Przyszedłem na świat kilka miesięcy po tym, jak na Stolicy Piotrowej zasiadł pierwszy w historii Polak. Należę do pokolenia określanego dziś mianem „pokolenie JP II”. Jako dzieci chodziliśmy jeszcze na pierwszomajowe pochody. Na naszych oczach runęły mury dzielące Wschód i Zachód. Otworzyły się wówczas dla nas bramy raju. Wystarczyło zaryzykować, dać z siebie wszystko, by stać się kimś. Mieliśmy być pierwszą generacją nieśmiertelnych. Nagle jednak coś pękło.
Po dwudziestu paru latach mojego kapłaństwa odkryłem wiele zmarnowanych szans, niewykorzystanych łask, dostrzegłem pustkę, małość i bezradność w życiu duchowym. Dzięki temu doświadczeniu stałem się jednak zdolny do udziału w trzydziestodniowych "Ćwiczeniach duchownych".
Pamiętam, że kiedy po raz pierwszy pomyślałem o możliwości milczenia przez cały miesiąc, wydało mi się to czymś nierealnym. Było to jeszcze przed podjęciem zakonnej drogi życia - spojrzenie w okrytą mgłą tajemnicy przyszłość, wówczas zaledwie z pozycji zewnętrznego, niezaangażowanego obserwatora. Być może właśnie na skutek owego czasowego oddalenia to niewyraźnie jawiące się wydarzenie przybierało tak nierzeczywiste kształty.
Życie Duchowe
Jestem kapłanem od pięciu lat. To, że mogę realizować swoje duszpasterskie powołanie, jest dla mnie największą radością i pasją. Moja droga do kapłaństwa biegła przez różne doświadczenia, poczynając od rodziny, w której uczyłem się stawiania pierwszych kroków w wierze, poprzez udział w różnych grupach parafialnych. Jednak największym skarbem, jaki znalazłem, szukając jako młody chłopak sensu życia, był stały spowiednik, który towarzyszył mi bardziej jako mistrz i przykład człowieka modlitwy. Przyciągało mnie to do Boga i pomagało rozwiązać różne problemy.
By zdobyć się na udział w miesięcznych rekolekcjach, konieczna jest wewnętrzna determinacja. W moim przypadku była ona podyktowana silną potrzebą zmiany życia oraz pragnieniem szczerej i głębokiej więzi z Jezusem. Od pewnego czasu miałem bowiem wrażenie, że choć żyję i pracuję dla Jezusa, w jakiś sposób idę za Nim z daleka, jakby na dystans.
Sądząc po moim doświadczeniu, uważam, że w dzisiejszym zagonionym świecie jest jak najbardziej miejsce na „czas pustyni”. Nie można jednak do tego nikogo na siłę namawiać. Każdy musi najpierw rozeznać swój czas. Właściwie przeżyte rekolekcje ignacjańskie dają fundament na całe życie - mówi o swoim doświadczeniu rekolekcji ignacjańskich Hanna Suchocka, ambasador Polski przy Stolicy Apostolskiej. Rozmowę prowadzi Grzegorz Kisiel SJ.
{{ article.description }}