Jak wychować dziecko w erze TikToka? Złości mnie, gdy słyszę: "Może telefony niszczą dzieciństwo, ale nic już z tym nie zrobimy"

Źródło: Canva AI / mł

Jak wychować dziecko, dla którego smartfon i nieustanny dostęp do sieci jest oczywistą częścią życia? - Mam super wspomnienia z dzieciństwa. Ale dowodów moich "wyczynów" nie ma w internecie. Nikt ich nie wyciągnie, żeby zrobić mem. Widzę też, jak całkiem małe dzieci pochłaniane są przez TikToka czy Facebooka i patrzę na to z ogromnym przerażeniem. Nie mamy kontroli nad tym, co tam zobaczą - a często to jest zwykłe szambo - mówi Magda Urbańska. - A mnie naprawdę złości, gdy na zebraniu rodzicielskim w szkole moich dzieci słyszę, jak wielu rodziców wzdycha w bezsilności: “nie zmienimy świata, te telefony zniszczyły dzieciństwo, nic z tym już nie zrobimy” - dodaje Agata Rusek. Oto kolejna rozmowa w naszym cyklu "Katoliczka w sieci"

Magda Urbańska: Mam super wspomnienia z dzieciństwa. Lubię opowiadać moim synom, jak będąc w ich wieku, latałam po drzewach. Latałam dosłownie, mam kilka blizn na pamiątkę [śmiech]. Dowody moich akrobacji zostały na tylko papierowych zdjęciach. Mam jedno zdjęcie klasowe, chyba z zerówki, ze szramą na pół policzka. Nie ma tego w internecie, podobnie jak innych moich “wyczynów”. Nikt tego nie wyciągnie, żeby zrobić z tego mem. A dzisiaj? Patrzę na nasz dzisiejszy temat i jakoś mnie w środku zatyka.

Agata Rusek: Oj tak, aż by się chciało zaśpiewać klasykiem: “Ale to już było i nie wróci więcej”. Rewolucja technologiczna, której jesteśmy mimowolnymi świadkami, w niesłychanie szybkim tempie wywraca życie wszystkich: nas, dorosłych, i naszych dzieci. Sęk w tym, że to wszystko, co się dzieje - smartfonoza, cyfryzacja niemal każdej przestrzeni ludzkiej, "ejajoza" ma tak ogromne tempo i skalę, że biologicznie nie ma szans, żebyśmy byli w stanie przyswoić, przeanalizować i wyciągnąć wnioski. A co dopiero sensownie przygotować nasze umysły, serca i ciała do konsekwencji zmian w funkcjonowaniu współczesnej cywilizacji zachodu.

Często łapię się na tym, jak bardzo moja kondycja psychofizyczna zmieniła się w ostatnich latach. Czuję, ile trzeba dziś wysiłku, by doświadczyć spokojnej głowy, koncentracji, poczucia wolności od nieustających bodźców i przymusu szybkich decyzji w świecie niekończących się pokus. Ja sama mam trudność z tym, by pielęgnować ciszę w swoim sercu. By umieć rozpoznać, co jest dobrem, a co złem w świecie tak absurdalnie manipulowanym przez technologię czy budować silne więzi z drugim człowiekiem. A co dopiero moje dzieci, które urodziły się w świecie na dobre ukształtowanym przez prymat pieniądza, szybkości i ciągłej zmiany. Oczywiście, gdy czytam Pismo Święte, często mam poczucie, że właściwie wszystko to, co się dzieje dziś, już było w historii ludzkości. Ale skoro w prozie codzienności mnie samej trudno jest się odnaleźć - mnie, dorosłej i świetnie wykształconej osobie - to co dopiero dzieciom, które często wchodzą w ten świat siłą inercji.

