Z Duchem Świętym mamy kłopot z powodu Jego nieuchwytności. Nie znam nikogo, kto miałby z Nim prostą relację

Z Duchem Świętym mamy kłopot z powodu Jego nieuchwytności. Nie znam nikogo, kto miałby z Nim prostą relację
Fot. Burcu Bircan / Unsplash x Canva AI / mł

Widzę w polskim Kościele dwa bieguny: tych bardzo charyzmatycznych i tych, co od wszelkich charyzmatów trzymają się z daleka. Sama nie mam daru języków. Ani razu w życiu nie zasnęłam w Duchu Świętym. Ale nie czuję się z tego powodu uboższa w mojej wierze. Mam za to jeden duchowy nawyk: zanim zacznę pracę, rozmowę, czytanie Pisma Świętego, trudny telefon, ważną rozmowę - modlę się czterema slowami: „Duchu Święty, przyjdź i ogarnij”. To jak otwieranie okna na Jego działanie. I On nie zawodzi. 

Szczerze powiedziawszy, nie znam nikogo, kto by miał z Duchem Świętym relację prostą jak budowa cepa, ale na pewno w Kościele bez trudu można zidentyfikować dwa obozy. Są więc wśród nas wierzący tak bardzo charyzmatyczni, że budzą zadziwienie i respekt wymieszany z pewną dozą nieufności, oraz – odwrotnie – tak bardzo antycharyzmatyczni, że słowo „duchacz" w ich ustach ma posmak obelgi. Pomiędzy tymi obozami-biegunami rozciąga się ogromna przestrzeń, w której mieszka zdecydowana większość z nas: ludzie, którzy wierzą, że Duch Święty jest i działa, ale gdyby ktoś zapytał, jaka jest ich codzienna, żywa relacja z Nim, prawdopodobnie w odpowiedzi nie usłyszałby nic oprócz zdawkowego: „no w imię Ojca, i Syna, i Ducha Świętego”.

Czy nie jest tak, że mamy z Duchem Świętym pewien kłopot z powodu – nazwijmy to – Jego nieuchwytności? Pan Jezus ma twarz. Ewangelie są pełne Jego słów, gestów, łez pod Betanią i śmiechu przy stole z grzesznikami. Bóg Ojciec ma Głos i majestat Stwórcy wsparty setkami lat biblijnej tradycji modlitewnej. A Duch Święty? Jest jak Biegun Północny - wiemy, że istnieje, wiemy, że działa, ba!, mamy nawet mocne przekonanie, że działa na rzecz naszego dobra, ale jakoś nie czujemy specjalnej potrzeby, żeby się do Niego na co dzień zbliżać, rozumieć Go, wchodzić z Nim w rozmowę. No jak to tak, do DUCHA? Co to za Osoba? I, żeby była jasność: algorytmy tych rozmaitych dystansów wcale nie łagodzą. Ktoś, kto należy do Odnowy w Duchu Świętym, widzi na swoich ekranach przede wszystkim ludzi podobnych sobie - z poruszającymi świadectwami nawrócenia, modlitwą w językach i doświadczeniami duchowej pełni, gdzie Duch Święty jawi się jak najstarszy przyjaciel ze szkolnej ławy. Z kolei tych wszystkich, którzy odruchowo stękają na słowo „charyzmatycy", algorytm karmi szyderstwem i największymi przegięciami liturgicznymi, jakie odkryje pod hasłem "wiara". A biedny Duch Święty staje się zakładnikiem tego duopolu, podczas gdy Jego działanie – często absolutnie subtelne, cierpliwe, nieuchwytne - po cichu odbywa się nieustająco zupełnie gdzie indziej. Gdzie indziej, to znaczy - w codziennym życiu.

Nie mam daru języków. Ani razu w życiu nie zasnęłam w Duchu Świętym. Nie doświadczyłam niczego, o czym można by porozmawiać w elektryzującym podcaście „Ich wiara góry przenosi”. I nie czuję się z tego powodu uboższa w mojej wierze. Bardzo świadomie pracuję jednak od lat nad pewnym nawykiem (może to dziwne słowo na praktykę duchową, ale właśnie tak to przeżywam). Nad nawykiem wołania  „Duchu Święty, przyjdź i ogarnij”, zanim zacznę pracę, rozmowę, czytanie Pisma Świętego, trudny telefon, ważną rozmowę.

DEON.PL POLECA



Nie jest to modlitwa, nad którą długo medytuję. To raczej jak otwieranie okna. Uczula oczy i uszy, porządkuje myśli, nakierowuje uwagę na to, co naprawdę ważne - i pomaga mi coraz uważniej rozpoznawać, gdzie jest miłość, a gdzie tylko jej imitacja. Bo wierzę, że tu na ziemi, Duch Święty jest budowniczym wszystkich żywych więzi - jest w tym jak kochamy, jak współczujemy, jak rozeznajemy, jest w wytrwałości, w przyjaźni, w natchnieniach i w tej sile, której nigdy nie wolno mylić z przemocą. I Jego dzieło na pierwszy rzut oka często bywa bardzo skromne. Dyskretne. Ale za każdym razem - dogłębnie prawdziwe.

