Czy technologia pozwala oszukać śmierć? – o życiu wiecznym w cyfrowym wymiarze

Czy technologia pozwala oszukać śmierć? – o życiu wiecznym w cyfrowym wymiarze
Fot. Depositphotos.com (667640238)

Sztuczna inteligencja pozwala dziś tworzyć zdjęcia, nagrania, a nawet cyfrowe awatary osób zmarłych. Czy takie technologie pomagają zachować pamięć o bliskich, czy raczej utrudniają przeżywanie żałoby? Czy można wskrzesić zmarłych w świecie cyfrowym? Coraz doskonalsze narzędzia AI pozwalają odtwarzać ich głosy, wizerunki i symulować rozmowy. Magda Urbańska i Agata Rusek zastanawiają się, gdzie przebiega granica między pielęgnowaniem wspomnień a próbą zatrzymania tych, którzy odeszli.

Magda Urbańska: Agato, dziś chcemy poruszyć dość trudny temat, choć uśmiecham się do niego lekko pod nosem po moim eksperymencie z czatem gpt z pierwszego listopada. Czat w minutę wygenerował mi grafikę, na której stoję wtulona w Ojca Pio. Niesamowite jest to, jak to „zdjęcie” realistycznie wygląda. Z jednej strony zachwyca, z drugiej trochę przeraża. Myślę o tym, bo widzę jakie technologia dała nam do rąk dziwne narzędzie. W minutę mogę wygenerować zdjęcie ze zmarłym... Tego samego dnia mój nastoletni syn bardzo chciał obejrzeć stare zdjęcia, na których bawi się ze zmarłym dziadkiem. Niewiele mamy tych zdjęć. Młodszy syn ma tylko jedno, bo mój teść zmarł chwilę po jego narodzinach... Jednak dla mnie byłoby przekroczeniem granicy bólu moich dzieci poproszenie czata gpt, by wygenerował im zdjęcie, na którym jest dziadek i oni obok – tacy jacy są dziś. A przecież to nie jest takie trudne, można zrobić w minutę, zupełnie za darmo. Jednak, gdy myślę, że miałabym coś takiego zrobić, czuję wewnętrzny opór i niesmak.

DEON.PL POLECA

Agata Rusek: Madziu, ten Twój wewnętrzny opór i niesmak wydaje mi się bardzo mądry i chyba właśnie od niego warto zacząć dzisiejszą rozmowę, bo kryje się w nim coś więcej niż osobista wrażliwość. Te kilka starych zdjęć Twoich synów z dziadkiem ma w sobie jedną cechę, której żadna wygenerowana grafika mieć nie będzie: one zaświadczają, że to się naprawdę wydarzyło. Że był ten dzień, to światło, ta zabawa i te ręce, które trzymały wnuka. Zdjęcie, na którym dziadek stoi obok Twoich dzieci takich, jakie są dziś, byłoby obrazkiem chwili, której nigdy nie było, i to jest dla mnie sedno sprawy. Bo dzieci (i my, dorośli, wcale nie mniej!) bardzo szybko przestają odróżniać to, co pamiętają, od tego, co tylko oglądały. Za kilka lat taki obrazek mógłby się wprowadzić do ich wspomnień jak do własnego domu i rozgościć się tam spokojnie obok tych prawdziwych. Kiedy więc pytamy, czy technologia pozwala oszukać śmierć, to moja pierwsza, dość przekorna odpowiedź brzmi tak: śmierć ma się w tej sprawie świetnie, za to nas, żywych, technologia potrafi oszukać bez większego trudu. A punkt wyjścia mamy bardzo przyziemny i myślę, że zna go każda z nas. Internet jest chyba pierwszym miejscem w historii ludzkości, w którym zmarli nadal obchodzą urodziny. Facebook przypomina, żeby złożyć życzenia, Instagram podsuwa „wspomnienie sprzed sześciu lat”, sama pamiętam, jak potwornie nieswojo się poczułam, gdy kilka miesięcy po pogrzebie cioci zobaczyłam na wyświetlaczu, że do mnie dzwoni...

