Głos synodu o kapłanach to dobry rachunek sumienia dla księży i biskupów

Głos synodu o kapłanach to dobry rachunek sumienia dla księży i biskupów
Fot. St. Charles Borromeo Seminary / Unsplash.com

O jakich księżach marzy polski Kościół? Czy to marzenie da się spełnić? Co w zachowaniu i formacji polskich kapłanów przeszkadza, a co jest doceniane? Nad czym duchowni przede wszystkim powinni popracować, i to bez ociągania?

Bardzo wiele spostrzeżeń dotyczących księży zawierają diecezjalne syntezy, czyli podsumowania wszystkich spotkań i rozmów, które odbywały się w ramach synodu o synodalności. Wyłania się z nich bardzo prawdziwy i jednocześnie mało zaskakujący obraz księdza.

Dużą wartością podsumowań jest fakt, że w spotkaniach synodalnych brali udział ludzie zaangażowani w Kościół, znający księży nie tylko z nieprzychylnych informacji w mediach, ale z własnych doświadczeń, a ich wnioski są wspólne w zasadzie we wszystkich dwudziestu sześciu diecezjach, które zdecydowały się opublikować syntezę lub jej omówienie.

Trudno więc powiedzieć, że krytyczne uwagi, w które obfitują syntezy, to pojedyncze głosy ludzi osobiście zrażonych do kapłanów i że ogólnie jest dobrze. Nie jest dobrze, choć nie jest też jeszcze tragicznie źle. Na pewno jednak nasi księża, w tym także biskupi, mają nad czym pracować, i to najlepiej od zaraz, bo z głosów wynika, że obecny kryzys Kościoła jest po części także skutkiem ich kapłańskiego stylu życia i nauczania.

Życzliwość i otwartość zamiast gburowatej opryskliwości

Czego więc wierni w 2022 roku oczekują od swoich księży? Przede wszystkim tego, że będą swoi: otwarci, bliscy, dysponujący czasem dla parafian, życzliwi, skłonni do słuchania i przyjęcia kogoś, kto przychodzi do nich ze swoimi pytaniami. I nie da się już wybronić księżowskiej rzeczywistości mówieniem, że przecież jest bardzo wielu księży, którzy właśnie tacy są. Z ankiet wynika jasno: tak, są, lecz jest ich zdecydowanie za mało. Mamy dziś do czynienia w Kościele z chlubnymi wyjątkami, a z głosu Kościoła wynika, że taki profil duchownego powinien stać się standardem, trendem wśród kapłanów. I że dla jakości polskiego Kościoła jest to sprawa kluczowa.

Co więcej, obecne kiepskie rozłożenie proporcji sprawia, że otwarci, życzliwi i słuchający duszpasterze przeżywają oblężenie, natomiast ci wiecznie zajęci, niechętni i gburowaci mają najczęściej święty spokój i czas dla siebie, co staje się bardzo kuszącą opcją dla duszpasterzy pierwszego „typu” w momentach przeciążenia relacjami i obowiązkami. I w ten sposób najbardziej potrzebnych wiernym duszpasterzy systematycznie robi się coraz mniej.

Przygnębiające jest to, że w syntezach wierni wielokrotnie podkreślali potrzebę okazania przez księdza zwykłej, ludzkiej życzliwości i uśmiechu, ponieważ często doświadczają ze strony duchownych szorstkości, surowości i wielkiego dystansu. Pozytywne jest jednak to, że taki głos świadczy jasno o tym, że otwarci i życzliwi księża wsłuchani w rozterki i pytania świeckich są im bardzo potrzebni, by mogli rozwijać się w wierze.

