"W chwili nieszczęścia". Poruszające rozważania drogi krzyżowej na trudny czas
Doświadczasz cierpienia, a może musisz towarzyszyć komuś, kto bardzo cierpi. Twoja życiowa ścieżka staje się coraz trudniejsza. Mierzysz się z czymś, co cię przerasta i mówisz Bogu: to już za dużo. Jeśli tak masz - te rozważania drogi krzyżowej są dla ciebie. Po to, by ci pokazać, że nie idziesz nią samotnie.
Droga krzyżowa dla ludzi w kryzysie
Stacja pierwsza: Jezus skazany na śmierć
Decyzja, że Jezus musi umrzeć, nie została podjęta u Piłata. Zapadła dużo wcześniej, gdy Jezus nauczał i bez ogródek wyrażał swoje zdanie na temat tego, co dzieje się w świątyni, a ludzie byli zachwyceni głoszoną przez Niego prawdą. Gdy wyrzucił ze świątyni handlarzy, postawił mocny zarzut: z domu modlitwy, który miał być dla wszystkich, uczyniliście jaskinię zbójców. Właśnie wtedy arcykapłani i uczeni w Piśmie zaczęli się bać i skazali Jezusa na śmierć, choć to oni przecież znali najlepiej proroctwa o Mesjaszu i powinni Go rozpoznać jako pierwsi.
Może to teraz twoje doświadczenie: że ci, którzy powinni być dla ciebie najbliżsi i rozumieć cię najlepiej, nie chcą zaakceptować tego, jaki, jaka naprawdę jesteś. Gdy mówisz prawdę o sobie, jesteś odrzucany. Gdy kierujesz się swoimi wartościami, jesteś traktowana jak zagrożenie. Gdy idziesz za tym, w co wierzysz, ludzie cię nie chcą.
Jeśli tak masz – Jezus już tam był. Przeżył to i dobrze Cię rozumie. Mów do Niego: Ty jesteś moją pomocą, więc mnie nie odrzucaj i nie opuszczaj mnie, Boże, mój Zbawco. Nie wydawaj mnie na łaskę moich nieprzyjaciół.
Stacja druga: Jezus bierze krzyż na swoje ramiona
O krzyżu Jezus wspomni w Ewangeliach tylko kilka razy. Mówi swoim uczniom: jeśli kto chce iść za Mną, niech weźmie swój krzyż. Zakończenie tego wersetu znamy na ogół w tłumaczeniu, które brzmi: i niech Mnie naśladuje – ale słowo użyte w oryginale można też przetłumaczyć jako „i niech Mi towarzyszy”. Do tego samego zachęca bogatego młodzieńca, na którego popatrzył z miłością, bo chłopak był niedaleko królestwa Bożego: sprzedaj, co masz, a potem przyjdź, weź swój krzyż i towarzysz Mi.
Może masz teraz tak, że cierpisz. Spotyka cię w życiu tyle trudności, że uginasz się pod nimi i gdy widzisz, że jeszcze nadchodzą kolejne, czujesz tylko brak sił i przerażenie. Przerasta cię to cierpienie, te trudności wydają się takie niesprawiedliwe… Masz poczucie, że jesteś w tym tak bardzo sama, tak bardzo sam.
Jeśli tak masz, On już tam był. I On będzie w tym z tobą. Jezus będzie ci towarzyszyć. To jest Jego sposób. W chwili nieszczęścia ukryje cię w swoim namiocie i zaprosi do odkrywania z Nim tego, co przeżywasz, abyście nie ustawali, złamani na duchu.
Stacja trzecia: Jezus upada pod krzyżem po raz pierwszy
Często mówi się o tej stacji, że upadki pod ciężarem krzyża to metafora popełniania przez nas grzechów. Grzech cię przerasta – i upadasz. Jest jednak druga metafora: gdy wreszcie z odwagą zaczynasz się mierzyć z tym, co trudne w twoim życiu, gdy chcesz iść w dobrą stronę, zgodnie z wolą Boga – wtedy dopiero czujesz z całą mocą, jak ciężkie jest cierpienie. Boli podwójnie – bo do bólu trudności dochodzi ból przekonania, że sobie z nim nie poradzisz.
Może tak masz, że ilość trudności w twoim życiu zaczyna cię przerastać i narasta w tobie przekonanie, że na to nie zasługujesz. Bóg pozwala ci cierpieć... Może masz o to do Niego żal. Jeśli tak jest, nie upadaj na duchu, gdy On cię doświadcza. Przychodź do Jezusa i mów Mu o tym. Opowiadaj Mu o wszystkim, co czujesz: mów szczerze. Nie obrazi Go żadne twoje słowo, żadne twoje uczucie.
