Gdy my spieramy się o sposób przyjmowania Komunii, w Afryce trwa ludobójstwo chrześcijan. „W Europie przestaliśmy dostrzegać istotę chrześcijaństwa”

Gdy my spieramy się o sposób przyjmowania Komunii, w Afryce trwa ludobójstwo chrześcijan. „W Europie przestaliśmy dostrzegać istotę chrześcijaństwa”
Fot. Archiwum Macieja Maliszaka

– To klasyczny podział na problemy pierwszego i drugiego świata. Dla jednych problemem jest to, że mają samochód, który nie spełnia ich oczekiwań, dla innych – że nie mają co jeść. Dzisiaj w Polsce i Europie, także w Kościele, spieramy się o wiele spraw. Tymczasem prześladowani chrześcijanie cieszą się, kiedy przyjeżdża do nich kapłan i mogą uczestniczyć w Eucharystii – mówi Maciej Maliszak z organizacji Open Doors, która zajmuje się niesieniem pomocy prześladowanym chrześcijanom. W rozmowie z Piotrem Kosiarskim opowiada sytuacji chrześcijan w Meksyku, Korei Północnej i Afryce Subsacharyjskiej.

„Niedawno rozmawiałem z klaweriankami (Zgromadzenie Sióstr Misjonarek św. Piotra Klawera – przyp. red.). Opowiadały, że ich siostry w Nigerii przed niedzielną Mszą świętą robią rachunek sumienia i proszą się nawzajem o przebaczenie, jeśli mają coś przeciwko sobie. Wiedzą, że udział we Mszy może oznaczać śmierć w zamachu terrorystycznym”. Przeczytaj całą rozmowę:

Piotr Kosiarski: Tworzymy jeden Kościół, a jednak nie zawsze pamiętamy o prześladowanych siostrach i braciach.

Maciej Maliszak: Dziś, przynajmniej na Zachodzie, często zapominamy, że chrześcijaństwo wiąże się z dawaniem świadectwa, a to nierzadko oznacza męczeństwo. Mamy własne problemy, takie jak postępująca sekularyzacja, i w konsekwencji skupiamy się na sobie. Nie pamiętamy, nie wiemy, a czasem nie chcemy wiedzieć, że znaczna część Kościoła – obecnie ponad 380 milionów ludzi w 78 krajach świata – cierpi z powodu wiary w Jezusa.

Dlaczego prześladowany Kościół stał Ci się bliski?

– Przez lata uważałem się za świadomego chrześcijanina. Tymczasem mój kontakt z prześladowanym Kościołem zaczął się dopiero w 2006 roku, od artykułu w „Gazecie Wyborczej”. Przeczytałem wówczas o Abdullahu Rahmanie, chrześcijaninie z Afganistanu, który przeszedł z islamu na katolicyzm i został skazany na śmierć. Wtedy dotarło do mnie, jak niewiele wiem o rzeczywistości Kościoła. Zacząłem szukać informacji o prześladowanych chrześcijanach i tak trafiłem na anglojęzyczną stronę Open Doors. Kiedy zobaczyłem skalę problemu, przeraziło mnie, że wcześniej nic nie wiedziałem o prześladowanym Kościele. Zaskoczyło mnie również to, że media, także katolickie, o nim nie informują.

Dalszy ciąg wywiadu poniżej.

Fot. Archiwum Macieja MaliszakaFot. Archiwum Macieja Maliszaka

DEON.PL POLECA

Meksyk. Prześladowania ze strony karteli narkotykowych, lewicowych partyzantów i grup synkretycznych

Jako Polacy niewiele wiemy o prześladowanym Kościele. Żyjemy w komfortowych warunkach i nie musimy ryzykować życia z powodu wyznawanej wiary. Tymczasem chrześcijanie są mordowani nawet w krajach takich jak Meksyk. Przyznam, że skala tego zjawiska była dla mnie dużym zaskoczeniem.

– W Polsce zjawisko prześladowania chrześcijan wciąż nie jest oczywiste, a takie kraje jak Meksyk czy Kolumbia budzą szczególne zainteresowanie. Warto zwrócić uwagę, że w Meksyku prześladowania dotyczą około 7 procent kraju. Ginie tam wielu katolickich duchownych.

Dlaczego?

