Od ponad 30 lat jestem żoną alkoholika

Od ponad 30 lat jestem żoną alkoholika
(fot. shutterstock.com)
8 lat temu
Logo źródła: Miłujcie się Teresa, żona alkoholika

Uzależnienie mojego męża rozwijało się przez lata, ja jednak jakoś tego nie zauważałam. Żyłam z nim, wspólnie wychowaliśmy trójkę dzieci, lecz ciągle obecny przy tym, wciąż tuż obok, był mój wróg numer jeden - wódka. Z biegiem lat było coraz to gorzej: mąż zrezygnował z jednej pracy, potem z kolejnej. W końcu uznał, że mając prawo do wcześniejszej emerytury, nic już nie musi robić.

Bardzo chciałam mu pomóc. Dziś jednak już wiem, że wszystkie moje działania zamiast pomagać - szkodziły. Robienie mu awantur, gdy się spóźniał i wracał pijany, przeszukiwanie jego kieszeni, szafek, garażu i wylewanie znalezionego tam alkoholu, ukrywanie przed otoczeniem skutków jego picia, naprawa rozbitego po pijanemu samochodu… Mogłabym tak wymieniać bez końca. Przez to wszystko to ja myślałam, jak uchronić go przed skutkami jego choroby - on nie musiał się już o to martwić. Nie miał też powodu, żeby chcieć wytrzeźwieć...

Dwukrotnie był na terapii w ośrodku zamkniętym, jednak pomoc, którą tam uzyskiwał, porzucał po dwóch - trzech miesiącach, nie czyniąc żadnych konstruktywnych kroków, w tym w szczególności nie podejmując kontaktów ze wspólnotą Anonimowych Alkoholików.

Ja do klubu Al-Anon trafiłam w jednym celu: chciałam mu pomóc, chciałam znaleźć receptę na jego życie; chciałam się dowiedzieć, co zrobić, żeby on przestał pić. Przez trzy lata chodziłam koło drzwi, za którymi zbierała się wspólnota Al-Anon. Wpatrywałam się w wywieszkę z terminami spotkań. Odchodziłam i znów mnie coś przyciągało - chyba moja bezradność i poczucie, że już sobie nie poradzę…

Wreszcie, ponad dwa lata temu, weszłam w te "straszne" drzwi - z poczuciem zagubienia, bezradności i wstydu. "Jak to - myślałam sobie wtedy - to ja, kobieta z wyższym wykształceniem, pracująca na odpowiedzialnym stanowisku, mam się przyznać, że nie radzę sobie z życiem, że mój mąż jest alkoholikiem i że nie potrafię mu pomóc?"… I jeszcze ta niepewność: "Kogo tam spotkam? Żony alkoholików? Czy znajdę z nimi wspólny język? Jak one mogą mi pomóc?"…

To jednak, co zastałam w swoim klubie, i to, czym zostałam w nim obdarowana, to prawdziwy cud. Spotkałam tam kobiety poranione duchowo - a czasami i fizycznie - przez alkoholików. Przyjaciółki, które od pierwszego słowa, od pierwszej mojej łzy wsparły mnie i wskazały mi sposób rozwoju w mojej sytuacji. Dowiedziałam się od nich, że alkoholizm jest chorobą nieuleczalną i śmiertelną. Że nie znajdę recepty na to, by zmienić swojego męża. Że mogę - i muszę - zmieniać tylko siebie, a zmieniając siebie - wpływać na swoje otoczenie, w tym na pijącego męża i na poranione dzieci.

Dzięki tym naszym cotygodniowym spotkaniom wciąż się czegoś uczę. Nikt mi nie mówi, co mam robić: każda z nas wypowiada na mityngu tylko swoje własne przeżycia i doświadczenia. Mówię o tym i ja. Czasami z uśmiechem, a czasami z gardłem ściśniętym szlochem… Wciąż na nowo się otwieram na modlitwę o pogodę ducha: "Boże, daj mi pogodę ducha, abym zgadzała się z tym, czego nie mogę zmienić, odwagę, abym zmieniała to, co mogę zmienić, i mądrość, abym umiała odróżnić jedne sprawy od drugich". Czasem mówię to samo swoimi słowami: "Boże, uchroń mnie od niepotrzebnego wikłania się w sprawy, na które nie mam wpływu. Pomóż mi się od nich odsunąć na bezpieczny dystans, abym nie została po raz kolejny poraniona. Boże, pomóż mi w tym, abym nie przeoczyła spraw, które zależą ode mnie i w które ja powinnam wkroczyć ze swoim działaniem.

Pomóż mi, abym nie zostawiła bez pomocy nikogo, komu mogę pomóc. Boże, obdarz mnie swoją mądrością, abym odróżniała sprawy, które wymagają mojego działania, od tych, na które nie mam wpływu".

Byłam już i na pielgrzymce w Licheniu, i na rekolekcjach w Rokitnie, na wielu spotkaniach w klubie i kościele, przeszłam terapię współuzależnienia. Wszystko to dzięki swoim koleżankom z klubu, które stały się moją rodziną.

Wiem, że takiego wsparcia, jakie znajduję wśród nich, nie znajdę nigdzie indziej. Wiem, że gdybym stanęła w środku nocy pod drzwiami którejkolwiek z nich i zapukała, znajdę tam pomoc, zrozumienie i otwarte serce.

A jeśli chodzi o moje relacje rodzinne z alkoholikiem, to obecnie staram się odizolować od choroby, pomimo że pozostaję nadal z tym kochanym człowiekiem pod jednym dachem. Uświadomiłam sobie również, że moja choroba bardzo zbliżyła mnie do Boga. Nie wiem, jaka byłaby moja wiara, gdyby nie to, że wciąż się modlę o uzdrowienie swego męża na ciele i duszy. Modlę się o jego nawrócenie, bo choć wychowany w rodzinie katolickiej, toczy prywatną wojnę z Panem Bogiem. Modlę się, wiedząc, że to nie moja wola, ale wola Pana zadecyduje o naszej dalszej przyszłości.

