Kard. Grzegorz Ryś: zastąpiliśmy nadzieję wiarą w postęp
Benedykt XVI zapytałby pewnie, jaka jest nasza nadzieja. Myślę, że warto, idąc za Franciszkiem, sięgnąć do przepięknej encykliki Benedykta XVI Spe salvi. To doskonały tekst o ludzkiej nadziei. Benedykt powiada tak (i to jest przepiękne zdanie): „kto ma nadzieję, żyje inaczej”. Nasz kłopot polega na tym, że nadzieja nie jest czymś oczywistym w dzisiejszym świecie, bo zastąpiliśmy ją – jak mówi papież Ratzinger – wiarą w postęp. Wiara w postęp i nadzieja to naprawdę nie jest to samo, przede wszystkim dlatego, że tą pierwszą kierujemy na zewnątrz siebie – pisze kard. Grzegorz Ryś w książce „Stworzeni na nowo”, której fragment publikujemy.
Wiara w postęp to przekonanie, że świat się zmienia na lepsze dzięki temu, kto coś wymyśli... Na Akademii Górniczo Hutniczej, Politechnice, Uniwersytecie Ekonomicznym zaprojektują nowe sprzęty, dokonają nowych odkryć, a do tego politycy napiszą kilka nowych i świetnych ustaw, potem je przegłosują, i będzie cudnie… Tymczasem – przestrzega Benedykt XVI – wiara w postęp miewa nierzadko charakter totalitarny – jeśli tylko ktoś nie podziela twojego zachwytu myślą techniczną, to gotów jesteś go wyeliminować. Biada temu, kto razem z nami nie wierzy w postęp! Zwłaszcza tak, a nie inaczej wyobrażony.
Tymczasem nadzieja dotyczy mnie samego – nadzieja jest w człowieku, odnosi się do człowieka. I tak naprawdę tylko ona daje nam możliwość mierzenia się z życiem. Nadaje sens naszym drogom. Właśnie ten, kto ma nadzieję, żyje inaczej. Jaka jest nadzieja? Jakie jest oczekiwanie? Jakie jest marzenie? Franciszek podkreśla, że tym, na co czekamy, wcale nie są święta. Nie chodzi także nawet o ten najważniejszy moment w roku, ku któremu zdążamy przez czterdzieści dni postu, czyli o odnowienie przyrzeczeń chrzcielnych w czasie Wigilii Paschalnej. Nie na to czekamy. Jest coś o wiele ważniejszego. I papież to definiuje w ten sposób: oczekujemy na pełnię zbawienia.
Okładka książki "Stworzeni na nowo" (wyd. WAM)
Pełnia zbawienia jest naszą nadzieją. Paweł mówi: „W nadziei jesteśmy zbawieni”, zbawienie nie jest nam jeszcze w pełni dane. Słowo „pełnia” wielokrotnie przewija się w Nowym Testamencie. Mateusz mówi: „Bądźcie doskonali, jak Ojciec wasz jest doskonały” (Mt 5,48), nawiązując do Tory, w której czytamy: „Bądźcie świętymi, jak Bóg jest święty”. Łukasz tłumaczy: „Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny” (Łk 6,36). Doskonałość to dla niego miłosierdzie, nie ma charakteru wsobnego.
Czesław Miłosz stwierdził kiedyś (w Rodzinnej Europie), że niektórzy mylą doskonałość z samopuryfikacją: mam ideały i patrząc na nie, pracuję nad sobą. Z kolei twórca Ruchu „Światło-Życie” (i jeden z najwybitniejszych polskich teologów-pastoralistów), ks. Franciszek Blachnicki mawiał, że w takim modelu „pracy nad sobą” można się doprowadzić do stanu opisywalnego najlepiej dwoma słowami: „bezgrzeszny potwór”. Bardzo „pracuje nad sobą”, za to w relacjach z innymi wychodzi z niego potwór. Tymczasem doskonałość widać właśnie w relacjach, gdyż doskonałość to miłosierdzie, to myślenie o drugim człowieku.
Wróćmy jednak do „pełni”. To słowo, muszę się wam przyznać, przez kilka ostatnich lat ciągle za mną „chodzi”. Mam takie zapiski z przeżywanych przez siebie rekolekcji, w których na całej stronie zapisane jest tylko jedno słowo „pełny”. To jest właśnie zapis pragnienia. Pragnienia, żebym to, co robię, zaczął wreszcie robić w sposób pełny. Oczekujemy na pełnię zbawienia, to znaczy na to, co w Piśmie Świętym jest też nazywane słowem „doskonałość”. U św. Mateusza, w kazaniu na górze, jest napisane: „Bądźcie doskonali, jak Ojciec wasz jest doskonały!” (Mt 5,48). Kiedy weźmiemy tekst grecki, znajdziemy tam słowo teleioi. Teleioi znaczy „pełni”, znaczy też „ci, którzy doszli do celu”. Otóż właśnie: celem jest dojście do pełni. Mateusz chce nam powiedzieć coś bardzo ważnego: dopóki nie osiągnąłeś pełni, nie możesz powiedzieć, że to, co zrobiłeś, jest doskonałe. To ta nasza szklanka do połowy pełna albo od połowy pusta (a czasami nie od połowy, tylko od jednej trzeciej; różnie bywa, ale nigdy nie jest pełna).
Jest w Apokalipsie, na początku trzeciego rozdziału, wśród listów do siedmiu Kościołów, list do Kościoła w Sardach albo w Sardes. Ten list zawiera między innymi wyrzut, jaki Jezus kieruje do tego Kościoła: „Masz imię, [które mówi] że żyjesz, a jesteś umarły” (Ap 3,1). To bardzo mocne słowa. Dlaczego one w ogóle padły? „Nie znalazłem twoich czynów doskonałymi wobec mego Boga” (Ap 3,2). I znowu – idąc dosłownie za greckim tekstem – „doskonałymi” można by przetłumaczyć jako „pełnymi”. „Nie znalazłem twoich czynów pełnymi wobec mego Boga”.
Wobec Boga, nie wobec kogoś tam. Ktoś może patrzeć na moje czyny i cmokać z zachwytu: „Ale wspaniałe!”. Nawet sam możesz sobie patrzeć na te czyny i mówić: „Ale wspaniałe!”. Tyle tylko, że Pan Bóg też na to patrzy. A liczy się tylko to, jakimi Bóg nas widzi. Święty Franciszek powiedział w jednym ze swoich pouczeń, że tyle jest wart człowiek, ile jest wart w oczach Boga; ani mniej, ani więcej. Nie ma się co poruszać wewnątrz takiej iluzji: oto ktoś ci opowiada, ocenia twoje czyny i twoje działania i cmoka. Ty wiesz, czy ten twój czyn jest pełny, czy nie.


Skomentuj artykuł