Magda Urbańska: Tak! W sieci możemy znaleźć wiele zdjęć czy filmów osób, które już odeszły. Technologia daje nam szansę słuchać głosu tych, których już z nami nie ma. Zastanawiam się jednak nad tym, czy to rzeczywiście pomaga nam przeżyć żałobę, pożegnać się, nauczyć żyć na nowo. Wiem, że każdy w swoim przeżywaniu straty ma inną wrażliwość, różne potrzeby itd... Dla mnie jednak do tej pory trudne jest patrzenie na zdjęcia mojej mamy, mimo że zmarła prawie pięć lat temu. Czasem, gdy przeglądam moje wspomnienia na Facebooku i widzę jej komentarze pod moimi starymi wpisami, jest mi po prostu ciężko, bo wiem, że już do mamy nie zadzwonię, nie pogadam... Nie wracam więc do starych zdjęć czy filmików. Kilka dni temu zrobiliśmy wyjątek ze względu na prośbę dzieci i widzę jak wiele bólu kosztowało mnie samo patrzenie na stare fotografie. Mówię o tym, bo czasem widzę na Instagramie profile zmarłych osób, nadal aktywne, bo prowadzone np. przez rodziców zmarłego... Nie wiem, co czuje rodzic, który stracił dziecko i mam ogromną nadzieję, że życie nigdy nie postawi mnie w takiej sytuacji. Myślę jednak o tych rodzicach z wielką troską... Czy ten profil pozwala im zachować cząstkę ich dziecka? Nie wiem. Czy pomaga się z nim rzeczywiście pożegnać, czy nie generuje kolejnego bólu, nie wzmacnia tęsknoty? Nie mam pojęcia...

Agata Rusek: Ja też myślę o tych rodzicach z ogromną czułością i nie mam w sobie śmiałości, żeby ich oceniać. Kto nie stał nad grobem własnego dziecka, ten chyba nie ma prawa mówić, co komu w takiej żałobie pomaga. Ale Twoje słowa o Mamie, do której już nie zadzwonisz, przypomniały mi historię, na którą trafiłam jakiś czas temu i która bardzo mną wstrząsnęła. W 2020 roku koreańska telewizja MBC pokazała dokument, w którym pewna kobieta, Jang Ji–sung zakłada gogle VR i spotyka się z cyfrową wersją swojej siedmioletniej córeczki Na–yeon, która zmarła kilka lat wcześniej. Dziewczynka biegnie do niej po wirtualnej łące, mówi, że tęskniła, razem świętują jej urodziny. Czytałam o tym nagraniu ze ściśniętym gardłem, bo już te 6 lat temu wywołało ono potężną fale dyskusji etycznych, a eksperyment medialny nie miał jeszcze do dyspozycji takich technologii jakie mamy teraz. Podobno po całym tym doświadczeniu owa mama stwierdziła, iż to spotkanie pomogło jej uporać się z bólem. Kiedy jednak sama próbowałam sobie wyobrazić siebie w tych goglach w relacji do bliskich mi osób zmarłych, czułam, że dla mnie osobiście byłoby to raczej utrudnieniem przeżycia żałoby. Wszystko, co powiedziała tamta dziewczynka, przygotowali przecież twórcy programu, którzy miesiącami budowali tę scenę. Dajże Boże, że z dobrą intencją i na pewno w zupełnie innej kulturze niż nasza, europejska, ale tak czy siak ta scena, to spotkanie, to był scenariusz. W przypadku AI – każdorazowo jest to jakiś rodzaj statystyki. Tymczasem żałoba jest bardzo bolesnym uczeniem się prawdy, że kogoś już z nami nie ma, i myślę, że to, co Ty, Madziu, przeżywasz przy starych zdjęciach mamy, jest właśnie tą prawdą, która przychodzi do serca na raty. Z którą trzeba się jakoś oswoić z czasem. Technologia, która podsuwa nam odpowiadającą, uśmiechniętą i zawsze „dostępną” wersję zmarłego, odracza ten moment w nieskończoność. A odroczony ból ma to do siebie, że prędzej czy później wróci ze zdwojoną siłą. Dlatego sama przysiadłam ostatnio do ustawień i zadbałam o to, żeby moje konta nie przeżyły mnie o dekady. Google ma coś takiego jak Menedżer nieaktywnego konta: wskazujesz, po ilu miesiącach bez logowania (od trzech do osiemnastu) konto ma zostać uznane za nieaktywne, wybierasz zaufane osoby, które dostaną dostęp do wybranych danych, a potem całość, łącznie z kanałem na YouTubie, zostaje usunięta. Na Facebooku w ustawieniach można zaznaczyć, że konto ma zostać usunięte po śmierci, choć tam ktoś bliski musi najpierw zgłosić moje odejście. Instagram takiej automatycznej opcji w ogóle nie ma i tam zostaje wniosek rodziny o upamiętnienie lub usunięcie konta. Ktoś pomyśli, że to dość makabryczna czynność administracyjna [śmiech], ale ja traktuję ją jako rodzaj cyfrowego testamentu i troski o moich bliskich. Chcę, żeby moje dzieci pamiętały o mnie w „żywych”, pielęgnowanych wspomnieniach i w modlitwie. Myślę, że przemijanie, które Pan Bóg zaprogramował w nasze ciała, ma swój dobry, Boży sens i cel. Nie chcę, żeby co roku telefon przypominał im o moich urodzinach, ani tym bardziej, żeby kiedyś poczuły pokusę, by „ożywić” mnie w jakiejś aplikacji. Wiem, że to tylko jeden z możliwych wyborów i że ktoś inny, z równie dobrych powodów, zostawi swój profil jako pamiątkę. Mnie po prostu bardzo pomaga myśl, że przemijanie jest częścią mojego człowieczeństwa i że nie muszę nim zarządzać lepiej niż Pan Bóg. A jak Ty na to patrzysz? Zostawiłabyś swój profil dzieciom?