W sobotę, 23 maja, w wielu kościołach i wspólnotach w całej Polsce odbędzie się Wigilia Zesłania Ducha Świętego - nocne czuwanie przed jedną z najważniejszych uroczystości roku liturgicznego, Pięćdziesiątnicą. I podobnie jak wielkim przeżyciem dla katolika jest Wigilia Paschalna, tak wigilia Zesłania również może zaskoczyć swoimi owocami jej uczestnika: to czas słuchania Słowa Bożego otwartym sercem, czas wspólnego wstawiennictwa, czas, w którym wspólnota Kościoła staje się konkretną przestrzenią do proszenia o dary i do przyjmowania ich, tak jak kto potrafi i kiedy jest na to gotowy.

Można się na nią wybrać jak na spektakl (ale z takim nastawieniem niewiele trwałego dobra się z niej wyniesie). Można jednak iść tam z konkretnym pragnieniem, które wymaga zrobienia sobie najpierw małej wiwisekcji. Nie wielkiej czy bolesnej, nie z rachunkiem sumienia ciągnącym się przez trzy strony notatnika duchowego. Chodzi raczej o chwilę zatrzymania i zastanowienia się, gdzie kuleje moje życie? Co mnie wyczerpuje? Czego mi naprawdę brakuje? Może to będzie ożywienie miłości do kogoś bliskiego, który ostatnio mnie drażni bardziej niż zwykle, a ja zamiast prosić Boga o wytrwałość, po prostu się odsuwam. Może to będzie prośba o rozeznanie w decyzji, którą od miesięcy odkładam, bo żadna opcja nie wygląda dobrze i boję się wybrać źle. Może dostrzegę potrzebę wołania o cierpliwość do dziecka, które mnie nie słucha, bo i ja go wcale słuchać nie chcę. O uzdrowienie z rany, która ma już tyle lat, a wciąż jest żywa. O mądrość, o pokorę, o nadzieję w miejscu, gdzie jej nie ma. Na wigilię Zesłania Ducha Świętego warto iść z tym konkretnym zapotrzebowaniem, z wyraźnym głodem kogoś, kto wie, że jest niedożywiony i wie, czego mu brakuje do normalnego funkcjonowania.

Warto zaryzykować i nie nastawiać się na to, co się będzie działo na tej liturgii (że długo, że krótko, że nudno, że dziwnie itd. itp). Nie bać się też ludzi, którzy obok będą się modlić inaczej niż ty – być może głośniej, intensywniej, z wyraźniejszym wzruszeniem. Nie trzeba ich naśladować. Duch Święty jest Osobą, a nie choreografią, którą można opanować - działa tak, jak chce, kiedy chce i na pewno będzie chciał się z tobą spotkać, choć niekoniecznie w taki sposób, jak ty sobie wyobrażasz. Może twoje doświadczenie tego wieczoru będzie zupełnie inne niż to, czego się spodziewasz - zdanie z liturgii, które nagle dotknie tak głęboko, że otworzy tamę łez, na które brakuje ci czasu od miesięcy. Albo pojawi się spokój myśli, który tak rzadko zagląda do serca. Albo przyjdzie - zupełnie nie wiadomo skąd - odwaga do czegoś, przed czym do tej pory się uciekało.

Czuwać znaczy: wyostrzyć słuch i powiedzieć Bogu swoją obecnością – „ok, chcę spróbować po Twojemu, wchodzę w to. Nie mam nad wszystkim kontroli, nie rozumiem wszystkiego, ale widzę, że potrzebuję pomocy. I Ty podobno wiesz, czego potrzebuję, lepiej niż ja sama. Więc zacznij, proszę, działać”. Moje skromne duchowe doświadczenie w tej materii pokazuje jedno: Duch Święty zawsze działa dla dobra człowieka, choć na ogół tak cicho, że łatwo to przeoczyć - jak wtedy, gdy zamiast odpowiedzieć złością, milczę. Albo gdy po tygodniach jałowych dni nagle otwierają mi się oczy i z zaskoczeniem odnotowuję, że Pan Bóg nigdzie nie zniknął, tylko jest tak blisko, że Go po prostu nie widziałam. To się da zauważyć. Nie tylko w Zesłanie Ducha, choć może właśnie wtedy jest szczególnie łatwo.

DEON.PL POLECA


Żona, mama, córka, z zawodu animatorka społeczności lokalnych, z zamiłowania doktorka nauk społecznych, w wolnych chwilach pisze bloga "Dobra Wnuczka" i prowadzi konto na Instagramie. Razem z mężem od lat zaangażowana w Ruch Spotkań Małżeńskich i wrocławską Wspólnotę Jednego Ducha. 

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
Wojciech Czuba

Kim naprawdę jesteś i jak możesz to odkryć?
Skąd bierze się w tobie poczucie pustki i nienasycenia?
Jak możesz zmienić swoją codzienność, by czuć się szczęśliwym?
Co stracisz, a co zyskasz, idąc...

Skomentuj artykuł

Z Duchem Świętym mamy kłopot z powodu Jego nieuchwytności. Nie znam nikogo, kto miałby z Nim prostą relację
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.