Jak można kochać takiego Boga?

Jak można kochać takiego Boga?
(fot. sxc.hu)
7 lat temu

 "Będziesz miłował Pana Boga swego" (Mk 12, 30).

Pewien katecheta, który pracował w katolickiej szkole średniej, zorientował się, że w dyskusjach na lekcji religii uczniowie posługują się niezwykle surowym wyobrażeniem Boga. Mówili między innymi, że Bóg to taki kapryśny tyran, łatwo Go obrazić, zazdrości nam naszych sukcesów i dlatego rzuca kłody pod nogi; ciągle czegoś żąda - jakichś ofiar, rezygnacji z przyjemności, a jedynym sposobem, żeby Boga jakoś sobie zjednać, to staranie się, aby być dobrym. Cały czas nic innego nie mówi tylko o tych przykazaniach i zakazach.
Zaniepokojony katecheta na kolejnych lekcjach próbował "skorygować" te poglądy. Zaczął opowiadać o Bogu hojnym, o Bogu, który zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych, o tym, że Jego miłość jest bezwarunkowa, że jest ojcem syna marnotrawnego, że każdemu daje talenty do pomnożenia.
W końcu jeden z uczniów odważył się i mówi: "Jeśli taki jest Bóg, to dlaczego być dobrym? Jeśli Bóg kocha nas bez względu na to, jacy jesteśmy, to po co się starać i zachowywać przykazania? Jeśli nie będziemy ukarani albo wynagrodzeni za nasze postępowanie, to czy nie lepiej żyć na luzie?
O przykazaniu miłości Boga i bliźniego słyszymy w Kościele niemal do znudzenia. Przyzwyczailiśmy się do tych słów tak dalece, że czasem już nas one nie ruszają. Wydają się oczywiste i zrozumiałe. Ale czy właśnie nie tutaj tkwi problem?
Spróbujmy przez chwilę skoncentrować się na tym, co jest pierwsze, a więc na słuchaniu. I co słyszymy w Ewangelii?
Że przede wszystkim mamy kochać Boga całym sercem, duszą, umysłem i mocą. Inaczej mówiąc, nie tak na pół gwizdka, ale całym sobą. Czyli tym, co w nas nieśmiertelne, naszym rozumem, wolą, ale także naszymi uczuciami i ciałem. Przecież to jest coś nieprawdopodobnego. Jak można kochać całym sobą kogoś, kogo nie widzimy, nie słyszymy, nie możemy dotknąć? Czy miłość można nakazać? Czy ojciec może zmusić swoje dziecko, żeby rzuciło mu się z radością w ramiona? Właśnie. By zrozumieć, dlaczego Bóg oczekuje od nas takiej miłości, trzeba rozumu i serca dziecka.
Moi przyjaciele mają sześcioro dzieci. Same dziewczyny. Najmłodsza ma obecnie 8 lat, najstarsza 22. Opowiedzieli mi kiedyś taką historię.
Pewnej soboty budzą się wcześnie rano, bo słyszą w kuchni jakieś poruszenia, szuranie i przepychanki. Ale nie wstają z łóżka, bo chcieli dłużej pospać. Nagle o godzinie 7.00 słyszą pukanie do drzwi sypialni. Wszystkie dzieci wchodzą do środka i mówią: "Przygotowałyśmy wam śniadanko. Zaraz przyniesiemy je wam do łóżka". Jajecznica. Tosty. Naleśniki. Kawa. Sok pomarańczowy. Oboje przecierają oczy ze zdumienia i są pełni wzruszenia. Ich pociechy wstały o 6.00 rano, w sobotę, tłukły się przez godzinę, by rodzice mogli zjeść śniadanie w łóżku.
Po czasie ich mama powiedziała mi:"Wiesz co to była za radość z tym śniadaniem, nawet jeśli bym sobie jeszcze wówczas dłużej pospała. Człowiek karmił, przewijał, kąpał te maleństwa, siedział po nocach, potem gotował, sprzątał, a tu w niespodziewanym momencie te maleństwa robią ci taką niespodziankę. Oboje z mężem byliśmy w szoku. Nikt im tego nie kazał, ani o to nie prosił. Same zrozumiały, o co chodzi z miłością".
Z miłością Boga i do Boga jest podobnie jak z miłością ludzką. Dlatego te dwa przykazania są nieodłączne. Bóg każdego dnia, jak rodzice względem dzieci, szykuje śniadania, gotuje obiady, pomaga w odrabianiu zadań, pociesza, przytula, dmucha na zadrapania i stłuczenia, ostrzega przed głupstwami. Tyle tylko, że my się do tego wszystkiego przyzwyczajamy, nie zauważamy darów, ani Jego obecności, bo uważamy, że to wszystko nam się należy. Za to bezbłędnie koncentrujemy się na brakach. I to nam zamyka oczy. I dlatego potem myślimy, że Bóg od nas czegoś ciągle żąda i wymaga. I dlatego pytamy o nagrodę albo boimy się Go bardziej niż śmierci.
Dzieci moich przyjaciół zauważyły, jak wiele otrzymały za darmo. Zaimponowała im postawa ich rodziców. Przygotowując śniadanie, chciały być do nich podobne. Dlatego tamtego sobotniego poranka było w tym domu tyle radości.

Jak można kochać takiego Boga? - zdjęcie w treści artykułu

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Jak można kochać takiego Boga?