Magda Urbańska: Kurczę, zaskoczyłaś mnie tym pytaniem [śmiech]. Jeśli chodzi o prywatny profil na Facebooku, chciałabym by od razu został usunięty. Co do moich profili twórcy – nie wiem. Wątpię, że ktoś po iluś latach będzie szukał na niej jakiejś starej recenzji książki, chyba że autor konkretnej książki [śmiech], więc chyba tak... Chyba też wolałabym by te wszystkie miejsca, gdzie pokazywałam siebie, swoją codzienność i moje życiowe rozkminy zostały usunięte. Ostatnio myślałam też o moich notesach, w których zapisuję codziennie Słowo z dnia, czy moje refleksje po spowiedzi, albo jakieś poruszenia codzienności. Mam ich już sporo na półce, jak dotąd nikt poza mną ich nie czytał i też chciałabym, by zostały po prostu spalone po mojej śmierci...

DEON.PL POLECA

Agata Rusek: No właśnie. Rzadko kiedy myślimy o tego typu kwestiach „za życia”, ale może warto temu poświęcić chwilę uwagi zanim to się wydarzy. Choćby po to, by zmierzyć się z refleksją, jak w ogóle się mam ze świadomością, że ktoś będzie mógł przeczytać moje osobiste notatki czy korespondencję. Dotykamy tu jeszcze jednego wątku, który bardzo konkretnie przerabiałam niedawno z moją mamą. Rozmawiałyśmy o tym, jak wiele nagrań ś.p. ks. Piotra Pawlukiewicza wyświetla jej się ostatnio na YouTubie. W pierwszej chwili się ucieszyłam, bo pamiętam, ilu ludziom jego rekolekcje pomogły wrócić do Kościoła. Szybko jednak przekonałyśmy się, że wiele z tych materiałów najprawdopodobniej jest wygenerowana: słowa, których ksiądz Piotr najprawdopodobniej nigdy nie wypowiedział, „mówi” jednak jego głos nagrany rzekomo „na pewnych rekolekcjach”, a rzecz jest opublikowana na kontach założonych 3 miesiące temu. Ksiądz Pawlukiewicz zmarł w 2020 roku, nie może więc ani zaprotestować, ani niczego sprostować, ani po prostu się w jakikolwiek sposób odnieść do tych treści. No ale przeciętny odbiorca, zwłaszcza starszy, nie ma szans się w tym połapać. Dla mnie to jest nadużycie, i to podwójne. Ktoś pożycza sobie autorytet kapłana, żeby uwiarygodnić treści, za które ten kapłan nie odpowiada (i które bywają, delikatnie mówiąc, teologicznie kulawe), a przy okazji zarabia na wyświetleniach na pamięci człowieka, który nie może w żaden sposób bronić własnego wizerunku. Czy to nie jest współczesna wersja wkładania zmarłemu w usta fałszywego świadectwa?

