Blamaż filmu "Kolumbia - świadectwo dla świata"

Blamaż filmu "Kolumbia - świadectwo dla świata"
(fot. Andrzej Sarnacki SJ)
7 lat temu
ks. Andrzej Sarnacki SJ

W 2008 Dominik Tarczyński nakręcił film "Kolumbia - świadectwo dla świata", który w 2011 zdobył I miejsce na XVI Międzynarodowym Katolickim Festiwalu Filmów i Multimediów w Niepokalanowie. Film, według wielu recenzji, pokazuje prawdziwe oblicze Kolumbii, gdzie rządzący, na czele z prezydentem Álvaro Uribe, eliminują przestępcze marksistowskie mafie narkotykowe.

Sam reżyser w wielu wywiadach podkreślał, że jest pod głębokim wrażeniem odważnego wyznawania wiary przez prezydenta Uribe i przedstawicieli jego rządu, którzy dali świadectwo przed polskimi kamerami. Autora dokumentu zachwyciło również to, że ten na wskroś katolicki prezydent, jako jedyny w historii, był wybrany na dwie kadencje (2002-2006 i 2006-2010). Czyż nie takiego prezydenta chcielibyśmy mieć i my, skutecznego, a jednocześnie odważnie deklarującego, że przed każdą decyzją prosi Boga o pomoc? Wszystko to niczym bajka. I bajką niestety jest.

Bowiem ex-prezydent Kolumbii Álvaro Uribe Vélez walczył z lewicową partyzantką (owszem zbrodniczą i zdeprawowaną) za pomocą organizacji paramilitarnych, które według statystyk zamordowały więcej osób, przede wszystkim cywilnych, niż obie partyzantki FARC i ELN razem wzięte. Lista udokumentowanych zbrodni i tysiące świadków, mówią o egzekucjach, masakrach, gwałtach, masowych wysiedleniach pod przymusem całych społeczności czy torturach (takich jak ćwiartowanie piłą mechaniczną, dekapitacja, odzieranie ze skóry, kastracja i wiele innych). Ofiarami paramilitares byli przede wszystkim biedni rolnicy, bardzo dużo kobiet i dzieci, którzy mieli nieszczęście mieszkać np. na terenie roponośnym. Co więcej, paramilitares są powiązani z przemysłem narkotykowym bardziej niż lewicowe partyzantki. Uribe był współtwórcą ich potęgi, gdy jeszcze jako gubernator regionu Antioquia umożliwił im kryminalną działalność na swoim terenie, która przede wszystkim służyła rodzimym elitom i obcemu kapitałowi. Później, w czasie swojej prezydentury, zgrabnie przeprowadził propagandową demobilizację paramilitares, którzy przekształcili się w tzw. bandas criminales. Ex-paramilitares weszli też w politykę i dziennikarze śledczy oceniają, że dziś 1/3 polityków kolumbijskich ma powiązania z tą grupą. Dzięki temu Uribe zapewnił sobie korupcyjny parasol ochronny.

Szkoda, że reżyser filmu nie sprawdził żadnych rzetelnych danych nt. prezydenta, przyjmując bezkrytycznie propagandową wersję samego bohatera dokumentu i jego zwolenników. Łatwo było na przykład sprawdzić, dlaczego Uribe jako jedyny w historii był wybrany na dwie kadencje. Otóż wcześniej konstytucja zabraniała natychmiastowej reelekcji. Uribe metodami korupcyjnymi doprowadził do zmiany zapisów w konstytucji, co umożliwiło jego ponowny wybór, tym łatwiejszy, że jeden z jego ministrów był właścicielem stacji TV i gazety, zapewniających odpowiednią propagandę. W czasie swojej drugiej kadencji Uribe zamierzał ponownie dokonać zmiany, by móc rządzić "na czas nieokreślony", ale zdecydowany sprzeciw społeczeństwa, biskupów, ludzi nauki i wielu polityków, udaremnił zamiar pójścia w ślady Łukaszenki.

Rządy Uribe obfitują w przykłady korupcji, co nie jest akurat niczym niezwykłym w krajach Ameryki Łacińskiej. Najbardziej znane to przypadki falsos positivos. Żołnierze będąc pod presją wyników, przebierali przypadkowych rolników lub bezrobotną młodzież w mundury partyzantów, a następnie mordowali przebierańców, wykazując się wynikami "walki z terroryzmem". Udokumentowano do tej pory ok. 2 tysięcy takich morderstw, popełnionych za przyzwoleniem generałów armii. Dziś już 3 tysiące (sic!) wojskowych odsiaduje kary w więzieniu. Z 60. współpracowników byłego prezydenta blisko 30. trafiło do więzienia, a 20. kolejnych jest w trakcie procesów karnych. Również obu synom Uribe postawiono kilka zarzutów korupcyjnych, m.in. o wykorzystanie poufnych informacji w czasie prezydentury taty, dzięki czemu Tomás i Jerónimo kupili nieużytki rolne, chwilę przed ogłoszeniem, że rząd planuje w tym właśnie miejscu budowę autostrad, przez co wartość ziemi wzrosła o 500%.

