To Ty, Panie Jezu, dałeś nam zły przykład…

To Ty, Panie Jezu, dałeś nam zły przykład…
Fot. depositphotos.com

Tytuł tego tekstu nie jest przypadkowy. Zdanie to jest fragmentem spontanicznej modlitwy starego kapucyna z Argentyny, o. Dri, którego pod koniec życia Papież Franciszek mianował kardynałem. Ojciec Dri był niestrudzonym spowiednikiem, który codziennie wiele godzin spędzał w konfesjonale i zasłynął z tego, że… wszystkich rozgrzeszał. Czy właśnie tak powinni się zachowywać wszyscy księża?

Historię ojca Dri poznaliśmy dzięki Papieżowi Franciszkowi, który był zafascynowany starym zakonnikiem i dlatego pod koniec życia postanowił „pokazać go światu”, mianując go kardynałem. Sam kapucyn, który z racji wieku i słabego zdrowia nie mógł przybyć na uroczystość do Watykanu, uznał ten gest – dosłownie! – za swoistą „pieszczotę”, coś, co papież zrobił, aby mu sprawić przyjemność. Nominacja ta nic nie zmieniła w jego życiu: tak jak wcześniej, tak i po nominacji wciąż wiele spowiadał. Przyjmując penitentów, stary zakonnik czuł się zobowiązany, aby postępować jak Jezus, do którego ciągnęły tłumy ludzi: wprawdzie poturbowanych przez życie, ale też przekonanych, że czeka ich dobre przyjęcie. Jezus rzeczywiście przygarniał wszystkich i jednego, czego nikomu nie odmawiał, to przebaczenia grzechów. Ojciec Dri także wszystkich rozgrzeszał. Do tego stopnia „szastał” miłosierdziem, że czasami mimo wszystko ogarniały go wątpliwości, czy nie przesadza. Ale właśnie wtedy na modlitwie – pokornie, z wielką wiarą, ale i poczuciem humoru – mówił: „To Ty, Panie Jezu, dałeś nam zły przykład”.

DEON.PL POLECA


Skąd w ogóle ten problem?

Zasadniczo zawsze, gdy idziemy do spowiedzi, idziemy po rozgrzeszenie. Jednak zdarza się, że go nie otrzymujemy: czasami wiemy, że tak się to skończy, ale bywa i tak, że odmowa rozgrzeszenia staje się bolesnym zaskoczeniem. Dlaczego tak się dzieje? Dlatego, że Kościół, który ten sakrament sprawuje, jest wymagający i jasno określa kryteria konieczne do uzyskania rozgrzeszenia. Na przykład ludzie żyjący w ponownych związkach albo żyjący bez kościelnego ślubu, ale „tak, jakby byli małżeństwem”, zasadniczo muszą się tu liczyć z utrudnieniami. I choć papież Franciszek rozpoczął dyskusję na ten temat, wielu duchownych sprzeciwia się podejmowaniu tego tematu. Ksiądz może też odmówić rozgrzeszenia gdy ten, kto się spowiada, nie wykazuje oznak nawrócenia i chęci poprawy, albo przynajmniej żalu z powodu własnych grzechów.

Po co przychodzimy do konfesjonału?

Spowiedź nazywamy też „sakramentem pojednania”. Niektórzy wolą mówić, że jest to „sakrament pokuty”, ale tego określenia z kolei ja nie lubię, bo choć jakąś pokutę zwykle dostajemy, to jednak nie pokuta jest celem spowiedzi, ale właśnie pojednanie, i to na wszystkich poziomach: z Bogiem, z ludźmi, z samym sobą. Ale jeszcze warto zwrócić uwagę na fakt, że spowiedź to jest sakrament, a więc rzeczywistość, w której Bóg – przez posługę wymagającego Kościoła – jest realnie obecny. Miłosierdzie jest zatem Bożym miłosierdziem: taki jest owoc spotkania. Na nieszczęście jednak (przynajmniej czasami „na nieszczęście”), to spotkanie z niewidzialnym Bogiem odbywa się przez pośrednictwo widzialnego księdza. Jaka jest jego rola? Krótko mówiąc dość ważna, ale też nieco ograniczona. Ksiądz jest pośrednikiem między Bogiem a człowiekiem, a jego rolę w sakramencie pokuty określa charakter tego spotkania. Ponieważ Bóg jest miłosierny – i to właśnie ta cecha sprawia, że grzeszny człowiek, który w naturalny sposób powinien się wstydzić tego, co zrobił, ma odwagę, aby podejść do Boga – to ksiądz-pośrednik powinien, jak to można wyczytać z samego określenia, „pośredniczyć” w przekazywaniu miłosierdzia. I to właściwie wszystko.

