Nie udawajmy, że nie słyszymy innych

Nie udawajmy, że nie słyszymy innych
fot. depositphotos.com

Gdy chrześcijanin bierze do ręki fragment Pisma Świętego, to powinien zadać sobie od razu takie pytania: czy odnajduję siebie w tym tekście i z jaką postacią czy wydarzeniem się utożsamiam? W tę niedzielę Jezus stawia przed nami postać głuchoniemego, którego uzdrawia swoją zbawczą mocą. Co mogę mieć z nim wspólnego?

Czytanie na dzisiaj

Pewną myśl podsuwa nam św. Jakub: „Bracia moi, niech wiara wasza w Pana naszego, Jezusa Chrystusa uwielbionego, nie ma względu na osoby” (Jk 2,1). Ileż to razy jest dokładnie na odwrót?! To właśnie czyjaś wiara (lub jej brak) staje się dla nas głównym określnikiem drugiej osoby. Tamta pani jest bardzo wierząca, co niedziela na Mszy Świętej, w pierwszej ławce. Czyta, śpiewa, udziela się w Caritasie. Podziwiam ją i uśmiecham się zawsze do niej życzliwie.

A ten obok, no niestety, do kościoła to tak w kratkę chodzi. A jak już przyjdzie, to gdzieś tam pod chórem stoi. Dobry chłop, ale lepiej trzymać się na dystans. Trzeba modlić się za niego, żeby się nawrócił. Znacie takie wewnętrzne dialogi? Niby zostaje to tylko na poziomie naszych myśli, ale potem ma wielki wpływ na naszą postawę wobec innych! Bóg przez swoje Słowo chce jednak urobić nasze serce, byśmy przestali innych ludzi dzielić, szufladkować i oznaczać przeróżnymi etykietami. To jest po prostu bardzo krzywdzące – nie tylko dla innych, ale również dla nas samych.

„(…) spojrzycie na bogato przyodzianego i powiecie: «Ty usiądź na zaszczytnym miejscu», do ubogiego zaś powiecie: «Stań sobie tam albo usiądź u podnóżka mojego» (…)” (Jk 2,3). To chyba najgorszy powód szufladkowania ludzi: dzielenie ich na kategorie według stanu posiadania. Najgorszy, bo to kryterium opiera się na tym, co zewnętrzne i materialne, a nie bierze pod uwagę wewnętrznego bogactwa osoby. Ocenianie książki po okładce. To nie znaczy, że człowiek zamożny nie może być bogaty duchowo. I nie znaczy to także, że człowiek ubogi osiąga z automatu wyższy duchowy poziom. Chodzi o nasze podejście, o nasze odczucia. Ileż to razy dajemy się ponieść wrażeniom!

Uciążliwy zapach, który drażni

Czym gorszy jest śmierdzący człowiek, który nie ma się po prostu gdzie umyć, od kogoś, kto roztacza w promieniu kilometra od siebie zapach drogich perfum? Św. Jakub, wyrzucając swoim adresatom postawę czynienia różnic między ludźmi, odnosi się przede wszystkim do liturgicznych zebrań, które mają być spotkaniami sióstr i braci równych sobie, bo w tej samej mierze miłowanych przez Boga. Nie usiądę obok kogoś, kto brzydko pachnie? Będę domagać się, żeby wyprowadzono go z kościoła, bo jest brudny? Wiem, że to uciążliwe. Lecz za tym zapachem i za tym brudem kryje się historia człowieka. Zetknięcie się z taką osobą jest szansą na to, żeby w tę historię wszedł Bóg, który „chlebem karmi głodnych” (Ps 146,7).

Tak często popadamy w pewnego rodzaju wygodnictwo w wierze, polegające na wybieraniu sobie osób, wobec których stosujemy przykazanie miłości. Dla jednego jestem w stanie poświęcić wiele uwagi i sił, jednak wobec kogoś innego, z kim trudno mi żyć (bo mnie zranił i nie potrafię mu przebaczyć) lub kogo trudno mi zaakceptować (bo ma całkowicie odmienne poglądy), jestem całkowicie zamknięty.