„Bańka środowiskowa”

Księża nie rozumieją wiernych – to jeden z najbardziej smutnych wniosków w synodalnych podsumowaniach. Nie chodzi o zwykłe marudzenie dotyczące komunikacji. „Bańka środowiskowa, w której zamknięci są księża, nie pozwala wniknąć w codzienność ich parafian” – czytamy w jednej z syntez. Jest w tym niestety bardzo wiele prawdy, a rzecz najbardziej dotyczy owych wycofanych i niechętnych relacjom ze świeckimi kapłanów, którzy obracają się głównie we własnym środowisku, siłą rzeczy mającym zupełnie inne problemy niż rodziny z dziećmi, seniorzy czy szukający drugiej połówki single po trzydziestce.

Takie oderwanie od rzeczywistości, w której są zanurzeni parafianie sprawia, że księża nie są ani dobrymi pasterzami – bo nie potrafią w nauczaniu odnieść się do aktualnych problemów i codzienności parafian, ani nie są dobrymi doradcami – bo zapytani o rozwiązanie, proponują sposoby na ogół skrajnie trudne do wdrożenia w życiu osoby świeckiej. Stają się najczęściej „szefami parafialnego biznesu”, zaniedbując szukające odpowiedzi owce na rzecz budowania im (a czasem sobie) coraz piękniejszej zagrody.   

Po księdzu spodziewamy się, że będzie człowiekiem duchowym

Zacytuję tu najbardziej wymowny fragment syntezy archidiecezji częstochowskiej. „Bardzo wielu uczestników procesu synodalnego w archidiecezji podjęło temat duchowości kapłanów. Oczekują oni od swoich księży widocznej postawy uduchowienia, życia nie według standardów świeckich. Cieszą się wieloma duchownymi rozmodlonymi i próbującymi żyć według reguł Ewangelii. Pojawiło się też sporo uwag o zbyt świeckim i wystawnym życiu kapłanów, o przeakcentowaniu spraw materialnych i administracyjnych kosztem tych duchowych w ich postępowaniu i posłudze.”

Pozostałe syntezy mówią równie jasno: brakuje nam doświadczenia spotkań z księżmi, którzy są… wierzący. Takich, którzy żyją Ewangelią i mają zaufanie do Boga, prawdziwe, nie teoretyczne, i nie podszyte goryczą i rezygnacją. Księży, którzy się modlą. Czytają Pismo Święte. Widzą Boże działanie w swoim życiu i potrafią o tym wszystkim opowiedzieć. Bardzo smutne są doświadczenia opisane w gliwickiej syntezie: „Obraz księdza modlącego się w kościele poza wyznaczonymi godzinami modlitw jest dziś rzadkością. Pierwsza niedziela miesiąca - wystawienie Najświętszego Sakramentu od godz. 13.00 do godz. 17.00. Przychodzą wierni, nie ma tłumów, ale zawsze ktoś czuwa. Nigdy nie widzieliśmy, żeby choć na chwilę pojawił się kapłan”.

Bardzo obrazowo pokazuje to warszawska synteza, mówiąc o „fenomenie niewiary księży”. Zwracano w niej uwagę na różnicę między „kapłanem prawdziwie zaangażowanym” a „kapłanem oddelegowanym” i na księży, którzy „zgubili Boga” lub niekiedy pokazują, że Kościół to „gigantyczny biznes, finansowe konsorcjum”, co przekłada się na poczucie „jeszcze nie fizycznego, ale już duchowego braku kapłanów”.

Proboszcz, czyli skończmy wreszcie z „będzie tak, jak ja zarządzę”

Ankiety są momentami bezlitosne, a najgorzej wypadają w nich proboszczowie. „Będzie tak, jak ja zarządzę” – to cytat z syntezy i jednocześnie kluczowe zdanie opisujące typowego proboszcza. Jest opryskliwy, nie ma czasu, uważa się za lepszego od wszystkich innych w parafii, z resztą księży włącznie, transparencję finansową traktuje jak herezję, a jedynym sposobem komunikowania się z nim jest uniżone proszenie o to, na czym wiernym zależy. Spełnienie prośby jest uzależnione od nastroju proboszcza i sympatii, którą obdarza proszącego. Jeśli proboszcz cię nie lubi, zapomnij o tym, że cokolwiek zdziałasz we własnej parafii.

