Ks. Jan Kaczkowski miał „ośmieszyć kapłaństwo”? Takie stwierdzenie usłyszał w seminarium

Ks. Jan Kaczkowski miał „ośmieszyć kapłaństwo”? Takie stwierdzenie usłyszał w seminarium
Fot. Wydawnictwo WAM / YouTube.com
Logo źródła: WAM Deon.pl

Szósty rok nauki w Gdańskim Seminarium Duchownym. Jan Kaczkowski słyszy zdania, które zapamięta na dwie dekady. Pierwsze: że nie powinien w przyszłości jako ksiądz uczyć dzieci, bo „mu pouciekają”. I drugie: że będzie ośmieszeniem kapłaństwa. Publikujemy fragment książki Przemysława Wilczyńskiego „Jan Kaczkowski. Biografia”.

W wersji opowiadanej przez duchownego w wywiadach autorem obu był hierarcha. Piotr Szeląg zapamiętał to nieco inaczej. – Wydaje mi się, że nałożyły się Janowi dwa wydarzenia – mówi jego przyjaciel. – Zdanie o „uciekających dzieciach” wypowiedział na radzie profesorskiej świętej pamięci biskup Zygmunt Pawłowicz, co do Jana dotarło z drugiej ręki.

Z kolei zdanie o „ośmieszeniu kapłaństwa” padło z ust jednego z proboszczów, podczas spotkania przełożonych seminarium z księżmi, którzy mieli przyjmować kleryków na praktyki. Kaczkowski zostaje wyświęcony, trafia do Pucka. Tyle że w dwóch pierwszych latach nie ma wstępu do szkoły, jakby zdania o „uciekających dzieciach” czy „ośmieszeniu” tkwiły gdzieś w podświadomości decydujących o jego losie przełożonych.

Zostaje kapelanem w szpitalu i w domu pomocy społecznej. To kolejny zastanawiający moment. Sam ksiądz Kaczkowski po latach zwróci uwagę na dziwaczną logikę, zgodnie z którą księża „niedający rady” są wysyłani w tak ważne miejsca. Powie na przykład Jarosławowi Mikołajewskiemu, że „proboszcz z Pucka «w nagrodę» został mną obdarowany. Tak trafiłem jako kapelan do domu pomocy społecznej i szpitala. Kościół dość często popełnia ten błąd, że posyła kogoś «gorszego» do pracy, która wymaga wyjątkowych kwalifikacji. Nie przypuszczam, żebym cokolwiek zawalił, ale czy tak jest zawsze?”.

Po dwóch latach zostaje katechetą. Zyskuje w tej roli sławę. Uczniowie nie uciekają. Nie ośmiesza też kapłaństwa. W roku 2004, a najpóźniej 2005 – daty nie zdołałem ustalić – przewodzi w puckiej farze mszy dla osób niewidomych i niedowidzących. – Zawsze odprawiał ją proboszcz, ale Jan do mnie przyszedł i mówi: „Szefie, ja bym może to wziął, bo ja jestem też niedowidzący” – wspomina ksiądz Jan Perszon. – I co on powiedział tym ludziom i ich opiekunom? Żeby się nad sobą nie użalali! Bo on ma minus siedemnaście dioptrii, jest prawie niewidomy na jedno oko, a ktoś inny robi z siebie kalekę, mając tych dioptrii dziesięć.

Wystąpił z przesłaniem pewnie zaskakującym, może dla niektórych szokującym: „Człowieku, nie użalaj się nad sobą, zacznij żyć! Niepełnosprawność to nie powód do pretensji do Pana Boga”. Sam o swoim podejściu do niepełnosprawności opowie między innymi Piotrowi Żyłce, wspominając swoją mamę, u której nie miał żadnej taryfy ulgowej.

„Dlatego dziś sam mam wobec osób niepełnosprawnych i chorych wysokie wymagania. Moja postawa sprowadza się do tego, czego świadectwo dała mama w moim przypadku: każdy musi robić to, co jest w stanie robić”. Sobie poprzeczkę stawia więc bardzo wysoko. Wielokrotnie powtarza, że nie chce być postrzegany jako niepełnosprawny. Jeździ samochodem. Pokonuje kolejne bariery: również mentalne ludzi, z którymi się styka i którzy postrzegają go początkowo przez pryzmat fizycznych niedoskonałości. Można by powiedzieć: ksiądz Kaczkowski nie został wcale „przejechany”. Choćby dlatego, że „przejechać” się nie dał.

 

Fragment tekstu pochodzi z książki "Jan Kaczkowski. Biografia"

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
Przemysław Wilczyński

Biografia „Johnny’ego”. Księdza, który kochał ludzi

Kochany przez całą Polskę. Chętnie opowiadał o swoich mocnych doświadczeniach, walce z rakiem i założonym przez siebie hospicjum. Ale czy wiemy, jak inspirujące jest jego życie jako całość? Przyjęcie...

Skomentuj artykuł

Ks. Jan Kaczkowski miał „ośmieszyć kapłaństwo”? Takie stwierdzenie usłyszał w seminarium
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.