Z tego powodu nie rozmawiamy o seksie, niespełnionych oczekiwaniach i o tym, co się dzieje w relacji

Z tego powodu nie rozmawiamy o seksie, niespełnionych oczekiwaniach i o tym, co się dzieje w relacji
(fot. depositphotos.com)

Może jedno z was rozsadza od środka złość, którą widać po mocnych krokach, ostrych gestach i burknięciach zamiast słów? Może drugie zamyka się na wszystkie spusty? Może jedno z was wybiera krzyk i głośną awanturę? Może drugie płacze ciszej bądź głośniej, mniej lub bardziej w ukryciu? Czemu wszyscy uciekamy w takie zachowania?

Grudniowa niedziela. Centrum Kongresowe szczelnie wypełnione ludźmi, niemal wszystkie czerwone krzesła są zajęte. Jedna z najpiękniejszych scen w Krakowie pogrążona w ciemności. Światła są przygaszone, widać tylko cienie muzyków i ich instrumentów. Spot skierowany na Adama Nowaka, lidera grupy Raz Dwa Trzy.

Pochyla głowę, milczy, jakby szukając odpowiednich słów. Kiedy je znajduje, kieruje wzrok ku sobie tylko wiadomym oczom. Zapowiada utwór "Już", wyraz tęsknoty za kimś bliskim, kogo się utraciło. W tej krótkiej opowieści pan Adam wspomina o tym, że pisząc o utracie, łatwo wpaść w egzaltację. Drugim biegunem przeżywania straty jest milczenie o tym, co trudne i bolesne.

Ale jeśli ktoś ma kogoś, komu może zaufać i powiedzieć mu o tym, co w środku boli, to jest to tak zwane szczere wyznanie, które ułatwia funkcjonowanie. Dziękuję za wypowiedź.

Po tych słowach Raz Dwa Trzy zaczyna grać swój piękny utwór, a moje myśli odpływają ku innym sytuacjom, w których również podzielenie się tym, co trudne, jest nie tylko uproszczeniem życia, ale wręcz koniecznym składnikiem autentycznych relacji. "Tak zwane szczere wyznanie" to w końcu wyjście do drugiej osoby i odsłonięcie się w jakimś bolesnym dla siebie momencie lub w trudnym temacie. Co to może być?

  • To opowiedzenie o stracie, o odejściu czegoś lub kogoś: od niespełnionych marzeń, przez utratę zdrowia lub pracy, po śmierć kogoś z rodziny.

 

  • To przyznanie, że się nie spełnia własnych lub czyichś oczekiwań. W okresie świątecznym potykamy się o to niemal na każdym kroku, bo każdy wnosi do związku swoje przyzwyczajenia i wyobrażenia idealnej Wigilii, dodatkowo zderzamy się z tradycją kultywowaną przez teściów; i z lukrowaną wersją mediów społecznościowych.

 

  • To rozmowy w związku o seksie – ba, to ogóle rozpoczęcie tego tematu! Wstydliwe i bolesne jest powiedzenie mężowi, że nie czujesz się dla niego atrakcyjna seksualnie; albo przyznanie się żonie do poczucia odrzucenia po jej kilku odmowach współżycia. To też nazywanie swoich potrzeb i oczekiwań, planowanie rodziny i tego, jak sobie radzić, gdy aktualnie nie chcecie jej powiększać.

 

  • Trudne i ciężkie są rozmowy o relacji z rodzicami i teściami: o tym, jak bolą nas porównania, prośby o zaprzestanie obgadywania za plecami bądź przesadne korzystanie z ich pomocy.

 

  • Bolesnym obszarem w związku jest też zaburzona hierarchia wartości – gdy któreś z was za dużo pracuje, zbyt wiele czasu spędza w kuchni, za bardzo przejmuje się opinią innych lub poświęca swojej pasji więcej uwagi, niż bliskiej osobie.

 

  • To poczucie niedomagania, bycia niewystarczającym, życia w ciągłym przekonaniu, że nigdy nie dościgniemy swoich wzorców i ideałów. Funkcjonowanie w takim trybie wypala od środka i powoduje chroniczne zmęczenie, wręcz wyczerpanie, a to negatywnie wpływa także na związek.

 

  • To wszystkie rozmowy o tym, co się dzieje w relacji: o (nie)okazywaniu miłości, docenianiu się nawzajem, o (braku) komunikacji, nadmiernej lub niewystarczającej trosce o siebie, o wszelkich różnicach między dwojgiem ludzi.

Odnajdujecie się w którymś z poniższych przykładów?