DEON.PL POLECA


Dajemy się nabrać kłamstwu, które brzmi: "nic się z tym nie da zrobić"

Magda Urbańska: Mnie bardzo cieszy fakt, że moich dzieci nie interesuje ani Facebook, ani TikTok. Widzę, jak całkiem małe dzieci pochłaniane są przez te aplikacje i patrzę na to z ogromnym przerażeniem. Nie mamy kontroli nad tym, co tam zobaczą - a często to jest zwykłe szambo. A gdy patrzę na koleżanki mojego starszego syna, to przerażenie rośnie - bo tam drama goni dramę. Świat internetu jest dla naszych dzieci bezlitosny. Teraz mogę się cieszyć, że jeszcze ich nie pochłonął, ale co będzie potem? Jak mądrze wychować dziecko w świecie TikToka? Nie mam zielonego pojęcia. Przecież my, dorośli, sami tego nie potrafimy…

Agata Rusek: A ja sobie bardzo często zadaję sobie to pytanie i pierwsza odpowiedź, która przychodzi mi do głowy, jest bardzo prosta.

Magda Urbańska: Zamieniam się w słuch!

Agata Rusek: Nie dać się ulubionemu kłamstwu szatana, które zniewala ludzi wszystkich czasów i brzmi: “z tym nic się nie da zrobić”. Muszę ci się przyznać, że mnie naprawdę złości, gdy na zebraniu rodzicielskim w szkole moich dzieci słyszę, jak wielu rodziców wzdycha w bezsilności: “nie zmienimy świata, te telefony zniszczyły dzieciństwo, nic z tym już nie zrobimy”. I kropka. Jasne, tak najłatwiej: usiądźmy, pokiwajmy głową, ponarzekajmy na kiepski świat i przyglądajmy się, jak nasze dzieciaki wpadają w coraz gorsze uzależnienia i nawyki. Mamy przecież coraz lepiej rozwijający się sektor terapeutyczny, farmaceutyczny, na wszystko znajdzie się pigułka. Widzisz sama, aż się zapalam, tak mnie złości taka postawa [śmiech]. Bo dla mnie to jest najgorsze, co my, dorośli, możemy robić - bezrefleksyjnie i bez walki pogodzić się z tym, co złe i co szkodliwe, bo cóż my, maluczcy, możemy wobec wielkich potentatów technologicznych.

Walka ze złem jest wpisana w nasz życiowy sens

A dla mnie cała nasza wiara to jest jeden wielki dowód na to, że Dawid jest w stanie pokonać Goliata, że dobra nowina niesiona przez wieki przez ludzi różnego autoramentu i zdolności jest w stanie przynosić Życie współczesnym, że “walka” ze złem jest wpisana w nasz życiowy sens. I grunt to do tej walki stanąć, a nie usiąść i powtarzać, że nic nie możemy. Zawsze można coś zrobić. Nie jestem utopistką, wiem, że nie cofniemy ani nie zatrzymamy rewolucji technologicznej, ale to nie znaczy, że nic nie możemy. Że mamy się przyglądać i bez protestu zgadzać na to, co się dzieje. I nie próbować walczyć z tym, co złe, zwłaszcza jeśli jak na dłoni widać, że coś człowiekowi szkodzi.

Bo zobacz: właśnie uchwalono ustawę dającą konkretne narzędzia do walki z patostreamingiem. W różnych krajach udaje się wymusić na BigTechach wdrożenie rozwiązań, które realnie utrudniają dzieciom zakładanie kont w social mediach, od września w polskich szkołach dzieciaki mają być wolne od telefonicznej smyczy. Mam pełną świadomość, że żadne z tych rozwiązań nie jest idealne, ale jednocześnie są one jakąś próbą zmiany tego, co złe, na lepsze, jakimś krokiem w kierunku okiełznania negatywnych konsekwencji. Kilka lat temu wydawało się niemożliwe, by coś takiego powstało, a tu, proszę, da się. Da się weryfikować, czy ktoś zakładający konto ma trzynaście lat, czy nie ma. A przecież przez tyle lat słyszeliśmy: z tym nic się nie da zrobić. Więc jeśli mnie pytasz, jak mądrze wychowywać dziecko w erze TikToka, to moja pierwsza odpowiedź brzmi: nie daj sobie wmówić, że nic nie jesteś w stanie zrobić. Próbuj, nie ustawaj w walce, nie daj sobie wmówić bezsilności.

Moje dziecko nie ma smartfona. Ludzie pytają: to ochrona czy izolacja?