Nie dziwi więc, że podobny opis przewija się przez diecezjalne syntezy: Czytamy w nim, że proboszcz nie zna swoich wiernych, nie buduje z nimi bliższych relacji, patrzy na świeckich „z góry” i sam decyduje najważniejszych sprawach w parafii.

Na szczęście ankiety pokazują także, że można proboszczować dobrze: że bycie dla parafii ojcem wychodzącym z inicjatywą przynosi świetne skutki, ludzie chętnie włączają się w inicjatywy proponowane przez człowieka, któremu zależy na parafianach, który się z nimi spotyka, słucha, zostawia przestrzeń do działania i decydowania. To nie jest łatwe, ale jest możliwe. I przynosi bardzo dobre skutki w postaci zżytej, pięknie działającej, rozwijającej się w wierze i relacjach parafii. I znowu – tacy proboszczowie są jednak w mniejszości, a proces uczenia się od siebie dobrych praktyk idzie opornie, również dlatego, że wymaga wysiłku i pokory.  

Homilie zostające w sercu zamiast nudnych, kiepskich kazań

Według ostatnich badań dla 70 % księży to właśnie mówienie kazań jest źródłem największego stresu. Nic dziwnego: to kazania i homilie są najczęściej ocenianie przez Kościół i na ogół nie są oceniane dobrze, niestety nie bezpodstawnie.

Synodalne syntezy w mało którym punkcie są tak zgodne jak właśnie w tym: księża powinni bardziej się przyłożyć do jakości homilii. Co zatem potężnie brzmiący głos Kościoła mówi o homiliach? Z syntez da się wydobyć bardzo konkretne wskazówki, które, zastosowane przez księży, mogą znacząco wpłynąć na rzeczywistość wiary, i nie ma w tym stwierdzeniu żadnej przesady.

Jakie to wskazówki? Mówić krótko i zwięźle. Używać zrozumiałego języka, przystającego do realiów słuchaczy. Wyjaśniać przede wszystkim Pismo Święte i do niego się odnosić, nie bawiąc się w moralizujące bajki ledwo związane z tematem Ewangelii. Nie narzekać. Nie wylewać żalów związanych z nieobecnymi na mszy. Nie moralizować. Absolutnie powstrzymać się od politycznych komentarzy. Unikać „kościelnego”, napuszonego języka, który coraz częściej staje się obiektem kpin.

Dobra homilia powinna być oparta na osobistej medytacji Słowa Bożego, powinna je prosto objaśniać i skłaniać do refleksji oraz poprawy życia. Bardzo pozytywne jest to, że homilia wciąż jest przez wielu postrzegana jako ważne źródło inspiracji dla rozumienia Słowa i przekładania go na własne życie – i takie podejście naprawdę szkoda marnować, mówiąc długo, zawile, nieciekawie i w oderwaniu od Biblii i rzeczywistości.

Dobry ksiądz to taki, który ma czas słuchać

„Gdy księża nie chcą słuchać, znajdując wymówkę w dużej ilości zajęć, albo gdy pytania pozostają bez odpowiedzi, rodzi się w sercu wiernych poczucie smutku i obcości” – brzmi wniosek z jednej z syntez.

Te dwie rzeczy: czas i słuchanie pojawiają się w podsumowaniach diecezjalnych bardzo często. „Księża powinni słuchać, nie bać się dialogu, a zarazem umieć przyjąć słowa pouczenia i krytyki”, „Ksiądz w mojej parafii jest dostępny dla parafian po każdej Mszy św. Można do niego przyjść i być wysłuchanym”.  „Często mamy wrażenie, że księża wysłuchują tylko tych, których łatwo wysłuchać, którym wszystko pasuje i na wszystko się zgadzają.”