Ogromnym wsparciem jest przy tym dla mnie widok rodzin trzeźwych alkoholików. Kochające się małżeństwa, które przetrwały koszmar pijaństwa, nie rozpadły się, a teraz na mityngach, rekolekcjach czy pielgrzymkach dają świadectwo, że jest to możliwe, że wielka jest łaska Pana Boga, a Jego ścieżki nieznane. "Boże, użycz mi pogody ducha…"…

Źródło: Co zrobić, by przestał pić?

***

Sierpień to miesiąc trzeźwości. Jeśli przeżyłeś/przeżyłaś/przeżyliście coś podobnego, a temat wyjścia z nałogu nie jest Ci/Wam obcy, poniższy formularz jest od tego, aby się tym podzielić. Niech również Twoje/Wasze świadectwo stanie się tym, co utwierdzi wiarę innych!

 

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
ks. Krzysztof Grzywocz
21,54 zł
35,90 zł

Czy duchowość może szkodzić?
Gdzie zaczyna się opętanie, a gdzie choroba?
Czy myśli bluźniercze podsyłają nam demony?
Czym różni się zwykły smutek od depresji?

Ksiądz Krzysztof Grzywocz był niewątpliwie jednym z najbardziej...

Skomentuj artykuł

Od ponad 30 lat jestem żoną alkoholika
Komentarze (53)
AM
~Alicja malina
8 stycznia 2020, 19:31
ja rowniez jestem zona alkoholika od 32 lat . Maz nie przyjmuje tego do wiadomosci ze ma problem. Niszczy we mnie wszystkie uczucia i coraz czesciej lapie sie na tym ze go nienawidze . Wiem ze powinnam kochac blizniego ale nie potrafie . Jestem wypalona. Moze to jednak moja wina .
17 maja 2019, 15:11
Alkoholizm to bardzo ciężka choroba, często lekcewarzona na wczesnym stadium uzależnienia, osoby uzależnione sa nie przyjemne i często nie kontrolują swoim zachować. Jeśli ma ktoś w rodzinie taką osobę, same obietnicy poprawy nie wystarczą, warto wysłać kogoś na specjalistyczne leczenie alkoholozmu (np. <a href="https://terapiamanawa.pl/leczenie-alkoholizmu/">tutaj</a>) mogą pomóc pokonać nałóg. Trzymam za wszystkich czciuki :)
S
sab.ada
11 grudnia 2017, 01:08
Pani Inko! wreszcie natrafiłam na bratnie podejście do akoholizmu.Co może zrobić kobieta zwłaszcza w małej miejscowości gdzie instytucje udają że pomagają bo w rzeczywistości nic nie mogą.Nie mozna nikogo zmusić do leczenia. Żeby męża zmusić na wizyty w poradni aa to dzielnicowy policjant przychodził dwa razy do mnie czy ja na pewno tego chcę.Porażka. Mąż pochodził pare razy i stwierdził, że to nic mu nie da a jak go wyślę na przymusowe leczenie to i tak ucieknie.Nie robiłam tajemnicy z alkoholizmu męża, przestałam sprzątać, prać ignorowałam jego zachowania alkoholowe, ale przy wspólnym zamieszkiwaniu z alkoholikiem nie da się  przechodzić obojętnie obok otaczającej rzeczywistości. Wnuczki przecież garną sie do dziadków trzeba czasami to ogarnąć. Jak można zadbać o siebie kiedy z łazienki i pokoju męża przenika odór smrodu i ogromny żal za zmarnowane życie. Odejść gdzie po 40 latach wspólnego dorobku skąpego ale zawsze. Na oczach reszty życia niszczy się to co zostało tak ciężko zbudowane. Dlatego każdemu młodemu radzę, że jeżeli jest problem z nałogami partnera to trzeba to przeciąć jak najprędzej na nic nie liczyć. W moim przypadku nie pomogły ani modlitwy ani porady psyhiatrów z doktoratem.Serdecznie pozdrawiam wszystkie ż ony alkoholików
B
Beata
27 grudnia 2016, 17:30
przeżywam to od 27 lat
K
Karolina
3 czerwca 2016, 13:52
Sama piłam, więc wiem jak ten nałóg niszczy życie. Zdecydowałam się na terapię. Trafiłam na Chmielną w Warszawie do Macieja Żurka, który pomógł mi zmienić moją postawę. Przestałam pić, zrozumiałam, że niszczę sobie życie i pora z tym skończyć. Terapia okazała się nardzo przydatna.
G
Grazyna
9 kwietnia 2015, 00:08
Jesteś wspaniała, To, że żyjesz tak długo z mężem alkoholikiem pod jednym dachem, świadczy o Twojej silnej wierze i wytrwaniu. Bardzo ważna jest modlitwa do Boga. To ulecza duszę i psychikę. Ten artykuł dał mi dużo wsparcia i nadzieji, że jest szansa na wyleczenie drugiej osoby. Tak trzymać. Dziękuję
DN
do Naiwnej
22 stycznia 2014, 20:47
Naiwna, nie idź na żadną ławkę w parku, tylko łap za telefon i tu zadzwoń: [url]http://www.pogotowieduchowe.pl/[/url] pomogą Ci na pewno!
N
Naiwna
22 stycznia 2014, 20:28
