Bóg „rozbił namiot” pośród nas

Bóg „rozbił namiot” pośród nas
Jezus w ramionach Józefa; fot. Jakub Kołacz SJ

Może, słysząc dzisiejszą Ewangelię, pomyślałeś: „Znowu?”. Przecież dopiero co, zaledwie kilka dni temu, w uroczystość Narodzenia Pańskiego, słuchaliśmy dokładnie tych samych słów. Prolog Ewangelii wg św. Jana powraca do nas jak refren, jak echo, które nie chce ucichnąć: „Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo” (J 1, 1). Znamy to niemal na pamięć. A jednak Kościół kładzie przed nami ten tekst ponownie. Dlaczego? Żeby nie umknęło nam sedno. A sednem jest Fakt, który zmienia wszystko.

Nigdy za wiele powracania do tego tekstu, ponieważ definiuje on rzeczywistość naszej wiary. Wyjaśnia, na czym tak naprawdę stoi chrześcijaństwo, na czym się opiera nasze życie z Bogiem. A opiera się na paradoksie tak potężnym, że ludzki rozum ledwo go mieści. Opiera się na kruchym i małym Bogu, który jednocześnie jest Stwórcą i Panem wszechświata. Jan pisze niesamowicie o Słowie: „Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało” (J 1, 3). Pomyśl o tym przez chwilę. Każdy atom, każda galaktyka, każdy oddech, który teraz bierzesz – to wszystko istnieje dzięki Niemu. Ten Majestat, ta niewyobrażalna Moc, która wprawiła w ruch kosmos, nagle robi coś, co całkowicie burzy nasze wyobrażenia o bóstwie.

DEON.PL POLECA



W tym hymnie o potędze padają stwierdzenia, które są sercem naszej wiary, a które brzmią z nową siłą, zwłaszcza gdy spojrzy się na ich grecki oryginał: „A Słowo stało się ciałem i rozbiło namiot pośród nas” (por. J 1, 14). Jak genialnie koresponduje to z dzisiejszym czytaniem z Mądrości Syracha, gdzie upersonifikowana Mądrość Boża słyszy rozkaz Stwórcy: „W Jakubie rozbij namiot i w Izraelu obejmij dziedzictwo!” (Syr 24, 8). Bóg nie buduje pałacu z marmuru. Bóg nie grodzi się od nas fosą i wysokim murem. Bóg rozbija namiot. Namiot to dom koczownika, dom kogoś, kto jest w drodze, kto dzieli los z innymi wędrowcami. Bóg stał się Nomadą miłości, szukającym człowieka na pustyni jego życia.

To jest ta niepojęta bliskość. Potężny Pan stał się jednym ze swoich stworzeń. Stał się tak mały, a jednocześnie tak bliski. Niekiedy mamy tendencję do „wysyłania” Boga z powrotem do Nieba, sadzania Go na bezpiecznej chmurze – z dala od naszych problemów i słabości, z dala od naszej codzienności. Ale w dzisiejszej liturgii wybrzmiewa coś przeciwnego. Bóg nie jest na chmurze! On jest w twoim człowieczeństwie! W tym, co w tobie drży, co się boi, co pragnie i co boli. Jego człowieczeństwo jest twoim człowieczeństwem. Nie ma takiej sfery twojego życia, w której On by nie był obecny, bo przyjmując ciało, przyjął wszystko, co z ciałem związane – poza grzechem, który jednak wziął na swoje barki.

Przychodzą mi w tym momencie na myśl słowa piosenki zespołu Lemon z utworu „Grudniowy”, w którym wokalista śpiewa przejmująco: „Jest noc lecz nie ma ciemności / Gdy płacze z zimna maleńki Bóg / Opatrzy serca załamane / Skruszone poskłada / Co ludzkie staje się boskie […] Ktoś rozplątuje nerwowo / Lampek zasupłany sznur […] Zapach mandarynek / Błyszczący papier szeleści / Drobne dłonie lukrują piernik / Pokłują się zaraz choinką / Co ludzkie staje się boskie […]. Dostrzeż w tym wszystkim coś / Co w głowie się nie mieści / Co boskie staje się ludzkie”.