I tu dochodzimy do tego, dlaczego tzw. technologie cyfrowego życia po śmierci nazywam etycznym polem minowym. Zresztą to nie moje określenie, bo dokładnie tak mówi o tym temacie dr Katarzyna Nowaczyk–Basińska, polska badaczka z Uniwersytetu Cambridge, która razem z dr. Tomaszem Hollankiem opisała w 2024 roku bardzo konkretne scenariusze tego, co może tu pójść nie tak. Po pierwsze, zgoda: zmarły zazwyczaj nigdy nie zdecydował, że chce zostać botem, a jego głos i wizerunek wykorzystuje ktoś inny. Co więcej, bliscy mogą się w tej sprawie skrajnie różnić – i kto wtedy rozstrzyga, mąż, dzieci, ciocia Kazia? Po drugie, prawda: bot generuje nowe zdania, których zmarły nigdy nie wypowiedział, a my słyszymy je z całym ciężarem autorytetu i miłości, jaką tę osobę darzyliśmy. Po trzecie, pieniądze i manipulacja: w jednym ze scenariuszy z Cambridge wnuczka pyta bota zmarłej babci o przepis na domową carbonarę, a zamiast przepisu dostaje rekomendację aplikacji z dostawą jedzenia. Brzmi groteskowo, ale człowiek, który w żałobie przywiązuje się do takiej „babci”, jest wyjątkowo podatny na każdą sugestię. Po czwarte, dzieci: badacze opisują mamę, która przed śmiercią zostawia ośmioletniemu synkowi swojego bota, i wprost rekomendują, żeby dzieci w ogóle nie miały kontaktu z takimi technologiami. Po piąte, uwięzienie w relacji: starszy człowiek w tajemnicy wykupuje dwudziestoletnią subskrypcję swojego bota, a jego dorosłe dzieci dostają potem wiadomości od „taty”, których nie potrafią ani wyłączyć, ani zignorować bez poczucia winy. I wreszcie po szóste: po prostu nie wiemy, jakie są długoterminowe skutki psychologiczne takich relacji. Nikt nie przyglądał się przez dwadzieścia lat ludziom, którzy co wieczór rozmawiają z symulacją zmarłego męża czy dziecka, więc de facto eksperymentujemy na ludziach w bardzo kruchym momencie ich życia. Od sierpnia w Unii Europejskiej obowiązuje wymóg oznaczania deepfake’ów i to jest dobry krok, ale już kiedyś rozmawiałyśmy o tym, jak bardzo kuleje weryfikacja takich oznaczeń w praktyce.