Mam dosyć,jestem w matni i szponach bezsilności.Mój ojciec pił ,odkąd sięga moja pamięć,to był koszmar,bo to był typ człowieka który pod wpływem alkoholubył typem tyrana.Nie raz z siostrą i mamą spałyśmy na strychu,lub siedząc w kuchni jak myszy pod miotłą aby go nie zbudzić.Potem wyszłam za mąż.Mąż lubił piwo.Z czasem zacząłlubić je coraz bardziej.Ostry alkoholizm trwał 20lat.To prawda że nie był agresywny,ale w domu była bieda,wynoszenie i sprzedawanie co cenniejszych rzeczy.Byłam strażnikiem naszego domu aby to wszystko się nierozpadło.Ale kiedy byłam w pracy niebyło kontroli.Zachorowałam na raka piersi.To oczywiście nie było momentem wstrząsowym dla męża.Często gęsto musiałam radzić sobie sama.Potem przyplątały się inne choroby,kłopoty z zębami ,cukrzyca,nadciśnienie,naświetlania,chemia,no i wciągu 3 miesięcy 4 operacje.A gdzie był mój mąż,różnie,czasami w szpitalu.No i kiedy byłam u kresu stał się cud,mążsamz siebie poszedł się leczyć,fakt niedługo bo 3-4 miesiące chodził na terapie,ale był trzeżwy 6 lat.Kiedy on skończył zaczęłam ja,piłam ,byłam pewna że mogę,że on nie zacznie.Nie wiem dlaczego zaczęłam.Obudziłam się kiedy zobaczyłam go ponownie pijanego.Zaczęło się wewrześniu.Obecnie mam 5 zł na koncie i debet na trzech kartach którymi dysponuje mąż.I nagle dotarło do mnie że wraca życie sprzed sześciu lat,a ja tego nie chcę.Dobrze że idą mrozy,pójdę gdzieś do parku,na ustronną ławkę i zasnę,bo bardziej od śmierci boję się tamtego życia,a właściwie to nie tyle się boję co nie chcę tak żyć.Pa kochani trzymajcie się mocno życie płata okrutne figle.
I
INKA
24 listopada 2013, 01:32
Zgłębić problem alkoholizmu, w którym wielu rodzinom przyszło żyć nie jest łatwo, a zwłaszcza wtedy kiedy problem jest nam znany czysto teoretycznie. Podstawowe tzw., potrzeby wyższe człowieka to miłość, akceptacja, poczucie bezpieczeństwa, a w tym dorobek życia, dach nad głową i niejednokrotnie wiele wspólnie przeżytych lat, no i jak w moim przypadku - sakramentalne TAK. Alkoholik nie zawsze musi bić, wynosić z domu i sprzedawać wspólne dobra.Wystarczy że pije i nie obchodzi go życie rodzinne, wychowanie dzieci, podejmowanie ważnych decyzji, załatwianie codziennych spraw związanych z organizacją życia rodzinnego. Wystarczy że zarasta brudem bo się nie myje, ma grzybicę paznokci, zapalenie uszu, marskość wątroby i wtedy naprawdę żyć się odechciewa bo jak żyć jak w domu czuć nieprane skarpety, a kuchnia po alkoholowych inspiracjach kulinarnych wygląda jak pobojowisko, a pies sika po przedpokoju bo alkoholikowi wydaje się że był z psem na spacerze? Życie z alkoholikiem jest koszmarem, a na pomoc Państwa RP nie można liczyć, bo alkoholik musi wyrazić zgodę na leczenie - to jest śmieszna farsa prawna, która zmusza kobiety do trwania przy alkoholikach, wychowywania w jego obecności dzieci. To prawo należy zmienić, a może wtedy niejeden alkoholik zastanowi się nad swoim życiem!!! Prawo w Polsce pozwala alkoholikom rosnąć w siłę, a rodzina jest spychana w kąt - bo alkoholik ma prawo pić - alkohol jest sprzedawany nawet osobom nie trzeżwym, na stacjach benzynowych itp., itd to temat rzeka, a alkoholizm jest i będzie.
W
wand8888
28 sierpnia 2013, 21:01
Cześć ja też jestem córką alkoholika , w zupełności rozumiem co każdy z was przechodzi . Dokładnie wiem , co czujecie , jak bardzo to wszystko dotyka rodziny. ta niepewnosc w jakim nastroju wroci z pracy , czy tego dnia bedzie trzezwy ? Kłoci sie ze wszystkimi te  awantury i raz na jakis czas porzadna akcja... 
L
lek
13 lutego 2013, 14:56
Alkoholizm jest chorobą i nikt z komentujących tutaj nie może temu zaprzeczyć. Ja sam jestem z rodziny alkoholowej i nie piję alkoholu bo mam do niego wstręt, ale mam chorobę psychiczną nerwicę lękową z depresjami. Niestety nie założe własnej rodziny, bo jestem ciężko chory psychicznie. Nie dam rady być mężem i ojcem.
D
D.E.
13 lutego 2013, 12:19
A cóż to jest normalny człowiek? Czy nie widzimy dookoła dzieci żyjących w rodzinie alkoholowej? Czy młody chłopiec w domu rodzinnym nie uczy się zachowań? W rodzinie alkoholowej dziecko uczy się często "leczyć" stres, rozładowywać napięcia alkoloholem, a szkoła i my jako społeczeństwo niewiele robimy dla tych dzieci lub wręcz nic nie robimy. Młody człowiek wzrasta, nawet dobrze się uczy, ma w końcu jakiś zawód, ale popija. Jak wielu młodych widujemy z butelką piwa w ręku? Co robimy? Niewiele. Mój mąż pił po każdym egzaminie. Może pił najmniej ze wszystkich kolegów. Oni pili na skrzynki i to było "trendy" i jest "trendy". Ubolewam, ale nie winię. Raczej winię nas - zdrowych. Nie robimy nieomal nic. Umiemy tylko osądzać. Umiemy zabrać samochód, prawo jazdy, dać zakazy. Nie umiemy wysłać ich na minimum półroczną terapię, nie umiemy pomagać. Odwaracamy się  od nich. Niedawno człowiek leżał na ziemi. Było zimno. Nikogo nie obchodził. To jest człowiek. Nie wolno być obojętnym. Nigdy nie wiadomo, że czy wezwana karetka nie uratuje go od śmierci, a może będzie to "dno" alkoholika, po którym podejmie leczenie? Tak - trzeźwiemu alkoholikowi należy się renta i są takie przypadki. Dobrego dnia!
!
!!
12 lutego 2013, 20:34
hahaha  "alkoholizm to choroba" - to może jeszcze renta chorobowa się należy ze składek porządnych obywateli? Wtedy alkoholik będzie miał oprócz całego dnia wolnego jeszcze kasę. Normalny czlowiek nie ma czasu nawet na to, aby pomyśleć o piciu
