"Czasem lekarze byli dla mnie Symeonami". Trudna diagnoza i świat, który się wali [Siedem Boleści Maryi]

"Czasem lekarze byli dla mnie Symeonami". Trudna diagnoza i świat, który się wali [Siedem Boleści Maryi]

O etykietkach dawanych dzieciom i macierzyńskich niepokojach, o lękach przed przyszłością i trudnych diagnozach, które przychodzą nagle i zmieniają życie; o tym, jak nie dać się przygnieść ciężarom, które trafiają na barki matek i o tym, czego w swojej pierwszej boleści uczy nas Maryja rozmawiają Magda Urbańska i Agata Rusek.  

Siedem Boleści Maryi; nabożeństwo, które wspólnie z Maryją pozwala przeżywać momenty trudności i cierpienia. To zaproszenie, by pogłębić swoją relację z Matką Bożą i doświadczyć jej wsparcia w trudnych momentach naszego życia. Rozważanie siedmiu tajemnic cierpienia może stać się źródłem siły i pocieszenia w codziennym życiu.

W Wielkim Poście nasze publicystki Agata Rusek i Magdalena Urbańska przygotowują dla Was specjalny cykl rozmów wokół Siedmiu Boleści Maryi. W piątki będą zabierać nas w podróż z cierpiącą Maryją, tak dobrze rozumiejącą nasze zranienia, niepokoje i problemy, i dzielić się swoimi doświadczeniami i perspektywą życia.

W tym odcinku:

Boleść pierwsza. Miecz, który przenika duszę
Jak żyć, gdy macierzyństwo jest pełne niepokoju?
W natłoku myśli otrzeźwia mnie widok Maryi w scenie ofiarowania
Sprawy, które budzą lęk w twoim sercu
"Czasem lekarze byli dla mnie Symeonami" 
Ratowałam się, patrząc na Maryję
Zaproszenie na live 24 lutego o 10.00
Siedem Boleści Maryi: kto je odprawia, wiele dostanie od Boga 

DEON.PL POLECA

 

 

Boleść pierwsza. Miecz, który przenika duszę

Pierwsza boleść Maryi to proroctwo Symeona: podczas ofiarowania Jezusa w świątyni, Symeon zapowiada, że miecz boleści przeniknie duszę Maryi. "Symeon zaś błogosławił Ich i rzekł do Maryi, Matki Jego: «Oto Ten przeznaczony jest na upadek i na powstanie wielu w Izraelu, i na znak, któremu sprzeciwiać się będą. A Twoją duszę miecz przeniknie, aby na jaw wyszły zamysły serc wielu»" (Łk 2, 34-35)

Jak żyć, gdy macierzyństwo jest pełne niepokoju?

Magda Urbańska: Wiesz, Agato, mam takie poczucie, że macierzyństwo jest pełne niepokoju. O zdrowie, powodzenie w życiu, o dobre przyjaźnie dla naszych dzieci. Niepokoje skądinąd słuszne, bo doświadczamy przecież różnych trudności, Maryja też je przeżywała i to już w zasadzie od czasu zwiastowania, gdy pyta Anioła, jakże się to stanie… Mimo to potrafiła żyć i ufać pomimo niepokoju. I tak się zastanawiam, czy nasze niepokoje nie przysłaniają nam czasami prawdy i nie odbierają życia?

Agata Rusek: Oczywiście, że odbierają! Z autopsji mogę powiedzieć, że czarnowidztwo dotyczące naszych dzieci jest wyjątkowo skutecznym sposobem, na jaki zły zaciemnia mi perspektywę nieba i ściąga wzrok bardzo w dół. I nie znam mamy, która by w taki czy inny sposób nie zmagała się z obawami o to, co jej dziecku przyniesie przyszłość. Myślę, że bardzo łatwo jest dać się porwać tego typu myślom, że one potrafią na całe lata zakotwiczyć matkę w odmętach strachu, w jakiejś formie paraliżu emocjonalnego.