– Prześladowania w Meksyku mają trzy główne źródła. Pierwszym są kartele narkotykowe, czyli zorganizowana przestępczość. W wielu regionach państwo nie wypełnia swoich podstawowych funkcji. Księża i duchowni innych wyznań padają ofiarą grup przestępczych, gdy upominają się o przestrzeganie praw człowieka i Dekalogu. Narażają się również wtedy, gdy pracują z młodzieżą: pomagają młodym ludziom unikać uzależnień i chronią ich przed wstąpieniem do karteli.

Drugim źródłem prześladowań są guerillas, czyli lewicowe partyzantki działające głównie na południu kraju, utrzymujące się przede wszystkim z narkobiznesu. Dla tych ugrupowań chrześcijaństwo jest przeciwnikiem ideologicznym i przeszkadza w czerpaniu zysków z narkotyków.

Trzecim źródłem są kulty synkretyczne. Część południowego Meksyku zamieszkuje ludność rdzenna. Występują tam praktyki religijne łączące tradycyjne wierzenia z chrześcijaństwem, w tym praktyki okultystyczne. Osoby, które odmawiają uczestniczenia w tych obrzędach, bywają prześladowane, a nawet zabijane. Skalę zagrożenia potęguje powszechność przemocy.

Dalszy ciąg wywiadu poniżej.

Fot. Archiwum Macieja MaliszakaFot. Archiwum Macieja Maliszaka

Korea Północna. Chrześcijaństwo i kult rodziny Kimów

Niechlubne pierwsze miejsce w Światowym Indeksie Prześladowań, corocznym raporcie opracowywanym przez Open Doors, zajmuje Korea Północna. Mimo niezwykle surowego i opresyjnego systemu chrześcijanie nie tylko trwają tam w wierze w Chrystusa, ale zdarzają się również przypadki nawróceń osób wychowanych w kulcie rodziny Kimów.

– Miałem okazję słuchać ludzi, którzy uciekli z Korei Północnej. Mówili wprost, że traktowali rodzinę Kimów jak bogów: modlili się do Kim Ir Sena, dziękowali mu za posiłek… I nagle odkrywali Boga, który jest dobry. Dostrzegali, że reżim, w którym żyli, opiera się na kłamstwie, przemocy i zbrodni.

Chrześcijaństwo w Korei Północnej trwa, choć w szczątkowej formie. Ktoś usłyszał o Jezusie, ktoś poczuł potrzebę modlitwy… Tymczasem za modlitwę, posiadanie Pisma Świętego czy próbę zorganizowania chrześcijańskiego spotkania grozi tam śmierć albo zesłanie do obozu pracy, który śmiało możemy nazwać obozem zagłady. Nie mówimy nawet o próbie zorganizowania nabożeństwa, a tym bardziej o Mszy świętej, bo księża nie mogą tam działać. Represje obejmują nie tylko osobę, która zdaniem władz dopuściła się wykroczenia, lecz także jej rodzinę – trzy pokolenia. Karany jest więc nie tylko „przestępca”, który się pomodlił, ale również jego dzieci, współmałżonek i rodzice. Według szacunków około 70 tysięcy ludzi przebywa w północnokoreańskich obozach z powodu wiary chrześcijańskiej. A jednak mimo tych represji ludzie wciąż lgną do Chrystusa. To pokazuje, jak bardzo człowiek potrzebuje świadomości, że istnieje ktoś ważniejszy od ludzkiej władzy i sprawiedliwość wykraczająca poza doczesne życie.

Czego uczy Cię świadectwo północnokoreańskich sióstr i braci w wierze?

– Chrześcijaństwo niesie rewolucyjne przesłanie, którego siłę my w Europie przestaliśmy dostrzegać. Wydaje nam się oczywiste, że: „Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne” (J 3, 16). Bóg sam przychodzi, wypełnia wszelką sprawiedliwość i bierze na siebie karę, aby pojednać nas ze sobą. Dla człowieka z Korei Północnej czy kogoś, kto nigdy nie słyszał o chrześcijaństwie, jest to „skandal” Bożego miłosierdzia i dobroci – coś niepojętego, a zarazem przyciągającego. Ten Bóg nie jest jak Kim, który żąda ofiar i bezwzględnego posłuszeństwa. Jest Bogiem, który objawia bezwarunkową miłość. Od prześladowanego Kościoła w Korei Północnej uczę się więc przede wszystkim zachwytu Ewangelią, bo nam ona po prostu spowszedniała. Po drugie – przekonania, że mimo wszystko trzeba ją nieść dalej, bo miłości nie można zachować tylko dla siebie. I po trzecie – tego, że miłość do Ewangelii łączy się z miłością do ludzi. Trzeba nieść im dobro, dzieląc się chlebem i wiarą w Chrystusa.