Komentarze (48)
A
aga
31 stycznia 2015, 11:46
Dla mnie dobrego boga nie ma, a uważam tak bo dobry ojciec jakim to niby ma być bóg  wg pś  nie zachowuje się tak jak się zachowuje,powinien  chcieć zawsze dobra dla swojego dziecka,a jakim to niby dobrem kieruje sie bóg skazując niewinnych ludzi,dzieci na cierpienia, choroby itd?Że niby te osoby są szczęśliwe?Dla mnie to zycie w  kłamstwie,zaprzeczanie rzeczywistości,to poprostu fikcja.Sama mam chorobę genetyczną i nie widzę  w tym żadnego głębszego sensu,w tym,ze akurat mnie to spotkało,nie zamierzam udawać ,że wszystko jest ok i chodzic z uśmiechem na twarzy bo tak nie jest.Myśląc o swoim życiu czuję żal i rozgoryczenie i uważam,że jeśli jest jakiś stwórca,jeżeli istnieje  i niby kocha to kocha on chorą,patologiczną jakąś miłością,wybierając sobie ludzi,którym daje wszystko,a resztę traktuje jak odpad,tak dokładnie tak nikomu nie potrzebny  zbyteczny odpad,dając wszystko co najgorsze niekiedy od samego początku.Wolałabym żeby było coś po śmierci,jakiś lepszy świat,ale chciałabym żeby okazało się,że boga nie ma.
M
Milosc
31 stycznia 2015, 13:54
Agnieszko, dopiero z perspektywy czasu potrafimy zobaczyć, że to, co nam sie przytrafiło i w danym momencie przynosiło żal i rozgoryczenie, było naszym najwspanialszym doświadczeniem. Dostajemy od życia pewne lekcje, bo jak inaczej moglibyśmy się wszystkiego nauczyć? Ja nauczyłam się, że wszystko jest dobrze, jeśli zdaję się nie na siebie lecz na Boga i kiedy bez oporu przyjmuję każdą zmianę zachodzącą w moim życiu. Dopóki się czemuś opierasz, dajesz temu jeszcze większą siłę rażenia. Kiedy jednak zaczynasz się temu tylko przyglądać, ono traci swoją moc. Popatrz na swoje doświadczenia bez oporu, tj. bez poczucia rozgoryczenia sytuacją, w której jesteś - popatrz jak byś patrzyła na siebie oczami dobrego Boga, który doświadczając Ciebie, pragnie Cię nauczyć czegoś znacznie większego. Tak naprawdę Ty już sama odpowiedziałaś sobie na pytanie, co Bóg chce Ci pokazać - że Bóg kocha wszystkich, także tych, którzy cierpią - nawet jeśli nazywasz to teraz miłością patologiczną, to zobacz, jaka ta miłość jest ogromna. Do tego stopnia, że dane Ci jest (a innym ludziom dzięki Tobie) kochać tych, którzy cierpią tak jak Ty.
M
Milosc
31 stycznia 2015, 13:54
Ty otaczasz siebie miłością  i kochasz siebie taką, jaka jesteś. Ty dostrzegasz cierpienia innych niewinnych istot, a swoim buntem (oporem) kochasz ich tym mocniej - jakbyś sama kochała za siebie i za Boga, prawda? Bóg czyni to samo - bo doświadczając tej "patologicznej" miłości, kocha tym mocniej tak siebie jak i innych współcierpiących. Wszystkie zmiany zachodzą po to, by podtrzymać harmonię wszechświata. Ty zostałaś wybrana, by być tą  zmianą, aby Twój sposób patrzenia na obecne przeżycia, stworzył nową perspektywę patrzenia na przyszłość. Sztuka polega na tym, aby dzisiaj znać jutro. Czy wybierzesz pogrążanie się w goryczy czy wybierzesz być szczęśliwym człowiekiem a przez to dać świadectwo współtowarzyszom w niedoli, że zmianę, która pojawi się w przyszłości, trzeba zacząć dzisiaj. Zaufaj - Ty jedna masz wpływ na to, jakim człowiekiem będziesz jutro. Przypatrz się słowom, których używasz dziś i zamień je na słowa, jakich chciałabyś używać jutro. Przypatrz się swoim myślom i zamień je na myśli, które chcesz, żeby towarzyszyły Ci jutro. Przypatrz się też swoim uczynkom i zastanów się, czym chciałabyś zajmować się jutro. Gdy zmienisz pojmowanie tego, co jest dzisiaj, zmienisz całą przyszłość swoją i innych, którzy są tak blisko Twojemu sercu i Twojej miłości też tak bardzo pragną dzięki Tobie doświadczyć.  Nie sztuką jest kochać piękno. Sztuką jest widzieć miłość tam, gdzie inni zdają się jej nie dostrzegać.
B
Bartek
23 stycznia 2015, 19:41
to surowy tyran bez serca są to fakty czytaj PŚ, zapamiętajcie to sobie fantatyczni katole bo tylko tacy tu wchodzą
E
Everest
24 stycznia 2015, 03:15
Złośnik i okrutnik to jest Bog ze ST. Dzieci dobrze go rozszyfrowaly. W swojej niewinności dziecko widzi to czego starszy nigdy nie zobaczy. Jak w Szatach Króla.
M
Malinia
6 października 2014, 12:26
Modle się nie dlatego ze chce "coś" wymodlić, modle się i dziekuje. Bóg daje i odbiera. Dał mi to z czym mogłam sobie "poradzić" dał mi zdradę bo wiem ze z chorodą, rakiem bym sobie nie poradziła. Dzikeuje
Monika Tomalik
Monika Tomalik
14 sierpnia 2014, 17:49
Co jest motorem napędowym twojej modlitwy? Intencja, by coś „wymodlić”? A ile jest w tych modlitwach  miłości do Jezusa?  Po co chodzisz na Eucharystię? By tylko ją zaliczyć i mieć spokój, aż do następnej niedzieli? Wyobraź sobie, że masz iść na randkę. Nie możesz się już jej doczekać, odliczasz godziny, bo tak bardzo chcesz, by tą ukochaną osobę zobaczyć, dotknąć, przytulić, pocałować. Jesteś w niej tak zakochany/a, że o niczym innym nie myślisz, tylko o niej. A w tym samym czasie twoja ukochana osoba myśli „Ojej… kurczę, znów ta randka…  A tu taka ładna pogoda się zapowiada na cały dzień…. Dobra, pójdę na 7 rano, żeby już ją odhaczyć, mieć już spokój i cały dzień dla siebie”. Czy nie bolałoby cię takie zachowanie? Ktoś kogo tak bardzo kochasz, spotyka się z tobą tylko z obowiązku?
