloween jest obojętna moralnie. Czym innym jest dziecięca zabawa, przebieranie się czy estetyka grozy, a czym innym świadome angażowanie się w praktyki okultystyczne, magię czy oddawanie czci złu. Tych rzeczy nie należy ze sobą utożsamiać. Warto też pamiętać, że nie każda rzecz, która wygląda mrocznie, ma automatycznie znaczenie religijne czy demoniczne.

Problem zaczyna się wtedy, gdy przestajemy rozeznawać, a zaczynamy myśleć w kategoriach przesądu. Jakby określony przedmiot, symbol czy czynność same z siebie miały moc otwierania człowieka na działanie złego ducha, niezależnie od intencji, świadomości i wolności człowieka.

Tymczasem Kongregacja Nauki Wiary w dokumencie Wiara chrześcijańska i demonologia z 1975 roku przestrzegała zarówno przed lekceważeniem rzeczywistości szatana, jak i przed przesądami oraz obsesyjnym zainteresowaniem diabłem i demonami. Podkreślała również, że Kościół nie może przypisywać złemu duchowi każdej trudności czy niepowodzenia, a w przypadku domniemanych interwencji demonicznych konieczne są roztropność i krytyczna ocena faktów.

W tym samym dokumencie przypomniano coś bardzo ważnego: diabeł może kusić człowieka, ale nie może wymusić jego zgody. Ostatecznie to człowiek pozostaje odpowiedzialny za swoje wybory. Nie wszystko więc, co budzi niepokój, jest działaniem szatana. I nie każdy, kto uczestniczy w zabawie o halloweenowej estetyce, angażuje się przez to w praktyki sprzeczne z chrześcijaństwem.

Szatan nie jest drugim Bogiem

Mam wrażenie, że w niektórych dyskusjach o Halloween szatan urasta do rangi niemal wszechmocnego przeciwnika Boga. Wystarczy chwila nieuwagi, jeden nieodpowiedni symbol, niewłaściwa dekoracja, by człowiek miał znaleźć się w jego zasięgu. Tymczasem chrześcijaństwo nie głosi walki dwóch równorzędnych potęg.

Szatan jest stworzeniem, a nie drugim bogiem. Nie jest wszechmocny ani wszechobecny. Nie ma takiej władzy jak Bóg i pozostaje pod Jego panowaniem. Nie można stawiać znaku równości między mocą Stwórcy a możliwościami stworzenia, nawet jeśli jest nim zbuntowany duch.

Przede wszystkim jednak chrześcijaństwo głosi zwycięstwo Jezusa Chrystusa. Nie jest to jedynie obietnica, która dopiero kiedyś się spełni. To rzeczywistość, która dokonała się przez Jego śmierć i zmartwychwstanie.

DEON.PL POLECA

Katechizm Kościoła Katolickiego mówi jednoznacznie: zwycięstwo nad „władcą tego świata” dokonało się raz na zawsze w godzinie, w której Jezus dobrowolnie oddał się na śmierć, aby dać nam życie. W tym samym kontekście Katechizm przywołuje słowa św. Ambrożego: „Ten, kto powierza się Bogu, nie lęka się diabła”. To zdanie warto sobie przypomnieć szczególnie wtedy, gdy w naszych religijnych dyskusjach pojawia się dużo strachu przed szatanem, a stosunkowo niewiele mówi się o mocy Chrystusa.

Oczywiście, nie oznacza to, że walka ze złem już się zakończyła albo że diabeł przestał działać. Katechizm przypomina, że Kościół nadal modli się o uwolnienie od Złego i oczekuje ostatecznego przyjścia Chrystusa. Zwycięstwo Jezusa jest rozstrzygające, ale jego pełne owoce objawią się w całej pełni dopiero u kresu historii. Nie żyjemy więc w świecie, w którym zło nie istnieje. Żyjemy jednak w świecie, w którym zło nie ma ostatniego słowa.

