Komisja kościelna rodzi się w bólach. Ale musi dotrzeć do prawdy
Prof. Piotr Franaszek / fot. BP KEP
Powołanie przewodniczącego komisji ds. wyjaśnienia przypadków wykorzystywania seksualnego małoletnich to dopiero początek długiej drogi. Przed komisją stoją nie tylko wyzwania organizacyjne i finansowe, ale przede wszystkim trudne pytania o odpowiedzialność hierarchów za ukrywanie przestępstw. Bez rzetelnego wyjaśnienia przeszłości trudno będzie mówić o prawdziwym rozliczeniu.
Długo zapowiadane przez Konferencję Episkopatu Polski utworzenie komisji ds. wyjaśnienia przypadków wykorzystywania seksualnego małoletnich staje się powoli faktem. Powoli, bo wszyscy, którzy obserwują ten proces widzą, że komisja rodzi się w bólach. Zapowiedź jej powołania pojawiła się bowiem wiosną… 2023 r. Powołano zespół, który miał opracować zasady działania i statut. Niespodziewanie – w połowie 2025 r. – zespół, którym kierował abp Wojciech Polak został rozwiązany, a zadanie przygotowania podstaw funkcjonowania komisji powierzono bp. Sławomirowi Oderowi. Wreszcie w marcu 2026 r. zapadła decyzja o powołaniu komisji, ale przygotowane dokumenty, które miały dać jej osobowość prawną spotkały się z krytyką administracji państwowej. Poprawiono je, wysłano ponownie do zaopiniowania, ale kilka dni temu powołano jednak przewodniczącego – prof. Piotra Franaszka. Ale to nie koniec porodu, bo niby przewodniczący jest, ale statutu wciąż nie ma. Nie ma zatem jak zacząć jakichkolwiek prac. Trudno zatem liczyć na to, że komisja rychło ruszy do roboty. Czekają nas kolejne miesiące długiego oczekiwania. Ale jakiś ruch już widać…
Nie widać za to specjalnego entuzjazmu u obserwatorów. Wybór prof. Franaszka na przewodniczącego komisji spotkał się raczej z głosami sceptycznymi. Krytycy wskazywali na to, że jest historykiem związanym z kojarzonym z prawicą Instytutem Pamięci Narodowej, do tego był radnym PiS, jest benedyktyńskim oblatem, a przede wszystkim nigdy nie zajmował się kwestiami wykorzystywania seksualnego. Wszystko to zadziało się w momencie, gdy profesor nie zdążył wypowiedzieć ani jednego słowa. Oceniono go tylko i wyłącznie na podstawie suchych danych biograficznych, nie wzięto przy tym także pod uwagę tego, że przewodniczący francuskiej komisji – bardzo często w debacie o komisji polskiej wskazywanej jako wzór do naśladowania – Jean-Marc Sauvé, gdy stawał na jej czele też nie miał bladego pojęcia o przestępstwach seksualnych duchownych wobec małoletnich. A jednak komisja wykonała kawał rzetelnej roboty. Wszystko bowiem zależy od ludzi, których powołuje się do składu komisji lub wybiera na konsultantów lub szefów poszczególnych zespołów. Przewodniczący jest ważny, ale jego rola to zaplanowanie prac i powiązanie ze sobą poszczególnych elementów machiny.
Nie widać za to specjalnego entuzjazmu u obserwatorów. Wybór prof. Franaszka na przewodniczącego komisji spotkał się raczej z głosami sceptycznymi. Krytycy wskazywali na to, że jest historykiem związanym z kojarzonym z prawicą Instytutem Pamięci Narodowej, do tego był radnym PiS, jest benedyktyńskim oblatem, a przede wszystkim nigdy nie zajmował się kwestiami wykorzystywania seksualnego. Wszystko to zadziało się w momencie, gdy profesor nie zdążył wypowiedzieć ani jednego słowa. Oceniono go tylko i wyłącznie na podstawie suchych danych biograficznych, nie wzięto przy tym także pod uwagę tego, że przewodniczący francuskiej komisji – bardzo często w debacie o komisji polskiej wskazywanej jako wzór do naśladowania – Jean-Marc Sauvé, gdy stawał na jej czele też nie miał bladego pojęcia o przestępstwach seksualnych duchownych wobec małoletnich. A jednak komisja wykonała kawał rzetelnej roboty. Wszystko bowiem zależy od ludzi, których powołuje się do składu komisji lub wybiera na konsultantów lub szefów poszczególnych zespołów. Przewodniczący jest ważny, ale jego rola to zaplanowanie prac i powiązanie ze sobą poszczególnych elementów machiny.