Magda Urbańska: Przeraża mnie to... Tak serio. Mam przed oczami to dziecko, które straciło mamę i gada z botem. Myślę, że przeżycie żałoby jest wtedy niesamowicie trudne. Sama też czasem zastanawiam się, co by było, gdyby po mojej śmierci ktoś robił takie przekręty, o jakich wspominasz w odniesieniu do śp. ks. Piotra. Gdyby ktoś wziął moje zdjęcia, głos i montował coś, czego sama bym w życiu nie powiedziała. Jakbym mogła, straszyłabym go we śnie, żeby mu się głupich pomysłów odechciało [śmiech]. Wielu ludzi nadal nie ma świadomości, jak łatwo podłożyć czyjś głos do słów, których nigdy nie wypowiedział. Mnie Ojciec Pio też nigdy nie przytulał, a stworzenie „zdjęcia” zajęło mi niecałą minutę, w bezpłatnej aplikacji... Mam tę świadomość, że może się tak dziać, ale szczerze mówiąc – nie znam się na tym na tyle, by umieć to dobrze i skutecznie zweryfikować. A cóż dopiero nasi seniorzy... A nawet ci, którzy są tego świadomi, mogą korzystać z tych narzędzi po prostu z tęsknoty i bólu po stracie bliskiej osoby...

Agata Rusek: Bo nie oszukujmy się, cyfrowa nieśmiertelność staje się powoli po prostu biznesem. W ostatnich latach powstały firmy takie jak HereAfter AI czy StoryFile, których oferta bazuje na propozycji, żebyśmy jeszcze za życia nagrali swoje wspomnienia, a potem nasi bliscy będą mogli „zadawać nam pytania” i słuchać odpowiedzi naszym głosem. Tylko czekać, jak Meta opatentuje wkrótce jakiegoś AI–agenta, który będzie w stanie prowadzić konto użytkownika po jego śmierci: komentować, odpisywać na wiadomości, a nawet symulować rozmowy głosowe czy wideo... Przyznaję, że nie zagłębiałam się w temat i nie wiem do końca, jak faktycznie „radzą” sobie na rynku tego typu firmy. Jednak ich oferta – wyrażająca jakieś technologiczne pragnienie nieśmiertelności – od razu nasuwa mi skojarzenie ze współczesnymi muzeami, wiesz? Bardzo często masz w nich dziś możliwość obcowania z multimedialnymi, cyfrowymi wspomnieniami – dotykasz ekranu, słuchasz fragmentu nagrania, oglądasz hologramy. Przyznaję, za każdym razem poruszają mnie szczególnie takie nagrania video z jakichś wydarzeń czy zarejestrowane historie opowiedziane przez prawdziwych świadków. Jest tylko jedno „ale”. Z ręką na sercu ilu z nas, zwiedzając muzeum, naprawdę staje i wysłuchuje czyjejś historii od A do Z? Raczej przechodzimy dalej po dwóch minutach, bo dzieci ciągną do kolejnej sali, a w głowie wizja, że zaraz jakiś cenny artefakt wyleci w powietrze [śmiech]. Cyfrowy awatar zmarłego kojarzy mi się więc w gruncie rzeczy z takim interaktywnym eksponatem: człowiekiem skompresowanym do bazy odpowiedzi na najczęściej zadawane pytania, dostępnym przez kilka minut wtedy, kiedy akurat mamy ochotę go posłuchać. A przecież pamięć o drugim człowieku tka się zupełnie inaczej. Przez dźwięki, wydarzenia, smaki... Tego nie da się zarchiwizować. Może więc to, co naprawdę po nas zostanie, gdy wyłączą wszystkie serwery świata, to po prostu to, co zasialiśmy w ludziach?

Magda Urbańska: Wiesz... Tak wracając trochę do tęsknoty za moją zmarłą mamą... Nikt nie odbierze mi wspomnienia z hospicjum, gdy trzymałam ją za rękę. Nieprzytomną, bezbronną, umierającą. Mam w sobie ogromną wdzięczność za te pół godziny jednego z najbardziej intymnych spotkań mojego życia. Gdyby teraz mama pojawiła się obok mnie jako bot, wcale nie chciałabym na to patrzeć. Mam w sobie, w swoim sercu głęboko wyryty obraz – dotyk, zapach, smak gołąbków, jagody zbierane wspólnie latem. Nawet jeśli padną wszystkie serwery świata, mój wewnętrzny – serce, które pamięta – będzie trwał nadal. Bez zasilania z zewnątrz [śmiech].

