Jak nadać sens przeciwnościom? Jest tylko jeden sposób

Jak nadać sens przeciwnościom? Jest tylko jeden sposób
fot. Depositphotos
Logo źródła: w drodze Jeff Cavins

"W naszej kulturze szczęście zazwyczaj utożsamiamy z uczuciami. Twierdzimy, że odbierają nam je przeciwności. Tymczasem problemy nie stoją na drodze do prawdziwego życia; przeciwnie, są okazją do tego, aby uczyć się żyć naprawdę i odkrywać, że nieodłączną częścią prawdziwego życia jest prawdziwa miłość" - pisze Jeff Cavins w nowej książce wydawnictwa W drodze.

Zastanów się, jak wyglądałoby twoje życie według idealnego scenariusza. Prawdopodobnie wyobrażałeś je sobie już jako dziecko. Wprawdzie z czasem niezbędne elementy tego doskonałego życia, czyli twoje zajęcia, relacje z ludźmi i otaczające cię przedmioty, ulegały zmianom, ale pewnie nadal jesteś w stanie opisać ten świat ze swoich marzeń.

A jak zaplanowałbyś najlepszy dzień w swoim życiu? Sądzę, że z łatwością mógłbyś wymienić wszystko, co złożyłoby się na taki dzień. Chyba wszyscy mamy taką wizję. Na przykład mój wymarzony dzień zaczyna się wczesnym rankiem. Budzę się wyspany, idę do pobliskiej kawiarenki, zamawiam pyszną kawę i czytam fragment Ewangelii. Później wpadam z wizytą do innych amatorów porannej kawy, słuchamy razem muzyki, po czym wracam do domu, gdzie moje dzieci nadal śpią. Następnie koszę trawnik, albo raczej jadę na przejażdżkę harleyem po mojej pięknej okolicy (mieszkam w stanie Minnesota, zwanym Krainą Dziesięciu Tysięcy Jezior). Twój idealny scenariusz na pewno wyglądałby zupełnie inaczej, ale budziłby podobne odczucia. Spójrzmy więc na to, co tworzy doskonały dzień i doskonałe życie.

Życie idealne

Idealne życie jest wygodne. Wszyscy pragniemy żyć w komforcie i doświadczać spełnienia, radości i spokoju. Chcemy wskoczyć w każdy dzień jak w ulubione dżinsy.

Idealne życie nas nie zaskakuje. Wiemy dokładnie, jak wygląda każdy dzień - żadnych niespodzianek. Toczy się tak, jak go zaplanowaliśmy dnia poprzedniego.

W idealnym życiu zajmujemy się tylko tym, co nas pasjonuje. Czytamy, spacerujemy, jeździmy na motocyklu, rzeźbimy w drewnie, dbamy o ogród. Robimy to, co robilibyśmy w wolnym czasie.

W idealnym życiu wykorzystujemy nasze talenty. Odnosimy sukcesy jako muzycy, artyści, pisarze, mówcy, biznesmeni. Rozkwitamy, robiąc to, do czego jesteśmy stworzeni.

W idealnym życiu ludzie nas podziwiają. Dostrzegają naszą wartość i doceniają nasze dokonania, dzięki czemu czujemy się spełnieni.

W idealnym życiu nie ma bólu. Przecież nikt nie lubi cierpienia. Chcemy każdego dnia cieszyć się zdrowiem i korzystać z przyjemności. W planie idealnego dnia nie ma miejsca na poparzenie słoneczne, ból kręgosłupa czy koszmarną migrenę.

W idealnym życiu osiągamy sukcesy, doprowadzamy do końca swoje zadania i projekty, realizujemy cele. Martwimy się tylko o to, że na półkach nie ma już miejsca na kolejne nagrody, statuetki i medale.

W idealnym życiu zaspokojone są wszystkie nasze podstawowe potrzeby. Odpoczywamy, odżywiamy się, wszechstronnie rozwijamy. Mamy pieniądze na koncie. Mamy jedzenie w lodówce. Mamy wspaniały związek. Życie na medal!

W idealnym życiu jest tylko jeden problem - rzeczywistość. Trzeba się obudzić i skonfrontować z rzeczywistością, która krok po kroku zmienia nasz doskonały scenariusz w to życie, które mamy. Nasze prawdziwe życie. Przyjrzyjmy się, na czym polegają różnice między nimi.

Życie w realu

Prawdziwe życie nie jest wygodne. Odczuwamy dyskomfort z wielu powodów. Dopada nas bezsenność, ponieważ przejmujemy się tym, co przyniesie kolejny dzień.

Prawdziwe życie zaskakuje. Często wydarza się coś, czego nie przewidzieliśmy. Nagłe zmiany planu, niespodziewane maile, nieoczekiwane wiadomości, telefony, dzieci… Wkraczają w naszą rzeczywistość jak nieproszeni goście.