To moje zamknięcie się może być niekiedy posunięte aż do całkowitego ignorowania tejże osoby (często ostentacyjnego, ocierającego się o psychiczną przemoc), traktowania jej jak powietrze i wymagania od innych, by robili to samo. Staję się wobec drugiego głuchoniemy, czym mogę niesamowicie go zranić. Jestem głuchy na jego prośby i niemy w obdarzaniu dobrym słowem i radą.

W takich sytuacjach proś Jezusa o pomoc

Jeśli zauważam w sobie te symptomy, to warto zwrócić się o pomoc do Jezusa – Lekarza, który swoją miłością mnie dotknie i uleczy rany mojego serca, bym potrafił otworzyć je na każdego człowieka – bez strachu i z zaufaniem. Dzięki temu mam szansę stać się dla innych znakiem Otwartego Serca Zbawiciela, które nie ma względu na osoby, lecz chce zbawienia wszystkich ludzi.

On wziął go na bok, z dala od tłumu” (Mk 7,33). Jezus uzdrawia głuchoniemego, spotykając się z nim na osobności – z daleka od zgiełku, unikając taniej sensacji, którą mógł ten cud spowodować. Uzdrowienie mojego serca może dokonać się tylko wtedy, gdy dopuszczę Pana do mojej intymności, pokazując Mu wszystko, co potrzebuje Jego uzdrowienia: „(…) włożył palce w jego uszy i śliną dotknął mu języka” (Mk 7,33).

Jak wielkie trzeba mieć zaufanie i jak ogromną otwartość! Często potrzeba czasu, żeby w sobie taką postawę wypracować, ale jedynie wówczas Pan będzie mógł dotknąć tych chorych miejsc mojego wnętrza i wypowiedzieć: „Effatha, to znaczy: Otwórz się” (Mk 7,34). A tylko uzdrowione i dotknięte przez Kochającego serce jest zdolne otworzyć się na drugiego człowieka.

Łatwiej jest zmieszać kogoś z błotem, zamknąć usta i uciec niż usiąść razem przy jednym stole, mierząc się z tym, co mamy w sercach. Im bliższa nam osoba, tym głębsze, bardziej bolesne i trudniejsze do wyleczenia są wzajemnie zadane rany. Prawda jest jednak zawsze czymś, co oczyszcza i uwalnia. „Zaraz otworzyły się jego uszy, więzy języka się rozwiązały i mógł prawidłowo mówić” (Mk 7,35). Nasze relacje z niektórymi ludźmi przypominają pustynię, na którą lepiej nie wchodzić, żeby nie umrzeć z wycieńczenia. Jednak ignorowanie jej istnienia nie sprawi, że ona zniknie. Poza tym pustynia jest ważnym miejscem, które pozwala rozwijać ducha przez doświadczenie próby. Biblia świadczy o tym w wielu miejscach. To jak będzie? Porządny rachunek sumienia z trudnych relacji z innymi i bierzemy się do roboty? „Bo trysną zdroje wód na pustyni i strumienie na stepie; spieczona ziemia zmieni się w pojezierze, spragniony kraj w krynice wód” (Iz 35,6-7).

Kapłan archidiecezji gdańskiej. Student teologii dogmatycznej na Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie. Rzecznik Ekstremalnej Drogi Krzyżowej. Współtwórca kanałów "Inny wymiar" i "KatOlizator".

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
ks. Jan Kaczkowski, Joanna Podsadecka
24,43 zł
34,90 zł

Ostatnia rozmowa z księdzem Janem Kaczkowskim

Był inspiracją dla milionów ludzi - wierzących i niewierzących. Każdy, kto go słuchał, czuł: on mnie rozumie. Ksiądz Jan nie oferował tanich rad ani łatwych pocieszeń. Swoim życiem mówił:...

Skomentuj artykuł

Nie udawajmy, że nie słyszymy innych
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.