Zwykle w takich sytuacjach wolimy uciec i schować się, byleby o tym nie rozmawiać i próbować żyć, jakby nic się nie stało. Ale przecież stało się, i te wszystkie trudności muszą gdzieś znaleźć ujście! Scenariusz w każdym związku jest inny. Może jedno z was rozsadza od środka złość, którą widać po mocnych krokach, ostrych gestach i burknięciach zamiast słów? Może drugie zamyka się na wszystkie spusty? Może jedno z was wybiera krzyk i głośną awanturę? Może drugie płacze ciszej bądź głośniej, mniej lub bardziej w ukryciu? Może obydwoje gracie w takich sytuacjach w ping ponga, przerzucając się winą i wyrzutami jak piłeczką? Kto z nas nie zna tego stanu..?

Wszyscy uciekamy w takie zachowania. Tym, co pragniemy zagłuszyć, jest wstyd – lęk przed zerwaniem więzi, strach, że możemy być niezaakceptowani. Pierwszym krokiem do zmiany i świadomej pracy ze wstydem jest pamiętanie, że wszyscy musimy się z nim zmierzyć. To jest tak samo prymitywna i uniwersalna emocja, jak radość czy złość. Jeśli tylko potrafimy być empatyczni i wrażliwi na swoją i czyjąś krzywdę, to znaczy, że będziemy doświadczać także wstydu. Kolejna ważna nauka o wstydzie to fakt, że wszyscy boimy się o nim mówić. A paradoksalnie: im mniej o nim mówimy, tym większą ma nad nami kontrolę! Tak jak gremliny w filmie truchlały przed światłem dnia, tak odważne rozmowy o wstydzie pozwalają nam zmniejszyć jego siłę i zadawany nam ból.

Dr Brene Brown proponuje cztery kroki do przeciwstawienia się wstydowi. Ich zastosowanie to nie skuteczna i szybka tabletka, ale wysiłek włożony w analizowanie swoich myśli i reakcji. Nie zawsze te cztery elementy występują w podanej kolejności, ale wszystkie cztery prowadzą nas zawsze do większego połączenia ze sobą i z bliską nam osobą.

1. REKONESANS – najpierw musimy rozpoznać wstyd i zrozumieć, co go wywołuje. Pomocna jest tu znajomość własnej biologii, bo o tej emocji wyraźnie informuje nas ciało. Niektórzy z nas odczuwają wstyd jako palące policzki, ucisk w klatce piersiowej, ścisk żołądka lub dojmujące uczucie gorąca. To zwykle niezawodny sygnał, że „coś się dzieje”. Do rozpoznania wstydu konieczne jest też zajrzenie do swojej historii – jakie usłyszane słowa, komunikaty, jakie zdarzenia wywołały wstyd? Jakie oczekiwania on ze sobą niesie? Gdzie już to słyszeliśmy i od kogo? Często niesiemy w swoich życiowych bagażach zdania, które ściągają nas w dół, a pochodzą od naszych rodziców, nauczycieli, pierwszych miłości, kolegów z ławki czy szefów.

2. KRYTYCZNE MYŚLENIE – kiedy już wiemy, jakie komunikaty i oczekiwania wywołują w nas wstyd, trzeba je zmierzyć z rzeczywistością. Czy one są realistyczne? Czy da się je w ogóle uchwycić w słowa, zapisać? Czy są tak naprawdę dla nas ważne, czy to raczej czyjś pomysł na nasze życie? Krytyczne myślenie pomaga wyzwolić się z głównego przesłania wstydu, jakim jest „niedoskonałość jest zła, musisz być idealny by zasłużyć na miłość”.

3. ROZMOWA Z KIMŚ BLISKIM – wychodzenie do ludzi jest konieczne, by wstyd zmniejszył swoją siłę oddziaływania. Podzielenie się tym, co trudne, wstydliwe, co wolelibyśmy ukryć na dnie szafy to najważniejszy i zarazem najtrudniejszy krok w tej drodze – to właśnie „szczere wyznanie, które ułatwia funkcjonowanie”. Ważne jest zaufanie do drugiej osoby w relacji (o tym, jak je budować pisałam tydzień temu). Jak taką rozmowę poprowadzić? Z pomocą przychodzi nam komunikacja oparta na empatii autorstwa Marshalla Rosenberga czy zasady dialogu małżeńskiego obecne w Domowym Kościele. Może najważniejszym postanowieniem noworocznym dla waszego związku będzie nauczenie się którejś z tych koncepcji porozumiewania się?

4. SŁOWO NA „W”, KTÓRE TRZEBA WYMAWIAĆ – nazywanie swoich przeżyć po imieniu, czyli używanie słowa „wstyd” pomaga nam się oswoić z jego istnieniem. Ważnym krokiem jest jasne mówienie o swoich uczuciach, o tym, czego potrzebujemy by je okiełznać, proszenie o pomoc, kiedy to konieczne.