Prawdziwe życie nie jest pasjonujące. Nagle się okazuje, że musisz iść na konkurs tańca, w którym bierze udział twoja córka. Będziesz tam przez pięć godzin, choć jej występ potrwa zaledwie trzy minuty. A tak chciałeś iść na ryby z kolegami.

W prawdziwym życiu musimy zajmować się wieloma rzeczami, które nas kompletnie nie interesują (od wypełniania deklaracji podatkowych do nudnych zadań w pracy).

W prawdziwym życiu nie wykorzystujemy wszystkich swoich możliwości. Przytłaczają nas obowiązki, wiele rzeczy robimy wbrew sobie. Na przykład chcesz zaszaleć w kuchni, bo masz dryg do gotowania, a tu nagle twoje dziecko prosi cię, żebyś naprawił mu rower, choć akurat do tego masz dwie lewe ręce.

W prawdziwym życiu ludzie nas nie podziwiają. Nie mamy żadnej gwarancji, że ktokolwiek nas doceni czy dostrzeże naszą wartość. Często nikt nie zauważa dobra, które czynimy. Prawdziwemu życiu towarzyszy cierpienie. Podchodzisz do samochodu, potykasz się i przewracasz, łamiąc rękę. Nagle ból wkracza w twój dzień i towarzyszy przez kolejne tygodnie, aż zdejmą ci gips i kość się zrośnie.

W prawdziwym życiu nie ma poczucia spełnienia. Wspieramy nasze rodziny, chodzimy do pracy, a jednak pod koniec dnia nie czujemy, że cokolwiek osiągnęliśmy. Wręcz przeciwnie - mamy mnóstwo zaległości. Skrzynka mailowa pęka w szwach, a trawnik tęskni za kosiarką.

W prawdziwym życiu wiele naszych potrzeb jest niezaspokojonych. Zdarza się, że w pośpiechu nie zdążymy zjeść śniadania. Czasem pod koniec miesiąca nie stać nas na zapłacenie rachunków.

Trudnymi sytuacjami żywią się również media. W wiadomościach częściej słyszymy o ludzkim cierpieniu niż o sukcesach, tak jakby to właśnie ono było rzeczywistością, która nagle wdziera się w nasz idealny plan. Kogoś okradziono, popełniono gwałt, na mecie wyścigu wybuchła bomba, jakieś miasto zostało zniszczone przez tornado. A przecież te tragedie, o których rozmawiamy podczas przerwy w pracy, nie miały prawa się wydarzyć! Nikt ich nie przewidział, nikt się ich nie spodziewał. Dlatego cierpienie dobrze się sprzedaje w mediach - jest nieoczekiwane, niezasłużone i niezwykłe. Krótko mówiąc, dla dziennikarzy złe wieści to dobre wieści. Gdy następuje zderzenie prawdziwego życia z doskonałym scenariuszem, nasza reakcja może być ostra i mało chrześcijańska. Często myślimy, że jako Amerykanie zasługujemy na to, aby mieć idealne życie. Jest w nas głęboko zakorzenione przekonanie, że mamy prawo do "dobrego życia". Gdy dopada nas rzeczywistość, znieczulamy się na różne sposoby: bierzemy środki uspokajające, poświęcamy się całkowicie swoim hobby, pogrążamy w ulubionej lekturze. Czasem winę za swoje niepowodzenia zrzucamy na innych.

Życie na sto procent w obliczu przeciwności

A gdyby się okazało, że możesz żyć pełnią życia? Czy chciałbyś się nauczyć, jak sobie radzić w sytuacjach, gdy rzeczywistość zderza się z perfekcyjnie obmyślonym scenariuszem? Chciałbyś się dowiedzieć, w jaki sposób zmienić prawdziwe życie w to z twoich marzeń? Jak można wykorzystać prawdziwe życie jako okazję do tego, by upodabniać się do Chrystu-sa, doświadczając radości, pokoju i spełnienia, dając dobry przykład swoim dzieciom i wnukom?

Najpierw trzeba przyznać, że prawdziwe życie wiąże się z cierpieniem. Może w tym momencie myślisz sobie: "Ale zaraz, przecież nie mam raka, mam pracę, ładny dom, dobre małżeństwo… Jedno z dzieci wprawdzie ma problemy, ale generalnie jest OK".