Nie znając realiów Ameryki Łacińskiej, autor dał się wmanipulować w polityczny PR i uległ czarowi najważniejszych osób w państwie "dających świadectwo". Większość z nich to hipokryci z najwyższej półki. Jest to specyficzny rodzaj mentalności, który w tego typu religijnym przebraniu raczej nie występuje dziś w Europie. A oto analogiczny przykład. Do sanktuarium Sabaneta blisko Medellin często przychodzą sicarios, by prosić Matkę Bożą o szczęśliwe wykonanie zlecenia. Sicarios to płatni mordercy, najczęściej młodzi ludzie, którzy słyną z szybkiego wykonywania egzekucji na wskazanych osobach. Matce Bożej zapalają świeczkę, by ich kule nie chybiły. Sprawa została dobrze opisana w książce La virgen de los sicarios ("Matka Boska płatnych morderców"), która jest powieścią opartą na faktach. W tutejszej rzeczywistości u wielu osób nie widać żadnego konfliktu moralnego, gdy chodzą na mszę, noszą przy sobie różaniec, czasem nawet ostentacyjnie na szyi, a równocześnie dopuszczają się ciężkich zbrodni. Zdarza się, że pierwsze ławki w kościele zajmują bogate rodziny, które niemiłosiernie wykorzystują biednych w swoich kopalniach czy na plantacjach i które nie wahają się użyć sicarios w celu porachunków z przeciwnikami czy dłużnikami. Uważają się jednak za przykładnych katolików, nie wstydzą się wiary i chętnie "dają świadectwo".

Prezydent odmawiający różaniec w każdą środę w świetle kamer jest takim właśnie człowiekiem. Jego zwolennicy albo należą do szerokiego układu, jaki stworzył, albo wierzą w jego wizerunek publiczny. "Świadectwo" prezydenta Uribe, człowieka patologicznie autorytarnego, to przedstawienie teatralne na potrzeby wizerunku, gdy faktycznie mieliśmy do czynienia z "miękką dyktaturą" i twardą hipokryzją, a okres jego rządów określa się dziś pojęciem narcoparapolitica.

Autor filmu gorąco zachęca do jego obejrzenia. Owszem, można, tym bardziej że w 1/5 film przedstawia szczere świadectwa zwykłych ludzi. Cała reszta to farsa, stworzona dzięki wyjątkowej naiwności i beztrosce nieprzygotowania do rozmowy z politykami. Jest to również kompromitacja jury Festiwalu. Czyż można bardziej się pomylić, niż podziwiając Piłata jako skutecznego urzędnika państwowego, chwaląc Szawła z Tarsu za gorliwość w promowaniu judaizmu lub lansując Nerona, jako artystę tragicznego? W komentarzach nt. filmu wiele osób pisze, że chciałoby, by i w Polsce byli tacy politycy. Raczej bym odradzał. Byłoby zdrowiej, gdyby politycy nie manipulowali Kościołem, nie brali ślubu kościelnego na potrzeby kampanii, nie fotografowali się z biskupami dla zdobycia przychylności katolickiego elektoratu, żeby byli ludźmi nieuwikłanymi, wolnymi od korupcji i hipokryzji, i pracującymi dla dobra kraju. Amen

Wszystkich, którzy wzruszyli się na filmie mogę zapewnić, że Kolumbia daje świadectwo wiary, nierzadko heroiczne, ale nie dowiecie się tego z filmu "Kolumbia - świadectwo dla świata". Jednocześnie chcę jasno zadeklarować, że nie jest to krytyka innych rodzajów działalności p. Dominika Tarczyńskiego. Chodzi wyłącznie o film nt. Kolumbii. Pozostaje mi życzyć, by w dalszych projektach (deklaracje zrobienia filmów o Meksyku i Ekwadorze) autor nie poszedł na żywioł.

Ks. dr Andrzej Sarnacki SJ jest adiunktem Akademii ‘Ignatianum’ w Krakowie, w Instytucie Kulturoznawstwa. Obecnie prowadzi roczne badania naukowe w Kolumbii, na Pontificia Universidad Javeriana w Bogocie

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Blamaż filmu "Kolumbia - świadectwo dla świata"
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.