Zmieniły się granice odpowiedzialności pasterzy. Nie chodzi już tylko o "własne owieczki", o skoncentrowanie się na tych, które odwiedzają wyłącznie nasz Kościół. Jesteśmy odpowiedzialni również za tych, którzy "z nami nie chodzą".
Minęło tak mało czasu, a słów padło już tak dużo. Nie będę kłamał: jest mi przykro. Z pięknego snu, który trwał kilka ostatnich tygodni, wybudził mnie kubeł lodu.
"Ludobójstwo". Czy warto po stu latach używać tak ostrych i ciężkich słów? Po co wypominać straszne czyny sprzed wieku, stawiając sprawę na ostrzu noża? Czy nie lepiej łagodzić, "przypudrować" prawdę, aby nie raziła swoim okrucieństwem i nie czynić z współczesnych ludzi potomków ludobójców?
Nawet gdyby 60-80 proc. społeczeństwa było przeciwne uchodźcom, Kościół nie może powiedzieć jak politycy: Ludzie tego nie chcą, więc tego nie zrobimy.
Wbrew wielu komentarzom Franciszek wcale nie nawołuje do tego, by poluzować nauczanie Kościoła na temat czynów homoseksualnych albo oddać się wprost w ręce wrogów.
Jedni księża powiedzą: "Bardzo niebezpieczni! Nie chcę charyzmatyków w swojej parafii". Inni księża robią wszystko, aby ich parafia miała charyzmatyków. Kto z nich jest prawdziwym katolikiem?
Islandczycy są niespodzianką EURO 2016. Ich determinacja rozsławiła zespół w całej Europie, a ich sukces może zainspirować katolików do czegoś dobrego.
Nienawiść to uczucie, do którego z trudem się przyznajemy. Łatwiej przychodzi nam widzieć nienawiść w oczach innych i dostrzegać jej jad w słowach wypowiadanych przez należących do innego obozu politycznego. Ale czy rzeczywiście jesteśmy wolni od nienawiści?
Nie jest tajemnicą, że przez wieki katolicy żyli w oparach seksualnego absurdu. Przyjemność kojarzona była z hedonistycznym podejściem do życia. Seksualność została wciśnięta do duchowego gabinetu krzywych luster.
Franciszek w wideoprzesłaniu skierowanym do uchodźców, wolontariuszy i pracowników rzymskiego Centrum Astalli, powiedział m. in. "Wybaczcie zamknięcie i obojętność naszych społeczeństw, które obawiają się zmiany życia i mentalności, jakiej domaga się wasza obecność". Gdy teraz te przeprosiny zostały przypomniane, trudno uciec od pytania: w czyim imieniu Papież je wygłosił?
Mam czasem wrażenie, że ludziska, oczywiście ci, co się mają dobrze, bardziej dbają o ciałko niż o duszę i diety oraz wszelkiego rodzaju ćwiczenia stanowią dla wielu swoistą religię i to wymagającą ascezy i samodyscypliny.
Nie sierpem i młotem, lecz piórem i banknotem. Tak działał Piotr Skarga SJ.
To święto tych, którzy - wierząc lub nie - tęsknią za odwagą Samarytanina, bo nie chcą dzielenia świata na ten, któremu się udało i ten, który powinien prosić o pomoc "kogoś innego, byle nie mnie".
Jasne, że łatwiej wziąć sztandary, zwołać grupę ludzi i pokrzyczeć, pokazać zaciśnięte pięści, ale to już nie jest ewangelizacja i nie jest zaproszeniem człowieka do powrotu do Kościoła - pisze Grzegorz Kramer SJ
Wiadomości docierające z obozów dla uchodźców w Grecji, z Lesbos czy z Idomeni, są przerażające. Bezkres błota i desperacji na obrzeżach Europy. Bezkres nędzy i bólu na granicy pomiędzy obojetnością a wieloma słowami rzucanymi na wiatr.
Magdalena jest jedyną ważną protagonistką historii sakralnej, która była przedstawiana w ikonografii nieco rozchełstana i prawie zawsze z rudymi włosami, przez długi czas uznawanymi za oznakę nieuporządkowania w sferze seksualnej.
Pojawienie się dokumentu o darach hierarchicznych i charyzmatycznych właśnie w tym, a nie w innym momencie, to znak, że problem jest mocno nabrzmiały, a sposób, w jaki zostanie - choćby częściowo - rozwiązany, będzie miał duże znaczenie dla przyszłości Kościoła.
Kontrowersyjne słowa Papieża Franciszka na temat kryzysu małżeństwa wypowiedziane dzisiaj w bazylice św. Jana na Lateranie, lotem błyskawicy obleciały agencje informacyjne.
Trudno znaleźć wśród polskich świętych człowieka, który w bardziej radykalny sposób niż Albert Chmielowski jasno pokazywałby, na czym polega miłosierdzie w praktyce.
Nikt, również ten, kto znajduje się w sytuacji "nieregularnej" ze względu na swój związek małżeński, nie powinien uważać siebie za wykluczonego ze wspólnoty, będącego na marginesie Kościoła i opuszczonego przez Boga.
{{ article.description }}