To nasze działania w mikroskali mają moc przemieniać nasz Kościół

To nasze działania w mikroskali mają moc przemieniać nasz Kościół

Nie odejdę z mojego pięknego i udanego małżeństwa dlatego, że instytucja małżeństwa wyraźnie ulega rozpadowi. Nie porzucę dziennikarstwa, bo wielu dziennikarzy łamie, delikatnie mówiąc, zawodową etykę.

I nie odejdę z Kościoła, bo jeden ksiądz wysyła zboczone wiadomości nieznajomej, drugi, w dodatku suspendowany, wygłasza na pielgrzymce (!) oburzające wywody na temat księżowskiej wyższości nad „tumanami, durnymi babami i hołotą”, a grupa świeckich ultrakatolików wygłasza na temat potępienia i jego przyczyn bzdurne teorie, które koło katolickiej wiary nawet nie leżały.  

Zżymam się i irytuję za każdym razem, gdy media ironicznie nagłaśniają kolejny tragiczny wyczyn kolejnego księdza lub podkręcają głupie i szkodliwe stwierdzenia świeckich ludzi Kościoła. I za każdym razem zadaję sobie jedno pytanie: na ile ten konkretny ksiądz lub świecki ma wpływ na moją osobistą relację z Panem Bogiem.

Zazwyczaj odpowiedź brzmi: nie ma żadnego.
Za to ja mogę mieć.

Dwa tygodnie temu w bardzo dobrej homilii w małej salwatoriańskiej kaplicy usłyszałam jedno zdanie, które cały czas mi jeszcze towarzyszy: że w Kościele podlegamy zasadzie naczyń połączonych. Niby nic nowego. Wiadomo, że nie jesteśmy samotnymi wyspami, że ani mój grzech, ani bliskość z Bogiem nie wpływa tylko na mnie - jednak mocno zatrzymał mnie kontekst, którym była modlitwa.

To, jak ja się modlę, jak potrafię wejść w rozmowę z Bogiem, jak blisko umiem być – nie jest tylko moją osobistą sprawą. Nie jest też umiejętnością, którą osiągam tylko dla siebie. Zgodnie z zasadą naczyń połączonych, gdy przez modlitwę, przebywanie w Bożej obecności podnoszę u siebie stan łaski, w pewien sposób wzrasta on także w innych „naczyniach”, oczywiście jako potencjał do zrealizowania, zależny od własnej decyzji każdego człowieka będącego w Kościele. Ale kluczowe w tej myśli jest jedno: moje działanie w mikroskali, moje małe decyzje, moja osobista, codzienna wiara ma moc przemieniać mój Kościół.

Jaka jest w tym siła i jaka odpowiedzialność!
Jaki dar i jakie piękno…
I jak trudno w to uwierzyć w czasach, w których dosięga nas skrajny indywidualizm i nie bierzemy pod uwagę swojego wpływu na społeczność, jeśli nie jesteśmy tej społeczności decyzyjnymi liderami. Tymczasem jest inaczej. To słynne hasło „wiara jest prywatną sprawą” jest zwykłym kłamstwem. Próbą przekonania ludzi, że jedyny wpływ na społeczeństwo mogą mieć ci, którzy stoją u władzy, którzy rządzą, decydują. Jeśli nie jesteś decyzyjny, nic nie możesz. A jeśli ludzie decyzyjni w Kościele, święceni lub świeccy, ciężko grzeszą, to znaczy, że dla Kościoła nie ma już ratunku.         

Gdybym miała się gorszyć każdym księdzem, który łamie przykazania, i każdą decyzyjną osobą w katolickiej wspólnocie, która kłócąc się i obrażając, rujnuje dobre dzieło, musiałabym okopać się w jakiejś twierdzy mniemanej świętości, by ocalić swoją wiarę.  

Tyle, że Kościół nie jest twierdzą. Jest źródłem i strumieniem płynącym przez pustynię, między oazami i kolczastymi zaroślami grzechu. Strumieniem, z którego mogą pić wszyscy. A ludzie wierzący w swojej codzienności są jak wieża ciśnień.

Co to oznacza? Że im wyżej jest w nas łaska i osobista świętość, tym wyżej dotrze woda ze strumienia i tym więcej ludzi biegających z odwodnienia za fatamorganą ma szanse wrócić do zdrowia. Dlatego warto zadbać o podstawy chrześcijańskiego życia: modlitwę, czytanie Pisma Świętego, spowiedź i bycie w łasce uświęcającej. I dlatego trzeba skończyć z „gdyby tylko…”. Gdyby tylko księża, gdyby tylko świeccy, gdyby tylko formacja, gdyby tylko parafie, gdyby tylko katechezy… ale co ja mogę. Nie jestem biskupem. Nie ja tu rządzę.

Rządzę za to swoim życiem, swoim czasem, swoim duchowym rozwojem, decyduję, czy przyjmuję łaskę, czy ją odrzucam.  

Nie muszę rządzić światem, żeby mieć wpływ, tak jak strumień nie musi być wybrany na prezydenta, by płynąć i sprawiać, że wyrośnie przy nim życie. Nie muszę biegać i nalewać do pustych naczyń wody, mogę napełniać siebie, a naczynia ze mną połączone też się w końcu napełnią. A gdy wokół mnie, w mojej wspólnocie, ciśnienie łaski będzie coraz większe – woda ze strumienia łaski dzięki takiej wieży ciśnień będzie docierać coraz wyżej i wyżej.   

Marta Łysek - dziennikarka i teolog, pisarka i blogerka. Poza pisaniem ogarnia innym ludziom ich teksty i książki. Na swoim Instagramie organizuje warsztatowe zabawy dla piszących. Twórczyni Maluczko - bloga ze Słowem. Jest żoną i matką. Odpoczywa, chodząc po górach, robiąc zdjęcia i słuchając dobrych historii. W Wydawnictwie WAM opublikowała podlaski kryminał z podtekstem - "Ciało i krew"

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
Marta Łysek

Zło jest bliżej niż ci się wydaje…

Sokółka, mała urokliwa miejscowość na Podlasiu. Spokojne życie mieszkańców przerywa zagadkowe zaginięcie proboszcza. Strach i napięcie potęguje wiadomość, że w okolicy doszło do brutalnej zbrodni.

Grzegorz Sobal, kiedyś...

Skomentuj artykuł

To nasze działania w mikroskali mają moc przemieniać nasz Kościół
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.