Jak internet wpływa na nasze myśli i uczucia?

Jak internet wpływa na nasze myśli i uczucia?
(fot. unsplash.com)
1 miesiąc temu
Logo źródła: America Magazine Marcus Mescher

Jeśli ekrany uczą nas postrzegania siebie bardziej jako widzów niż jako zainteresowane strony, aktywnie działające w społeczności, powinniśmy rozważyć podjęcie cyfrowego postu, aby zapewnić sobie potrzebny reset.

W encyklice "Fratelli tutti" papież Franciszek zachęca nas do świadomego praktykowania miłości bliźniego oraz dążenia do solidarności opierającej się na współzależności i integracji. Covid-19 zakłócił nasz zwykły tryb życia i zmienił sposoby gromadzenia się, ale jeszcze nawet przed pandemią kontekst społeczny, w jakim funkcjonowaliśmy, był naznaczony spotkaniami za pośrednictwem ekranów, dzięki technologii cyfrowej i mediom społecznościowym.

Franciszek aktualizuje kanon katolickiej nauki społecznej, uwzględniając w swojej analizie narzędzia i sieci cyfrowe. "Fratelli tutti" zachęca nas do refleksji nad tym, że ekrany zbyt często odzwierciedlają i wzmacniają „zawężające wizje antropologiczne”, które zniekształcają przyrodzoną godność człowieka, zaciemniają prawa i obowiązki, wzmagają nieufność i pogłębiają podziały społeczne (p. 22).

W punktach od 42 do 50 Franciszek zwraca uwagę na niebezpieczeństwa związane z komunikacją cyfrową: brak prywatności; nawyki podglądactwa i ciągłego sprawdzania; dezinformację i manipulację emocjonalną; pogardę dla innych wyrażaną - czasami anonimowo - poprzez niekontrolowaną agresję; próżność dostosowywania wszystkiego do swoich zainteresowań i preferencji, gdy można przesunąć palcem lub kliknąć dalej, pomijając coś nieprzyjemnego; problemy „kultury unieważniania”, która woli przemilczeć coś niż zajmować się tym, co może być niewygodne.

Papież słusznie wskazuje na te zagrożenia wobec godności ludzkiej i wspólnoty. Kościół nie zwracał do tej pory należytej uwagi na konsekwencje moralne wpływu ekranów na naszą tożsamość, sprawczość i relacje. Tristan Harris, były projektant technologii w Google, ostrzega, że jeśli nie uświadomimy sobie wpływu technologii cyfrowej na nas samych, nie uda nam się zapobiec trendowi „degradacji człowieka”, który czyni nas coraz bardziej zależnymi od tego typu narzędzi.

Z teologicznego i moralnego punktu widzenia musimy wziąć pod uwagę, że urządzenia i sieci cyfrowe mogą sprzyjać niekorzystnym przyzwyczajeniom i skłaniać ludzi do grzechu. Mimo że tego typu narzędzia nie są z natury ani dobre, ani złe, ich ocena moralna zależy od tego, w jaki sposób są używane, zarówno pod względem intencji i okoliczności, jak i skutków korzystania z nich.

Możemy postrzegać platformy takie jak np. Facebook jako nieszkodliwe sposoby uzyskiwania dostępu do informacji lub rozrywki, zwiększania wydajności czy też nawiązywania większej ilości kontaktów. W rzeczywistości to my jesteśmy produktem, którego szuka Facebook. Ta firma przecież zbiera i sprzedaje dane użytkowników, prognozuje czy wykorzystuje preferencje. Rozczarowuje niektórych użytkowników, a jednocześnie ośmiela innych. Efektem tego są nie tylko kolejne podziały, ale także radykalizacja, która normalizuje strach, niesmak, a nawet przemoc.

Z teologicznego i moralnego punktu widzenia musimy wziąć pod uwagę, że urządzenia i sieci cyfrowe mogą sprzyjać niekorzystnym przyzwyczajeniom i skłaniać ludzi do grzechu.

Po kampaniach dezinformacyjnych szerzących się w okresie przedwyborczym w 2016 roku, Facebook dopiero niedawno podjął działania przeciwko „farmom trolli”, które liczą na to, że ponownie wpłyną na wyborców w roku 2020. Facebook wprowadził pewne zmiany w swoich zasadach, w tym decyzję o rezygnacji z wyświetlania reklam politycznych na tydzień przed wyborami, które mają się odbyć w przyszłym miesiącu. Jednak obecni i byli pracownicy nadal wyrażają zaniepokojenie tym, co jest zagrożeniem dla amerykańskiej demokracji. Niedawno były inżynier Facebooka, Ashok Chandwaney, oskarżył firmę o „czerpanie korzyści z nienawiści” w Stanach Zjednoczonych i na całym świecie.

Powinno to skłonić do refleksji każdego posiadacza konta w tym serwisie. Powód do niepokoju wykracza poza dynamikę porównywania się, tak powszechną w mediach społecznościowych, jak również spadek empatii, a także wzrastające wskaźniki depresji, lęku i izolacji społecznej związane ze zubożonymi interakcjami online. Jeśli nasze kanały informacyjne nadal będą jak komory pogłosowe, w których brzmi jedynie potwierdzenie naszych własnych poglądów, możemy mieć z tego powodu mniej okazji do praktykowania pokory w próbach wysłuchiwania i uczenia się od ludzi, którzy patrzą lub myślą inaczej niż my. Jest to kwestia moralna szczególnie ważna w kontekście społecznym. Więzy społeczne większości Amerykanów podlegają segregacji rasowej, co może wyjaśniać, dlaczego biali mają trudności ze zrozumieniem doświadczeń swoich czarnoskórych współobywateli

"Fratelli tutti" podkreśla, że media i łączność cyfrowa osłabiają solidarność społeczną, jednak encyklika nie wspomina, w jaki sposób można te narzędzia wykorzystać do „kultury spotkania”, która prowadzi do „wspólnoty przynależności” (p.30, 36). Franciszek mówi jasno, że ekrany nas nie uratują, ale odrzucenie technologii, jak u zwolenników luddyzmu, nie przyniesie również realnego rozwiązania.

