Ja i moje dziecko nie powinniśmy żyć [ŚWIADECTWO]

Ja i moje dziecko nie powinniśmy żyć [ŚWIADECTWO]
fot. Isaac Quesada / YouTube
5 miesięcy temu
Świadectwo anonimowe

Stał się cud. Dla lekarzy w szpitalu - światłych ludzi nauki, mierzących świat "szkiełkiem i okiem" - fakt ten był nie do przyjęcia.

Moja historia to cztery lata starań o ciążę, w tym dwa poronienia, drogie leczenie ze szczegółową diagnostyką.

Wciąż nie wychodziło; nadzieja przeplatała się z okresami zwątpienia. Przy okazji takich momentów i chęci rezygnacji zawsze zdarzało się coś, co znowu naprowadzało mnie na ścieżkę starań. Raz był to bilbord z napisem "Zawsze warto", zauważony chwilę po tym, jak powiedziałam mężowi, że już chyba nie będziemy starać się o koleją ciążę. Innym razem, przed przejściem dla pieszych, podeszła do mnie nieznajoma młoda dziewczyna, uśmiechnęła się i powiedziała: "Bóg ma dla ciebie wyjątkowy plan". W Sylwestra 2019 roku pojechaliśmy z mężem i starszą córką do Gdańska Matemblewo, do Sanktuarium Matki Boskiej Brzemiennej, gdzie modliliśmy się w intencji poczęcia kolejnego dziecka. Miesiąc później okazało się, że jestem w ciąży.

Pierwsze miesiące były przepełnione lękiem o utrzymanie ciąży. Ze względu na wiek skierowano mnie na badania prenatalne. Badania wyszły źle, przezierność karkowa 2,6 (norma na etapie badania to 1,9) i brak możliwości określenia, czy płód ma kość nosową. Brak kości nosowej oznacza zespół Downa lub inne choroby genetyczne. Skierowano mnie na amniopunkcję w kierunku zweryfikowania zespołu Downa i innych wad genetycznych płodu. Nie zdecydowałam się na te inwazyjne badanie, bo mogłoby spowodować poronienie.

Usłyszałam o Nowennie Pompejańskiej i zaczęłam ją odmawiać w intencji urodzenia zdrowego dziecka. Na kolejnych badaniach USG nadal nie było widać, czy kość nosowa jest. Po półtorej miesiąca na badaniu połówkowym lekarz stwierdził obecność kości nosowej. Szczęście niezmierne. Dziękowałam Maryi za tę łaskę.

Kolejne miesiące nie były wolne od problemów. W 25. tygodniu ciąży zaczął się poród, trafiłam do szpitala. Poród zatrzymano, ale do końca ciąży otrzymałam zalecenie leżenia. Znowu sięgnęłam po Nowennę Pompejańską w intencji urodzenia zdrowego dziecka i planowy poród.

W międzyczasie pogorszyły się moje problemy z glikemią. Lekarz immunolog stwierdził cukrzycę ciążową, skierował mnie do poradni diabetologicznej, nalegał na szybkie rozpoczęcie leczenia, a w przypadku gdybym się nie dostała szybko do poradni, wypisał receptę na insulinę i zalecił przyjmowanie na początek 2 jednostek na noc. W obawie, że wysoki cukier mógłby zaszkodzić dziecku, przyjęłam jak najszybciej insulinę - prawie 2 ml insuliny na noc. Następnego dnia okazało się, że jednak nie muszę czekać tygodnia i że mogę zostać od razu przyjęta w poradni diabetologicznej. W poradni pokazałam zalecenia immunologa i powiedziałam, że już zaczęłam przyjmować insulinę - zgodnie z zaleceniami immunologa na zeszłą noc przyjęłam prawie 2 ml, miałam przyjąć 2 ml, ale to tak dużo do wstrzyknięcia, że przyjęłam niecałe 2 ml. Lekarz diabetolog zbladła, zaczęła mnie oglądać, badać. Wyjaśniła, że miałam podać sobie 2 jednostki, a podałam 1,5 ml, w których jest 150 jednostek i że od takiej dawki powinnam nie żyć ja i dziecko. Okazało się, że na recepcie był zastrzyk z igłą, a nie było specjalistycznego aplikatora do podawania odpowiedniej liczby jednostek. Podałam sobie insulinę zastrzykiem z igłą, bez odpowiedniego aplikatura, umożliwiającego podanie 2 jednostek z całej dużej strzykawki zawierającej 200 jednostek. Glukozę na czczo miewałam 110-117, a po pierwszym podaniu insuliny 104. Od razu zostałam skierowana do szpitala, gdzie kolejni lekarze, stwierdzali, że to niemożliwe, żebym przeżyła podanie takiej jednorazowej dawki insuliny i to jeszcze bez jakichkolwiek objawów. Następnej nocy glukoza spadała lekko poniżej wcześniejszych pomiarów: do 90, 81, minimalnie do 66. Kolejnego dnia jej poziomy wróciły do poziomów sprzed feralnego podania insuliny.

Stał się cud. Dla lekarzy w szpitalu - światłych ludzi nauki, mierzących świat "szkiełkiem i okiem" fakt ten był nie do przyjęcia. Najpierw niedowierzali, następnie kpili ze mnie, po czym powiedzieli, że nie przyjęłam takiej dawki insuliny. Ja wiem jednak, co i w jakiej ilości sobie podałam.

Od 25 tygodnia do 38 tygodnia ciąży leżałam, starając się jak najdłużej "przechować" moje dzieciątko, aby dać mu największą szansę - najpierw na przeżycie, następnie na jak najlepszy start. W 38 tygodniu ciąży urodziło się moje dzieciątko - zdrowe.

Dziękuję Ci Maryjo za wstawiennictwo i piękny dar macierzyństwa.

***

Jeśli przeżyłeś/przeżyłaś/przeżyliście coś podobnego, poniższy formularz jest od tego, aby się tym podzielić. Niech również Twoje/Wasze świadectwo stanie się tym, co utwierdzi wiarę innych!

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
Bogna Paszkiewicz
2,90 zł

Ktokolwiek pragnie otrzymać łaski, niech odprawi na moją cześć trzy nowenny odmawiając piętnaście tajemnic Różańca, a potem niech odmówi znowu trzy nowenny dziękczynne. 

Taką wskazówkę otrzymała od Matki Bożej dwunastoletnia, przykuta do łóżka Fortunatina...

Tematy w artykule

Skomentuj artykuł

Ja i moje dziecko nie powinniśmy żyć [ŚWIADECTWO]
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.