Bóg postawił tę osobę na mojej drodze. Dzięki niej zdałam ważny egzamin [ŚWIADECTWO]

Bóg postawił tę osobę na mojej drodze. Dzięki niej zdałam ważny egzamin [ŚWIADECTWO]
Zdjęcie ilustracyjne (Fot. depositphotos.com/pl)
Dominika

Zaczęłam spontanicznie płakać i szlochać, i skarżyć się, że nie zdam tego egzaminu i że jestem przerażona, bo porobiło mi się za dużo zaległości. Egzamin był ciężki a próg zaliczenia nieosiągalny. I nagle… ku mojemu zdziwieniu ksiądz, który z uwagą wysłuchał mnie, powiedział bardzo spokojnie i troskliwie: „Znam kogoś, kto może pani pomóc”.

Ta historia wydarzyła się dobrych kilkanaście lat temu, kiedy byłam jeszcze studentką. Studiowałam dwa kierunki dziennie, miałam bardzo dużo zajęć. Na uniwersytecie, na którym się uczyłam, żeby zdać egzaminy trzeba było się sporo natrudzić. Zdarzało się, że miałam egzaminy z trzech semestrów danego przedmiotu.

W czasie, o którym piszę, miałam przed sobą właśnie taki egzamin, który był po prostu bardzo trudny. Żeby go zdać trzeba było uzyskać prawie 3/4 poprawnych odpowiedzi. Ten egzamin był bolączką wielu studentów i również moją.

Zdarzyło się tak, że z powodu przytłaczającej ilości materiału do opanowania (w teorii i w praktyce) nie byłam w stanie nawet przez chwilę pomyśleć, że mogłabym go zdać.

DEON.PL POLECA

Przecież ja tego egzaminu nie zdam...

A nie było to jedyny egzamin, jaki miałam przed sobą. Próg zdawalności wynosił 70 proc., więc nie było żartów. Próbowałam uczyć się sama, jak inni studenci, ale traciłam nadzieję.

Niestety nadszedł czas nieuniknionej sesji. Pewnego dnia w tamtym czasie wybrałam się do spowiedzi.

Pod koniec spowiedzi, spontanicznie zaczęłam płakać księdzu - który mnie przecież nie znał - i szlochać, i skarżyć się, że nie zdam wspomnianego egzaminu i że jestem przerażona. Że w zasadzie to jest sytuacja patowa, bo porobiło mi się za dużo zaległości, egzamin jest ciężki a próg zaliczenia nieosiągalny.

Jeszcze może dodam, że nie byłam osobą, która lubiła i bezproblemowo dzieliła się z innymi swoimi rozterkami życiowymi.

I nagle… ku mojemu zdziwieniu ksiądz, który z uwagą wysłuchał mnie, powiedział bardzo spokojnie i troskliwie: „No i co my tu zrobimy… Proszę, niech pani pójdzie za mną”.

I dalej powiedział tak: „Znam jedną kobietę, która wykłada w języku rosyjskim i w języku polskim, przedmiot na innym uniwersytecie, który ma pani zdać. Ona pani pomoże. Zaraz podam do niej numer. Proszę się na mnie powołać”.

Chwilę później dostałam od niego małą kartkę z numerem do pani Elżbiety. Ksiądz dodał, że jest starsza i na pewno ucieszy ją moje towarzystwo.

Co wtedy myślałam? Sądzę, że nie miałam po tej rozmowie żadnych szczególnych przemyśleń czy spotkanie z kobietą, której nie znam, której namiar dał mi ksiądz, którego również nie znam, coś pomoże i przede wszystkim, czy wystarczy mi sił i wiary w siebie, żeby egzamin zdać.

Podziękowałam i spojrzałam na kartkę obok konfesjonału, na której było napisane: o. Józef.

Poczułam, że ta sytuacja - jakkolwiek to zabrzmi dziwnie - dzieje się poza mną - choć była moją decyzją. Pomyślałam: ok, idę w to.

Wszystko było przygotowane 

Krótko potem zadzwoniłam do pani Elżbiety, która mi nie tylko nie odmówiła spotkania, ale była bardzo miła i zaprosiła mnie do siebie. Pamiętam, że zapytała mnie, co słychać u księdza Józefa, a ja odpowiedziałam, że właściwie go nie znam i że to wszystko jest bardzo niezręczne.

Jednak te zdumiewające wręcz okoliczności, ani moje wątpliwości, ani krótki termin przed egzaminem, nie przeszkodziły mi w nauce z panią Elżbietą, która można powiedzieć codziennie do czasu egzaminu udzielała mi korepetycji, częstowała mnie również herbatą i obiadem.

To był bardzo dobry czas. Nawet nie wiem kiedy przerobiłyśmy materiał na egzamin, który zdałam bez najmniejszego problemu.

Udzielił mi się również wewnętrzny spokój pani Elżbiety, którego mi wówczas brakowało.

Wydawało mi się to niemożliwe, ale dzięki Panu Bogu i okolicznościom, którymi pokierował i ludziom, którzy stali się wówczas moimi aniołami, udało mi się pokonać trudności, które były dla mnie nie do przejścia. 

Pan Bóg przemienia czas stracony

Myślę, że Pan Bóg precyzyjnie zmienia trudne okoliczności, ale to też jest świadectwo dla wszystkich tych, którzy mają poczucie w życiu straconego czasu, w jakiejkolwiek sytuacji by nie byli - poczucia, że coś ich ominęło, być może coś, na co długo czekają. Ja byłam pewna, że wtedy coś właśnie straciłam. Pan Bóg przywraca stracony czas, czy to w małej rzeczy, jak wspomniany egzamin, ale również pośrodku życiowych okoliczności, burz, pustyni. I daje nowe, nawet jeśli tego jeszcze nie widzimy.

Myślę, że zmienia nas wewnętrznie, czasami przez proces, a czasami stwarza nowe nagle i wprost przez pojawiających się ludzi, przez zmieniające się spontanicznie i mniej spontanicznie okoliczności, przez przemianę wewnętrzną, nowe serce. Ja ze swojego doświadczenia mogę powiedzieć, że chyba potrzebowałam wówczas takiej Bożej ingerencji i wspomnianych okoliczności w moim trudnym wtedy położeniu.

I oczywiście nie odbyłoby się to bez rozciągnięcia mnie w wytrwałości, cierpliwości i w woli.

Poczułam wtedy, że Pan Bóg mnie zna i że zna moje codzienne życie i widzi moją modlitwę.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
Praca zbiorowa

Święta Siostra Faustyna cały czas wstawia się za nami

"Czyń, co chcesz, rozdawaj łaski, jak chcesz, komu chcesz i kiedy chcesz" - powiedział Jezus do św. Siostry Faustyny Kowalskiej. Apostołka Bożego Miłosierdzia hojnie wykorzystuje obietnicę...

Tematy w artykule

Skomentuj artykuł

Bóg postawił tę osobę na mojej drodze. Dzięki niej zdałam ważny egzamin [ŚWIADECTWO]
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.