MR
Maciej Roszkowski
15 listopada 2012, 15:15
 Określenie miłości całkiem świeckie przez Ericha Fromma to: chęć poznania innej osoby, chęć przebywania z nią, dzielenia sie radościami i smutkami, działanie jna rzecz jej dobra.  Nie mam w sobie takich wybuchów emocjonalnych jakie miałem gdy kilkadziesiąt lat temu pokochałem pewną pannę, ale jest we mnie taka właśnie milość.Ona ułatwia rozpoznawanie znaków jakie posyła nam Bóg jako objaw swojej wzajemnościi. Szukajmy znaków! To co dla nas jest przypadkiem, zdarzeniem niezrozumiałym tam jest działaniem celowym, choć często trudnym do zrozumienia i przyjęcia. szukajmy w sobie tego co nas ogranicza, co nas zniewala. żlo nie wystepuje z otwartą przyłbicą, zawsze udaje dobro.   
P
piotr
15 listopada 2012, 13:05
 Pilat nie rozumiał Syna Boga, którego przesłuchiwał. Nie rozumiał wierzących w Boga Żydów którzy chca zabić Jego Syna, właściwie bez powodu. Nie rozumiał Go również król wierzącego narodu - żydowski Herod, ktory liczyl tylko na jakąś sztuczkę dla rozrywki. Z Piłatem Jezus rozmawiał, z Herodem nie chciało mu się gadać...i
X
x
7 listopada 2012, 13:41
Bóg zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych, bo chce być kochany przez człowieka WOLNEGO ! Bez determinantów i reakcji piesków Pawłowa. Jakaż byłaby to miłość ! Nie ma miłości - ani do Boga, ani do ludzi - bez usilnego, całym rozumem i sercem, dążenia w wypełnianiu woli (czyli praw!) Boga ! - Bądź wola Twoja jako w niebie, tak i na ziemi... Jakieś oddzielanie miłości od woli Boga (Jego praw) jest najzwyczajniej demoralizujące, a gdy występuje w przekazie księdza i duszpasterza (sic!) - wręcz szatańskie ! To jest straszliwy w swej pysze gwałt na woli Boga w budowaniu Jego obrazu na podobieństwo woli człowieka !!!
BJ
Bóg jest nienawiścią
7 listopada 2012, 12:52
I nie groź mi cierpieniem bliskich, bo jeśli im się coś stanie, będę przeklinał twojego boga do końca zycia i nigdy więcej się nie wyspowiadam.
C
cxz
14 sierpnia 2014, 20:21
Jeśli ktoś jest tak głęboko poraniony to żadne argumenty słowne nie trafiają a wzbudzają tylko gniew i bunt przeciwko Bogu. By wyjść z tego stanu potrzebny jest drugi człowiek, potrzeba njest bezinteresowna miłość, ludzka doboć i życzliwość dana przez drugiego człowieka właśnie dlatego, że jest on pełen tej bezinteresownej miłości Bożej. Taka miłość leczy i taka postawa człowieka wierzącego względem osoby poranone, odrzuconej, obwiniającej Bogaj jest przejawem miłości Bożej. Nie da się zaleczyć ran argumentami, nie da się doznać Bożej miłości serwując kolejną porcję cytatów biblijnych. Trzeba Bożą miłośc okazać, pozwolić by Bóg zadziałał właśnie przez naszą postawę, bezinteresownie, tak podarowana dobroć leczy i podnosi tego kto poranioony i przytłoczony cierpieniem nie jest już w stanie sam się dzwignąć. A cierpienie... cierpienie daje się przyjąć tylko wtedy gdy zrpozumiemy Krzyż a Krzyża nie da się zrozumieć i przyjąć bez doznania Bożej miłości, miłości odbitej w drugim człowieku. Życzę Ci byś na swojej drodze spotkał dobrego człowieka, który żyjąc prawdziwie Bogie będzie chciał okazać Ci serce i podauje część tej Bożej miłości, którą mam w sobie. Takich ludzi jest mało, coraz mniej, często tam gdzie ich nie szukamy ale istenieją i są prawdziwymi ludzkimi aniołami. Oni proadzą do Boga i oni pokazują czym jest Boża miłość a gdy się jej dozna to wtedy cierpienie daje się przyjmować choć tak naprawdę to wyższa szkoła jazdy w życiu duchowym. Pozdrawiam serdecznie i życzę dobrych ludzi aniołów i o to się trzeba dla Ciebie pomodlić.
24 stycznia 2015, 01:08
Cxz, to naprawdę głęboki stopień zrozumienia. Cieszę się, że jesteś. Takich aniołów jest wielu, coraz więcej. :)
BJ
Bóg jest nieobecny
7 listopada 2012, 12:43
Spotkało mnie i spotyka bardzo wiele cierpienia, jeśli wymodlisz mi coś jeszcze gorszego, popełnię samobójstwo. Natychmiast.