Stacja czwarta. Jezus spotyka swoją Matkę
Maryja wychowała się w świątyni. Jako mała dziewczynka słuchała Słowa Bożego. Jako nastolatka usłyszała od Symeona, że jej duszę przeniknie miecz. Jako Matka i towarzyszka Jezusa widziała, kim On naprawdę jest. Była uważna na Słowo Boga i dobrze znała fragmenty o upokorzeniu i cierpieniu, które musi wziąć na siebie Mesjasz. Wiedziała, że nie ma innej drogi. Wiedziała też, że jej ból nie jest Bogu obojętny. Że On jest w tym wszystkim tuż obok Niej.
Może tak masz, że od pewnego czasu rysuje się przed Tobą trudna ścieżka. Nie jest na niej wygodnie ani prosto, jest za to dużo pytań, mało odpowiedzi, dużo zwątpienia. Robi się ciemno, a przy życiu trzyma cię ostatni promień światła – to jedno zdanie z Biblii, które kiedyś poruszyło twoje serce, w które wciąż bardzo chcesz wierzyć. Nie poddawaj się. Jest ktoś, Kto wie, jak to jest, i z życzliwością cały czas ci towarzyszy. Wytrwaj. Przez swoją wytrwałość ocalisz swoje życie.
Stacja piąta. Szymon Cyrenejczyk pomaga Jezusowi nieść krzyż
Według biblistów Szymon z Cyreny był Żydem z diaspory. Pobożnym, bo przybył na święto Paschy do Jerozolimy. Chciał spotkać Boga, zadbać o relację z Nim, słuchać Słowa. Chciał świętować czas Bożej łaski. Był pewien, że to spotkanie z Bogiem będzie wyglądało tak samo, jak co roku. Wiedział, czego się spodziewać. To, co się stało, przerosło jego najśmielsze oczekiwania.
Może masz tak, że unikasz w życiu cierpienia. Cierpiących ludzi. Trudności. Boisz się tego. Nie umiesz towarzyszyć. Twoje życie jest poukładane, masz swoje zwyczaje i wydeptane ścieżki i nagle okoliczności zmuszają cię tego, by stanąć oko w oko z kimś, kto bardzo, bardzo cierpi. Pozwól się w tym poprowadzić, bo to może być ten moment, w którym najmocniej w życiu doświadczysz obecności Boga. Tej, za którą tak tęsknisz.
Stacja szósta. Weronika ociera twarz Jezusowi
To był akt odwagi. To była miłość w praktyce: nie machnąć ręką, bo i tak zaraz umrze. Uwierzyć, że ten maleńki gest, ten drobiazg zrobi różnicę.
Weronika to greckie imię z pięknym znaczeniem: niosąca zwycięstwo. Mogła to przecież być inna kobieta: mogła być Salome, mogła być Rachab, Abigail, Rachela. A jednak to właśnie Weronika odpowiedziała na poruszenie swojego serca. Jezus, tak jak Jego Ojciec, zna każdego człowieka po imieniu. Czy przyjął od Weroniki nie tylko jej współczujący gest, ale też znak, jakim na kilka godzin przed śmiercią mogła być dla Niego Niosąca Zwycięstwo?
Może masz teraz tak, że mierzysz się z czymś, co cię przerasta. Szukasz wielkiej pomocy i wielkiego wsparcia, bo taki jest twój ból: wielki. Mimo to zwracaj uwagę na to, co małe. Na drobiazgi. Na te zbiegi okoliczności, przypadki, które na chwilę poprawiają ci nastrój, pomagają myśleć, że jeszcze będzie dobrze. Jezus lubi drobiazgi, małe znaki, sygnały, które mają znaczenie tylko dla ciebie, bo są wpisane w twoją wrażliwość, historię, doświadczenie. Nie przegapiaj ich. On wie, czego ci potrzeba, zanim Go poprosisz.
Stacja siódma. Jezus po raz drugi upada pod krzyżem
Przecież mogłoby być łatwiej. Nacierpiał się straszliwie podczas bezlitosnego biczowania, które zniszczyło Jego ciało. Będzie cierpiał jeszcze bardziej, dusząc się na krzyżu. Czy przynajmniej ten ciężar nie mógłby Mu być darowany? Czy nie mógłby nie nieść belki krzyża, która dawniej nie przerastałaby Jego sił, ale teraz tak bardzo je przerasta?