Ludzie, którzy uciekli przed głodem z Korei Północnej, mówią, że pierwsi umierają dobrzy ludzie wierzący w Chrystusa, bo dzielą się z innymi  jedzeniem, mając go i tak niewiele dla siebie. Chciałbym, żeby takie chrześcijaństwo – oparte na miłości do Boga i ludzi oraz wierności Bożym przykazaniom – było obecne również u nas. Byśmy uczyli się od prześladowanego Kościoła dostrzegać Bożą miłość i na nią odpowiadać.

Dalszy ciąg wywiadu poniżej.

Fot. Archiwum Macieja MaliszakaFot. Archiwum Macieja Maliszaka

Prześladowania wewnątrzchrześcijańskie najbardziej wstydliwą częścią Światowego Indeksu Prześladowań

Najbardziej wstydliwą częścią Światowego Indeksu Prześladowań są według Ciebie prześladowania wewnątrzchrześcijańskie.

– O ile prześladowania ze strony na przykład radykalnych środowisk religijnych, choćby islamistycznych, nie są dla nas zaskoczeniem, o tyle prześladowania, jakie dokonują się wewnątrz wspólnot chrześcijańskich, nie są już tak oczywiste. Dla mnie osobiście to najtrudniejszy temat.

Możesz to rozwinąć?

– Tego rodzaju prześladowania występują w niektórych częściach Etiopii, głównie na wiejskich terenach na południu kraju. Przedstawiciele Etiopskiego Kościoła Ortodoksyjnego prześladują tam chrześcijan innych wyznań, szczególnie ze wspólnot protestanckich i zielonoświątkowych, które prowadzą działalność prozelicką. Choć nie można popierać prozelityzmu, nie wolno też odpowiadać na niego przemocą.

Przeszedłeś drogę od katolicyzmu, przez protestantyzm, aż do ponownego przyjęcia wiary katolickiej. Jak z perspektywy własnych doświadczeń postrzegasz prześladowania wewnątrzchrześcijańskie?

– Nie ma większego skandalu niż krzywdzenie drugiego człowieka w imię Jezusa. To bez wątpienia głęboko rani serce Boga. Ważnym etapem mojego powrotu do Kościoła katolickiego było zrozumienie, jak bardzo Bogu zależy na jedności Kościoła. Uczyłem się tego przede wszystkim z dwóch źródeł.

Pierwszym był prześladowany Kościół. Kiedy chrześcijanie doświadczają prześladowań, choćby ze strony radykalnych islamistów, kluczowe staje się pytanie: czy wierzysz, że Jezus jest Bogiem? Odpowiedź może kosztować życie. Zarazem to pytanie dobitnie weryfikuje, kim Jezus jest dla ciebie: prorokiem, nauczycielem moralnym czy twoim Panem, Bogiem i Zbawicielem. Spotkanie z prześladowanym Kościołem i poznanie skali jego cierpienia pokazały mi, że jako chrześcijanie musimy być zjednoczeni – nie tylko emocjonalnie, lecz także strukturalnie, by móc wspólnie działać i się modlić.

Drugim źródłem była patrystyka. Od lat żyję nauczaniem ojców Kościoła, a oni zawsze prowadzą do jedności.

Dalszy ciąg wywiadu poniżej.

Fot. Archiwum Macieja MaliszakaFot. Archiwum Macieja Maliszaka

Afryka Subsacharyjska. Kościół powinien skupić się na tym rejonie świata

Który region świata – w kontekście prześladowanego Kościoła – jest Ci szczególnie bliski?

– To trochę tak, jakby zapytać, które dziecko kocha się bardziej. Myślę, że najwięcej troski okazujemy tym dzieciom, które najbardziej jej potrzebują.

Dziś na mapie prześladowanego Kościoła szczególne miejsce zajmuje Afryka Subsaharyjska, czyli obszar na południe od Sahary. W Nigerii, Burkina Faso czy Nigrze mamy do czynienia z systematycznym i systemowym ludobójstwem chrześcijan. Ludzie są wypędzani ze swoich domów. W tej części świata ponad 16 milionów chrześcijan to uchodźcy wewnętrzni. W samej Nigerii w ciągu pierwszych ośmiu miesięcy tego roku zamordowano ponad trzy tysiące ludzi, zaatakowano czterysta kościołów i porwano ponad trzy tysiące osób.

