Polskim katolikom "wiernym Tradycji" zagraża dziś odstąpienie od prawdy Ewangelii, zgodnie z którą Jezus przestawał blisko z grzesznikami i nie pozwolił obrzucić cudzołożnicy kamieniami. Z drugiej strony katolikom "otwartym" grozi zatrzaśnięcie się we własnym gronie wzajemnej adoracji i zamknięcie się na słowo Chrystusa.
Gdybym był człowiekiem niewierzącym i swoją wiedzę o Kościele i księżach czerpał tylko z takiego "Newsweeka", doszedłbym do wniosku, że cała ta religia to jedna wielka ściema i marnowanie czasu.
Jedni pytają, czy Pan Jezus już się zapisał do PiS-u. Inni zastanawiają się, czy Donald Tusk jest jedynie "dotkniętym przez Pana Boga geniuszem" - jak to stwierdził swego czasu Sławomir Nowak - czy też już sam posiadł cechy Boga Ojca. Jedni niepokoją się rzekomym sojuszem Kościoła z PiS-em, a inni przypominają różne wypowiedzi bp Pieronka lub ks. Sowy, z których - ich zdaniem - przebija podziw dla partii rządzącej i agresja wobec "PiS-iaków".
Oprócz pokusy zaprzęgnięcia religii i Kościoła do służenia celom politycznym, o której między innymi wspomniał w swym lubelskim wystąpieniu nuncjusz apostolski w Polsce, coraz wyraźniej jawi się kolejna. Polega ona na wprowadzaniu w życie Kościoła mechanizmów stosowanych w walce politycznej. Nie tylko mechanizmów. Także zapożyczonego ze świata współczesnej polityki sposobu myślenia i widzenia rzeczywistości.
Od paru dni śledzę zażartą dyskusję, jaka toczy się na Deonie, wokół dwóch tekstów (Janusza Poniewierskiego i o. Jacka Prusaka SJ) poświęconych egzorcystom i opętaniom. I tak sobie dzisiaj pomyślałem, że gdybyśmy tyle samo uwagi, energii i emocji poświęcali naszym aniołom stróżom co demonom, świat byłby o wiele szczęśliwszy i lepszy. A tak nie jest. Dlaczego?
Dziś zmiany zachodzą tak szybko, że wcale nie jest pewne, czy za 25 lat Europa będzie nadal odrębnym Kontynentem, czy może tylko dodatkiem do amerykańskich mediów, albo do azjatyckiego przemysłu.
W połowie września miała miejsce w Szwecji dwunasta edycja Dziedzińca Pogan. W czasie spotkania wierzących z niewierzącymi wokół tematu "Świat z Bogiem, czy bez?", przez dwa dni dyskutowali ze sobą przedstawiciele szwedzkiej kultury i nauki, wyznawcy różnych religii, jak i zdeklarowani ateiści.
Jestem jak najbardziej za dyskusją o miejscu i roli religii w państwie, o stosunku państwa do związków wyznaniowych, o granicach ingerencji w sprawy drugiej strony, o wzajemnej współpracy dla dobra ogółu. Jednak, jeżeli Fundacji rzeczywiście chodzi o dyskusje, to normalną drogą rozpoczynania w miarę racjonalnej debaty jest wprowadzenie na forum jakiś argumentów, tez, dowodów, rozumowań.
Wy, którzy w ostatnią sobotę przemaszerowaliście przez Warszawę, i Wy, którzy w swoich domach solidaryzowaliście się z tym wydarzeniem, do Was się zwracam z tymi prostymi, a bardzo nam wszystkim potrzebnymi słowami.
Czas: czwartkowy wieczór. Miejsce: Bazylika Mariacka w Krakowie. W długim, wysokim kościele, pełnym dzieł sztuki, panuje mrok. Z jednym wyjątkiem - coś się dzieje pod ołtarzem Wita Stwosza. Wzrok przykuwa oświetlony punkt. Złota monstrancja. Mimo dymu z kadzidła i świec, przyćmiła całe piękne otoczenie.
Najnowszy numer miesięcznika "Egzorcysta" trafnie zrecenzował dla portalu DEON świecki teolog Janusz Poniewierski ("Egzorcysta"? Wolę czytać o Jezusie). Autorowi dostaje się jednak za to, że nie jest egzorcystą, a więc nie może "znać się na opętaniach".
