Nawet konkurs na proboszcza nie pomoże, jeśli nie przestaniemy być oddzielnymi światami

Nawet konkurs na proboszcza nie pomoże, jeśli nie przestaniemy być oddzielnymi światami
Fot. Unsplash / Canva AI

Kilka dni temu katolicką cześć internetu zelektryzowała wiadomość o tym, że w archidiecezji lubelskiej biskup ogłosił „konkurs” na proboszczów szesnastu parafii. Pojawiły się natychmiast głosy zachwytu i zwątpienia: super, że można „kandydować”, do kitu, że świeccy dalej nie mają wpływu. A ja przekornie myślę, że problem jest trochę gdzie indziej.

Gdzie? W tym, że wciąż wciąż – wciąż! – jesteśmy w Kościele trochę oddzielnymi światami. I jeśli nawet biskupowi, za sprawą diecezjalnego synodu, przyszło do głowy, by nieco uwolnić zwykłą procedurę i inaczej pomyśleć o obsadzaniu parafii – tak, by służyło to bardziej wspólnocie ludzi na miejscu i jednocześnie nowemu proboszczowi – wciąż jest to dla mnie trochę działanie w oddzielnych światach: tym świeckim i tym nieświeckim. I chyba najlepsza byłaby sytuacja, w której to przedstawiciele parafii wraz z wikariuszami i np. siostrami zakonnymi z jej terenu opisują charakter i talenty człowieka, który według nich dobrze poprowadzi re konkretna parafię.

Nie trzeba tu dużo pisać o stanie niepewności, który chyba zawsze towarzyszy zmianie proboszcza. Wiadomo, że stary odejdzie – część się cieszy, część się smuci. O ironio, to moment, w którym czasami jesteśmy bardziej razem, wszystkie kościelne "stany" mieszkające w parafii. Wiadomo, że ktoś przyjdzie. Jedni próbują się z wyprzedzeniem swoimi kanałami dowiedzieć, kto to może być. Inni po prostu gorliwie się modlą, żeby nie trafił się despota, egoista, człowiek niedojrzały, alkoholik, kobieciarz, ktoś, dla kogo bożkiem są pieniądze. A jak trafi się taki „lepszy”, bardziej pobożny, ale nie dziki tradycjonalista, z sercem do ludzi, a nie tylko z tacą, z uprzejmym usposobieniem, a nie cham i buc, z gorliwością, a nie jak wygaszony dawno piec z naklejonym na wierzchu obrazkiem z płomieniami, z przyzwoitością pozwalającą mieć dobre relacje także z kobietami – to jest prawie jak cud.

Trudno oprzeć się wrażeniu, że cudów byłoby więcej, gdyby procedura wyboru proboszcza uzwględniała tych, z którymi będzie żył blisko przez kolejne lata. Bo teraz większość przydziałów przypomina aranżowane małżeństwa: wielu biskupów bardzo się stara, dobrze wybiera i parafie kwitną, ale wciąż są sytuacje, w której z jakichś przyczyn ktoś, kto nie powinien już nigdy mieć pod opieką parafii, dostaje kolejne miejsca, rujnując przy tym wiarę i cierpliwość kolejnych parafian, a czasem łamiąc skrzydła wikariuszom i rezydentom i doprowadzając do nerwicy siostry zakonne. 

Opcja, w której wiadomo, jaka parafia jest do wzięcia, a księża mogą aplikować na urząd proboszcza trochę jak w świeckiej pracy, jest o tyle dobra, że może wreszcie na wielkie miejskie parafie przestaną trafiać faceci marzący o życiu na wsi i odwrotnie. Może do parafii pełnych młodzieży (są takie!) będą trafiać tacy księża, którzy młodzież w najlepszym sensie kochają, a do parafii ze świetnym, zaangażowanym składem świeckich nie będą posyłani mali despoci, którzy w rok poradzą sobie z każdą inicjatywą inną niż swoja własna, tnąc nisko przy ziemi wszystkie duchowe kwiaty zasiane przez wspólnoty. Może. Bo jeśli parafia w kwestii nowego proboszcza nie ma nic do powiedzenia, poza „amen” i „Matko Boża, czuwaj nad nami” – może się okazać, że nawet konkurs na proboszcza niewiele zmieni. I że prawdziwe zmiany w kulejącym duszpasterstwie, w warunkach wielkiego odpływu wiernych, w świecie oferującym wiele innych ścieżek duchowego rozwoju muszą się jednak zacząć w… życzliwej relacji ludzi, którzy wciąż i trochę na siłę, a trochę z tradycji są od siebie oddzieleni: ironicznie rzecz biorąc - księży i całej reszty.

Nie byłabym sobą, gdybym nie dorzuciła kilku słów o braniu pod uwagę zdania kobiet - ale proszę winić za to kard. Rysia, który na piątkowej mszy w krakowskiej bazylice jezuitów przypomniał orędzie Pawła VI na zakończenie soboru. Kardynał mówił o tym, że tylko w orędziu do kobiet papież nie odważył się zaproponować im przyjaźni - tak jak to zrobił w przesłaniu do innych sześciu grup. Doczytałam sobie to orędzie. W przedostatnim punkcie papież pisze: "O wy, kobiety, które potraficie sprawić, że prawda jest słodka, czuła, dostępna, z zaangażowaniem starajcie się, by duch tego Soboru przenikał do instytucji, szkół, ognisk domowych, do życia codziennego". Fajnie - myślę sobie - tylko my przecież ciągle musimy walczyć o to, żeby w ogóle mieć przestrzeń w Kościele na te starania... Jednym z naszych talentów jest relacyjność; dobrze czytamy ludzi, ich talenty i intencje, nasza intuicja mądrze podpowiada nam, kto się do czego nadaje, a kogo od czego trzymać z daleka. I gdy patrzę na decyzje proboszczowskie podejmowane w kuriach, bardzo bym chciała, żeby głosem doradczym częściej były właśnie kobiety. Może więcej byłoby wtedy emocji i dyskusji, ale w parafiach byloby więcej Ducha i radość, a mniej rezygnacji i ciężkich przeżyć.  

 

 

DEON.PL POLECA

DEON.PL POLECA


Marta Łysek - dziennikarka i teolog, pisarka i blogerka. Twórczyni Maluczko - bloga ze Słowem, współautorka "Notesów duchowych", pomagających wejść w żywą relację z Ewangelią. Sporadycznie wykłada dziennikarstwo. Debiutowała w 2014 roku powieścią sensacyjną "Na uwięzi", a wśród jej książek jest też wydany w 2022 roku podlaski kryminał  "Ciało i krew". Na swoim Instagramie pomaga piszącym rozwijać warsztat. Tworzy autorski newsletter na kryzys - "Plasterki". Prywatnie żona i matka. Odpoczywa, chodząc po górach, robiąc zdjęcia i słuchając ciszy.  

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Nawet konkurs na proboszcza nie pomoże, jeśli nie przestaniemy być oddzielnymi światami
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.