Przemiana w Tego, którego spożywamy

Przemiana w Tego, którego spożywamy
(fot. shutterstock.com)
5 lat temu
Vojtěch Kodet

"Biada nam, chrześcijanom, jeśli w swoim stosunku do Eucharystii pozostaniemy na poziomie wiary w realną obecność Jezusa w tym sakramencie", głosi jeden ze współczesnych teologów. Jest to pewnie wielka sprawa, czy wierzymy, że pod postacią chleba i wina w Eucharystii ukrywa się sam Pan, który w ten sposób wydaje się nam na pokarm.

Jednak to nie wystarczy. Jak mówi św. Augustyn, Eucharystia "jest waszą własną tajemnicą, która się sprawuje na ołtarzu". Dlatego nie możemy zadowolić się tym, że w każdą niedzielę albo i częściej uczestniczymy we Mszy świętej. To my sami mamy stać się Eucharystią, to znaczy darem i chwałą Boga.
Mając udział w Ciele i Krwi Chrystusa, przemieniamy się w Tego, którego pożywamy - św. Leon Wielki
"Przyjmijcie tę waszą tajemnicę i na to, czym jest, odpowiedzcie: Amen" - proponuje również św. Augustyn i kontynuuje: "Ochrzczeni wodą chrzcielną byliście jakby zarobionym ciastem. Kiedy przyjęliście ogień Ducha Świętego, staliście się upieczonym chlebem. Bądźcie zatem tym, co widzicie, i przyjmijcie to, czym jesteście". Celem sprawowania i przyjmowania Eucharystii jest to, abyśmy my sami stali się Ciałem Chrystusa, abyśmy byli przemienieni w Chrystusa, którego w sakramencie przyjmujemy.
Chrystus, który ofiarowuje się nam w Eucharystii, w ten sposób daje nam udział w swym własnym życiu i powołanie. Wzywa nas do odpowiedzi na dar Jego miłości i ofiary. W czasie swego wydania się aż do końca podczas Ostatniej Wieczerzy Jezus powiedział do uczniów, a zatem do każdego z nas: "Dałem wam bowiem przykład, abyście i wy tak czynili, jak Ja wam uczyniłem" (J 13, 15). A zatem celem sprawowania Eucharystii jest zjednoczenie się z Chrystusem ku chwale Ojca w postawie samo-ofiarowania.
Dlatego nie należy zadowalać się jedynie zewnętrznym kultem, "chodzeniem do kościoła" - jak to się mówi. Poprzez Eucharystię jesteśmy wezwani i wciąż na nowo uzdalniani do tego, abyśmy zmienili swój życiowy sposób bycia ludzi skoncentrowanych na sobie na styl życia służbą, abyśmy stali się ludźmi eucharystycznymi, zdolnymi wyrzec się siebie na korzyść braci i sióstr ku chwale Bożej, każdy w tym miejscu, gdzie go Bóg powołał.
  