Agata Rusek: I w tym kontekście bardzo porusza mnie scena z ogrodu, w której Maria Magdalena rozpoznaje Zmartwychwstałego, a On mówi do niej: „Nie zatrzymuj Mnie” (J 20,17). Nawet Pan Jezus nie pozwala jej kurczowo uchwycić się dawnej formy obecności, bo Jego obecność ma być odtąd inna: głębsza, prawdziwsza, choć już nie na wyciągnięcie ręki. Griefboty, awatary i wygenerowane zdjęcia są w gruncie rzeczy próbą zatrzymania człowieka takiego, jaki był. Leon XIV w „Magnifica humanitas” napisał jednak bardzo w punkt, że człowieka nie da się sprowadzić do danych i kodu binarnego, i myślę, że w tym jednym zdaniu mieści się całe clue naszej dzisiejszej rozmowy. Technologia potrafi bardzo przekonująco odtworzyć nasze dane, ale człowieka odtworzyć nie potrafi, bo człowiek jest kimś więcej niż sumą swoich śladów. W listopadzie zapalamy na grobach znicze, które po kilku dniach się wypalają, i modlimy się także za tych, których imion poza Panem Bogiem prawie nikt już nie pamięta. I wiesz co? Ta wypalona świeca mnie uspokaja, bo przypomina mi, że moja pamięć jest ograniczona, za to Jego nie ma granic. I to jest dobry porządek rzeczy...

Magda Urbańska: Tak jak paschał... Co Wielkanoc nowy, ale w ciągu roku wypala się centymetr po centymetrze... Zmartwychwstanie daje nadzieję na nowe. Dla mnie to jest coś, czego się trzymam. To, że jeszcze się spotkamy – z moją mamą, babcią, z ukochanym teściem. Nie z ich wygenerowanym wspomnieniem, ale z nimi samymi. Wierzę, że czekają na mnie w niebie i że tam spotkamy się naprawdę. A teraz mam wspomnienia, których nikt i nic nie jest w stanie mi zabrać, ani podrobić – nawet najlepszą wersją awatara.
Agato, wiesz co, mówiąc o tym paschale, pomyślałam o czymś jeszcze... Być może będzie to dobry temat na naszą kolejną rozmowę... Czy wierzę, że Bóg jest większy niż to całe AI? Nawet taka rozmowa jak nasza teraz – z „życiem wiecznym” w tle, pokazuje, że technologia wpływa na nas z niesamowicie wielką siłą oddziaływania i rodzi rozmaite lęki, przekonania... Jak nie zwątpić w Prawdę, w Boga? Co Ty na to?

Agata Rusek: Świetna myśl! Zapraszamy!

 

Z wykształcenia pedagog i doradca rodzinny. Z wyboru żona, matka dwóch synów. Nie potrafi żyć bez kawy i dobrej książki. Autorka książki "Doskonała. Przewodnik dla nieperfekcyjnych kobiet". Prowadzi bloga oraz Instagram.

Żona, mama, córka, z zawodu animatorka społeczności lokalnych, z zamiłowania doktorka nauk społecznych, w wolnych chwilach pisze bloga "Dobra Wnuczka" i prowadzi konto na Instagramie. Razem z mężem od lat zaangażowana w Ruch Spotkań Małżeńskich i wrocławską Wspólnotę Jednego Ducha. 

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
Katarzyna Janowska, Grzegorz Jankowicz, Michał Sowiński

Na jaką zmianę czeka świat?

Autorzy przepytują Martína Caparrósa, Bogdana de Barbaro, Jacka Dukaja i wiele innych autorytetów. Czy będziemy nieśmiertelni? Czy na naszych oczach rodzi się nowa kasta uprzywilejowanych? A może rozwój cywilizacji przerwie...

Skomentuj artykuł

Czy technologia pozwala oszukać śmierć? – o życiu wiecznym w cyfrowym wymiarze
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.