Właśnie dlatego na Afryce skupia się dziś w dużej mierze uwaga Open Doors. Myślę, że powinien się na niej skupić również cały świat chrześcijański. Rozgrywają się tam tragedie, ale spotykamy też ludzi dających wielkie świadectwo wiary. Potrzebują oni naszej pomocy, bo cierpią i giną tylko dlatego, że wierzą w Chrystusa.

Dalszy ciąg wywiadu poniżej.

Fot. Archiwum Macieja MaliszakaFot. Archiwum Macieja Maliszaka

DEON.PL POLECA

Gdy przed wyjściem na Mszę świętą, na wszelki wypadek robisz rachunek sumienia

Możesz podać konkretne przykłady trudności, z jakimi zmagają się chrześcijanie w tym rejonie świata?

– Niedawno rozmawiałem z klaweriankami (Zgromadzenie Sióstr Misjonarek św. Piotra Klawera – przyp. red.). Opowiadały, że ich siostry w Nigerii przed niedzielną Mszą świętą robią rachunek sumienia i proszą się nawzajem o przebaczenie, jeśli mają coś przeciwko sobie. Wiedzą, że udział we Mszy może oznaczać śmierć w zamachu terrorystycznym.

Nasi współpracownicy wrócili niedawno z obozu dla uchodźców w Nigerii. Opowiadali o ludziach, którzy nie mają co jeść ani w co się ubrać. Niektórzy mówią wprost, że woleliby umrzeć. Staramy się im pomagać: dostarczamy żywność, namioty i ubrania. Odpowiadamy też na ich prośbę o modlitwę.

Dalszy ciąg wywiadu poniżej.

Fot. Archiwum Macieja MaliszakaFot. Archiwum Macieja Maliszaka

Po pierwsze – informować o losie prześladowanych. Po drugie – modlić się za chrześcijan. Po trzecie – działać i nieść konkretną pomoc

O co przede wszystkim proszą nas prześladowani chrześcijanie?

– Właśnie o modlitwę. W naszej organizacji prowadzimy obecnie projekt Arise Africa, w ramach którego przekazujemy prześladowanym chrześcijanom listy od ludzi z Polski i innych krajów europejskich. Są w nich słowa nadziei i zapewnienia o modlitwie. Kiedy dostarczamy te kartki do obozów, widzimy ludzi, którzy przytulają je do siebie. Zyskują świadomość, że w różnych zakątkach świata mają braci i siostry, którzy o nich pamiętają.

Naprawdę warto dziś skierować wzrok na Afrykę Subsaharyjską. Skala przemocy wydaje się tam wyjątkowa. W Korei Północnej represje również są straszne, ale tamtejszą wspólnotę chrześcijańską szacuje się na maksymalnie około czterystu tysięcy osób i pomoc im jest bardzo utrudniona. W Afryce mówimy o milionach.

Pamiętajmy też, że Kościół rzymskokatolicki rozwija się dziś głównie w Afryce i Azji. Jego środek ciężkości się przesunął. W Europie Kościół słabnie, a jego przyszłości coraz wyraźniej trzeba szukać na Południu.

O co jeszcze proszą nas prześladowani chrześcijanie?

– Często słyszę: „Maćku, opowiedz moją historię i poproś innych o modlitwę”. Zło ma bowiem to do siebie, że chce wymazać ofiarę, pozbawić ją tożsamości. Tymczasem ci ludzie nie chcą być anonimowi. Tak samo jak my, kiedy cierpimy, chcemy opowiedzieć komuś swoją historię, zostać wysłuchani, być zauważeni i otrzymać wsparcie.

W Open Doors przyświeca nam pewna wizja: chcielibyśmy, aby przy każdym prześladowanym chrześcijaninie był przynajmniej jeden chrześcijanin żyjący w wolności, który modli się za niego i go wspiera. Chodzi o to, by człowiek nie czuł się samotny w swoim cierpieniu. Każdy z nas przeżywa trudne chwile i wie, jak ważna jest wtedy obecność przyjaciela. Kogoś, kto przyjdzie, po prostu z nami posiedzi, powie dobre słowo, przygotuje obiad, poświęci nam odrobinę uwagi. Właśnie o to proszą nas prześladowani bracia i siostry. Mówią wprost: „Bądźcie naszymi braćmi, kochajcie nas”.