A machina ta nie będzie mała. Z wywiadu jakiego prof. Franaszek udzielił KAI wynika, że ma on tego świadomość i jakąś wstępną wizję. Nie odbiega ona specjalnie od myśli, którą na tych łamach wyłożyłem kilka miesięcy temu: prace komisji ogólnopolskiej będą musiały opierać się na pracach komisji, które zostaną powołane w poszczególnych diecezjach, czy zgromadzeniach zakonnych. To ludzie z tych komisji, którzy pewnie w większości pozostaną dla nas anonimowi, wykonają największą, mrówczą pracę. Pracę kosztowną, z czego biskupi chyba nie do końca zdają sobie sprawę.
Temat pieniędzy będzie budził kontrowersje. Zresztą już budzi. Postanowiono bowiem, że prace komisji w większości finansowane będą przez Fundację św. Józefa, którą kilka lat temu powołano w celu pomocy osobom wykorzystanym. Finansowanie prac komisji z jej budżetu będzie oznaczało, że środki na pomoc dla ofiar będą mniejsze. Chyba, że fundacja ograniczy wydatki na projekty edukacyjne, szkoleniowe i w ten sposób uzyska fundusze dla komisji. Temat skomplikowany, którego nie da się pominąć.
Wspomniałem o wywiadzie prof. Franaszka dla KAI. Pada w nim ważne stwierdzenie – nie jedno, ale na jednym na chwilę się zatrzymam. W debacie przed powstaniem komisji akcentowano, że biskupi boją się jej powołania, by przypadkiem nie zaczęła ona badać ich odpowiedzialności za ewentualne zaniedbania. Komisja miała być historyczna i już. Tymczasem przewodniczący komisji jasno i wyraźnie mówi, że chciałby przyjrzeć się odpowiedzialności hierarchów. I bardzo dobrze. Bo jak wyjaśniać to wszystko. Nie ma bowiem wątpliwości, że pedofilię w przeszłości ukrywano. Trzeba jasno wskazać dlaczego i kto był za to odpowiedzialny. Prawda będzie bolesna, ale jak mniemam oczyszczająca.
Temat pieniędzy będzie budził kontrowersje. Zresztą już budzi. Postanowiono bowiem, że prace komisji w większości finansowane będą przez Fundację św. Józefa, którą kilka lat temu powołano w celu pomocy osobom wykorzystanym. Finansowanie prac komisji z jej budżetu będzie oznaczało, że środki na pomoc dla ofiar będą mniejsze. Chyba, że fundacja ograniczy wydatki na projekty edukacyjne, szkoleniowe i w ten sposób uzyska fundusze dla komisji. Temat skomplikowany, którego nie da się pominąć.
Wspomniałem o wywiadzie prof. Franaszka dla KAI. Pada w nim ważne stwierdzenie – nie jedno, ale na jednym na chwilę się zatrzymam. W debacie przed powstaniem komisji akcentowano, że biskupi boją się jej powołania, by przypadkiem nie zaczęła ona badać ich odpowiedzialności za ewentualne zaniedbania. Komisja miała być historyczna i już. Tymczasem przewodniczący komisji jasno i wyraźnie mówi, że chciałby przyjrzeć się odpowiedzialności hierarchów. I bardzo dobrze. Bo jak wyjaśniać to wszystko. Nie ma bowiem wątpliwości, że pedofilię w przeszłości ukrywano. Trzeba jasno wskazać dlaczego i kto był za to odpowiedzialny. Prawda będzie bolesna, ale jak mniemam oczyszczająca.
Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.


Skomentuj artykuł