Oczekujemy Twego przyjścia w chwale!

Oczekujemy Twego przyjścia w chwale!
Fot. Marcos Paulo Prado / unsplash.com

Wciąż przyłapuję się na tym, że Wniebowstąpienie odbieram jako smutne wydarzenie – pożegnanie z Jezusem: „A kiedy ich błogosławił, rozstał się z nimi i został uniesiony do nieba” (Łk 24,51). Naprawdę dramatycznie to brzmi: rozstał się z nimi. Po euforii wywołanej Zmartwychwstaniem i po czterdziestu dniach doświadczania chrystofanii, czyli spotkań ze Zwycięzcą Śmierci, w których Pan wzmacniał wiarę uczniów, nadszedł dla Apostołów moment rozstania z Mistrzem, któremu towarzyszyli przez kilka lat, którego stracili i odzyskali na nowo, by teraz znów Go stracić, ale już bezpowrotnie.

Uczniowie po raz ostatni widzą Jezusa w Jego cielesnej postaci… Nie dziwi więc fakt, że uporczywie wpatrują się w niebo, w ten jeden ostatni punkt, gdzie jeszcze ich oczy były w stanie Go dostrzec. Co innego daje jednak dużo do myślenia: „Oni zaś oddali Mu pokłon i z wielką radością wrócili do Jerozolimy, gdzie stale przebywali w świątyni, wielbiąc i błogosławiąc Boga” (Łk 24,52-53). Naprawdę? Z radością? Wielbiąc i błogosławiąc Boga? Za co? Za to, że teraz Jezus zostawił ich na pastwę losu? Za to, że posłał ich między wilki na pożarcie? Po co zmartwychwstawał, skoro teraz muszą sobie radzić sami? Próbowałem nieraz postawić się w ich sytuacji, wczuć się w całe to wydarzenie… Zadawałem sobie wtedy pytania, co czuję i co myślę, kiedy Jezus na moich oczach wstępuje do nieba? Czy cieszę się, tak jak Apostołowie, czy jednak odczuwam tęsknotę za Jezusem? O czym myślę, kiedy już Go nie widzę?

Takie i podobne im pytania wynikają zwyczajnie z emocji związanych z ostatecznym rozstaniem z Przyjacielem. Uczniowie musieli jednak mieć ogromną wiarę i zaufanie wobec Jezusa, a to otwierało ich serca na przyjęcie tego, co do nich powiedział: „Duch Święty zstąpi na was, otrzymacie Jego moc i będziecie moimi świadkami w Jerozolimie i w całej Judei, i w Samarii, i aż po krańce ziemi” (Dz 1,8). Od tej chwili oczekują spełnienia obietnicy Zesłania Ducha Świętego. Z wytęsknieniem wypatrują Jego mocy, która uzdolni ich do głoszenia Ewangelii bez względu na granice państw i mocarstw, nie oglądając się na różnice kulturowe i etniczne. Mają dotrzeć aż na krańce znanego im świata – wierzą Jezusowi, że jest to możliwe, chociaż pewnie w tamtym momencie wydawało się im to bardzo odległe.

Ich wiara oparta jest jednak na wcześniejszym wydarzeniu. Nie po raz pierwszy tracą przecież Jezusa. Już raz śmierć im Go zabrała. Ale jednak wrócił żywy – pokonał moc śmierci, która wydawała się być niezwyciężona. Zapowiadał to, choć nie potrafili tego zrozumieć i przyjąć do wiadomości. Dlatego Jezus przypomina im fakty: „Tak jest napisane: Mesjasz będzie cierpiał i trzeciego dnia zmartwychwstanie; w imię Jego głoszone będzie nawrócenie i odpuszczenie grzechów wszystkim narodom, począwszy od Jerozolimy. Wy jesteście świadkami tego” (Łk 24,46-48). Widzieli to wszystko. Doświadczyli spełnienia się w Jezusie starotestamentalnych zapowiedzi. Skoro wtedy Mistrz z Nazaretu dotrzymał słowa, że wróci zwycięski z grobu, to nie ma podstaw, by nie uwierzyć Mu i tym razem, kiedy mówi: „Oto Ja ześlę na was obietnicę mojego Ojca. Wy zaś pozostańcie w mieście, aż będziecie uzbrojeni mocą z wysoka” (Łk 24,49).

