Ten święty tęskniący za Bogiem zostawił ślad w moim życiu

Ten święty tęskniący za Bogiem zostawił ślad w moim życiu
(fot. unsplash.com)
1 miesiąc temu
Logo źródła: Blogi Monika Chomątowska / podniebem.blog.deon.pl

Miał on taki zwyczaj, że przyjmując codziennie Komunię świętą, dzielił swój dzień na dwie części  – przed Komunią: oczekiwanie i przygotowywanie się na spotkanie z Panem oraz po Komunii – dziękczynienie. Pewnie trudno jest tak żyć naprawdę codziennie, ale myślę, że warto się tym zainspirować.

Chcę się zatrzymać na dwóch aspektach oczekiwania. Na codziennym lub coniedzielnym oczekiwaniu na spotkanie z Panem oraz na oczekiwaniu na powrót do Pana po tym, jak mieliśmy nieszczęście oddalić się od Niego przez grzech ciężki.

No właśnie… W Biblii wielokrotnie czytamy o tym, jak autorzy ksiąg natchnionych, czekali na spotkanie z Bogiem, tęsknili za Nim, pragnęli Go, marzyli o tym, by dotrzeć do świątyni. Popatrzcie na przykłady:

„Jak łania pragnie wody ze strumieni, tak dusza moja pragnie Ciebie, Boże! Dusza moja pragnie Boga, Boga żywego: kiedyż więc przyjdę i ujrzę oblicze Boże? Łzy stały się dla mnie chlebem we dnie i w nocy, gdy mówią mi co dzień: «Gdzie jest twój Bóg>>?Gdy wspominam o tym, rozrzewnia się dusza moja we mnie, ponieważ wstępowałem do przedziwnego namiotu, do domu Bożego, wśród głosów radości i dziękczynienia w świątecznym orszaku”. (Ps 42, 2-5)

„Jak miłe są przybytki Twoje, Panie Zastępów! Dusza moja pragnie i tęskni do przedsionków Pańskich. (…) Zaiste jeden dzień w przybytkach Twoich lepszy jest niż innych tysiące; wolę stać w progu domu mojego Boga, niż mieszkać w namiotach grzeszników”. (Ps 84, 2-3.11)

„Wstępujcie w Jego bramy wśród dziękczynienia, wśród hymnów w Jego przedsionki; chwalcie Go i błogosławcie Jego imię!” (Ps 100, 4)

„Lecz ja wiem: Wybawca mój żyje, na ziemi wystąpi jako ostatni. Potem me szczątki skórą odzieje, i ciałem swym Boga zobaczę. To właśnie ja Go zobaczę, moje oczy ujrzą, nie kto inny; moje nerki już mdleją z tęsknoty”. (Hi 19, 25-27)

A my? Jak często Msza niedzielna jest dla nas „obowiązkiem” w dodatku przykrym? Idziesz na Mszę z radością? Tęsknisz? Nie możesz się doczekać? Pragniesz się z Nim spotkać? A na modlitwie?

„O jedno proszę Pana, tego poszukuję: bym w domu Pańskim przebywał po wszystkie dni mego życia, abym zażywał łaskawości Pana, stale się radował Jego świątynią”. (Ps 27, 4) W niektórych tłumaczeniach te słowa brzmią „abym zakosztował słodyczy Pana”. I myślę, że to jest klucz do tego, by zrodziła się w nas tęsknota za Bogiem, za liturgią, za spotkaniem z Panem, wreszcie… za Komunią świętą (myślę, że zdecydowanie łatwiej tęsknić za Mszą, gdy się na niej może przystąpić do Komunii). Doświadczyć słodyczy Pana. Doświadczyć tego, co Bóg czyni w moim życiu.

Jak często Msza niedzielna jest dla nas „obowiązkiem” w dodatku przykrym?

O tym jeszcze na pewno będę pisała, ale teraz chciałabym poprosić tych z Was, którzy zakosztowali w swoim życiu spotkania z Bogiem i jego słodyczy – przypomnijmy to sobie. Może to jest niedawne doświadczenie w naszym życiu, a może bardzo dawne, gdzieś z początków nawrócenia, pierwszej fascynacji Bogiem. Wróćmy do tego. Zatęsknijmy, zapragnijmy. Przypatrzmy się, jak przygotowujemy się do Eucharystii i czy naprawdę słowa Autora Natchnionego mogą stać się naszymi słowami.

Dużo można się uczyć od świętych. Jest taki święty, z którego nauczania kiedyś czerpałam więcej niż obecnie, ale który pozostawił ślad w moim życiu, sporo czytałam o nim. To św. Josemaria Escriva. Trudny święty. Ale tak to już jest ze świętymi, że niekoniecznie musimy odnajdywać się w całości nauczania każdego z nich. Ale prawdopodobnie u każdego z nich możemy znaleźć coś, co zainspiruje nas w naszym życiu duchowym.

Św. Josemaria pozostanie dla mnie zawsze świętym tęsknoty za Bogiem. Miał on taki zwyczaj, że przyjmując codziennie Komunię świętą, dzielił swój dzień na dwie części  – przed Komunią: oczekiwanie i przygotowywanie się na spotkanie z Panem oraz po Komunii – dziękczynienie. Pewnie trudno jest tak żyć naprawdę codziennie, ale myślę, że warto się tym zainspirować. Myślę, że łatwiej byłoby nam walczyć z pokusami (zakładając oczywiście, że kochamy Boga i chcemy być z Nim w jedności), gdybyśmy albo myśleli o tym, że właśnie jest On w naszym sercu, a więc mamy siłę do walki („Pan jest z Tobą, dzielny wojowniku!) albo za kilka godzin Go przyjmiemy i chcemy być na ten moment gotowi.

