Dla mnie prawda o Trójcy Świętej ma wielkie znaczenie praktyczne, egzystencjalne. Gdyby bowiem Bóg był jedynie doskonałą Monadą, wiecznym Samotnikiem, a nie wspólnotą Trzech, to jak mógłbym wierzyć, że Bóg jest Miłością.
Obejrzałem niedawno film "Habemus papam" z Jerzym Stuhrem. Choć już minęło trochę czasu, nadal nie mogę zrozumieć, co w tym dziele Nanniego Morettiego może kogokolwiek gorszyć. Kogokolwiek, a zwłaszcza katolika.Skojarzenie z najnowszym filmem Morettiego narzuciło mi się automatycznie, gdy na przełomie tygodnia pojawiły się doniesienia włoskiej prasy na temat "skandali i spisków" w Watykanie, łącznie z przepowiednią rychłej śmierci Papieża.
Wielu chrześcijan drży na dźwięk słowa "relatywizm" i niemal automatycznie oplata je siecią negatywnych skojarzeń. Wydaje się jednak, że termin ten posiada także znaczenie pozytywne. Przykładowo, trudno zarzucić szkodliwość relatywizmowi szczególnej i ogólnej teorii względności. Powiedzmy prowokacyjnie: pewne formy relatywizmu mogą nawet okazać się niezbędne dla chrześcijan, choćby po to, by program nowej ewangelizacji był przekonujący.
Cenię sobie publicystykę Krzysztofa Vargi, pomimo tego, że gdy pisze o religii, nasze drogi się rozchodzą. Powód jest oczywisty: on jest ateistą, a ja teistą. Czy zionie między nami przepaść?
Trudno upominać bliźniego, jeśli upominającemu zabraknie wewnętrznej zgody na okazanie przebaczenia. Nie chodzi jednak o pełną wyższości litość, ale sięgnięcie do źródeł, a więc do prawdy o Bożym miłosierdziu, którego przecież każdy z nas nieustannie doświadcza.
Jedni wygrywają pieniądze, a inni kawałek wolności, którą im chciano odebrać. Na wszystkich czyhają jednak niebezpieczeństwa.
Liczba ataków terrorystycznych wymierzonych w chrześcijan wzrosła o 309 procent w latach 2003-2010 na terenie Afryki, Bliskiego Wschodu i Azji. W krajach z muzułmańską większością rozpoczął się czas krwawej chrystofobii, o której jednak świat zachodni milczy.
Ukazała się książka, w której - w rozmowie z red. Tomaszem Rowińskim - dzielę się różnymi refleksjami na temat wiary w Boga Jezusa Chrystusa i sytuacji Kościoła. Tytuł może być trochę mylący: "Czy żyjemy w czasach Apokalipsy?". No ale cóż! Wydawcy starają się przyciągać czytelnika na różne sposoby. A poza tym Księga Apokalipsy jest dla mnie rzeczywiście ważnym kluczem do rozumienia rzeczywistości.
Bezdyskusyjnie fundamentem naszej postawy wobec świata "pozakościelnego", a nawet tego wrogo do nas nastawionego, powinna być miłość. Jednak miłość nie oznacza, że mamy być mili.
Tożsamość można budować przez konfrontację lub dialog. Nie można jednak jednoznacznie powiedzieć, która z tych dróg jest właściwa, jeśli najpierw nie zajrzy się do wnętrza Kościoła i nie zweryfikuje się właściwych dla niego środków i celów.
Postawa "Nas to nie dotyczy" jest kusząca. Wśród części członków Kościoła katolickiego w Polsce odnosi się nie tylko do kwestii pedofilii, ale również do wielu innych problemów, dotykających Kościół na Zachodzie.
O pełnomocnik rządu ds. równego traktowania, Agnieszce Kozłowskiej-Rajewicz, pisałem na DEON.pl zaraz na początku jej rządowej kariery. Nie napawały mnie optymizmem jej wypowiedzi na temat reformowania Kościoła: "zniesienie celibatu i kapłaństwo kobiet pchnęłoby Kościół na nową ścieżkę rozwoju" - oznajmiła pani Kozłowska-Rajewicz. Wiadomo było też, że liczą na nią środowiska gejów, lesbijek, aborcjonistek-feministek itd. Formalne oskarżenie przez panią pełnomocnik posła Marka Suskiego o rasizm i homofobię pokazuje, że mogą liczyć nadal.
Gwarancją sukcesu jest wyrazistość. Musisz być czarny albo biały - wtedy cię znienawidzą albo pokochają, ale na pewno dostrzegą. Nieważne, czy masz rację, ważne, by o tobie mówili.
Założyciela jezuitów posądzano o różne rzeczy, zarówno za życia jak i pośmiertnie, więc przyzwyczaiłem się do tego, że nie zawsze ma "dobrą reputację". Najczęściej krytyka ta podszyta była zazdrością bądź antykatolickimi sentymentami. W stan niedowierzania wprawiła mnie wypowiedź kierownika Katedry Teologii Duchowości, Wydziału Teologicznego UPJPII...
Zakony nie są dla Boga, tylko dla świata. Dlatego, że w ogóle świat nie jest dla Kościoła, ale Kościół dla świata. W każdym powołaniu chrześcijańskim, nawet do życia kontemplacyjnego, kluczowa jest świadomość relacji.
Temat, który poruszył Benedykt XVI w tegorocznym orędziu na 46. Światowy Dzień Środków Społecznego Przekazu, brzmi zaskakująco: "Milczenie i słowo drogą ewangelizacji". Od razu trzeba dodać, że właściwie jest to wielka pochwała milczenia. Nawet w internecie.
Jan Paweł II pocałował Koran, bo dla ludzi, którzy dali mu tę księgę, była ona święta. Ucałował ją z szacunku wobec ich wiary i wobec nich samych. Przywołując tę scenę, równocześnie warto przypomnieć sobie, że to za jego pontyfikatu wydana została Deklaracja "Dominus Iesus" o jedyności zbawczej Jezusa Chrystusa i Kościoła.
Przyznam, że na spotkaniu Benedykta XVI z przedstawicielami Drogi neokatechumenalnej z całego świata kilka razy się wzruszyłem. Liderzy neokatechumenatu (nie lubią, jak się ich nazywa liderami), Kiko, Carmen i ks. Mario, doczekali się - wraz z blisko milionem "neonów" (członków neokatechumenatu) - oficjalnego zatwierdzenia przez Stolicę Apostolską tzw. liturgii neokatechumenalnej - komentarz o. Kowalczyka.
Gdyby największa w historii przeciwniczka islamu, Oriana Fallaci, dożyła Arabskiej Wiosny, to co by powiedziała? Znana ze swojego radykalnego podejścia do islamu włoska publicystka nie widziała w islamie możliwości zmiany ani krzty elastyczności. A co najważniejsze, traktowała tożsamość muzułmańską jako jednorodną, u podstawy zacofaną i okrutną, skamielinę.
Eric Voegelin powiada: "Największy problem dzisiejszych chrześcijan nie polega na tym, że nie mają właściwych odpowiedzi, ale że zapomnieli o pytaniach, które zostały postawione i ku którym owe odpowiedzi zmierzały".
{{ article.description }}