W natłoku myśli otrzeźwia mnie widok Maryi w scenie ofiarowania

Może dlatego ta dość zagadkowa sytuacja podczas ofiarowania ma miejsce w rodzinie Jezusa: żebyśmy my same w podobnych momentach mogły spojrzeć na Maryję i wziąć z Niej przykład? To bajorko niepokojów o przyszłość naszych dzieci wydaje się bezdenne, a wypełniają je wszystkie myśli z rodzaju: czy na pewno dobrą ścieżkę edukacji im wybraliśmy? czy to środowisko, w którym się obracają jest dobre? jaki język obcy pomoże im zbudować dobrą pozycję na rynku pracy? czy zjedzenie żelka nie zniweczy wysiłku karmienia piersią? Gdy sama się w nim zaczynam zanurzać, gdy pojawia się cały ten natłok myśli, zawsze mnie otrzeźwia scena z Maryją u stóp świątyni, w momencie ofiarowania.

Magda Urbańska: To ciekawe spostrzeżenie. Dlaczego tak myślisz?

Agata Rusek: Bo u mnie bardzo często rozmaite ponure myśli pojawiają się, gdy zaczynam myśleć o przyszłości. Dzięki Bogu (dosłownie!) idę przez życie starając się widzieć dobro, błogosławieństwo i generalnie mieć wzrok utkwiony w niebie. Ale nie jestem głucha na to, co do mnie huczy świat. I często jest tak, że gdy dam się wciągnąć w tryby codzienności, to opinie rozmaitych proroków współczesności zaczynają mi wiercić w głowie. I zaczyna się: zaraz będzie wojna, krach na giełdzie, sztuczna inteligencja zmodyfikuje nam mózgi, a dewastacyjna gospodarka człowieka już za moment odbierze nam tlen. Gdy słyszysz milion takich głosów i jesteś normalnym, kochającym rodzicem, to zaczynasz się niepokoić. I mnie w takich momentach bardzo pomaga przyglądanie się Maryi.

Sprawy, które budzą lęk w twoim sercu

Zobacz. Młoda, niedoświadczona dziewczyna, która słucha nie tylko słów błogosławieństwa dla swojego dziecka, lecz także bardzo wprost wyartykułowanej przepowiedni bólu: On będzie cierpiał i Ty będziesz cierpieć! Z kart Ewangelii wiemy przecież, że Maryja cały czas robi wszystko „jak należy”. Mówi Bogu „tak” przy zwiastowaniu, wypełnia Prawo, troszczy się o dziecko, niesie je do Boga - a tutaj nagle pojawia się dysonans. Symeon co prawda w głos zachwyca się Jej maleństwem, ale potem - zawsze tak to sobie wyobrażam - bierze Ją za ramię, odsuwa nieco na bok i patrząc prosto w oczy, ze smutkiem szepce słowa, które nie zapowiadają sielanki, jednorożców i kariery na miarę przyszłego króla wszechświata.

Ta scena jest mi szczególnie bliska, bo jako mama słyszę, a czasem sama tworzę różne etykietki dotyczące moich dzieci. “Będzie mu z tym ciężko, z takim charakterem, jak tak dalej pójdzie, to nigdy…”.  Czasem to ocena kogoś z rodziny, czasem feedback od nauczyciela, a czasem przeczytany raport o stanie świata, gospodarki czy edukacji, który w moje myśli sączy lęk. Patrzę wtedy na Maryję i zastanawiam się, jak Ona to zrobiła, że ani nie prychnęła z lekceważeniem na proroka, ani nie zaczęła lamentować, ani natychmiast nie umieściła małego Jezusa pod kloszem. Wiemy jedynie z innego fragmentu, że Maryja dziwiła się, co o Jej Synu mówiono i zatrzymywała te sprawy w swoim sercu. 

"Czasem lekarze byli dla mnie Symeonami" 

Magda Urbańska: Myślę teraz o tych momentach, w których słyszałam trudne diagnozy moich dzieci. Czasem lekarze byli dla mnie takimi Symeonami. Przenośnikami trudnych wiadomości. Myślę, że wielu z nas ma to doświadczenie, że nasz poukładany świat jakoś się burzy, nasze wyobrażenia zderzają się z rzeczywistością, często niezwykle trudną. 