Czy na pewno nie ma tu żadnych wyjątków?

Otóż są. Ale najlepiej zobaczyć to na ewangelicznym przykładzie trzech krzyży na Golgocie. Jak wiemy, na jednym z nich umierał Jezus, a na pozostałych dwóch powieszono dwóch złoczyńców, łotrów. Z tym, że jednego z nich w chwili agonii (kiedy patrzył też na umieranie Jezusa) ruszyło sumienie – i dzięki temu stał się „dobrym” łotrem. Drugi natomiast pozostał sobą – łotrem w pełnym znaczeniu tego słowa. Ich tak różne podejście do Jezusa, a w tej perspektywie też ocena własnego życia, zaważyła na tym, co miało im dać spotkanie z Bogiem. W konsekwencji jeden otrzymał obietnicę raju, a drugi… nic nie otrzymał i tak naprawdę nie wiemy, co się z nim dalej stało. Podobnie jest w przypadku spowiedzi: ten, kto żałuje i chce się poprawić, powinien otrzymać miłosierdzie. Ale może się też zdarzyć, że komuś wcale na miłosierdziu nie zależy, ale chce otrzymać „podpis”, „kartkę” (uwielbiamy to w Kościele!), bo tego wymaga się od niego przed „wymuszonym” bierzmowaniem albo gdy ma zostać rodzicem chrzestnym. Taki spowiadający się jest jak ten drugi umierający na krzyżu przy Jezusie – pomimo okazji na spotkanie z Bogiem, pozostaje… łotrem. I tu można zastosować zasadę: „nic na siłę”: nie chcesz się zmienić, to nie, ale przynajmniej nie zawracaj głowy.

Ale do tego jeszcze dochodzi trzecia kategoria penitentów: tacy, którzy żałują, ale z różnych powodów poprawić się nie mogą. Co z nimi? Ojciec Dri rozgrzeszał wszystkich. Trudno sobie wyobrazić, że u jego konfesjonału – tym bardziej, że słynął z miłosiernego podejścia do grzeszników – pojawiały się tylko „dobre łotry i łotrzyce”...

DEON.PL POLECA


Czy człowiek nawraca się przy konfesjonale?

Tak naprawdę rzadko bywa tak, żeby działo się to dopiero w tym momencie. Tu jednak widzimy słaby punkt przygotowania do sprawowania sakramentu pojednania, ponieważ przyszłym księżom wbija się do głowy, że ich rolą jest doprowadzenie spowiadających się do żalu – tymczasem jeśli żal nie pojawi się wcześniej, jeśli żal nie jest motywem pójścia do spowiedzi, to przy samym konfesjonale już niewiele z duszy da się „wycisnąć”. A dzieje się tak dlatego, że w codziennym, zwykłym życiu, w którym popełniamy błędy i grzechy, wtedy też mamy wyrzuty sumienia, jest nam przykro, żałujemy, korygujemy własne postępowanie. To właśnie wtedy, jeśli tylko jesteśmy otwarci na działanie Boga i mamy w sobie choćby odrobinę duchowej wrażliwości, łaska Boża pracuje w nas: nawracamy się i cieszymy się Bożym miłosierdziem. To właśnie wtedy w to miłosierdzie zaczynamy wierzyć i przestajemy się bać Boga, odczuwamy tęsknotę za nim – i dlatego idziemy do konfesjonału, aby w sakramencie przebaczenia spotkać Jezusa i nabrać siły na dalszą drogę. Ksiądz, który jest pośrednikiem – tak jak miłosierny ojciec Dri – powinien nam to ułatwić. W przeciwnym razie jego posługa byłaby pozbawiona sensu.

Dyrektor Wydawnictwa WAM i DEON.pl. W latach 2014-2020 przełożony Prowincji Polski Południowej Towarzystwa Jezusowego. Autor kilku przekładów i książek, m.in. "Po kostki w wodzie. Siedem katechez o wierze uczniów Jezusa" (dostępnej także jako audiobook). Po godzinach wolontariusz w krakowskim Schronisku dla Bezdomnych Zwierząt.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
bp Artur Ważny, Piotr Kosiarski

Czy w Kościele jest miejsce dla każdego?

Dziś coraz częściej słyszy się o osobach, które czują się wykluczone z Kościoła. Pytanie o miejsce w nim zadają małżeństwa niesakramentalne, rodzice cierpiący po stracie dziecka, kobiety, które...

Skomentuj artykuł

To Ty, Panie Jezu, dałeś nam zły przykład…
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.