Jest pewien element pojawiający się w scenie Wniebowstąpienia Pańskiego, który tłumaczy i uzasadnia wiarę uczniów oraz ich radość i uwielbienie wobec Boga: „(…) obłok zabrał Go im sprzed oczu” (Dz 1,9). Dla ludzi Starego Testamentu, a przecież uczniowie byli Żydami wychowanymi w kulturze biblijnej, obłok symbolizował obecność Boga, Jego moc i opiekę oraz przypominał o przymierzu zawartym z Narodem Wybranym. Dlatego zastygli w miejscu, mając oczy utkwione w górze. Z tego mistycznego uniesienia wyrywa ich pytanie: „Mężowie z Galilei, dlaczego stoicie i wpatrujecie się w niebo? Ten Jezus, wzięty od was do nieba, przyjdzie tak samo, jak widzieliście Go wstępującego do nieba” (Dz 1,11). Widzieliście chwałę Pana, teraz bądźcie tego świadkami! On przyjdzie! Jako Jego Ciało, Kościół, zostajecie tutaj na ziemi jako Nowy Naród Wybrany, który jest ludem oczekującym paruzji.

Autor Listu do Hebrajczyków przypomina nam dzisiaj: „Chrystus raz jeden był ofiarowany dla zgładzenia grzechów wielu, drugi raz ukaże się nie w związku z grzechem, lecz dla zbawienia tych, którzy Go oczekują” (Hbr 9,28). Wiara w powtórne przyjście Chrystusa na końcu czasów jest istotnym rysem chrześcijaństwa. Dlatego podczas Mszy Świętej, tuż po przeistoczeniu, tuż po tym jak Chrystus zaistniał fizycznie w eucharystycznym zgromadzeniu w swoim Ciele i w swojej Krwi, mówimy w aklamacji, że „oczekujemy Twego [Chryste] przyjścia w chwale”. Lub w innej formie zdecydowanie podkreślamy, że „Chrystus powróci”.

Spodziewanie się paruzji nadaje ludzkiemu życiu sens, wskazuje człowiekowi cel jego działań i wlewa w serce nadzieję: „Mamy więc, bracia, pewność, iż wejdziemy do Miejsca Świętego przez krew Jezusa. On nam zapoczątkował drogę nową i żywą, przez zasłonę, to jest przez ciało swoje. (…) Trzymajmy się niewzruszenie nadziei, którą wyznajemy, bo godny jest zaufania Ten, który dał obietnicę” (Hbr 10,19-20.23). Wiele jest w naszej wierze „obłoków” i „zasłon”, które skrywają Tajemnicę, nie pozwalając człowiekowi zawładnąć Bogiem poprzez poznanie Go na wylot. Ma to nas jednak intrygować i pociągać, bo wiąże się z obietnicą złożoną przez „godnego zaufania”, że Tajemnica Boga kiedyś zostanie odsłonięta i stanie się dla nas źródłem wiecznej radości.

Wraz z Wniebowstąpieniem Jezusa skończył się dla Apostołów etap, który był głównie czasem słuchania i doświadczania paschalnych misteriów wiary: „Pierwszą książkę napisałem, Teofilu, o wszystkim, co Jezus czynił i nauczał od początku aż do dnia, w którym udzielił przez Ducha Świętego poleceń Apostołom, których sobie wybrał, a potem został wzięty do nieba” (Dz 1,1-2). Jezus udziela poleceń, ale też daje uczniom moc, by potrafili je wypełnić. Widać to potem w ich działalności misyjnej, która możliwa była tylko dzięki niezachwianemu przekonaniu, że choć fizycznie nie ma z nimi już Nauczyciela, to przez Ducha Świętego uzdalnia ich do dawania świadectwa. Wiedzą, że mogą działać tylko dzięki Jego potędze: „Wy zaś pozostańcie w mieście, aż będziecie uzbrojeni mocą z wysoka” (Łk 24,49).

Dla Kościoła wraz z Wniebowstąpieniem Pańskim zaczął się natomiast etap rozeznawania i interpretowania Ewangelii. Jak pokazuje historia, dość szybko nastąpiły pierwsze podziały wśród chrześcijan spierających się o to, kim właściwie był Jezus Chrystus, co tak naprawdę miał na myśli i co powiedziałby konkretnym osobom w danym miejscu i czasie. Dlatego tak ważne jest, byśmy jako Kościół przyzywali Ducha Świętego, prosząc o światło dla rozpoznania właściwej drogi. Mamy Go przyzywać nie dlatego, że „fruwa” sobie gdzieś poza Kościołem, ale po to, żebyśmy opanowali własną pychę podpowiadającą nam, że sami damy sobie radę, i otworzyli serca na Jego mądrość przychodzącą w Słowie i sakramentach.

Kapłan archidiecezji gdańskiej. Student teologii dogmatycznej na Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie. Współtwórca kanałów "Inny wymiar" i "KatOlizator".

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
Brant Pitre

Życie i śmierć Chrystusa widziane w świetle
Pisma Świętego i żydowskiej tradycji
to najwspanialsza historia miłosna,
jaką kiedykolwiek opowiedziano!

Brant Pitre odkrywa przed czytelnikiem tajemnice najbardziej znanego symbolu wiary chrześcijańskiej, jakim jest...

Skomentuj artykuł

Oczekujemy Twego przyjścia w chwale!
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.