7 listopada 2012, 12:40
@Bog jest nieobecny -  napisze raz jeszcze wymyśliłeś sobie boga, bardzo wielu wymyśla sobie boga. Może dokładniej wymyśla sobie jakiś obraz Boga. Często bardzo odległy od przekazu biblijnego. Ten obraz prędzej, czy później pęknie jak bańka mydlana. Pęknie, bo obraz nie zgadza się z doświadczeniem życiowym, z rozumowym poznaniem . Przecież Bóg tak nie może, mój bóg tak nie może. Cierpienie (przeważnie bliskich), jakaś choroba, coś złego są tymi szpikulcami przekłuwającymi bańkę wyobrżeń . Skoro nie ma takiego Boga, jakie obraz ktoś sobie stworzył to automatycznie oznacza, ze nie ma Boga. Ale to nie prawda. Bóg jest, istnieje naprawdę. I jeszcze jedno – nie mam zamiaru bombardować, namawiać, przekonywać. Pisze tylko dlatego, ze wiem, ze czasami pojedyncze słowo może stać się dla Ciebie jakaś inspiracją w kierunku ponownego zaufania Bogu.
BJ
Bóg jest nieobecny
7 listopada 2012, 11:10
Po dziesiątkach lat doświadczeń mogę powiedzieć że Bóg pełen miłości istnieje. A ja wiem, że miłość Boża nie istnieje i też wiem to z doświadczenia. Widocznie Bóg był dla Ciebie dobry a dla mnie nie. Tylko że Twój problem, to "w młodości wymyślałem sobie Boga ...", boga sie nie wymyśla, Bogu trzeba zaufać. Wyjete z kontekstu, ktoś mi napisał że wymyślam sobie złego Boga więc odpowiedziałem że wcześniej chciałem widzieć go inaczej, ale się nie dało. Nieładnie tak manipulować czyimiś wypowiedziami. Twój chwyt retoryczny mnie ani trochę nie przekonuje o dobroci twojego Boga. A ufać próbowałem i zawiodłem się mnóstwo razy. I jest duża różnica pomiedzy życiem w miłości do Boga, a "usiłowaniem życia sakramentami i modlitwą," Bo samo wypełnianie prawa nie wystarcza. Nie można kochać abstraktu, który w dodatku może w każdej chwili zrobić z nami co mu się podoba, zadać nam dowolne cierpienie i w jednej chwili zniszczyć nam zycie. Przekonywanie metodą bombardowania argumetami jest bezcelowe, bo człowiek może poczuć się najwyżej zbombardowany ale niczego dobrego nie doświadczy. Zmieńcie metodę bo ja w Was ani za waszymi działaniami żadnego dobrego Boga nie dostrzegam. A takiego, jakiego ukazujecie, łatwiej bać się niż kochać. I definitywnie odmawiam indukowania w sobie uczuc. Przemocą, w tym słowną, nikomu nie wbijesz do serca  miłości do Boga a jeśli Ci się tak wydaje to jesteś bardzo niedojrzały i lepiej, żebyś się nie wypowiadał na temat wiary. I radzę użyć rozumu zanim po raz kolejny coś napiszesz.
H
hava
14 sierpnia 2014, 13:08
Przykro mi z powodu cierpień, które Cię dotykają. Życzę Ci, byś był szczęśliwy choć przez chwilę, żeby w Twoim życiu wydarzały się rzeczy, także drobne, dzięki którym będziesz mógł się uśmiechnąć od czasu do czasu.
7 listopada 2012, 10:42
Być może kwestia niereagowania Boga na zło w doczesnym świecie dotyka ludzi tak dlatego, że jednak w nas tkwi najbardziej może ludzka cecha - empatia. Widząc cierpienie, człowiek mający chociaż odrobinę serca, czuje dyskomfort, a im ma serce większe, tym bardziej chce mu ulżyć…. @Czarna – masz rację pisząc „widząc cierpienie”. Zupełnie inaczej jest gdy odczuwasz to cierpienie. Spotykam i to często matki, ojców dzieci naprawdę ciężko i nieuleczalnie chorych. Po kilku spotkaniach oduczyłe sie im współczuć. Traktuję zarówno ich, jak i te dzieci normalnie. Tak jak każdego innego człowieka, dziecko. Często natomiast podziwiam ich w sercu, czy w modlitwie. Bez względu na cierpienie, chorobę są zwykłymi normalnymi ludźmi. Tylko czasami ich krzyż , który dźwigają jest cięższy od mojego. Takie kontakty bardzo dużo uczą. Np. pokory wobec własnych ciężarów. Bo jak matka chorego Wojtka daje radę, to czyż ja mam prawo choćby narzekać? I nauczyłem się zamiast pytać „dlaczego”, prosić o pomoc w dźwiganiu krzyża życia.
C
Czarna
7 listopada 2012, 08:59
Dziękuję Wam za odpowiedzi i zrobię jeszcze jedną uwagę. Być może kwestia niereagowania Boga na zło w doczesnym świecie dotyka ludzi tak dlatego, że jednak w nas tkwi najbardziej może ludzka cecha - empatia. Widząc cierpienie, człowiek mający chociaż odrobinę serca, czuje dyskomfort, a im ma serce większe, tym bardziej chce mu ulżyć (odkąd jestem matką, ten wewnętrzny przymus mi się zauważalnie wzmógł). Tymczasem z twierdzenia "Bóg wie lepiej, co dla człowieka dobre" wynika coś, co mnie głęboko niepokoi: to, że On postępuje poniekąd "na logicznie", na chłodno. A tymczasem we mnie jest absolutnie nieusuwalny obraz kochającego Rodzica, który pozwala dziecku popełnić błędy, ale kiedy już ono wywali się na tym rowerku i przewróci się na schodku, rzuca wszystko i robi wszystko, żeby pomóc. I stąd nie miałam nigdy problemów w dziękczynieniu Bogu za cud stworzenia, za piękno życia - a niespecjalnie potrafię swoim zbyt małym zapewne umysłem pojąć spójności koncepcji Miłości, która zgadza się na cierpienie dziecka.