D
D.E.
10 lutego 2013, 19:08
nie nazywajcie alkoholizmu chorobą, ponieważ w ten sposób obrażacie ludzi naprawdę chorych i cierpiących. ALKOHOLIZM TO C H O R O B A ! Czy Ci się to podoba czy nie to tak jest.
D
D.E.
10 lutego 2013, 19:06
Żyłam 30 lat z alkoholikiem. Umarł. Jestem znów mężatką. Wzięłam kościelny ślub z wdowcem i choć minęło już kilka lat nowego mojego życia,  to z poruszeniem czytam opowieść autorki i niektóre komentarze. Współuzależnienie to jest problem - rodziny alkoholika. Też chodziłam na terapie. Wiele mi dały.  Obecnie niczego nie rozpatruję z punktu widzenia "winy". Ani matka nie jest winna, że jej mąż pił, ani nawet sam alkoholik winien nie jest. Potrzeba nadludzkich sił, aby problem opanować. Autorce artykułu się dużo udało, ale daleka droga przed nią. Codziennie ma koło siebie ciężko chorego męża. Nie ma oparcia żadnego w życiu codziennym, a w dodatku wiele osób (jak widać z komenarzy) jej nie rozumie. Ostre sądy, że byście rzucili alkoholika są łatwe do wypowiedzenia. Trudne do realizacji. Miłość, dzieci, wspólny majątek, ślubowanie, wiele innych spraw, które determinują fatalną sytuację rodziny alkoholika powodują, że odejść nie jest łatwo, czy powiem więcej - ja nigdy odejść nie chciałam i byłam przy swoim mężu alkoholiku do końca. Dziś żyję sobie spokojnie, ale wkurzam się, gdy czytam rady tych co o problemie nic nie wiedzą i nic zrozumieć nie mogą. Apeluję jedynie do Was - tych co nie mogą zrozumieć i tych co coś tam rozumieją  - wspierajcie rodziny alkoholików, nie bądźcie pasywni, otaczajcie ich opieką, wołajcie policję, gdy trzeba, bądźcie po porstu dla nich życzliwi. Tyle można tylko i aż zrobić. Cóż - jest to portal katolicki. Zaświadczam więc, że często chodziłam do kościoła. Wchodziłam do niego wyczerpana, czasem z najczarniejszymi myślami, a wychodziłam z nową energią. Pan Bóg jest ! :)
E
ELA
13 lipca 2014, 02:54
Bóg jest to prawda 
J
ja
10 lutego 2013, 18:49
nie nazywajcie alkoholizmu chorobą, ponieważ w ten sposób obrażacie ludzi naprawdę chorych i cierpiących.
MZ
moje zdanie
10 lutego 2013, 18:47
a ja takiego pijaka to pogoniłabym na cztery wiatry jak najszybciej. Człowiek ma jedno życie i nie wolno go marnować na jakiegoś tam pijaka. Skoro wybiera alkohol, to  jego sprawa. A poza tym należy mieć na uwadze dobro dzieci. Wychowywane w rodzinie pijackiej stają się DDA. O skutkach takiego wychowania nawet nie chcę mówić. Nigdy nie zrozumiem kobiet, które tolerują w domu alkoholika. Wyrządzają swoim dzieciom  NIEWYOBRAŻALNĄ KRZYWDĘ. Mądra kobieta nie będzie żyła z alkoholikiem.  A teraz kobiety "cierpiące", zyjące z alkoholikiem na własne życzenie możecie mnie krytykować.
M
mary
9 lutego 2013, 21:42
Nic nie jest tak proste jak wam sie wydaje wiec nie osadzajcie czy matka zrobila pieklo dzieciom zyjac z alkocholikiem tylko ten tak ocenia kto tego nie przezyl
W
współczująca
24 października 2012, 19:42
A ja jestem córką alkoholika, było nas czworo dzieci. Nigdy nie przestał pić. Umarł. Wszyscy jestesmy poranieni, mamy nieudane małżeństwa z powodu naszego ojca, który przynosił na wstyd, nie byliśmy szanowani w swych nowych rodzinach z powodyu naszego ojca. Moja mama jak dowiedziała się ze ojciec umarł, tanczyla z radosci. Była od niego starsza 6 lat i uwazała że ona tego nie wytrzyma i umrze przed nim, ale jeszcze zyła 15 lat i cieszyła się kazdym dniem bez smrodu wódki, papierosów i upokorzeń. Alkoholizm to choroba śmiertelna dla alkoholika i porażająca dla jego rodziny, szczególnie dzieci. Oskarżaliśmy matkę, że wybrała nam takiego ojca. Tu nie ma wytłumaczenia. Czasem kobiety, żeby wyjśc za mąz, biorą każdego jaki się nadarzy, pijaka, kalekę, chama, poganina, barbarzyńcę, a potem biernie patrzą na tragedię własnych dzieci, a to kobiety są temu winne!!! Dzieci osądzą je za to surowo po latach! Lepiej bowiem być starą panną, lub panną z dzieckiem niż żoną alkoholika. Potem one mają zajęcie bo się całe życie modlą i robią z siebie bohaterki. I dziwią się, cierpią że Pan Bóg nie wysłuchuje ich modlitw, Ale widziały gały co brały! Pytała się Pana Boga przed ślubem czy to dla niej człowiek? Nie, i nie słuchała jak jej mądre ciotki odradzały. To teraz zmywaj podłogę, to co on wyrzyga. Płacz. Boś wlasne dzieci wydała na rzeź zła i upokorzeń. Egoistka, co chciała miec koniecznie męża. Pijaka ale byle był. To masz. Spróbuj śp. Matce wybaczyć, skoro ona nie może już z Tobą się pojednać. Zrób to dla swoich dzieci. do pozdrawiam Bardzo Ci współczuję twojej przykrej sytuacji rodzinnej. Niestety, ale za to co wy jako dzieci przeżyliście mając ojca alkohoilka winna jest wasza matka. Znam podobne przypadki i zachowania matek są identyczne. Pozdrawiam serdecznie, trzymaj  się dzielnie, choć wiem, że to jest bardzo trudne.