Jak to zrobić, by być kapłanem bardziej dostępnym? Nie oznacza to, że należy szeroko otworzyć drzwi plebanii i siedzieć w gościnnym pokoju dniami i nocami, poświęcając wiernym każdą sekundę doby. W syntezach znajdziemy wiele podpowiedzi, naprawdę prostych do wprowadzenia. To na przykład wychodzenie przed kościół po mszach i rozmawianie z wiernymi, wyznaczenie godzin poza pracą kancelarii, w których można po prostu przyjść i porozmawiać o swoich wątpliwościach, a nawet „skrzynka pytań”, która pozwala poznać kwestie nurtujące parafian, a przez to podsuwa księdzu pomysły na rozpoczęcie z nimi luźnej rozmowy.  

Jedna z syntez opisuje doświadczenie, które jasno pokazuje, że księża są bardzo przyzwyczajeni do „nadawania, a nie odbierania”. Na spotkaniu synodalnym księżom zabroniono mówić: mieli tylko słuchać tego, co wierni mają do powiedzenia. Później dzielili się wrażeniami, z których przeważało jedno: zobaczyli, jak bardzo nie potrafią słuchać. W naturalny sposób w kontaktach z parafianami chcą wyjaśniać, udzielać rad, napominać, pouczać – i w ten sposób zagadują człowieka, który przychodzi z potrzebą bycia wysłuchanym i nie chce wcale żadnych dobrych rad.

„Słuchaniu przeszkadza brak postawy otwartości oraz czasem zaufania świeckich wobec kapłanów. Utrudnione jest ono przez fałsz, rozmywanie nauki Kościoła, brak umiejętności słuchania, brak umiejętności zadawania właściwych pytań, żeby okazać zainteresowanie i sprawić, żeby słuchający poczuł się bezpiecznie. W niektórych wnioskach synodalnych zwrócono uwagę na to, że wierni są wysłuchiwani tylko przy sakramencie spowiedzi” – czytamy w jednej z syntez.

A co mają do zrobienia biskupi?

Choć spostrzeżeń na temat biskupów było w syntezach znacząco mniej, ten fakt nie dziwi, gdyż z hierarchami wierni mają zazwyczaj kontakt sporadyczny (i nudny). Dlatego przestrzenie do zmian, zauważone przez uczestników synodu, są trzy.

Pierwsza to listy pasterskie. Opinia na ich temat zawiera się w zasadzie w jednym, krótkim cytacie: „mniej teorii, więcej świadectwa”. Czy to niemożliwe? Przecież spora część biskupów to ludzie z dużym doświadczeniem, którzy przeżyli wiele niezwykłych momentów i mogą opowiedzieć poruszające i dające do myślenia historie. Tymczasem jedyne, co wiedzą o nich wierni w parafiach diecezji to zazwyczaj to, że mówią przydługą homilię podczas bierzmowania i że piszą listy pasterskie.

Listy pasterskie: trudne, niezrozumiałe, zbyt dużo teorii

O listach pasterskich uczestnicy synodalnych spotkań wypowiadali się bardzo jednoznacznie. „Są trudne w odbiorze bezpośrednim  i niewiele dają”, „Język jest często zbyt trudny, niezrozumiały, obfitujący w terminologię ściśle teologiczną. Po wysłuchaniu listu pasterskiego wierni muszą wiedzieć, o co w nim chodziło”. „Za dużo jest w nich pouczeń i teorii, za mało dzielenia się wiarą”, powinny być pisane „bardziej zwięźle oraz językiem prostym i zrozumiałym”.

Do tych wszystkich słusznych uwag można dodać jeszcze jedną: być może trzeba zadanie pisania biskupich homilii powierzyć w końcu innym niż dotąd osobom… I przypilnować, by te osoby przestały korzystać z homiletycznego bingo. Nie jest to wyłącznie złośliwość autorki, gdyż zapoznając się z nauczaniem hierarchów nie da się przeoczyć różnicy między homiliami, które biskupi przygotowują sami, odwołując się do swojego doświadczenia wiary, a straszliwie nudnymi opracowaniami tematu, które już po pierwszej stronie są w stanie uśpić najbardziej wprawionego w słuchaniu teorii teologa.