7 listopada 2012, 06:43
Wiedzę o Bogu zaczerpnąłem z dość długiego życia. W młodości wymyślałem sobie Boga dobrego i sprawiedliwego, który za dobre wynagradza a za złe karze. Dziś, po dziesiątkach lat usiłowania życia sakramentami i modlitwą, wiem, że jest na odwrót, nie ma żadnej Bożej miłości ani sprawiedliwości, jest tylko obojętność, wrogość i brak serca. Po dziesiątkach lat doświadczeń mogę powiedzieć że Bóg pełen miłości istnieje. Tylko że Twój problem, to "w młodości wymyślałem sobie Boga ...", boga sie nie wymyśla, Bogu trzeba zaufać. I jest duża różnica pomiedzy życiem w miłości do Boga, a "usiłowaniem życia sakramentami i modlitwą," Bo samo wypełnianie prawa nie wystarcza.
7 listopada 2012, 06:37
Nie ma miłości - ani do Boga, ani do ludzi - bez usilnego, całym rozumem i sercem, dążenia w wypełnianiu woli (czyli praw!) Boga ! - Bądź wola Twoja jako w niebie, tak i na ziemi... Raczej nie ma mozliwości wypełnienia w pełni Jego praw bez miłości. I przy okazji śmierć jest przejściem po którym następuje spotkaniem z Nim. Nie trzeba jej już przemieniać, ani nad nią zwycieżać, bo od prawie 2000 lat jest juz pokonana.
.
...
7 listopada 2012, 04:26
Bóg zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych, bo chce być kochany przez człowieka WOLNEGO ! Bez determinantów i reakcji piesków Pawłowa. Jakaż byłaby to miłość ! Nie ma miłości - ani do Boga, ani do ludzi - bez usilnego, całym rozumem i sercem, dążenia w wypełnianiu woli (czyli praw!) Boga ! - Bądź wola Twoja jako w niebie, tak i na ziemi... Sens cierpienia ? A jaki jest sens życia ? Jedno od drugiego oddzielić nie sposób ! Trzeba się wytrwale, pokornie i z nadzieją uczyć od Chrystusa przemieniać cierpienie i śmierć, skutek grzechu pierworodnego, w zwycięstwo drogi krzyżowej i przez nią (!) - zmartwychwstania.
BJ
Bóg jest nieobecny
7 listopada 2012, 01:21
do Bóg jest nieobecny widzę , że w Boga wierzysz skoro Go oskarżasz. Nie rozumiem tylko dlaczego pasuje Ci Bóg okrutny, który nas stworzył i zostawił a nie Bóg pełen dobra i miłości. Skąd Ty taką wiedzę o Bogu zaczerpnąłeś. Jeżeli to Twój wymysł to znaczy, że Ty sobie takiego boga wymyśliłeś, a nie że On naprawdę taki jest. Wiedzę o Bogu zaczerpnąłem z dość długiego życia. W młodości wymyślałem sobie Boga dobrego i sprawiedliwego, który za dobre wynagradza a za złe karze. Dziś, po dziesiątkach lat usiłowania życia sakramentami i modlitwą, wiem, że jest na odwrót, nie ma żadnej Bożej miłości ani sprawiedliwości, jest tylko obojętność, wrogość i brak serca.
T
tak
6 listopada 2012, 21:52
do Bóg jest nieobecny widzę , że w Boga wierzysz skoro Go oskarżasz. Nie rozumiem tylko dlaczego pasuje Ci Bóg okrutny, który nas stworzył i zostawił a nie Bóg pełen dobra i miłości. Skąd Ty taką wiedzę o Bogu zaczerpnąłeś. Jeżeli to Twój wymysł to znaczy, że Ty sobie takiego boga wymyśliłeś, a nie że On naprawdę taki jest.
6 listopada 2012, 21:10
W cierpieniu nie ma sensu. Jezus chorych i cierpiących uzdrawiał, a nie mówił im, że mają nadal cierpieć, bo z niego coś dobrego wynika. Sam Jezus nie szedł z radością na krzyż, ale modlił się "Oddal ode mnie ten kielich" Polecam z takich ostatnich nauk dot. cierpienia: LIST APOSTOLSKI SALVIFICI DOLORIS OJCA ŚWIĘTEGO JANA PAWŁA II DO BISKUPÓW, KAPŁANÓW, RODZIN ZAKONNYCH I WIERNYCH KOŚCIOŁA KATOLICKIEGO O CHRZEŚCIJAŃSKIM SENSIE LUDZKIEGO CIERPIENIA
BJ
Bóg jest nieobecny
6 listopada 2012, 19:28
w ludzkim zyciu i w niczym nam nie pomaga. Bóg jest okrucieństwem w swojej obojętności i skazywaniu nas na cierpienia, których nie potrafimy udźwignąć.
R
re
6 listopada 2012, 18:33
W cierpieniu nie ma sensu. Jezus chorych i cierpiących uzdrawiał, a nie mówił im, że mają nadal cierpieć, bo z niego coś dobrego wynika. Sam Jezus nie szedł z radością na krzyż, ale modlił się "Oddal ode mnie ten kielich"
6 listopada 2012, 09:36
Co jest jasne, to to, że z bardzo wielu komentarzy - tutaj i przy podobnych tematach - wynika, że ludzie coś nie bardzo umieją zrozumieć te wszystkie wzniosłości o wszechogarniającej Miłości - powiedzmy sobie, że to jest abstrakcja, a umierające dziecko, a głodni ludzie to są bolesne konkrety, proste, jednoznaczne, bez żadnej teologii ani cudowania.  […]  Nadawanie cierpieniu głębszych sensów to już skomplikowana figura i naprawdę nie każdy to potrafi. Co jest dziwnego w tym, że ktoś myśli: gdybym był wszechmocnym Bogiem, żadne dziecko nie zachorowałoby na raka (trudno o coś bardziej niezawinionego ludzkimi decyzjami), więc dlaczego On tak nie zdecyduje? @Czarna – masz w pewnym sensie racje. Spoglądając z ludzkiej perspektywy na różne tragedie, na chore dzieci, tak po ludzku człowiek by do tego nie dopuścił. Ale w cierpieniu musi być jakiś sens, ukryty przed nami, niezrozumiały. Zauważ, ze Jezus tez cierpiał, ileż cierpienia zapisane jest na kartach Biblii.  Można spekulować, szukać jakiegoś ludzkiego tłumaczenia, ale istotę cierpienia poznamy dopiero po zakończeniu ziemskiej wędrówki. I sprawa śmierci. Patrząc oczami wiary czyż dla człowieka nie ma większej radości niż śmierć i to tak długo wyczekiwane spotkanie z Bogiem ? A ci pozostają, tęsknią, przeżywają tragedię. Dlaczego ?