ŻN
żona nie pijaka
24 października 2012, 19:34
Jestem żoną alkoholika od ponad 35 lat, moja historia jest bardzo podobna. Moje wysiłki skupiały się na chronieniu dzieci przed pijanym ojcem, praca ponad siły, aby podreperować domowy budżet.W zamian otrzymywałam poniżenia i wyzwiska. Choroba rozwijała się stopniowo, gdy zaczęło dochodzić do rękoczynów powiedziałam stanowcze DOŚĆ i wtedy postanowiłam zająć się sobą. Odkurzyłam swoje marzenia, alkoholika wziełam na dystans i powoli zaczęło się wszystko wokół zmieniać. Nadal mieszkamy w jednym domu, ale do normalnego życia jest bardzo daleko. Nie obawiam się wracać do własnego domu,gdy zamykam swój pokój nie słyszę komentarzy. Wie że nie będę z nim rozmawiać, gdy jest pod wpływem alkoholu. Wiem, że nie mam wpływu na jego trzeźwość, staram się nie reagować na jego słowe zaczepki i ten sposób unikam awantur. Nie trace czasu na rozmowy, z ktorych nic nie wynika. Wytłumacz mi, jaki jest sens waszego wspólnego mieszkania? Jaki dajecie dzieciom przykład? Czy chodzi tylko o to, aby sąsiedzi widzieli, że z jednego domu wychodzicie? Małżeństwo to miłość,i wzajemne zaufanie i SZACUNEK!!!!
ŻN
żona nie pijaka
24 października 2012, 19:30
 A ja nie żyłabym z zapijaczonym mężem ani jednego dnia!!!! Jak można pozwolić takiemu zeru na zmarnowanie mojego życia i życia dzieci? Te kobiety (żony alkoholików) po prostu nie mają sumienia i skazują swoje dzieci na życie w piekle. Czy robią to dla własnej wygody? Chyba tak, zgodnie z powiedzeniem "niechby pił, niechby bił - byle był". Możecie mnie krytykować, ale takie jest moje zdanie i NIC I NIKT TEGO NIE ZMIENI. Żadna ideologia.
T
Teresa
24 października 2012, 19:07
Jestem żoną alkoholika od ponad 35 lat, moja historia jest bardzo podobna. Moje wysiłki skupiały się na chronieniu dzieci przed pijanym ojcem, praca ponad siły, aby podreperować domowy budżet.W zamian otrzymywałam poniżenia i wyzwiska. Choroba rozwijała się stopniowo, gdy zaczęło dochodzić do rękoczynów powiedziałam stanowcze DOŚĆ i wtedy postanowiłam zająć się sobą. Odkurzyłam swoje marzenia, alkoholika wziełam na dystans i powoli zaczęło się wszystko wokół zmieniać. Nadal mieszkamy w jednym domu, ale do normalnego życia jest bardzo daleko. Nie obawiam się wracać do własnego domu,gdy zamykam swój pokój nie słyszę komentarzy. Wie że nie będę z nim rozmawiać, gdy jest pod wpływem alkoholu. Wiem, że nie mam wpływu na jego trzeźwość, staram się nie reagować na jego słowe zaczepki i ten sposób unikam awantur. Nie trace czasu na rozmowy, z ktorych nic nie wynika.
A
al-anonka
1 grudnia 2011, 10:43
"Uświadomiłam sobie również, że moja choroba bardzo zbliżyła mnie do Boga. Nie wiem, jaka byłaby moja wiara, gdyby nie to, że wciąż się modlę o uzdrowienie swego męża na ciele i duszy." Też jestem al-anonką. I jedno wiem. Trzeba nie tylko przerobić ale zanurzyć się w bezsilności. Co to bezsilność w przypadku męża, syna, żony będących alkoholikami? Mniej więcej taka świadomość: "pije, pił i pić będzie". Zero czego innego.  Zgoda na ten stan.Zero myśli, wyczekiwań, obrazów ich niepijących Bez tej świadomości nie ma szans na samodzielność własnego istnienia. Ciągle będzie się gdzieś tlić jakieś czepianie się kochanego mimo awantur,agresji mężusia. ZSamiast modlitwy o uzdrowienie mężusia może lepiej modlitwa o pogodzenie się z jego piciem. Pogodzenie nie oznacza jednak znoszenia wrzasków i przyjmowania okładania pięściami. Nie życzę źle mojemu alkoholikowi, nie cieszę się jak zostaje poturbowany w stanie zamroczenia,ale nie pozwolę, żeby robił ze mnie ofiarę. Znam wiele przypadków, że mąż się pozbierał, przestał pić. A żona jak ongiś była niewolnicą alkoholika, tak obecnie staje się niewolnicą jego abstynencji. Służy, spełnia zachcianki, chore zachcianki, w dzień i w nocy, dzieciaki spycha na dalszy plan, czas poświęca tylko panu i władcy.Istny kult abstynenta. W sumie nic się nie zmieniło. Alkoholizm bliskiego odstawić na dalsze jakieś miejsce a zająć się sobą. Sobą, czyli kimś bez kogoś, a już najbardziej bez toksycznej istoty.
E
ewenement
20 listopada 2011, 14:41
Przepisy prawa to ewenement i sądy to ewenement, bo nie chroni się najsłabszych.
.
...
19 listopada 2011, 23:59