Cześć dla ciała Chrystusa

Pragniesz czcić ciało Chrystusa? Nie lekceważ go, gdy jest nagie. Nie oddawaj mu czci tu, w świątyni, suknem z jedwabiu, aby lekceważyć je potem na zewnątrz, gdzie doświadcza zimna i nagości - św. Jan Chryzostom
Zależność między Ciałem Pańskim na ołtarzu a Ciałem Chrystusa w człowieku cierpiącym, potrzebującym i ubogim leżała na sercu wielu starożytnym Ojcom Kościoła. Jednym z największych obrońców ubogich był patriarcha Konstantynopola Jan Chryzostom, który w jednym ze swych kazań powiedział: "Piłeś Krew Pańską, a nie poznajesz swego brata. Bezcześcisz ten stół właśnie przez to, że myślisz, iż nie jest godzien, aby podzielić się z nim pokarmem, ten, który był uznany za godnego, aby przy tym stole brać udział w uczcie. Bóg cię zbawił od wszystkich twych grzechów i zaprosił cię na tę ucztę. Ale ty nie stałeś się przez to bardziej miłosierny".
Ten zwolennik Bożej obecności w bliźnim często wskazywał na troskę, z jaką chrześcijanie dbają o wystrój ołtarza, kontrastującą ze stosunkiem do potrzebujących: "Cóż to za korzyść dla Niego, jeśli Jego ołtarz pełen jest złotych kielichów, a On sam umiera z głodu w osobie biedaka? Najpierw nasyć głodnego, a potem z tego, co zostanie, przyozdób także Jego ołtarz. Robisz złoty kielich dla Niego, a szklanki świeżej wody Mu nie podasz? Jakiż z tego pożytek? Ofiarujesz na Jego stół obrusy przetykane złotem, a Jemu samemu nie dasz nawet niezbędnego odzienia?". I nieco dalej kontynuuje: "Kiedy więc przyozdabiasz Jego dom, nie lekceważ brata w nieszczęściu, gdyż jest on świątynią wspanialszą od tej, którą zdobisz". Nasza troska o świątynię może być pewnym pięknym obrazem naszego wewnętrznego stosunku miłości i czci do samego Chrystusa, może być także służbą całej kościelnej wspólnocie, ale nigdy nie możemy zapomnieć, że Jezus jest także w tajemniczy sposób obecny w tych najmniejszych (por. Mt 25, 40).
Podobnie i apostoł Paweł nie zapomina, że przystępujemy do stołu Pańskiego niegodnie, jeśli chcemy mieć udział w eucharystycznym Ciele Chrystusa, a przy tym nie rozpoznajemy Ciała Pańskiego także w bliźnich. Twierdzi nawet, że wielu słabych, chorych i umierających w naszej wspólnocie powinno nas skłaniać do zamyślenia się nad tym, że przy sprawowaniu Eucharystii chyba nie działamy właściwie (por. 1 Kor 11, 26-30).

Moc Chrystusowej krwi

Krew Pańska jest dwóch rodzajów: jedna jest cielesna - dzięki tej jesteśmy zbawieni od potępienia; druga duchowa - dzięki tej jesteśmy namaszczeni. Pić krew Jezusa oznacza stać się uczestnikiem niezniszczalności Pana - św. Klemens Aleksandryjski
Już od najdawniejszych czasów w Kościele przekazywane jest ustnie zgodne przekonanie o szczególnej mocy Chrystusowej Krwi, którą Pan przelał za nas na krzyżu i którą możemy przyjmować w sakramencie Eucharystii. Jan Chryzostom w swych katechezach wskazuje na krew baranka, którą były pomazane drzwi Izraelitów w Egipcie (por. Wj 12, 13). Według niego Izraelitów nie ocaliła wtedy krew zwierząt, ale to, że była ona zapowiedzią krwi Chrystusa, przed którą Niszczyciel ucieka. "Jeśli ukażesz diabłowi język zbroczony drogocenną krwią - twierdzi Jan Chryzostom - nie będzie mógł stawiać oporu. Jeśli zobaczy usta zabarwione na kolor szkarłatny, ucieknie jak przestraszona bestia".
Kilka wieków później w innych słowach to samo podkreśla Albert Wielki, kiedy mówi: "Eucharystia oferuje nam tak wzmacniającą Bożą ucztę, że świat, ciało ani diabeł już nas nie zmogą".
Wraz z Ofiarą Jezusa na krzyżu kończą się wszystkie krwawe ofiary Starego Testamentu, które były tylko jej modelem. Krwią Jezusa zostaliśmy raz na zawsze wykupieni ze złego sposobu życia (por. 1 P 1, 19), jego niewinna, niesprawiedliwie przelana krew staje się ceną za nasze zbawienie i szczególnym sposobem obmywa nas z naszych grzechów (por. Ap 1, 5). Chroni nas przed atakami Bożego nieprzyjaciela, którego chrześcijanie zwyciężą dzięki mocy krwi Baranka i dzięki słowu swego świadectwa (por. Ap 12, 11).
Jest zatem na miejscu, że w chwilach pokus i w czasie szczególnych ataków nieprzyjaciela Bożego uciekamy się do Krwi Jezusowej, wzywamy jej mocy nad nami i nad tymi, za których się wstawiamy. Tą najpewniejszą ochroną jednak pozostanie na zawsze żywa obecność Jezusa w nas, wtedy gdy z Chrystusem jak najbardziej jednoczymy się i upodabniamy się do Niego także w swoim sposobie myślenia i działania, w swoim sercu i w swoim duchu. Potem rzeczywiście będzie miało wartość to, że jesteśmy naznaczeni krwią Chrystusa na walkę ze złem i na budowanie Jego królestwa.
  
Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Przemiana w Tego, którego spożywamy
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.