A
adam
5 listopada 2012, 12:05
Zostałem tak wychowany że sytuacja w której Ojciec dba o swoje dzieci najlepiej jak potrafi to sytuacja naturalna wiec pewnie dlatego nie dostrzegam jej wyjątkowości.  Prawdą jednak pozostaje "że Bóg od nas czegoś ciągle żąda i wymaga" i wierzymy, że robi to dla naszego dobra. 
T
tak
5 listopada 2012, 10:17
Czarna, masz rację.Są sprawy, które da się łatwo wytłumaczyć , np: Auschwitz. Przy dziecku chorym na raka jest dużo trudniej ,a już sprawa jest kompletnie beznadziejna gdy nie wierzymy w istnienie kochającego Boga. W sprawach, których nie rozumiem a są bolesne , tragiczne wychodzę od  pewnika , że dobry, kochający Bóg istnieje, że chce dobra każdego z nas. To jest dla mnie  niepodważalne. Skoro tak, to to co się stało nie może być złe dla nas. Trzeba jeszcze zrobić następny krok, który robię tzn. pokora. Trzeba pokornie przyznać, że moja wiedza jest niewielka, że Bóg wie lepiej bo zna przyszłość, zna nas lepiej niż my siebie.  Jeżeli tak  to nie mogę twierdzić, że to co mi się zdaje złem jest nim rzeczywiście. Nie wiem co by się zdarzyło w przyszłości gdyby to co zaszło nie zaszło. Czy ja znam przyszły los tego dziecka , które zachorowało na raka. Czy wiem co by się z nim stało w przyszłości gdyby raka nie miało? Ktoś powiedział, że Bóg nas zabiera z tego świata w najlepszym dla nas momencie.  Aby w to uwierzyć trzeba abyśmy wierzyli, że istnieje Bóg i życie po życiu. Nie można oskarżać gdy się tylu rzeczy nie wie. To jest dla nas oczywiste w odniesieniu do ludzi, oburzylibyśmy się słusznie gdyby sąd na podstawie wątpliwych danych wydał wyrok. A co my robimy w stosunku do Boga?  Ileż razy my sami przekonaliśmy się, że to co nam się wydawało złe dla nas okazywało się szczęśliwe. Popatrz. O. Maksymilian Maria Kolbe teoretycznie mógł uznać ( nie wierzę, że tak zrobił bo on we wszystkim szukał woli Boga), że znalezienie się przez niego w Auschwitz jest niesprawiedliwe , że to dla niego ogromne nieszczęście i po ludzku sądząc tak było. Ale przecież podziwiamy go za świętość , która tak wspaniale ujawniła się w czasie tej próby. Bez silnej wiary w doboroć, miłosierdzie i miłość Boga niewiele z tego wszystkiego zrozumiemy i możemy się pogubić. Boję się, że wygląda to tak jakbym się wymądrzał, ale jak inaczej to wyrazić.
.
.
5 listopada 2012, 10:16
a mnie zastanawia... czy to aż takie ważne jaka chwała? (mniejsza czy większa) No i co miałaby oznaczać ta większa chwała w niebie.  Mnie się wydaje że będzie Miłość. Równa dla wszystkich. A to jak kto umiera, nie jest chyba też tak bardzo istotne. Istotne, w jaki sposób przyjmuje tę śmierć.
E
Ewa
5 listopada 2012, 10:00
Rozumiem, ze ludzie mają wolna wolę, a przyroda rządzi się prawami (są tez trzęsienia ziemii, fale tsunami, wirusy, bakterie, "łacuchy pokarmowe", itp.). Ale jak zobaczyć miłośc Boga w takim bezdusznym świecie? Jedyna nadzieja w zyciu pozagrobowym, że ci, ktorzy zginęli w Oswięciu (szczególnie dzieci), zostaną otoczeni większą chwałą po śmierci... I tak wszyscy musza umrzeć (niestety albo "stety" tego tez  niewiadomo), więc może jak już umierać to jako męczennik. Niewiadomo...
TC
też ciemna
5 listopada 2012, 09:36
czarna masz rację. Ja nie polecam Ci niczego.  Czasem mi się zdaje że pojmję, ale to tylko złudzenie. Konkret,(paradoksalnie-rzeczywistość do bólu) może dać takie doświadczenie. A to, że ktoś robi teologicznego fikołka i udaje mu się coś zrozumieć, nie oznacza że jest lepszy od kogoś kto w inny sposób(?) (z doświadczenia) rozumie. Ten pierwszy jakby nabył(intelektualnie) a temu drugiemu jakby to poznanie zostało udzielone. (możliwe że nie nabyłby tego poznania intelektualnie)
AC
Anna Cepeniuk
5 listopada 2012, 09:06
~Czarna - czy czytałaś może "Poznaj siebie spotkasz Boga" ( O. Prusaka)........ albo "Psychiatra Boga" ( ??) Osobiście bardzo wiele mi wyjaśniły i dlatego polecam....