Pewnej kobiecie przyśniło się, że za ladą w jej ulubionym sklepiku stał Pan Bóg. - To Ty, Panie Boże! - zakrzyknęła uradowana. - Tak to ja - odpowiedział Bóg. - A co u Ciebie można kupić? - zapytała kobieta. - U mnie można kupić wszystko - padła odpowiedź. - W takim razie poproszę o dużo zdrowia, szczęścia, miłości, powodzenia i pieniędzy. Pan Bóg uśmiechnął się życzliwie i oddalił na zaplecze, aby przynieść zamówiony towar. Po dłuższej chwili wrócił z malutką, papierową torebeczką. - To wszystko?! - wykrzyknęła zdziwiona i rozczarowana kobieta. - Tak, to wszystko - odpowiedział Bóg i dodał: Czyżbyś nie wiedziała, że w moim sklepie sprzedaje się tylko nasiona?  
L
link
27 października 2011, 20:00
<a href="http://www.deon.pl/inteligentne-zycie/psychologia-na-co-dzien/art,367,kiedy-nie-wiem-kim-jestem.html">http://www.deon.pl/inteligentne-zycie/psychologia-na-co-dzien/art,367,kiedy-nie-wiem-kim-jestem.html</a>
T
tolek
27 października 2011, 11:49
Tylko proszę odpowiedz mi na jedno pytanie: jeżeli facet jest takim bydlakiem darmozjadem to kto Twoim zdaniem wychowuje następnych małych facetów, że sątakimi jakimi są? Wychowuja często samotne kobiety, a męskości można nauczyć się tylko od mężczyzny. Czyli błędne koło!!!
.
.
27 października 2011, 09:56
Tylko proszę odpowiedz mi na jedno pytanie: jeżeli facet jest takim bydlakiem darmozjadem to kto Twoim zdaniem wychowuje następnych małych facetów, że sątakimi jakimi są? Wychowuja często samotne kobiety, a męskości można nauczyć się tylko od mężczyzny.
T
tolek
27 października 2011, 08:04
Jak również, że ci ludzie znaleźli się z różnych przyczyn na poboczu drogi i w wielu przypadkach nie mogli sobie poradzić z izolacją przez małżonki. (...) Obecnie od dłuższego czasu obserwuję w trakcie robienia zakupów wzrastającą liczbę kobiet kupujących alkochol Biedne misie, muszą pić, bo małżonka się od nich odizolowała. Trele-morele. Podczas gdy samotne matki dzielnie borykają się z losem zamiast się urzynać. A co do kupowania alkoholu - co w tym złego. Nieszczęściem nie jest picie alkoholu ale pijaństwo. "Jus" pod tyloma Twoimi argumentami muszę ulec i przyznać Tobie rację. Tylko proszę odpowiedz mi na jedno pytanie: jeżeli facet jest takim bydlakiem darmozjadem to kto Twoim zdaniem wychowuje następnych małych facetów, że sątakimi jakimi są?
P
pozdrawiam
27 października 2011, 07:54
A ja jestem córką alkoholika, było nas czworo dzieci. Nigdy nie przestał pić. Umarł. Wszyscy jestesmy poranieni, mamy nieudane małżeństwa z powodu naszego ojca, który przynosił na wstyd, nie byliśmy szanowani w swych nowych rodzinach z powodyu naszego ojca. Moja mama jak dowiedziała się ze ojciec umarł, tanczyla z radosci. Była od niego starsza 6 lat i uwazała że ona tego nie wytrzyma i umrze przed nim, ale jeszcze zyła 15 lat i cieszyła się kazdym dniem bez smrodu wódki, papierosów i upokorzeń. Alkoholizm to choroba śmiertelna dla alkoholika i porażająca dla jego rodziny, szczególnie dzieci. Oskarżaliśmy matkę, że wybrała nam takiego ojca. Tu nie ma wytłumaczenia. Czasem kobiety, żeby wyjśc za mąz, biorą każdego jaki się nadarzy, pijaka, kalekę, chama, poganina, barbarzyńcę, a potem biernie patrzą na tragedię własnych dzieci, a to kobiety są temu winne!!! Dzieci osądzą je za to surowo po latach! Lepiej bowiem być starą panną, lub panną z dzieckiem niż żoną alkoholika. Potem one mają zajęcie bo się całe życie modlą i robią z siebie bohaterki. I dziwią się, cierpią że Pan Bóg nie wysłuchuje ich modlitw, Ale widziały gały co brały! Pytała się Pana Boga przed ślubem czy to dla niej człowiek? Nie, i nie słuchała jak jej mądre ciotki odradzały. To teraz zmywaj podłogę, to co on wyrzyga. Płacz. Boś wlasne dzieci wydała na rzeź zła i upokorzeń. Egoistka, co chciała miec koniecznie męża. Pijaka ale byle był. To masz. Spróbuj śp. Matce wybaczyć, skoro ona nie może już z Tobą się pojednać. Zrób to dla swoich dzieci.
27 października 2011, 00:21
 No tak..Tylko że mój tata jest trzeźwy od wielu lat. Ale wiem, co to jest.
27 października 2011, 00:12
 Ja też jestem córką alkoholika.
27 października 2011, 00:11
 ~aneta, a co gdy to kobieta jest alkoholiczką ?
A
aneta
26 października 2011, 23:37
A ja jestem córką alkoholika, było nas czworo dzieci. Nigdy nie przestał pić. Umarł. Wszyscy jestesmy poranieni, mamy nieudane małżeństwa z powodu naszego ojca, który przynosił na wstyd, nie byliśmy szanowani w swych nowych rodzinach z powodyu naszego ojca. Moja mama jak dowiedziała się ze ojciec umarł, tanczyla z radosci. Była od niego starsza 6 lat i uwazała że ona tego nie wytrzyma i umrze przed nim, ale jeszcze zyła 15 lat i cieszyła się kazdym dniem bez smrodu wódki, papierosów i upokorzeń. Alkoholizm to choroba śmiertelna dla alkoholika i porażająca dla jego rodziny, szczególnie dzieci. Oskarżaliśmy matkę, że wybrała nam takiego ojca. Tu nie ma wytłumaczenia. Czasem kobiety, żeby wyjśc za mąz, biorą każdego jaki się nadarzy, pijaka, kalekę, chama, poganina, barbarzyńcę, a potem biernie patrzą na tragedię własnych dzieci, a to kobiety są temu winne!!! Dzieci osądzą je za to surowo po latach! Lepiej bowiem być starą panną, lub panną z dzieckiem niż żoną alkoholika. Potem one mają zajęcie bo się całe życie modlą i robią z siebie bohaterki. I dziwią się, cierpią że Pan Bóg nie wysłuchuje ich modlitw, Ale widziały gały co brały! Pytała się Pana Boga przed ślubem czy to dla niej człowiek? Nie, i nie słuchała jak jej mądre ciotki odradzały. To teraz zmywaj podłogę, to co on wyrzyga. Płacz. Boś wlasne dzieci wydała na rzeź zła i upokorzeń. Egoistka, co chciała miec koniecznie męża. Pijaka ale byle był. To masz.