Obawy papieża w odniesieniu do narzędzi i sieci cyfrowych są paradoksalne, ponieważ jego wizja reformy Kościoła zakłada decentralizację i wychodzenie na peryferie. Jeśli media społecznościowe są dobrze wykorzystywane, stanowią istotną platformę, dzięki której głos mogą zabrać osoby i grupy niedostatecznie reprezentowane. Narzędzia i sieci były skutecznie używane do opierania się hegemonicznym strukturom władzy i budowania egalitarnych koalicji niezależnie od fizycznych odległości. Są również istotnym sposobem łączenia się i wspierania ludzi marginalizowanych społecznie, takich jak osoby LGBT czy osoby z niepełnosprawnością. Solidarność społeczna domaga się dziś wolności cyfrowej jako prawa, ale równocześnie współodpowiedzialności.

Jako jednostki powinniśmy stać się bardziej refleksyjni i świadomi tego, dlaczego i w jaki sposób używamy narzędzi i sieci cyfrowych. Powinniśmy wyczulić się na to, jak czas spędzony w Internecie wpływa na nasze myśli, uczucia i zachowania, a także jak nasze cyfrowe decyzje oddziałują na innych. Czy nasze cyfrowe nawyki pomagają pokazać, że wszyscy jesteśmy członkami „rodziny zamieszkującej wspólny dom” (p. 17)? Oznacza to na przykład opieranie się pokusie klikania dalej, czy przewijania, gdy widzimy cierpienie, a zamiast tego stawanie się bardziej wrażliwym na to, że ekrany mogą czasem służyć jako bufor powstrzymujący nas przed konfrontacją z niesprawiedliwością, zarówno tą, która ma miejsce blisko, jak i dalej od nas. Jeśli ekrany uczą nas postrzegania siebie bardziej jako widzów niż jako zainteresowane strony, aktywnie działające w społeczności, powinniśmy rozważyć podjęcie cyfrowego postu, aby zapewnić sobie potrzebny reset.

Ekrany powinny służyć tym relacjom i wzbogacać je, ale nigdy nie mogą ich zastępować.

Nasza formacja moralna odbywa się poprzez relacje z innymi i wspólne doświadczenia, co potwierdzają słowa Franciszka, że „nikt nie ocala się sam; można ocalić się tylko razem” (p. 32). W "Amoris laetitia" papież Franciszek przypomina Kościołowi: „Jesteśmy powołani do kształtowania sumień, nie zaś domagania się, by je zastępować.” (p.37). Obowiązek formowania naszego sumienia i pomagania w kształtowaniu sumień innych wymaga bezpieczeństwa i zaufania. Tych wymagań nie da się wypełnić przez kliknięcia czy postukiwanie na ekranie, ale dzięki znaczącym interakcjom offline z przyjaciółmi, rodziną, sąsiadami, współpracownikami czy nieznajomymi. Ekrany powinny służyć tym relacjom i wzbogacać je, ale nigdy nie mogą ich zastępować.

Przywołując historię miłosiernego Samarytanina, Franciszek zauważa: „wszyscy mamy coś z osoby poranionej, coś ze złoczyńcy, coś z tych, którzy mijają z daleka i coś z miłosiernego Samarytanina” (p. 69). Aby „iść i czynić podobnie”, naśladując przykład Samarytanina, nie musimy rezygnować z technologii. Powinniśmy jednak przemyśleć nasze podejście do urządzeń i sieci cyfrowych, aby mogły być czymś więcej niż tylko narzędziami informacji czy rozrywki. Musimy przyjąć je jako portale do bardziej zróżnicowanych poglądów i głosów, służące pogłębianiu rozumienia naszej złożonej i współzależnej rzeczywistości. Powinniśmy się postarać, by służyły one jako instrumenty większej przejrzystości i odpowiedzialności, zwłaszcza w zwalczaniu nadużyć władzy, kiedy ucisza, piętnuje lub zawstydza jakieś jednostki lub grupy. Powinniśmy ich używać do podnoszenia świadomości, pobudzania sprawczości, organizowania współpracy i twórczego poszerzania wyobraźni.

W ten sposób możemy pracować na rzecz naszego rozwoju oraz globalnego dobra wspólnego. Wizja miłości realizowanej jako solidarność społeczna w erze cyfrowej nie wymaga niczego innego.

Marcus Mescher jest profesorem nadzwyczajnym etyki chrześcijańskiej na Uniwersytecie Xavier w Cincinnati w stanie Ohio i autorem książki The Ethics of Encounter: Christian Neighbor Love as a Practice of Solidarity. (Etyka spotkania. Chrześcijańska miłość bliźniego jako praktykowanie solidarności).

Tekst pierwotnie ukazał się w jezuickim magazynie America

Tłumaczenie: Magdalena Peterson

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
Papież Franciszek
10,00 zł

Fratelli Tutti to tytuł, który Papież postanowił nadać swojej nowej encyklice poświęconej, jak czytamy w podtytule, „braterstwu” i „przyjaźni społecznej”. Oryginalny tytuł również w języku polskim pozostanie właśnie taki, a zatem nieprzetłumaczony – tak jak...

Skomentuj artykuł

Jak internet wpływa na nasze myśli i uczucia?
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.