Kilka dni temu wpadł mi w ręce pierwszy numer miesięcznika "Egzorcysta". Przeczytałem go od deski do deski − i nie mogę po tej lekturze dojść do siebie. Zanim wyjaśnię powody tego stanu, powiem od razu, że pojawienie się "Egzorcysty" na polskim rynku wydawniczym uważam za przedsięwzięcie bardzo udane. Udane jednak przede wszystkim ze względów finansowych − niekoniecznie zaś duszpasterskich.
Bp Antoni Dydycz swym słynnym kazaniem wygłoszonym na Jasnej Górze wywołał sporą burzę. Jedni składają na niego doniesienia do prokuratury, inni ganią za politykowanie z ambony, a jeszcze inni chwalą za odwagę i trafność postulatu o rozwiązanie Sejmu. Drohiczyński hierarcha nieświadomie wpisał się w trwającą już od dawna dyskusję, jaka odbywa się pod hasłem: czy Kościół powinien zajmować się polityką?
Wybitny znawca polskiego prawa karnego i były przewodniczący Trybunału Konstytucyjnego, prof. Andrzej Zoll, otwarcie poparł projekt nowelizacji ustawy o dopuszczalności aborcji, zgłoszony przez Solidarną Polskę. Debata nad postulowanymi zmianami ma odbyć się podczas obecnego posiedzenia Sejmu.
Powtarzający się co roku w mediach w naszym kraju (zwłaszcza w okresie wrzesień/październik) rytuał podliczania, ilu chłopaków wstąpiło na pierwszy rok do seminarium duchownego w moim odczuciu stał się nudną wyliczanką, z której od czasu do czasu ktoś usiłuje wyciągnąć jakieś wnioski, a czasem dopasować ją do z góry założonych tez. Temat powołań do służby w Kościele uległ przez to, moim zdaniem, szkodliwemu strywializowaniu. W świadomości wielu członków wspólnoty polskich katolików zdążył się już wytworzyć szablon, ograniczający zagadnienie wyłącznie do tego, jak liczna jest grupa alumnów rozpoczynających seminaryjną formację. I to koniecznie, jak liczna jest ona "w porównaniu".
O relacje z Rosjanami nie pytałam. Po co? Od dawna, jak widać, przyszłość bez przemocy budują razem. Tylko, czy Polacy to doceniają? Nie od dziś wiadomo: cudze chwalicie, swego nie znacie. A prorokiem najtrudniej być we własnym kraju!
Al-Kaida wzywa muzułmanów, by ci nasilili protesty i atakowali amerykańskich dyplomatów. To już nie jest zachęta do ulicznego protestu, ale do zabijania. Film "Niewinność muzułmanów" wywołał burzę w świecie islamu i zmusił światowych polityków do tego, by zareagowali.
Skandal jakich dawno nie było! Szaty rozdziera oburzona upadkiem dobrych obyczajów "Gazeta Wyborcza". Niezawodny red. Stasiński jest wstrząśnięty: "Nieletni uczniowie zlizujący z kolan księdza białą substancję w pozach poddaństwa to akt poniżenia godności młodych ludzi". Europosłanka Senyszyn, znana z troski o moralność, rozprawia z oburzeniem o "salezjańskiej szkole seksu oralnego".
Do sprawy opublikowanych w internecie zdjęć z otrzęsin pierwszoklasistów z Gimnazjum Salezjanów w Lubinie z udziałem księdza dyrektora nawiązuje o. Józef Augustyn. W swoim komentarzu dla KAI zwraca uwagę, że głos w tej sprawie powinien zabrać przedstawiciel właściciela szkoły. I to jak najszybciej, by ten medialny teatr nie przeradzał się w nagonkę na szkolnictwo salezjańskie i katolickie - podkreśla jezuita.
Kilka dni temu dla wyznawców judaizmu rozpoczął się nowy rok. Jego nadejście świętowałem w towarzystwie żydowskich przyjaciół. Dzięki temu - po raz kolejny - uświadomiłem sobie, jak wiele mogę nauczyć się od dzieci Izraela, którego już Adam Mickiewicz nazywał "bratem starszym".
{{ article.description }}