A co z pomocą materialną?

– Kiedy kochamy drugiego człowieka, zaczynamy dostrzegać jego potrzeby. Jeśli jesteś w obozie dla uchodźców i widzisz, że ktoś nie ma co jeść, wiesz, co powinieneś zrobić – w miarę swoich możliwości chcesz dostarczyć mu żywność. W naszej działalności zawsze staramy się jednak zachować odpowiednie proporcje. Po pierwsze – informować o losie prześladowanych. Po drugie – modlić się za nich. Po trzecie – działać i nieść konkretną pomoc. Jeśli chodzi o tę ostatnią, trudno jednoznacznie powiedzieć, czego prześladowani potrzebują najbardziej. Z ich perspektywy potrzebują właściwie wszystkiego. Kiedy patrzę na uchodźców w Afryce Subsaharyjskiej, widzę ludzi, którzy potrzebują namiotów, żywności, leków i wszystkiego, co jest niezbędne do godnego życia. Potrzebna jest więc szeroko rozumiana pomoc humanitarna. Przy czym, jeszcze raz podkreślam, dla prześladowanych chrześcijan ważne jest nie tylko wsparcie materialne, ale również to, że ktoś z nimi usiadł, porozmawiał, obejrzał zdjęcia ich bliskich, którzy zginęli. Że okazał im miłość i zainteresowanie.

Dalszy ciąg wywiadu poniżej.

Fot. Archiwum Macieja MaliszakaFot. Archiwum Macieja Maliszaka

Dramaty prześladowanych chrześcijan

W Polsce spieramy się na przykład o sposób przyjmowania Komunii Świętej. Jak, Twoim zdaniem, nasze wewnątrzkościelne dyskusje mają się do dramatycznych doświadczeń prześladowanych chrześcijan?

– To klasyczny podział na problemy pierwszego i drugiego świata. Dla jednych problemem jest to, że mają samochód, który nie spełnia ich oczekiwań, dla innych – że nie mają co jeść. Dzisiaj w Polsce i Europie, także w Kościele, spieramy się o wiele spraw. Tymczasem prześladowani chrześcijanie cieszą się, kiedy przyjeżdża do nich kapłan i mogą uczestniczyć w Eucharystii.

Być może niedługo, również z powodu malejącej liczby powołań, znajdziemy się w podobnej sytuacji. Także dla nas możliwość przystąpienia do spowiedzi czy przyjęcia Eucharystii może stać się czymś wyjątkowym. Wtedy bardziej docenimy to, że dziś mamy tak wiele na wyciągnięcie ręki.

Osobiście, uczestnicząc w Eucharystii w różnych wspólnotach parafialnych, zawsze przyjmuję Komunię Świętą tak, jak robi to większość wiernych w danej wspólnocie. Nie widzę w tym żadnego problemu. Sposób, w jaki przyjmujemy Ciało Chrystusa, nie przynosi Panu Jezusowi ujmy. Problem pojawia się jednak wtedy, gdy przystępuję do Komunii Świętej, a jednocześnie gardzę bratem lub siostrą, którzy przyjmują ją inaczej niż ja. Wówczas coś jest nie tak z moim chrześcijaństwem.

Dalszy ciąg wywiadu poniżej.

Historia Susan

Czyją historię szczególnie zapamiętałeś?

– Spotkałem kiedyś dziewczynę z Republiki Środkowoafrykańskiej. Miała na imię Susan. Poznaliśmy się w jednym z obozów dla uchodźców, we wspólnocie, która współpracuje z Open Doors. Susan opowiadała, że wcześniej była szczęśliwą mężatką. Kochała swojego męża, razem uprawiali niewielkie pole, a w niedziele chodzili do kościoła. Jak mówiła, żyli skromnie, ale byli szczęśliwi, bo mieli siebie.