J
jus
26 października 2011, 15:41
Jak również, że ci ludzie znaleźli się z różnych przyczyn na poboczu drogi i w wielu przypadkach nie mogli sobie poradzić z izolacją przez małżonki. (...) Obecnie od dłuższego czasu obserwuję w trakcie robienia zakupów wzrastającą liczbę kobiet kupujących alkochol Biedne misie, muszą pić, bo małżonka się od nich odizolowała. Trele-morele. Podczas gdy samotne matki dzielnie borykają się z losem zamiast się urzynać. A co do kupowania alkoholu -  co w tym złego. Nieszczęściem nie jest picie alkoholu ale pijaństwo.
T
tolek
26 października 2011, 15:25
Niestety statystyki wskazują większą liczbę na nikorzyść kobiet. Schroniska może nie są pełne mężczyzn ale za to dworce kolejowe i shcroniska dla bezdomnych. Właśnie jestem bezstronna, bo tak się składa, że ani w domu rodzinnym, ani w mojej rodzinie nie było problemu z alkoholem. Niestety schroniska i dworce pełne bezdomnych mężczyzn świadczą tylko na ich niekorzyść. Są to ludzie, którzy przepili już wszystko - i znów odsetek kobiet wśród nich jest niewielki. Jak również, że ci ludzie znaleźli się z różnych przyczyn na poboczu drogi i w wielu przypadkach nie mogli sobie poradzić z izolacją przez małżonki. Faktem jest zarówno to, że są obecnie w większości alkocholikami ale mnie interesuje dlaczego? W każdym człowieku jest ziarno dobra i to ziarno należy odkryć a nie dyskryminować. dla mnie nie jest równoznaczne facet to alocholik, którego można wymieszać z błotem z tego względu próbuję jedynie wskazać, że nie we wszystkich wypadkach ta wina jest taka oczywista i kobieta może znaleźć się w takiej samej sytuacji jak mężczyzna. Obecnie od dłuższego czasu obserwuję w trakcie robienia zakupów wzrastającą liczbę kobiet kupujących alkochol co kiedyś było skrajnymi sytacjami. Jak dla mnie takie zjawisko jest bardzo zastanawiające!
J
jus
26 października 2011, 14:11
Niestety statystyki wskazują większą liczbę na nikorzyść kobiet. Schroniska może nie są pełne mężczyzn ale za to dworce kolejowe i shcroniska dla bezdomnych. Właśnie jestem bezstronna, bo tak się składa, że ani w domu rodzinnym, ani w mojej rodzinie nie było problemu z alkoholem. Niestety schroniska i dworce pełne bezdomnych mężczyzn świadczą tylko na ich niekorzyść. Są to ludzie, którzy przepili już wszystko - i znów odsetek kobiet wśród nich jest niewielki.
T
tolek
26 października 2011, 14:05
dobrze byłoby "Jus" jak się domyślam Justyno gdybyś nie patrzyła przez pryzmat własnego nieszczęścia ale wysiliła się ponad siebie i spojżała na problem bezstronnie. Ty również Tolku zrób to samo :) Proponuję przeczytaj wczęśniejsze moje komentarze.
ZB
z boku
26 października 2011, 13:26
dobrze byłoby "Jus" jak się domyślam Justyno gdybyś nie patrzyła przez pryzmat własnego nieszczęścia ale wysiliła się ponad siebie i spojżała na problem bezstronnie. Ty również Tolku zrób to samo :)
T
tolek
26 października 2011, 13:13
Niestety statystyki wskazują większą liczbę na nikorzyść kobiet. Schroniska może nie są pełne mężczyzn ale za to dworce kolejowe i shcroniska dla bezdomnych. Sądy orzekają niestety ale tendencyjnie na korzyść kobiet, ponieważ utarło się przekonanie, że kobieta jest lepszym rodzicem od mężczyzny wkazuję na takie tendencje statystyki ojców walczących choćby o kontakt ze swoimi dziećmi bo nawet tego są pozbawiani przez nietykalne mamuśki. To nie ma być wypłakiwaniem swoich żali ale stwierdzeniem faktów i dobrze byłoby "Jus" jak się domyślam Justyno gdybyś nie patrzyła przez pryzmat własnego nieszczęścia ale wysiliła się ponad siebie i spojżała na problem bezstronnie.
J
jus
25 października 2011, 20:12
Takie same zachowania cechują i iedną i drugą płeć. Tak samo i chłop i baba potrafi nieźle przyłożyć. Ostatnio nawet częściej kobiety sięgają po kieliszek a niżeli mężczyźni. Nieprawda. Schroniska są pełne maltretowanych kobiet z dziećmi. Czy zdarzają się tam ojcowie? A policyjne statystyki - przyczyną ilu interwencji są mężowie a ilu żony? A statystyki sądowe - ilu jest skazanych za znęcanie się nad rodziną mężów, a ile żon. A Izby Wytrzeźwień - jakie są proporcje kobiet i mężczyzn?
