Wszystkie winy Watykanu

Wszystkie winy Watykanu
(fot. andreasaround / shutterstock.com)

Nikt nie ma wątpliwości, że są to czyny nikczemne i haniebne, które winny były zostać ukarane, (...) uderza jednak stopień manipulacji mediów co do tego przypadku, a zwłaszcza różny sposób postrzegania przez opinię publiczną tego typu wydarzeń.

Jakiś czas temu na łamach "Corriere della Sera" została odtworzona z pewnym rozgłosem historia człowieka, który opowiadał, że na początku lat osiemdziesiątych w koszarach rzymskich doznał przemocy i gwałtów. Tak ciężkich, że przez długi czas był nieprzytomny. Pomimo powagi tego przypadku i trudnej rekonwalescencji fizycznej i psychicznej przełożeni wojskowi zobowiązali ofiarę do milczenia, aby nie kalać dobrego imienia wojska. I posłuchała, straciwszy nadzieję na to, że zostanie wysłuchana.

Artykuł ten nie wzbudził żadnego zbiorowego oburzenia, nie było żadnego domagania się, by gwałciciele zostali skazani, ani nagany pod adresem wojska z konsekwentnym wszczęciem dochodzenia co do tego przypadku, jak powszechnie wiadomo, nieodosobnionego, lecz należącego do ubolewania godnego, a zakorzenionego zwyczaju dopuszczania się przemocy i upokorzeń w trakcie rytuałów inicjacji.

Podobne wypadki miały miejsce, i istnieje uzasadniona obawa, że nadal będzie do nich dochodziło, w innych "ważnych" instytucjach, nawet akademickich, jak na przykład w słynnych angielskich college'ach, a także w elitarnych szkołach włoskich. Właśnie te perwersyjne rytuały inicjacji komentarz "Fatto Quotidiano" przypisuje seminariom, skwitowanych wręcz jako fabryki pedofilów.

Zupełnie inną uwagę poświęciły media smutnej historii małych chórzystów z Ratyzbony: przeznaczając wiele miejsca i tytuły, które ujawniając 547 przypadków przemocy często dawały do zrozumienia, że chodziło o niemal 600 gwałtów, podczas gdyż przypadków wykorzystywania seksualnego w ciągu niemal półwiecza było 67. I trzeba było pogłębienia, żeby zrozumieć, że chodziło przede wszystkim o zasługujące na potępienie rękoczyny - z pewnością jednak mniejszej wagi niż gwałty - ze strony nauczycieli, zresztą nierzadko sadystycznych. A przede wszystkim, aby zrozumieć, że nie było to sensacyjne odkrycie, ale rezultat rygorystycznego dochodzenia, prowadzonego z woli biskupa diecezji, zatem samego Kościoła, zdecydowanego zbadać dogłębnie pogłoski i doniesienia co do tego skandalu.

Nikt nie ma wątpliwości, że są to czyny nikczemne i haniebne, które winny były zostać ukarane, a przede wszystkim należało im zapobiegać, uderza jednak stopień manipulacji mediów co do tego przypadku, a zwłaszcza różny sposób postrzegania przez opinię publiczną tego typu wydarzeń: z jednej strony tolerancyjne podejście do życia wojskowego i ekscesów znęcania się nad rekrutem, które przeradzają się w przemoc, z drugiej - skrajna surowość względem instytucji kościelnej.

Zresztą zwyczaj wskazywania na Kościół katolicki jako źródło wszelkiego zła należy już do codziennego doświadczenia i przygotowuje opinię publiczną do uważania tego za rzecz normalną. Niedawny przykład włoski: w telewizji publicznej, w programie wieczornym został przedstawiony przypadek rodziny składającej się z dwóch mam z czwórką dzieci w wieku od 3 do 10 lat. Osoba przeprowadzająca wywiad gotowa przyjąć z wyraźnym upodobaniem każdy aspekt pozytywny - para żyła w doskonałej szczęśliwości, a dzieci były wesołe i bardzo grzeczne - a z wyraźnym ubolewaniem aspekty negatywne, a mianowicie to, że te dwie kobiety we Włoszech nie mogą uznawać tej czwórki za dzieci obydwu, choć powtarzały gorliwie, że w rzeczywistości jest to rodzeństwo.

A kto jest winien tej ewidentnej niesprawiedliwości? Oczywiście Watykan. Fakt, że chodzi tu o prawo państwa włoskiego i że również wielu świeckich jest przeciwnych prawnemu uznaniu rodzin homoseksualnych, był zazwyczaj puszczany w niepamięć: łatwiej jest, i rzekomo przez część publiczności jest to podzielana stara sztuczka - obwiniać o wszystko Kościół.

Oczywiście dobrze o tym wiemy, że Kościół jest instytucją szczególną i od niego wymaga się słusznie absolutnie przykładnego postępowania, jednak to ustawiczne stosowanie dwóch miar w ocenie jego zachowań i obarczaniu odpowiedzialnością nikomu na dobre nie wychodzi. Nie służy wyjaśnianiu kwestii, i nie pomaga przede wszystkim, gdy usiłuje się wyeliminować niegodziwe działania, ukarać winnych przemocy i nie dopuścić do tego, by się powtarzały.

Lucetta Scaraffia - włoska publicystka, dziennikarka i teolożka. Publikuje na łamach Avvenire, Il Foglio, Corriere della Sera i L'Osservatore Romano.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Wszystkie winy Watykanu
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.