Jeśli zdobędziesz się na szczerość wobec siebie i spojrzysz na swoje życie z innej perspektywy, prawdopodobnie odkryjesz, że pewną jego część można by określić jako łagodne, ale jednak cierpienie. Może nie jesteś zadowolony z pracy lub sytuacja w domu odbiega od ideału. Nasze codzienne (czyli prawdziwe) życie może ulec prawdziwej przemianie, niezależnie od tego, czy doświadczamy ogromnego bólu, czy też lekkiej frustracji. Gdy codzienność staje się uciążliwa, gdy nas zaskakuje, gdy odczuwamy słabość i pustkę, właśnie w tych obszarach mamy okazję, aby upodabniać się do Chrystusa. Tajemnica cierpienia polega na tym, że z tej słabości i pustki, z tego życia dalekiego od ideału mogą wypłynąć dla nas niesamowite łaski. Chrystus jest kluczem do przemiany cierpienia w szczęście, które przekracza wszelkie wyobrażenie. Przemiana życia, które odbiega od ideału, w prawdziwe życie to jedna z tajemnic, którą On chce ci przekazać. Gdy ją odkryjesz i zaczniesz nią żyć, ludzie wokół ciebie też będą chcieli się dowiedzieć, na czym ona polega. Trudne chwile mogą więc stać się sposobnością nie tylko do wzrastania w Chrystusie, ale także do wspierania innych, którzy zmagają się z wizją idealnego życia. To prawdziwe życie, a nie jego namiastka w cyberprzestrzeni, jest okazją, aby kochać i naśladować Chrystusa w tym świecie. Czasami zapominamy o tym, że chrześcijaństwo wzywa nas do życia według tego, co napisał św. Paweł w Liście do Galatów: "Żyję więc już nie ja, ale żyje we mnie Chrystus. A jeśli żyję teraz na świecie, to żyję dzięki wierze w Syna Bożego, który umiłował mnie i samego siebie wydał za mnie" (Ga 2,20)4. Krzyż Chrystusa jest najdoskonalszym wyrazem miłości. Wszystko to, co nie mieści się w twoim wyobrażeniu idealnego życia, można przemienić na podobieństwo Chrystusa. Niestety bardzo często odrzucamy okazje, aby zwrócić się do Niego i doświadczyć przemiany. Nie wykorzystujemy sposobności, by umrzeć dla siebie i pozwolić Chrystusowi napełnić naszą codzienność Bożym światłem.

Upodabnianie się do Chrystusa

Skoro śmierć Jezusa na krzyżu jest najpełniejszym wyrazem miłości, musimy zadać sobie pytanie, z czym wiąże się prawdziwa miłość. W naszej kulturze szczęście zazwyczaj utożsamiamy z uczuciami. Twierdzimy, że odbierają nam je przeciwności. Tymczasem problemy nie stoją na drodze do prawdziwego życia; przeciwnie, są okazją do tego, aby uczyć się żyć naprawdę i odkrywać, że nieodłączną częścią prawdziwego życia jest prawdziwa miłość. A ona czasem przynosi ból. Gdy to zrozumiemy, przestaniemy traktować nasze problemy jak coś, z czym musimy się uporać, zanim zabierzemy się do tego, czym naprawdę chcemy się zajmować. Gorsze dni i słabości innych ludzi nie będą już dla nas przeszkodami na drodze do pełni życia.

Nasze cierpienie możemy pojąć tak naprawdę tylko poprzez zrozumienie cierpienia Chrystusa, który powiedział w Ewangelii św. Jana: "Nie ma większej miłości nad tę, gdy ktoś poświęca swoje życie za przyjaciół" (J 15,13). To nie jest obietnica wygodnego, przewidywalnego i spełnionego życia. A przecież większość z nas nie ma specjalnej ochoty na to, aby się do tego stopnia poświęcać.

Nasze cierpienie możemy pojąć tak naprawdę tylko poprzez zrozumienie cierpienia Chrystusa.

Dziś niemal każdy wyznaje jakąś religię, nawet jeśli się do tego nie przyznaje, i wierzy, że w jego codzienności właśnie ona się sprawdza. W wielu popularnych programach telewizyjnych i książkach króluje filozofia życia według własnych zasad, która zdaniem ich autorów doskonale zdaje egzamin. W rozmowach z rodziną, przyjaciółmi i znajomymi często słyszymy, jak z dumą opowiadają, że znaleźli klucze do szczęścia.

Jednak w obliczu przeciwności okazuje się, że tymi kluczami nie są w stanie otworzyć żadnych drzwi. Owszem, wiedzą, jak osiągnąć sukces i stać się najlepszą wersją siebie, ale w konfrontacji z cierpieniem życie nadal jest dla nich tajemnicą. Nie potrafią poradzić sobie z bólem. W najlepszym wypadku pozostaje im więc życie "na pół gwizdka". Jak napisał arcybiskup Charles Chaput: "Jezus Chrystus powiedział, że prawda nas wyzwoli. Nie zapowiedział jednak, że będziemy radzi, a nasze życie pozbawione będzie wszelkich niejasności".

 

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
Jeff Cavins

Ta książka nie jest tanim pocieszaczem, a realnym towarzyszem w trudnych momentach życia. Jeff Cavins sięga do korzeni cierpienia opisanego w Biblii, która jest źródłem inspiracji do tego, jak z pokorą, nadzieją i ufnością przyjmować...

Skomentuj artykuł

Jak nadać sens przeciwnościom? Jest tylko jeden sposób
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.