Bolesław Zawal
Bolesław Zawal
25 października 2011, 20:11
Jedno i najważniejsze co można zrobić dla alkocholika pozwolić stanąć w prawdzie przed samym sobą i przyjąć konsekwencje własnego postępowania im szybciej zrozumie współmałużonek tym lepiej dla pijącego. Wulgarnie to określę "orzygałeś się idź na drugi dzień taki do pracy, narobiłeś(aś) w spodnie to chodź tak udekorowany aż sam(a) zrobisz w koło siebie porządek" właśnie takie postępowanie jest potrzebne nie inne.
Bolesław Zawal
Bolesław Zawal
25 października 2011, 19:59
Chłop, jak pije, to z jakiegoś powodu. Żony zawsze są te święte, a chłopy złe. Ciekawe, że żony jak mają "powody" nie topią ich w kieliszku. I nie fundują horroru dzieciom, tłukąc męża. Nie trzeba mieć wiele oleju w głowie, żeby zrozumieć, że w ten sposób nie usunie się żadnego "powodu". Ale widać mężowie-alkoholicy nie mają nawet tej odrobiny. Takie same zachowania cechują i iedną i drugą płeć. Tak samo i chłop i baba potrafi nieźle przyłożyć. Ostatnio nawet częściej kobiety sięgają po kieliszek a niżeli mężczyźni.
S
Stanisław
25 października 2011, 19:52
Chłop, jak pije, to z jakiegoś powodu. Żony zawsze są te święte, a chłopy złe. Czemu? Może żona alkoholika powinna zastanowić się nad sobą, a nie ganiać na jakieś duszpasterstwa. Kochajcie mężów, "poszkodowane" żony, a nie księdza. Ganianie na duszpasterstwa nie jest złe. Taka żona tam dowiaduje się, że zmianę musi zacząć od siebie. A także o ile się orientuję nie zawsze na spotkaniu jest ksiądz
J
jus
25 października 2011, 18:52
Chłop, jak pije, to z jakiegoś powodu. Wiadomo. W  "Małym księciu" jest ten powód podany. Pijak pije, żeby zapomnieć o tym, że pije. Niektórzy nie mają odwagi tej prawdy przyjąć, i dośpiewują sobie inne powody.
R
R
25 października 2011, 18:38
Chłop, jak pije, to z jakiegoś powodu. Żony zawsze są te święte, a chłopy złe. Ciekawe, że żony jak mają "powody" nie topią ich w kieliszku. I nie fundują horroru dzieciom, tłukąc męża. Nie trzeba mieć wiele oleju w głowie, żeby zrozumieć, że w ten sposób nie usunie się żadnego "powodu". Ale widać mężowie-alkoholicy nie mają nawet tej odrobiny. Baby mają bardziej wyrafinowane metody dręczenia mężów.
J
jus
25 października 2011, 18:25
Chłop, jak pije, to z jakiegoś powodu. Żony zawsze są te święte, a chłopy złe. Ciekawe, że żony jak mają "powody" nie topią ich w kieliszku. I nie fundują horroru dzieciom, tłukąc męża. Nie trzeba mieć wiele oleju w głowie, żeby zrozumieć, że w ten sposób nie usunie się żadnego "powodu". Ale widać mężowie-alkoholicy nie mają nawet tej odrobiny.
R
R
25 października 2011, 18:09
Chłop, jak pije, to z jakiegoś powodu. Żony zawsze są te święte, a chłopy złe. Czemu? Może żona alkoholika powinna zastanowić się nad sobą, a nie ganiać na jakieś duszpasterstwa. Kochajcie mężów, "poszkodowane" żony, a nie księdza.
J
jus
25 października 2011, 15:48
Alkoholik sam robi awantury, rozbija meble, wyzwa, bije, poniża. W wielu domach dzieje się to samo bez udziału alkoholu. A w innych wypity mąż idzie grzecznie spać. To nie alkohol rodzi agresję  - on tylko zdziera maskę z agresywnych typów, usuwając samokontrolę.
*
***
25 października 2011, 15:29
Alkoholik sam robi awantury, rozbija meble, wyzwa, bije, poniża.
D
D.
25 października 2011, 15:14
Witaj Tereniu, Podobne życie mam za sobą. Stale jednak do niego wracam myślami.  Sama bym lepiej nie napisała tej mojej podobnej historii. Mój mąż alkoholik umarł w zgodzie z Panem Bogiem. Podobnie jak Wy przeszliśmy różne terapie. Gdy było mi najciężej odwoływałam się do Pana Boga. Chodziłam na msze codzienne, brałam w najtrudniejszych chwilach różaniec do ręki. Co bym dodała? Współuzależnienie nie jest chorobą. Alkoholizm tak. Dobrze jest traktować męża jak ciężko chorego, a więc nie robić mu awantur. Szczególnie, gdy nie udaje mu się pokonać głodu alkoholowego. Może uda mu się wyjść z nałogu, a jeśli nie to życzę Wam, abyście stali przy Panu Bogu na dobre i na złe. Choć moment śmierci nie jest czymś tak starsznym jak się wydaje, a może nawet jest wybawieniem? Życzę Ci sił i wytrwałości. Ja na nowo ułożyłam sobie życie. Wyszłam za mąż za wdowca. Oczywiście wzięliśmy ślub kościelny. Nie wyobrażam sobie życia i trudów bez wiary. Pan Bóg nam daje trud i jest za nim. Pozwólmy mu działać w naszym życiu. Mam dzieci dorosłe. Oprócz tego co trudne było w ich życiu - są to dzieci dojrzałe, radosne i świadome cierpienia. Nie jest to zły fundament na ich przyszłe życie. Dobrego dnia!
M
~~~ mocne świadectwo ~~~~
24 października 2011, 15:15
 

Skomentuj artykuł

Od ponad 30 lat jestem żoną alkoholika
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.