A teraz jeszcze kilka słów o tym drugim aspekcie – tęsknocie za Bogiem, gdy utracimy łaskę uświęcającą, czyli wspólnotę miłości z Nim. Różnica między byciem w stanie łaski uświęcającej a nie byciem w nim, powinna nas skłaniać do tego, żeby robić wszystko, co jest w naszej mocy, by stan łaski towarzyszył nam przez większość czasu. To nie jedynie odświętne ubranie, które przywdziewamy z okazji wielkich świąt, ale stan normalny, zwyczajny, w którym chodzimy (chodzić w Bożej obecności, to też znany Biblijny termin). Oczywiście, jesteśmy grzeszni. Upadamy. I co robimy potem? Myślę, że doskonałą praktyką, o której kiedyś usłyszałam, jest zasada maksymalnie 24 godzin. Chodzi w niej o to, by pojednać się z Bogiem w tym samym dniu, w którym mieliśmy nieszczęście popełnić grzech ciężki lub najwyżej rankiem następnego dnia (a w międzyczasie dokonywać aktów żalu doskonałego i pragnąć spowiedzi, pragnąć łaski uświęcającej).

Smuci mnie postawa czekania dniami, tygodniami czy miesiącami na przyjęcie rozgrzeszenia. Myślę, że smuci również Boga, którego hojność przekracza nasze wyobrażenia i który gotów jest nam przebaczyć, ilekroć naprawdę szczerze Go o to prosimy. Dlaczego nie powracamy do Niego od razu? Zapewne jest wiele przyczyn, z których większość to zwyczajne pokusy, bo naszemu oskarżycielowi (tak szatana nazywa Biblia), zależy na tym, by mieć nas, o co oskarżać, czyli by skłonić nas do jak najdłuższego przebywania bez przyjaźni z Bogiem. Walka o trwanie w łasce uświęcającej ma wiele aspektów także formacji naszego wnętrza.

Spowiedź z upadków ze słabości, z którymi walczysz i nie chcesz ich, jest radością w domu Ojca.

Zakłada realną pracę nad sobą, a niekiedy pomaga poskromić własną pychę. Gdy mamy w życiu trudny czas i często upadamy, musimy przestać zwracać uwagę na opinię innych (wstydem jest grzeszyć, ale nie jest wstydem z grzechu powstawać, klękając u kratek konfesjonału). Na czym nam zależy? Na ludzkiej opinii czy na opinii Boga? A jeśli ktoś ocenia Cię negatywnie, że się spowiadasz, to nie trzeba się taką opinią przejmować. Skąd wie, czy spowiadasz się z grzechu lekkiego czy ciężkiego?

Częsta spowiedź była praktyką pobożnościową wielu świętych – św. Jan Paweł II spowiadał się co tydzień, a bł. Pier Giorgio Frassatti codziennie. Zachęcam w ogóle do częstego np. co 2-3 tygodnie, a najrzadziej raz w miesiącu, korzystania z sakramentu pokuty, nawet jeśli jesteśmy w stanie łaski. Jeśli chodzi Ci o księdza i wstyd wobec niego – zapewne Cię pochwali, że powstajesz i walczysz. A jeśli zrobi inaczej, to nie przejmuj się tą opinią. Ksiądz mógłby słusznie powiedzieć Ci parę ostrych słów, jeżeli nie widziałby w Tobie postanowienia poprawy, chęci walki, lecz trwałą zuchwałą postawę i niechęć do zmiany. Taka spowiedź byłaby nieważna.

Ale spowiedź z upadków ze słabości, z którymi walczysz i nie chcesz ich, jest radością w domu Ojca. Po drugie - pomódl się za taką osobę, by Pan skruszył jej pychę. I nie myśl o tym. Myśl o Bogu. I oczywiście, naprawdę walcz, dzielnie walcz z pomocą Pana. Nie chodzi o to, by grzeszyć zuchwale, niech nas od tego Bóg broni i zachowa. Częsta spowiedź może też pomóc zobaczyć problem i jego skalę, a tym samym na przykład poprosić o kierownictwo duchowe, bo wiadomo – celem jest jak najdłuższe trwanie w jedności z Bogiem i unikanie wszelkich ciężkich grzechów.)

Mam nadzieję, że te kilka myśli i propozycji, pomoże Ci w lepszym przeżyciu Adwentu i całego życia.

Tekst pochodzi z bloga podterebintem.blog.deon.pl

Chcesz zostać naszym blogerem? Dołącz do blogosfery DEON.pl!

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
Szymon Żyśko
17,94 zł
29,90 zł

Zostaliśmy stworzeni na podobieństwo Boga, dlatego najbliżej Niego jesteśmy, będąc sobą.

Byli ludźmi takimi jak ty. Żyli intensywnie i kochali to, co robili. Ich historie to dowód na to, że niebo można odnaleźć tu i...

Skomentuj artykuł

Ten święty tęskniący za Bogiem zostawił ślad w moim życiu
Komentarze (0)

Skomentuj artykuł

Ten święty tęskniący za Bogiem zostawił ślad w moim życiu
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.