Wszystko zmieniło się, gdy w jej kraju wybuchła rebelia skrajnie islamistycznej grupy zbrojnej. Jej bojownicy przemieszczali się z północy na południe, paląc kolejne wioski. Susan miała nadzieję, że nie dotrą do jej miejscowości. Niestety, dotarli. Zamordowali jej męża, ponieważ był chrześcijaninem, a ją samą uprowadzili do buszu. Była tam wielokrotnie krzywdzona. W wyniku przemocy seksualnej, której była ofiarą zaszła w ciążę, a kiedy udało jej się uciec, była już bliska porodu. Trafiła do rodzinnej wioski, do swoich rodziców. Zamiast jednak otrzymać pomoc i wsparcie, została stamtąd wypędzona. Potraktowano ją jak grzesznicę. Ostatecznie znalazła schronienie we wspólnocie współpracującej z Open Doors, w której rozpoczęła terapię traumy.Otrzymała też niewielki pokój i urodziła synka. Jak sama opowiadała, nienawidziła swojego życia, ludzi, którzy ją skrzywdzili, morderców jej męża, a nawet własnego dziecka. Mówiła, że najtrudniejszym dniem tygodnia była dla niej niedziela. Kiedy podczas Mszy świętej przychodził moment modlitwy „Ojcze nasz”, nie była w stanie wypowiedzieć słów: „I odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom”. Powiedziałą mi: „Maćku, to nie jest jakiś wierszyk. To modlitwa. Te słowa kierujesz do Boga”. Wspominała, że za każdym razem, gdy dochodziła do tego fragmentu, wybiegała z kościoła. Mówiła, że w jej sercu było tyle nienawiści, że gdyby miała taką moc jak Bóg, pozabijałaby wszystkich, którzy ją skrzywdzili i zamordowali jej męża. I chciałaby, żeby umierali długo.

Pewnej niedzieli znów wybiegła z kościoła i zamknęła się w swoim pokoju. Jej synek, którego wciąż nie potrafiła pokochać, płakał, nie rozumiejąc, co się dzieje. Susan opowiadała, że uklękła wtedy przy łóżku i zaczęła się modlić: „Panie Jezu, nie jestem w stanie przebaczyć. Ale Ty na krzyżu przebaczyłeś nawet swoim oprawcom. Proszę, przeprowadź mnie przez to”. Właśnie wtedy rozpoczął się w niej proces uwolnienia. Zrozumiała, że przebaczenie nie jest czymś, co robi się dla oprawców, ale czymś, co pozwala uwolnić samego siebie. Dzięki niemu nie musi się żyć przeszłością, lecz można zacząć budować teraźniejszość i przyszłość. Pomogliśmy Susan stanąć na nogi. Dziś prowadzi niewielką działalność gospodarczą i jest w stanie samodzielnie utrzymać siebie oraz swoje dziecko.

Podobne historie można usłyszeć od wielu kobiet w Afryce Subsaharyjskiej. Przemoc seksualna, której padają ofiarą, osiąga tam niewyobrażalną skalę.

***

W dniach 13–14 listopada w hali Expo w Łodzi odbędą się tegoroczne Dni Open Doors. Wydarzenie będzie okazją do osobistego spotkania z chrześcijanami, którzy doświadczyli prześladowań z powodu swojej wiary. Pierwszy dzień będzie skierowany do młodzieży, natomiast drugi – do wszystkich zainteresowanych, w tym całych rodzin. Organizatorzy przygotowali również specjalny program dla dzieci.

Więcej informacji na temat wydarzenia można znaleźć na stronie.

Istnieje także możliwość zaproszenia prelegenta Open Doors do parafii lub wspólnoty. Takie spotkanie to okazja do poznania sytuacji prześladowanych chrześcijan i wysłuchania ich świadectw.

W sprawie zaproszenia prelegenta można skontaktować się z Maciejem Maliszakiem:

Telefonicznie: 579 078 797
Mailowo: maciej.maliszak@opendoors.pl
Za pośrednictwem formularza na stronie Open Doors Polska

Dziękuję, że przeczytałeś/przeczytałaś ten wywiad do końca. Sięgnij po więcej moich artykułów, odwiedź mojego bloga lub kup książkę, którą napisałem.

Piotr Kosiarski - dziennikarz, podróżnik, bloger i obserwator świata. Laureat Pierwszej Nagrody im. Stefana Żeromskiego w 30. edycji Konkursu Nagrody SDP przyznawanej za publikacje o tematyce społecznej. Autor książki "Bóg odrzuconych. Rozmowy o Kościele, wykluczeniu i pokonywaniu barier". Od 10 lat redaktor DEON.pl. Interesuje się historią, psychologią i duchowością. Lubi wędrować po górach i szukać wokół śladów obecności Boga. Prowadzi autorskiego bloga Mapa bezdroży. Można go śledzić na Instagramie.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Gdy my spieramy się o sposób przyjmowania Komunii, w Afryce trwa ludobójstwo chrześcijan. „W Europie przestaliśmy dostrzegać istotę chrześcijaństwa”
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.