C
Czarna
5 listopada 2012, 08:49
Co jest jasne, to to, że z bardzo wielu komentarzy - tutaj i przy podobnych tematach - wynika, że ludzie coś nie bardzo umieją zrozumieć te wszystkie wzniosłości o wszechogarniającej Miłości - powiedzmy sobie, że to jest abstrakcja, a umierające dziecko, a głodni ludzie to są bolesne konkrety, proste, jednoznaczne, bez żadnej teologii ani cudowania. Antropologicznie rzecz ujmując, najbardziej podstawowa forma religii to modły przebłagalne i chęć uniknięcia jakiejś klęski - czyli prawdopodobnie jest to poziom, który każdy zrozumie ("a mógł zabić!"). Myślę, że najbardziej rewolucyjne w zmianie myślenia o religii funkcje pełnią misje: misjonarze stykają się z najbardziej konkretnym konkretem i na tym chyba łatwiej wytworzyć pozytywne schematy myślowe: Kościół Jezusa równa się lekarstwo, praca, szkoła. I to wcale nie jest bardzo oburzające - w naturalny sposób człowiek cierpiący ma nadzieję, że zdarzy się coś, co przerwie jego cierpienie i przeważnie umie być wdzięczny. Nadawanie cierpieniu głębszych sensów to już skomplikowana figura i naprawdę nie każdy to potrafi. Co jest dziwnego w tym, że ktoś myśli: gdybym był wszechmocnym Bogiem, żadne dziecko nie zachorowałoby na raka (trudno o coś bardziej niezawinionego ludzkimi decyzjami), więc dlaczego On tak nie zdecyduje? Proponowałabym mimo wszystko mniej pychy: to, że sami jesteśmy w stanie wykonać teologicznego fikołka i pojąć coś z górnego piętra, wcale nie znaczy, że wszyscy potrafią - i nie są w związku z tym gorsi. Trzeba im tylko umieć wytłumaczyć. Sama bym chciała,  żeby mi ktoś czasami wytłumaczył to i owo, i wtedy też pragnę konkretu, w żadnym razie nie wydziwiania , jaka jestem denna, że nie pojmuję tych okrągłych, uogólniających zdań.
5 listopada 2012, 06:36
Powtarzana ciągle i bez ustanku teza o Oświęcimiu. Dlaczego ? Tak trudno jest przyjąć współczesnemu, zniewolonemu człowiekowi, iż Bóg daje bezwzględna wolność. Trzeba dokonywać samodzielnych wyborów.  tylko że każdy wybór niesie za sobą konsekwencje.  Hitlera wybrali ludzie, nie wziął się znikąd. Oczywiście zaraz słychać głosy, ze zostali zmanipulowani, czy ogłupieni. I co z tego ? Prawie nic, kilka milionów istnień ludzkich poniosło śmierć, bo kilku zwykłych ludzi wcześniej dokonało takiego, a nie innego wyboru. Wolnego wyboru. To powinno pokazać, jak ważny jest każde nasze działanie, każdy wybór, jaka jest odpowiedzialność stojąca za każdym naszym ludzkim działaniem. Ale łatwiej jest oskarżyć Boga. Albo, co równie często w obecnych czasach wyręczać się Bogiem.  Mówić, ze to Bóg cos powinien za was zrobić.  Tak bardzo boicie się własnej wolności ?
T
teolog
4 listopada 2012, 22:28
Do tak, jest jeszcze banalniej niż myślisz. Wiele ludzi chciałoby, żeby Bóg interweniował tylko wówczas, gdy im to odpowiada. Ale nie chcą, żeby się mieszał do ich życia wtedy, kiedy robią, co im się podoba. Wtedy to Bóg łamie wolność.
T
tak
4 listopada 2012, 22:22
Ciągle to samo. Ciągle eksploatują niektórzy ten wątek winy Boga za nieszczęścia świata. Mam nadzieję, że robią to bezinteresownie więc podzielę się swoimi uwagami. Jak moi drodzy wyobrażacie sobie świat? Są ludzie i jest Bóg. I ludzie popełniają różne głupstwa, niegodziwości, kradną, mordują, znęcają się nad innymi, zazdroszczą, chcą więcej władzy, oszukują i tak dalej. I jak się okazuje jest winny temu Bóg a nie złoczyńcy. Czy pozwolicie, że za morderstwo kogoś kogo żeście nie zamordowali wy będziecie skazani i pójdziecie do więzienia? Dlaczego to nie oskarżacie winnych tylko Niewinnego? To po pierwsze. Po drugie, jak sobie wyobrażacie Wasze życie? Jeżeli Pan Bóg według Was jest tym, który pociąga sznurki, a my jesteśmy tylko marionetkami, to żadnego ruchu sami nie moglibyście zrobić bez niego. Po prostu bylibyście śmiesznymi lalkami bez życia, bez inicjatywy, bez woli niczym więcej. Nie mielibyście żadnych zasług nic nie byłoby Waszą zasługą lub winą. Czy o to Wam chodzi, czy to jest życie o którym marzycie?
Dariusz Piórkowski SJ
Dariusz Piórkowski SJ
4 listopada 2012, 21:34
Jakiż wspaniały ten Bóg :-) Większych głupot dzisiaj nie czytałem. Niektórym ludziom z tak wielką trudnoscią przychodzi pogodzić się z tym, że żadnego kochającego, ani niekochającego Boga nie ma, że gotowi są zaczarowywać rzeczywistość na siłę, wbrew wszystkiemu. A skąd, drogi Tomaszu, wiesz, że Boga nie ma? Musisz w to tak samo wierzyć, jak i ten, kto jest przekonany, że Bóg istnieje.