Kilka lat temu mój mąż, Marcin, pracował w firmie mającej kłopoty finansowe. Ujawniło się to dopiero po podpisaniu umowy i po pół roku pracy – po biurze rozeszła się informacja, że niektóre działy otrzymują wynagrodzenie z miesięcznym albo i dłuższym opóźnieniem. Nas to nie dotyczyło… do czasu. Brak spodziewanej wypłaty zbiegł się z radosną wiadomością, że powiększy się nam rodzina. Marcin bardzo się cieszył i jednocześnie bardzo go gniotła świadomość, że w tym kluczowym momencie nie zapewnia nam utrzymania, bo pracodawca wpadł w tarapaty. Mój mąż wtedy szybko znalazł nową pracę, i wszystko dobrze się skończyło, jednak tamten okres niepewności był dla niego bardzo trudny.

Jak sam mówi, nawiedziła go chmara czarnych myśli i wstydliwe przekonanie, że nie podołał, że jest niewystarczająco dobrym mężem i przyszłym ojcem, że nie spełnia podstawowej funkcji mężczyzny jaką jest utrzymanie rodziny. Te przesłania to nie były moje słowa czy oczekiwania wobec niego, ale to, co sam słyszał i co podpowiadały przekazy społeczne. Dużo w tamtym czasie rozmawialiśmy, a to nie były proste rozmowy: Marcin mierzył się z „niemęskimi” emocjami, ze strachem, bezsilnością, lękiem o przyszłość. Jestem mu ogromnie wdzięczna, że nie bał się mówić o swoich uczuciach i wprost poprosił mnie o pomoc w szukaniu nowej pracy. Szukaliśmy rozwiązania tej sytuacji razem, i zamiast przerzucać się winą czy frustracją, nazywaliśmy to, co przeżywamy. Myślę, że to mógł być pierwszy potężny kryzys małżeński. Dzięki tym czterem powyższym krokom, które opisałam w konfrontowaniu się ze wstydem, sami dopisaliśmy szczęśliwe zakończenie tej historii.

Kiedy jeszcze nie umiałam czytać, składałam literkę po literce. Wcześniej nawet tego nie potrafiłam i zaczynałam od dopasowywania symboli z odpowiednim dźwiękiem. Podobnie czuję się teraz, gdy uczę się składać od nowa swoje emocje i to, co mnie spotyka w słowa, które o tym opowiedzą najbliższej mi osobie. „Trudne rozmowy” w związku to proces, który trwa latami, to niekończąca się nauka siebie samego i siebie nawzajem. Im dłużej budowaliśmy między sobą ścianę, tym łatwiej zniechęcić się i poddać zbyt szybko.

Dlatego też warto nieustannie, a szczególnie na początku takich rozmów, wracać do celu, do tego, po co to w ogóle robimy. Czy na pewno warto się tak przekraczać, czasem bardzo zmęczyć, postawić na szali swoją „rację”? Jestem przekonana, że do wygrania jest to, co nazywamy „szczęśliwym związkiem”: miłość bez udawania i interesowności. Głębokie i prawdziwe zjednoczenie z drugą osobą w tym, jacy jesteśmy, a nie jacy chcielibyśmy być. Bycie razem w lekkości, w oddechu, bez obciążających niedopowiedzeń, burz wiszących w powietrzu i ciężkiej jak ołów atmosfery cichych dni.

* * *

Co usłyszysz, gdy zapytasz siebie o „szczęśliwy związek”? W czasie Adwentu razem z Moniką Chochlą, psychologiem, zmierzymy się z tym pytaniem. Zastanowimy się nad tym, po co warto być autentycznym w relacji, co to znaczy odwaga i zaufanie, i dlaczego w szczęśliwym związku nie trzeba za wszelką cenę być miłą i ładną kobietą albo mężczyzną „z jajami”.

Pozostałe teksty znajdziesz TUTAJ.

 

Żona, mama, psycholog i trener. Mówi, że jej drugie imię to pozytywność, bo jest jak radar wyczulony na nawet najmniejszy przebłysk nadziei. Prowadzi autorskiego bloga chcemisie.com.pl  i warsztaty dla kobiet oraz par poświęcone tematom wstydu, autentyczności i odwagi.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
o. Adam Szustak OP
35,00 zł
34,99 zł

To kontynuacja wydanego w 2013 roku albumu z konferencjami Adama Szustaka OP, który wers po wersie interpretuje Pieśń nad pieśniami. To album o miłości i o Tym, który ją wymyślił i zrealizował, stając się człowiekiem.

...

Skomentuj artykuł

Z tego powodu nie rozmawiamy o seksie, niespełnionych oczekiwaniach i o tym, co się dzieje w relacji
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.