Agata Rusek: Pięknie to ujęłaś – że czasem lekarze stają się takimi Symenonami. Możesz się podzielić tym doświadczeniem? Jak sobie z nim poradziłaś?

Magda Urbańska: Nie poradziłam sobie. Były takie momenty, że zostawał mi tylko płacz z bezsilności. W pierwszym momencie ból obezwładnia, dopiero po jakimś czasie potrafię podejść do trudności zadaniowo, szukać rozwiązań, wsparcia. Myślę teraz z wielką troską o wszystkich mamach dzieci niepełnosprawnych. Jak dźwigać, takie doświadczenie tak, by ono nas nie wbiło w glebę… To jest niezwykle trudne. Gdyby nie wsparcie osób z zewnątrz (terapeutów, przyjaciół) i moja wiara, z której czerpałam siłę, myślę, że byłoby mi dużo trudniej to wszystko przyjąć. A jak Ty sobie radzisz z tym, że nie zawsze słyszysz to, co chciałabyś usłyszeć o przyszłości, rozwoju swoich dzieci?

Agata Rusek: Pamiętam zwłaszcza jedną sytuację w historii naszej rodziny, taką, która postawiła nas w sytuacji granicznej, niepewnej, z milionem pytań o przyszłość dziecka kotłujących się w głowie. I z tym dojmującym poczuciem bezsilności: że nie wiesz, co będzie jutro. Była szczęśliwa ciąża, piękny poród, świetnie poukładana logistyka rodzinnej opieki na czas połogu (mieliśmy wtedy już dwójkę małych dzieci na pokładzie) i w ten jasny świat wdarł się cień. Jedna zatroskana mina lekarza podczas rutynowych badań zainicjowała bieg wydarzeń, który na długie miesiące wywrócił nasze życie do góry nogami. I podobnie jak Ty, ja również najgorzej wspominam ten pierwszy moment. Pierwsze słowa lekarza - “musimy natychmiast zabrać dziecko na intensywną terapię” - kompletnie mnie powaliły, czułam ból, frustrację, złość i bezsilność. Jestem do dziś ogromnie wdzięczna personelowi naszego szpitala, który wykazywał się wobec mnie i mojego męża empatią i do tych wszystkich naszych emocji podchodził z szacunkiem i taktem. Gdy się oswoiliśmy z diagnozą, podobnie jak wy przeszliśmy w stan zadaniowy i po prostu trzeba było robić to, co konieczne.

Ratowałam się, patrząc na Maryję

I wiesz, wtedy w szpitalu, zalana poporodowym tsunami hormonów, ratowałam się patrząc na Maryję. Ona przecież przyjęła przepowiednię Symenona. I z całą pewnością długo ją trawiła. Nie zlekceważyła; może włożyła do szufladki w głowie z napisem „ważne” i wróciła do niej, gdy szła z Jezusem na Golgotę - a tymczasem zajęła się życiem. Kilka wersetów dalej czytamy w Ewangelii, że wrócili z Józefem i Jezusem do Nazaretu, a tam chłopiec rósł i nabierał mocy, napełniając się mądrością. Czyli Maryja nie karmiła się tą zapowiedzią bólu, nie utknęła w niej na lata. Skoncentrowała się na tym, na co miała wpływ. Karmiła małego Jezusa, dbała o Jego zdrowie, uczyła tych ludzkich spraw, które w relacjach dają supermoc. Tak to przynajmniej widzę…

Magda Urbańska: Bardzo mi to współbrzmi z moimi doświadczeniami z patologii ciąży. Bo dla mnie ofiarowanie w świątyni jest pewną wskazówką, kluczem, pomocą. Mam silnego Boga, mam Kogoś, do Kogo zawsze mogę zwrócić się o pomoc. Wiele razy doświadczyłam , na przykład podczas adoracji w ciszy, jak przychodziła mi do głowy myśl, która była idealnym rozwiązaniem jakiegoś problemu, głębokiej troski. I takie sytuacje są dla mnie dowodem na to, że Bóg nie jest obojętny na rodzicielskie dylematy, lęki i cierpienie, ale że On jest w samym środku tego wszystkiego, co jest trudne…