To uniżenie Boga, ta Jego pokora, o której czytamy w Prologu, nie kończy się jednak w betlejemskim żłobie. Bóg idzie dalej w swojej szalonej logice miłości. Nie tylko stał się człowiekiem, byśmy mogli Go dotknąć w historii, ale stał się także Chlebem w Eucharystii, byśmy mogli Go spożyć dzisiaj. Jaka to jest degradacja w oczach świata! Stwórca wszechświata zamyka się w kawałku chleba. Staje się bezbronny, wydany w nasze ręce, narażony na obojętność, a nawet na świętokradztwo. Po co? Żeby towarzyszyć człowiekowi we wszystkim. Żeby stać się pokarmem na drogę. Bo droga, którą mamy do przebycia – droga upodabniania się do Chrystusa – jest zbyt trudna, by iść o własnych siłach. Potrzebujemy Chleba, który daje życie wieczne.

Jest jeszcze jeden wymiar tego Bożego uniżenia, może najbardziej subtelny. On jest Słowem: „Na początku było Słowo” (J 1, 1). Słowo jest czymś delikatnym, jest niezwykle ulotne. Wypowiedziane – znika w powietrzu. Można je zagłuszyć, można go nie usłyszeć, można je zignorować. Bóg stał się tak delikatny jak dźwięk, jak szept. Jest nieuchwytny, a jednocześnie ma moc przeszywania człowieka na wskroś. Umacnia ducha, daje nadzieję, kruszy lód serca. Wystawia się na ryzyko, że Go nie posłuchamy, że zatkamy uszy. A jednak mówi nieustannie, bo Miłość musi się komunikować.

Po co to wszystko? Po co Betlejem, po co Krzyż, po co Eucharystia, po co Biblia? Odpowiedź znajdujemy w Liście do Efezjan: „W Nim bowiem wybrał nas przez założeniem świata, abyśmy byli święci i nieskalani przed Jego obliczem” (Ef 1, 4). To jest cel. To całe niewyobrażalne uniżenie Boga jest po to, żebyśmy my mieli siłę stać się bardziej boscy. Ojcowie Kościoła mówili odważnie: Bóg stał się człowiekiem, aby człowiek dzięki Jego łasce stał się bogiem. I właśnie w tym uniżeniu można dostrzec geniusz Wcielenia. Bóg, rozbijając namiot pośród nas, sprawił, że nasza codzienność może stać się miejscem spotkania z Nim. Paweł Apostoł dodaje: „Z miłości przeznaczył nas dla siebie jako przybranych synów przez Jezusa Chrystusa” (Ef 1, 5). Nie jesteśmy przypadkowym zbiorem komórek. Jesteśmy wybrani i chciani. Jesteśmy dziećmi Boga, który zniżył się, żeby nas podnieść do godności synów i córek. Daje nam swoje Ciało i swoje Słowo, żeby ta boska krew krążyła w naszych żyłach. Żebyśmy patrząc w lustro, widzieli nie tylko zmęczoną twarz, ale odbicie Jego chwały.

To wielka tajemnica, ale i wielkie zadanie. Bo jeśli On rozbił namiot pośród nas, jeśli Słowo stało się ciałem, to nasza wiara też musi stać się konkretnym czynem, gestem miłości, przebaczeniem, obecnością przy drugim człowieku. Dlatego, kiedy dzisiaj po raz kolejny słyszymy Prolog Ewangelii wg św. Jana, nie zawieszajmy uwagi i nie traktujmy tego jak literackiego dodatku do świąt. Pozwólmy, by te słowa w nas pracowały, by nas przenikały, by były jednocześnie filtrem, przez który będziemy przepuszczać swoje „ja”. Przyjmując Chrystusa w Komunii Świętej, przyjmuję Boga, który stał się mały, żeby mnie uczynić wielkim, przyjmuję Wędrowca, który prowadzi mnie do domu Ojca, przyjmuję Słowo, które sprawia, że moje życie jest sensowną opowieścią, a nie bełkotem przypadkowych zdarzeń. „Z Jego pełności wszyscyśmy otrzymali – łaskę po łasce” (J 1, 16). Ta obfitość jest dla mnie.

Kierownik redakcji gdańskiego oddziału "Gościa Niedzielnego". Współtwórca kanału "Inny wymiar"

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
ks. Jan Twardowski

Dlaczego się modlimy?
Jak z Bogiem rozmawiać, a nie tylko do Niego mówić?
Czy powinniśmy „wyrosnąć” z dziecięcego pacierza?

Na temat modlitwy wiele już napisano. Podzielono ją na rozmaite formy, scharakteryzowano wielorakie jej...

Skomentuj artykuł

Bóg „rozbił namiot” pośród nas
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.