Nie zamieniajmy Ewangelii w opowieść grozy

Warto w tym miejscu przypomnieć dokument Kongregacji Nauki Wiary z 1975 roku. Jego autorzy przestrzegali przed takim głoszeniem chrześcijaństwa, które zapomina o powszechnym panowaniu Chrystusa i zamienia Dobrą Nowinę o zmartwychwstałym Panu w przesłanie grozy.

To bardzo mocne ostrzeżenie. Można bowiem mówić o szatanie tak dużo i z taką intensywnością, że w świadomości wierzących zaczyna on zajmować miejsce, które należy się Bogu. Zamiast koncentrować się na Chrystusie, Jego miłości i zwycięstwie, zaczynamy nieustannie tropić zagrożenia, doszukiwać się demonicznych wpływów i zastanawiać, czy przypadkiem nie naraziliśmy się na działanie złego ducha.

Nie jest to dobra droga. Chrześcijaństwo nie jest religią strachu przed diabłem. Jest religią zaufania Bogu, który w Jezusie Chrystusie pokonał grzech i śmierć.

Nie oznacza to, że powinniśmy lekceważyć szatana. Wprost przeciwnie. Papież Franciszek w adhortacji Gaudete et exsultate poświęcił mu sporo miejsca, przypominając, że diabeł nie jest mitem ani wyłącznie symbolem zła. Jego działanie jest realne, a walka duchowa stanowi część chrześcijańskiego życia.

Franciszek zwraca jednak uwagę na coś, o czym łatwo zapomnieć. Szatan nie musi człowieka opętać, żeby niszczyć jego życie. Może zatruwać je nienawiścią, smutkiem, zazdrością i wadami. Jego działanie nie ogranicza się do spektakularnych zjawisk, które tak często rozpalają ludzką wyobraźnię. Być może bardziej niż halloweenowych dekoracji powinniśmy obawiać się tego, co rzeczywiście niszczy nasze relacje, wspólnoty i życie duchowe: nienawiści, pogardy, braku przebaczenia, egoizmu czy obojętności na cierpienie drugiego człowieka.

Franciszek przypomina też, że w walce duchowej nie jesteśmy bezbronni. Bóg daje nam potężną broń: modlitwę, słowo Boże, Eucharystię, adorację, sakrament pojednania, uczynki miłosierdzia i życie wspólnotowe. To właśnie na nich powinna koncentrować się nasza uwaga.

Więcej rozeznania, mniej podejrzliwości

Czasami mam wrażenie, że łatwiej przychodzi nam dostrzeganie zagrożeń niż dostrzeganie dobra. Potrafimy godzinami dyskutować o tym, czy określona zabawa, film, symbol lub dekoracja nie kryją w sobie demonicznych wpływów, a znacznie mniej energii poświęcamy na budowanie wiary, pogłębianie relacji z Bogiem i uczenie dzieci zaufania do Niego.

Zastanawia mnie również pewna niekonsekwencja. Zdarza się, że osoby bardzo stanowczo przestrzegające przed halloweenową estetyką bez większych oporów oglądają horrory, w których pojawiają się przemoc, demony, opętania i okultyzm. Nie twierdzę, że te dwie rzeczy są identyczne ani że każdy horror jest moralnie równoważny zabawie w Halloween. Warto jednak zapytać, według jakich kryteriów oceniamy jedne i drugie. Czy o moralnej ocenie decyduje wyłącznie obecność określonych symboli? Czy może ważniejsze są treść, intencja, sposób uczestnictwa i wpływ danej aktywności na człowieka?

Właśnie do rozeznawania zachęca nas papież Franciszek. W Gaudete et exsultate podkreśla, że potrzebujemy go, aby odróżniać to, co pochodzi od Ducha Świętego, od tego, co jest duchem świata lub działaniem złego ducha. Nie wystarczy reagować na to, co nowe, obce czy budzące niepokój. Trzeba badać rzeczywistość, modlić się, myśleć i szukać dobrej rady. To znacznie trudniejsze niż wydawanie szybkich wyroków. Wymaga dojrzałości, a nie tylko podejrzliwości.