Agata Rusek: Pełna zgoda! Może od tego trzeba w ogóle tę scenę z proroctwem Symeona rozważać: żeby zauważyć, jak wiele nam mówi decyzja Maryi i Józefa, by do tej świątyni iść. Oni szli wypełnić prawo; przyglądając się temu, jak bardzo zasłuchane w Głos Boga są ich serca wiemy, że to nie była decyzja wyrachowana ani na pokaz. Oni wiedzieli, kto jest Panem wszystkich istot na świecie i od Kogo ich życie zależy. Przychodzą więc powierzyć Bogu Tego, którego kochają. I to we wszystkich rodzicielskich boleściach jest bardzo cenna wskazówka. 

Zaproszenie na live 24 lutego o 10.00 

Drogi Czytelniku, jeśli po przeczytaniu tego tekstu chciałbyś spotkać się z nami i spojrzeć w ten temat trochę głębiej, zapraszamy na live. Odbędzie się w najbliższy wtorek, 24 lutego, od godz. 10:00, na naszych instagramowych profilach: @magda_urbanska_blog i @dobra.wnuczka. Podzielimy się szerzej doświadczeniem zarówno naszym, jak i tych, którzy w jakiś sposób nam zaufali i pokazali również swoją perspektywę. Spotkanie live chcemy zakończyć wspólną modlitwą, więc zapraszamy serdecznie już w najbliższy wtorek!

Siedem Boleści Maryi: kto je odprawia, wiele dostanie od Boga

Obietnice związane z rozważaniem nabożeństwa Siedmiu Boleści Maryi miała przekazać świętej Brygidzie Szwedzkiej sama Maryja. Matka Boża miała ją poprosić, by rozważaniu każdego z Jej cierpień towarzyszyło jedno "Zdrowaś Maryjo".

Oto siedem obietnic Matki Bożej dla tych, którzy codziennie rozważają Jej Siedem Boleści:

- Obdarzę pokojem ich rodziny.
- Otrzymają światło w poznawaniu Bożych tajemnic.
- Pocieszę ich w cierpieniach i będę towarzyszyć im w codziennej pracy.
- Udzielę im wszystkiego, o co będą prosić, jeśli tylko nie sprzeciwia się to czci należnej Mojemu Boskiemu Synowi ani uświęceniu ich dusz.
- Będę ich bronić w duchowych zmaganiach z nieprzyjacielem piekielnym i chronić w każdej chwili ich życia.
- Widocznie wspomogę ich w chwili śmierci - ujrzą oblicze swojej Matki.
- Otrzymałam od Mojego Boskiego Syna szczególną łaskę: ci, którzy będą szerzyć nabożeństwo do Moich łez i boleści, zostaną zabrani prosto z tego życia do wiecznej szczęśliwości, gdyż wszystkie ich grzechy zostaną im odpuszczone, a Mój Syn stanie się ich wieczną pociechą i radością. 

Siedem Boleści Maryi 

1. Proroctwo Symeona
2. Ucieczka do Egiptu
3. Zagubienie dwunastoletniego Jezusa w świątyni
4. Spotkanie z Jezusem niosącym krzyż
5. Ukrzyżowanie i śmierć Jezusa
6. Zdjęcie Jezusa z krzyża
7. Złożenie Jezusa do grobu

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
ks. Mateusz Wyrzykowski

Rozważanie męki Pańskiej to jedna z najbardziej owocnych praktyk duchowych, do jakich Kościół zaprasza wiernych – przede wszystkim w okresie Wielkiego Postu. Rozmyślanie nad śmiercią Zbawiciela z jednej strony demaskuje niebywałą siłę grzechu i zła,...

Skomentuj artykuł

"Czasem lekarze byli dla mnie Symeonami". Trudna diagnoza i świat, który się wali [Siedem Boleści Maryi]
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.