Magda Urbańska: O telefonach w rękach dzieci rzeczywiście jest dziś mnóstwo dyskusji i jest też dużo różnych podejść do tematu. W naszej rodzinie młodszy syn na razie nie ma swojego smartfona, więc nie ma wyjścia. Ktoś może zapytać, czy to ochrona czy izolacja, skoro ma już dziesięć lat? To jest jednak bardzo świadoma decyzja nas, rodziców… Starszy syn, trzynastoletni, nie zainstaluje aplikacji bez mojej zgody, bo włączyliśmy kontrolę rodzicielską. Pytanie, na ile i jak rozeznawać, co jest dobre, a co nie. Jak rozmawiać o tym z dziećmi? Jak im wytłumaczyć, że rówieśnicy mają albo mogą, a my im tego nie dajemy? Na obecną chwilę szczera rozmowa wystarcza, ale czuję, że do czasu… Przyjdzie taki moment, że po prostu trzeba będzie oddać stery nastoletniemu dziecku. Z nadzieją, że nie pochłonie go to za bardzo.

Agata Rusek: Nasze starsze dzieci, w wieku dziesięciu i dwunastu lat nie mają w ogóle swojego smartfona i są jedynymi dziećmi w klasie bez własnego telefonu. I żyją [śmiech]! Powiedziałabym, że mają się całkiem dobrze, nie są w żadnym stopniu wykluczone towarzysko czy społecznie (oceniam to na podstawie na ilości koleżanek i kolegów przewijających się przez nasz dom), nie mamy też żadnych niekończących się rozmów z nimi, namolnych próśb o smartfona czy pretensji, że wszyscy się z nich śmieją. Każde ma nieco inny stosunek do tej naszej decyzji, ale też mają od samego początku bardzo jasno wyjaśnione i wielokrotnie przedyskutowane, dlaczego jako rodzice podjęliśmy taką decyzję. Za to nasz ośmiolatek, te same geny, tak samo wychowywany, przysłuchujący się tym samym rozmowom przy stole, od trzech lat nieustannie na swojej liście marzeń ma wpisane: telefon, tablet i dostęp do gier online. I to z nim musimy najwięcej dyskutować o argumentach stojących za naszą decyzją [śmiech]. Co nam to mówi? Że dzieci są różne i coś, co u jednego działa, u drugiego nie musi.

Dzieci bez smartfona mają kolegów ze smartfonami. I często widziały już wszystko

Więc trzeba szukać różnych rozwiązań. A jest ich naprawdę bardzo dużo - począwszy od ustawień kontroli rodzicielskich, przez wspierające rodziców apki, kanały albo szkolenia po najprostsze, analogowe rozwiązania jak kupienie dziecku telefonu z klawiaturą. To akurat jest nasze rozwiązanie. W przepastnej szufladzie mojego męża znalazł się mocno stary telefon z klawiaturą, kupiliśmy do niego kartę SIM i to jest dodatkowy telefon w domu, który nie należy do żadnego z dzieci (prosty argument: jest na nas zarejestrowany i to my płacimy za niego rachunek). Ten telefon mieszka sobie na specjalnej półeczce na telefony, koledzy i koleżanki naszych dzieci wiedzą, że można na ten numer dzwonić albo pisać smsy, jeśli chcą się skontaktować z naszymi dziećmi, nasze dzieciaki też mogą z niego korzystać od czasu do czasu, gdy na przykład w razie choroby chcą dowiedzieć się, co tam w szkole. A przy okazji my pokazujemy im na tym telefonie, jakie są radości i jakie wyzwania posiadania komórki. Tak nawiasem mówiąc, to rozwiązanie świetnie nam pokazało, jakim wyzwaniem dla dzieci jest dziś… rozmawianie. Napisanie na komunikatorze jest przecież szybsze, krótsze i bezcielesne. Zadzwonienie wymaga przełamania się, poprowadzenia konwersacji, ale jednocześnie doskonale pokazuje, że o wiele więcej i głębiej można dowiedzieć się, rozmawiając na żywo z drugim człowiekiem niż wymieniając się emotikonkami.