Niepokoi mnie również język, którym czasem opisujemy dziecięcą zabawę. Mówienie dzieciom, że przez założenie określonego kostiumu otwierają się na szatana, może budować w nich wyobrażenie świata, w którym zło czai się za każdym rogiem, a Bóg niekoniecznie potrafi je ochronić. Zamiast wychowywać do ufności, możemy niechcący wychowywać do lęku.

Jeśli rodzice uznają, że jakaś forma zabawy jest niewłaściwa, mają prawo jej zakazać i wyjaśnić dzieciom swoje racje. Nie muszą jednak przedstawiać zwyczajnej zabawy tak, jakby miała moc unieważnienia zbawczego dzieła Chrystusa.

Czy bardziej boimy się diabła, niż ufamy Bogu?

Nie chodzi mi o to, żebyśmy przestali mówić o szatanie, lekceważyli pokusy czy uznali, że wszystkie praktyki związane z Halloween są dobre. Chodzi o właściwe proporcje. O to, byśmy w naszym myśleniu i przeżywaniu wiary nie przyznawali diabłu większego miejsca, niż rzeczywiście zajmuje.

Jan Paweł II często przypominał, że Jezus ostatecznie zwyciężył szatana i uwolnił nas od lęku przed nim. Papież podkreślał, że obietnica zwycięstwa jest dla chrześcijan źródłem nadziei, która powinna przenikać ich codzienne życie.

Dlatego chciałbym, żeby dyskusja o Halloween prowadziła nas do nieco innego pytania. Nie tylko: „Czy ta zabawa jest bezpieczna?”, ale również: „Czy moja wiara rzeczywiście opiera się na zaufaniu Bogu?”. Czy wierzę, że Chrystus jest Panem mojego życia? Czy Jego krzyż i zmartwychwstanie są dla mnie rzeczywistym źródłem nadziei? Czy potrafię patrzeć na świat z chrześcijańską odwagą, nie przypisując każdemu niepokojącemu zjawisku demonicznego znaczenia?

Może bowiem zdarzyć się tak, że w trosce o ochronę przed diabłem zaczniemy zapominać o Tym, który nas zbawił. Będziemy więcej mówić o zagrożeniach niż o łasce, więcej o mocy złego ducha niż o potędze Boga, więcej o tym, czego należy się bać, niż o Tym, któremu można bezgranicznie zaufać. A przecież św. Ambroży – przypomnę jeszcze raz jego słowa – przypomina nam: „Ten, kto powierza się Bogu, nie lęka się diabła”.

Chciałbym, żebyśmy właśnie tę prawdę odzyskali. Nie po to, by stać się nieostrożnymi, ale by nasza czujność wyrastała z wiary, a nie ze strachu. Nie po to, by bagatelizować zło, ale by nie zapominać, że nie jest ono wszechmocne.

Chrześcijanin powinien bardziej żyć świadomością zwycięstwa Chrystusa niż lękiem przed mocą szatana. Bo jeśli naprawdę wierzymy w zmartwychwstanie, nie możemy zachowywać się tak, jakby ostateczne zwycięstwo wciąż było niepewne.

Łukasz Sośniak SJ

Absolwent filologii polskiej, dziennikarstwa i teologii. Pracował w Gazecie Częstochowskiej, Radiu Jasna Góra i Radiu Watykańskim. Obecnie dyrektor jezuici.pl, autor Podcastu Jezuickiego i Męskiego Punktu Widzenia. Jego pasją i sposobem na relaks jest czytanie książek i jazda na rowerze.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Bardziej boimy się diabła, niż ufamy Bogu? Czy przebranie się za czarownicę to otwarcie furtki szatanowi?
Komentarze (0)
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.