R
re
4 listopada 2012, 21:07
@anonim mówisz, że może ludzkości był potrzebny Oświęcim po to, by nigdy więcej nie powtórzyło się jego okrucieństwo. Ale tam ginęli niewinni ludzie, którym nie było potrzebne takie doświadczenie, bo oni nie mogli wyciągnąć żadnych pożytecznych wniosków dla siebie. I nie każdy był w stanie zachowywać się jak ojciec Kolbe, czy też naśladować Jezusa w cierpieniu. Przypuszczam że niewielu z tych, co przeżyli, powiedziało sobie: "Boże dzięki ci za obóz koncentracyjny, bo dzięki niemu stałem się lepszym człowiekiem". Raczej wszyscy chcieli szybko zapomnieć o tym dramacie.
N
nie
4 listopada 2012, 20:58
Do a12, jakoś nie przekonuje mnie że Bóg chciał ukazać swoją miłość do ludzi poprzez skazanie swego Syna na śmierć. Czy Ty okazujesz w ten sposób miłość do swoich rodziców, czy dzieci, że zadajesz im ból?
A
a12
4 listopada 2012, 20:39
Ewa Z miłością Boga jest inaczej niż z miłością rodziców,tak bo On kocha bardziej niż najbardziej kochający rodzice ziemscy. Co do Oświęcimia i cierpienia,a czyż On swego Syna nie wydał żeby nas ratować? Czyż On nie cierpiał gdy jedynego Syna oddał w nasze ręce a myśmy go odrzucili i odrzucamy aż do dziś w ludziach których On stawia na naszej drodze?Czy ktoś wie jak musiał On cierpieć gdy jego Syn był katowany?A to wszystko żebyśmy uwierzyli w Jego miłość.
T
Tomek
4 listopada 2012, 20:00
Jakiż wspaniały ten Bóg :-)  Większych głupot dzisiaj nie czytałem. Niektórym ludziom z tak wielką trudnoscią przychodzi pogodzić się z tym, że żadnego kochającego, ani niekochającego Boga nie ma, że gotowi są zaczarowywać rzeczywistość na siłę, wbrew wszystkiemu.
R
re
4 listopada 2012, 14:33
Cóż to za wytłumaczenie, że to ludzie nie chcą się dzielić, czy wywołują konflikty zbrojne? Bóg dopuścił Oświęcim, głód, wojny, choroby i inne nieszczęścia ... i to jest niezrozumiałe
M
marek
4 listopada 2012, 11:57
Z miłością Boga nie jest tak prosto jak z miłością rodziców. Miłośc rodziców jest namacalna, miłośc Boga jest tajemnicza, niezrozumniala i łatwa do podwazenia. Co z ludxmi ktorzy umarli z glodu i z wycienczenia w Oswięcimiu. Czemu Bóg nie przygotowal im "śniadania, obiadu"? Moze Bog okaze nam swoja milosc dopiero po śmierci albo jak Jezus wróci na ziemię? Jak to Bóg nie przygotował głodującym śniadania i obiadu? Na ziemi jest pełno jedzenia, tylko ludzie nie potrafią się dzielić. Przecież to jest porównanie, a nie dosłowność. A czy to Bóg stworzył Oświęcim, a nie ludzie? Nie chodzi przecież o to, by Bóg sam wyczarowywał dla wszystkich to, czego potrzebują. O to właśnie chodziło diabłowi podczas kuszenia na pustyni. 
E
Ewa
4 listopada 2012, 11:37
Z miłością Boga nie jest tak prosto jak z miłością rodziców. Miłośc rodziców jest namacalna, miłośc Boga jest tajemnicza, niezrozumniala i łatwa do podwazenia. Co z ludxmi ktorzy umarli z glodu i z wycienczenia w Oswięcimiu. Czemu Bóg nie przygotowal im "śniadania, obiadu"? Moze Bog okaze nam swoja milosc dopiero po śmierci albo jak Jezus wróci na ziemię? 
AC
Anna Cepeniuk
4 listopada 2012, 09:59
Marzy mi się, by kapłani sie zreflektowali.......... jak ten katecheta.... Bo inaczej bardzo prawdziwe będzie to, że ...."boimy się Go bardziej niż śmierci." Owoce takiego straszenia widać gołym okiem....... Ale to co miało miejsce w któryś powszedni dzień w kaplicy szpitalnej ( duży szpital w miaście wojewódzkim), nie tylko mnie zaskoczyło ale bardzo zasmuciło. Otóż odwiedzając moją mamę w szpitalu zeszłam do kaplicy na Eucharystię... Ponieważ nie zdążyłam punktualnie na jej rozpoczęcie, wchodzę do  niej i widzę kapłana sprawującego Mszę św. w pustej zupełnie kaplicy...... Byłam jedyną osobą uczestniczącą w Eucharystii........ i przypomniało mi się, że parę lat temu w Austrii na nartach poszłam do kościoła w zwykły dzień i ku mojemu zaskoczeniu byłam też jedynym uczestnikiem eucharystii poza kościelnym, który służył do maszy. Wtedy nawet nie pomyślałam, że czegoś takiego doświadczę również u nas..... Przyglądnęłam się również cytatom podanym na tablicy ogłoszeń znajdującej się przy wspomnianej kaplicy.......... I kiedy je czytałam........ to strach mnie przeszywał i pomyślałam sobie: strach się bać takiego Boga.......... Nie dziwię się więc, że ludzie, których dotyka cierpieniie....... nie szukają w NIM pocieszenia, bo również tam straszy się okrutnum Bogiem, który nie ma nic innego do roboty by zsyłać na ludzi cierpienie....
A
Agata
4 listopada 2012, 09:41
A ja jestem ciekawa dalszych losów przytoczonej klasy i katechety... Ciekawe czy na katechezie to tylko Bóg-uzurpator albo Bóg-mięczak daje się powiedzieć? A Bóg-Miłość to już nie? No, może nie, bo miłości trzeba doświadczyć a nie tylko usłyszeć...

Skomentuj artykuł

Jak można kochać takiego Boga?
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.