Magda Urbańska: Bardzo czuję i rozumiem Waszą postawę, jest mi niezwykle bliska. Ja za to często słyszę pytanie o dostęp do internetu. Znajomi pytają czy nie boję się, że dzieci, które prędzej czy później jakiegoś smartfona pewnie do ręki dostaną, nie będą bezbronne wobec pokusy tej technologii. A my przecież nie żyjemy w jaskini!

Agata Rusek: Po pierwsze: to, że nie mają swojego smartfona nie znaczy, że nie wiedzą, jak go używać albo że nie mają dostępu do internetu. W ustalonych z nami ramach korzystają z gier online czy interesujących ich aplikacji, ale na naszych telefonach, bardzo często w naszym towarzystwie, co pozwala nam, rodzicom, zaglądać do świata, który ich interesuje. Widzą też, jak my pracujemy z naszymi telefonami, jak z nich korzystamy, gdzie i jak często je odkładamy. Wiedzą, że prowadzę konto publiczne na Instagramie czy Youtube i ten temat nie jest im obcy, a ja, dzięki swojej pracy, mogę im na bardzo twardych danych pokazywać, jak algorytmy manipulują dziś rzeczywistością i jak ją kształtują.

Po drugie, nie mam nawet krztyny złudzeń, że brak własnych telefonów całkowicie chroni moje dzieci i izoluje od negatywnych zjawisk w internecie. Przecież 90 procent ich koleżanek i kolegów spędza czas na przerwach z nosem w telefonie. Widzieli więc i pornografię, i zabijanie ludzi na wojnie, i wygenerowane filmiki o kosmitach zjadających niemowlaki… Bo to, że aplikacje do kontroli rodzicielskiej są nie znaczy, że wszyscy rodzice je włączają. Dlatego my budujemy z naszymi dzieciakami taką więź, żeby one chciały z nami rozmawiać o tym, co zobaczą. I myślę. że obok konieczności edukowania się to jest wciąż najlepszy sposób, by mieć wpływ na to, co i jak dzieci wybierają w życiu…

DEON.PL POLECA

 

 

Wizerunek dziecka, czyli co można zmonetyzować

Magda Urbańska: Czy my przypadkiem nie chowałyśmy się w jednej jaskini? (śmiech).

Mój lęk dotyczy dziś przede wszystkim hejtu. Tego, że moje dziecko opublikuje za dużo (albo zbyt szczerze) i odbije mu się to czkawką, gdy pokłóci się z kolegami na boisku, a oni postanowią się w jakiś sposób zemścić, odgryźć. Z drugiej strony tego, jak technologia potrafi wciągnąć i zassać mózg, czas, emocje - a tego doświadczamy wszyscy… I mam w sobie dużą bezsilność, myśląc o tym, w jaki świat wchodzą moje dzieci. Nie oszukujmy się: technologia mocno wpływa i będzie wpływać na ich codzienność. Do nas przyszła, gdy byliśmy już dorosłymi ludźmi i widzimy, jak bardzo nas pochłania. Dla naszych dzieci telefon to codzienność, coś, co jest w ich życiu od zawsze.

Jest tu jeszcze drugi temat: co my, rodzice, udostępniamy? Jak podchodzimy do prywatności naszych dzieci? Co i w jakiej ilości publikujemy na naszych kanałach? Czy wizerunek dziecka nie stał się dla nas tylko i wyłącznie czymś, co można zmonetyzować albo dzięki czemu można chociaż podbudować sobie ego ilością lajków? Zbliża się koniec roku szkolnego i myślę już o wysypie zdjęć świadectw z czerwonym paskiem. Czy jestem dumna ze średniej ocen mojego syna? No, ba! Sama nigdy takiej średniej nie miałam, a byłam wzorową uczennicą! Wiem jednak, że mój syn nie życzy sobie zdjęć, więc ich w mojej przestrzeni internetowej po prostu nie ma. Z drugiej strony wiele mówi się teraz o tym, jak przestępcy wykorzystują zdjęcia dzieci publikowane w internecie i sama mam chęć krzyczeć: rodzicu, obudź się wreszcie, nie wszystko jest do publicznej wiadomości!