Biskupi blisko wiernych, mówiący jednym głosem

Druga zmiana, za którą tęsknią wierni, to większa dostępność biskupów. Z opinii umieszczonych w syntezach wynika, że biskupi dostępni są dla nielicznych wybranych, trudno się do nich dostać, trudno się z nimi spotkać, a gdy przyjeżdżają na wizytację w parafii, na spotkanie z biskupem parafialną reprezentację wybiera proboszcz. To sprawia, że wierni w zasadzie nie mają żadnego kontaktu z ojcem diecezji – poza listami pasterskimi… Na małą dostępność biskupów zwracają uwagę także księża.

Trzecia kwestia, najbardziej chyba drażliwa, to potrzeba wspólnego głosu biskupów, gdy chodzi o sprawy istotne społecznie.  W syntezie brzmi to tak: „Brak szybkich reakcji ze strony Episkopatu i jednego spójnego głosu biskupów w ważnych kwestiach społecznych, widoczny rozdźwięk pomiędzy głoszonym Słowem Bożym a stylem życia wielu osób duchownych, niesłuchanie i krytyka papieża lub biskupów przez kapłanów w obecności wiernych, co osłabia ich wiarę”. Część synodalnych głosów podkreśla też konieczność mądrego i odpowiedniego wypowiadania się w mediach – takiego, które nie kompromituje Kościoła ani nie zniechęca do niego społeczeństwa.

Czy te zmiany mogą się wydarzyć naprawdę?

Nie jestem księdzem – ale czytając kilkaset stron diecezjalnych syntez po synodzie i uważnie przyglądając się uwagom dotyczącym kapłanów sama poczułam ciężar tej krytyki, choć jest naprawdę konstruktywna. Co więcej, w wielu miejscach bardzo jasno jest powiedziane, co zmienić i jak to zrobić – jak choćby w przypadku homilii. Nic, tylko brać i wdrażać. 

Jednak problem w tym, że księża to bardzo specyficzna grupa społeczna, chyba najrzadziej dostająca jakiekolwiek informacje zwrotne na swój temat, i coraz bardziej narażona na zwyczajny hejt, którego przyczyną są głównie łamiący etykę powołania koledzy. Te dwie okoliczności sprawiają, że naprawdę trudno im przyjmować uwagi na swój temat.

Mam nadzieję, że ten pierwszy tak powszechny w polskiej historii, jasny i pełny pięknych marzeń o kapłaństwie głos wiernych zostanie potraktowany jako życzliwa zachęta do rozwoju w obszarach, w których na razie nie idzie im najlepiej. Bardzo bowiem kuszące jest zepchnięcie wszystkich tych uwag na margines świadomości i zakwalifikowanie ich jako marudzenia świeckich, którzy „nic nie robią” i „tylko mają wymagania”. A to nie jest marudzenie. To piękna, potrzebna i wymagająca odwagi wizja kapłaństwa, które w taki sposób rozwijane może naprawdę przybliżyć ludziom Królestwo Boże.

Marta Łysek - dziennikarka i teolog, pisarka i blogerka. Poza pisaniem ogarnia innym ludziom ich teksty i książki. Na swoim Instagramie organizuje warsztatowe zabawy dla piszących. Twórczyni Maluczko - bloga ze Słowem. Jest żoną i matką. Odpoczywa, chodząc po górach, robiąc zdjęcia i słuchając dobrych historii. W Wydawnictwie WAM opublikowała podlaski kryminał z podtekstem - "Ciało i krew"

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
ks. Janusz Umerle

Święty Paweł pisał, że uczeń Chrystusa jest glinianym naczyniem (por. 2 Kor 4,7), którego wyjątkowość kryje się w tym, co ono w sobie zawiera. W przypadku sakramentu święceń skarbem, który jest zdeponowany w sercu każdego...

Skomentuj artykuł

Głos synodu o kapłanach to dobry rachunek sumienia dla księży i biskupów
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.