Nie mogę wymagać od dziecka, żeby odłożyło telefon, gdy sama gapię się w niego non stop

Agata Rusek: Obawiam się, że my, Madziu, nawet w promilu nie zdajemy sobie sprawy z bagna, którego pełno w internecie. I absolutnie rozumiem Twoje odczucie bezsilności, nawet bardzo chrześcijańskie mi się ono wydaje. To jest dla mnie "człapanie" za Panem Jezusem w trakcie drogi krzyżowej. Widzisz aż nazbyt dobrze otaczające Go bestialstwo, niezawinione cierpienie, niesprawiedliwość i masz poczucie, że nie masz wpływu na decyzje możnych, na zachowanie większości, na to, co się dzieje. Ale człapiesz krok za krokiem, próbując zrozumieć niezrozumiałe. I może właśnie to jest ten gen wiary w nas: jako ludzie wierzący wiemy, że zła tego świata ani sami nie pokonamy, ani nie zrozumiemy, ani nie zbawimy ludzkości. I nie musimy: Ktoś już to za nas zrobił. My możemy w to bagno nie wpaść i nie dać się utopić. Możemy robić to, na co mamy wpływ. Możesz rozmawiać ze swoimi dziećmi, uwrażliwiać je, reagować na ich głupie, krzywdzące zachowania, ostrzegać. Możesz być dobrym wzorem tego, jak sobie tę relację ze współczesnym światem układać w sercu i w głowie.

Magda Urbańska: A wiesz, co mi się teraz mocno tłucze w głowie? Biada mi, oj biada! jeśli moje dziecko będzie szukało poczucia własnej wartości wyłącznie w lajkach. Wiem, że w jakiś sposób jest to “normalne” i nieuniknione… Przychodzi przecież taki czas w życiu każdego człowieka, że zdanie rówieśników jest ważniejsze niż to, co mówią rodzice. Ale noszę w sobie takie przekonanie, że nie muszę patrzeć na to z beznadzieją. Mam szansę i odpowiedzialność! Mogę dać mojemu dziecku fundament, bezpieczną przystań. Niech wie, że jest chciane, kochane i mądre - i niech wie to ode mnie! Niech ma też poczucie, że jakby samo coś głupiego odwaliło w internecie, to może do mnie przyjść i zapytać, jak to odkręcić, bo na przykład kogoś skrzywdziło hejtem. Tak, mam takie ogromne pragnienie (śmiech), ale mam też świadomość, że to jest niesamowicie trudne zadanie na całe życie… I przede wszystkim przestrzeń do rozwoju dla mnie, moje pole ogromnej odpowiedzialności. Nie mogę wymagać od dziecka, żeby odłożyło telefon przy stole, gdy sama się w niego wgapiam non stop. Nie mam prawa wymagać szacunku, gdy sama kogoś hejtuję w komentarzach. Przykład płynie z góry, a w internecie nic nie ginie…

Zobacz poprzednie odcinki serii:

1. „Autentyczność się nie niesie”. Katoliczki o presji i sile social mediów

2. Hejt za wiarę? Nie tylko. Oto, co naprawdę piszą do katoliczek w sieci

3. Kulisy social mediów. Jak algorytm ucina zasięgi katolickim twórcom

4. Bez wad, bez wątpliwości i w sukience. Mit prefekcyjnej katoliczki

5. Ile swojej wiary można pokazać w sieci? „Sacrum zawsze będzie doświadczeniem bez widzów”

Z wykształcenia pedagog i doradca rodzinny. Z wyboru żona, matka dwóch synów. Nie potrafi żyć bez kawy i dobrej książki. Autorka książki "Doskonała. Przewodnik dla nieperfekcyjnych kobiet". Prowadzi bloga oraz Instagram.

Żona, mama, córka, z zawodu animatorka społeczności lokalnych, z zamiłowania doktorka nauk społecznych, w wolnych chwilach pisze bloga "Dobra Wnuczka" i prowadzi konto na Instagramie. Razem z mężem od lat zaangażowana w Ruch Spotkań Małżeńskich i wrocławską Wspólnotę Jednego Ducha. 

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Jak wychować dziecko w erze TikToka? Złości mnie, gdy słyszę: "Może telefony niszczą dzieciństwo, ale nic już z tym nie zrobimy"
Komentarze (0)
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.