Może tak teraz masz: powtarzasz Bogu nieustannie, że to już za dużo. Że tego nie zniesiesz. Że nie dasz rady. A jednak wstajesz i idziesz. Jednak znosisz. Twoje cierpiące serce poszerza się w sposób nie do opowiedzenia. Nie myślisz już o przejściu całej drogi do końca. Skupiasz się na tym, żeby zrobić tylko jeden, następny krok. Co będzie, jeśli braknie ci sił?
Może to samo, co z Eliaszem. Eliasz powiedział Bogu: Wielki już czas, o Panie! Odbierz mi życie. Po czym położył się i zasnął. A oto anioł, trącając go, powiedział mu: «Wstań, jedz!» Eliasz spojrzał, a oto przy jego głowie podpłomyk i dzban z wodą. Zjadł więc i wypił. Następnie mocą tego pożywienia szedł czterdzieści dni i czterdzieści nocy aż do Bożej góry Horeb. Gdy nie masz siły zrobić ani kroku dalej, karm się Eucharystią. Ciałem, które doszło przez drogę krzyżową do radości Ojca.
Stacja ósma. Jezus upomina płaczące niewiasty
Płakały, bo taki był zwyczaj: nakazywał opłakiwać zmarłego. Bez płaczki, czyli kobiety spoza grona rodziny i przyjaciół, która pomagała bliskim zmarłego wyrażać smutek, pogrzeb nie mógł się odbyć. Tylko, że płakały… za wcześnie. Jezus mówi im: nie płaczcie nade Mną. Ja żyję. Płaczcie nad sobą, bo to wy, nie widząc, kim Ja jestem, umieracie. Ze Mnie tryska życie. Wy widzicie tylko śmierć.
Może czujesz się teraz tak, jakby inni już z ciebie zrezygnowali. Jakby pogodzili się z tym, że nie masz się dobrze i przyjęli twój kryzys nie jako coś przejściowego, ale jako twoją nową rzeczywistość. Może już tylko płaczą nad tobą, załamują ręce. Nie widzą nadziei. Może ty też umiesz już tylko płakać, bo nie widzisz żadnego wyjścia, bo kryzys wydaje się zbyt potężny, żeby go przejść. Potężny jak śmierć. Może nie wierzysz, że coś się zmieni.
Jeśli tak jest, Jezus mówi do Ciebie: Nie bój się. Ja jestem Życiem. Ja sam prosiłem za tobą, żeby nie ustała twoja wiara.
Stacja dziewiąta. Jezus upada pod krzyżem po raz trzeci
Synu mój, nie lekceważ karania Pana, nie upadaj na duchu, gdy On cię doświadcza. Bo kogo miłuje Pan, tego karze, chłoszcze zaś każdego, którego za syna przyjmuje.
Są takie słowa Pisma, które najpierw wydają się bardzo łatwe. Ale gdy zaczynasz wchodzić w taką rzeczywistość, nagle stają się bardzo trudne. Czy nie może być inaczej? Czy to naprawdę Bóg tak mnie doświadcza?
Może tak teraz masz: że czujesz bunt. Czujesz, że niczym sobie nie zasłużyłeś, nie zasłużyłaś na to cierpienie. Przekonujesz Boga, że ono wcale nie musiało być twoje, mogło cię ominąć. Zastanawiasz się, czy naprawdę było warto Mu wierzyć, iść za Nim, jeśli w Jego planie jest cierpienie, doświadczenie chłosty i kary. Skoro Bóg jest wszechmocny, czemu nie może pokierować tym inaczej?
Stań przed Nim i z całą szczerością opowiedz Mu o tym, co myślisz i co czujesz. Nie szukaj ładnych słów. Powiedz Mu, jak jest.
Stacja dziesiąta. Jezus odarty z szat
Odarcie z szat to upokorzenie. To nie jest przecież zdjęcie szat: to jest ich odebranie. Można powiedzieć, że to też zwykły ludzki pragmatyzm: po co szaty komuś, kto zaraz umrze. Nagi wszedł w życie, nagi je opuści. To ten czas, gdy nie potrzebuje już niczego materialnego. Jezus tak jakby to wie – i nie protestuje. Przyjmuje odarcie.
Może twój kryzys to właśnie odarcie z tego, co przez ostatnie lata było twoją ochroną, twoją drugą skórą, twoim wyróżnikiem – jak Jezusowa tunika, wyjątkowa i drogocenna. Może masz pretensje do Boga, że odziera cię z tego, co chcesz mieć, na czym ci zależy.
Boży pragmatyzm jest inny niż ludzki. Jest w stu procentach trafiony: Bóg nigdy nie odziera cię z tego, co jest ci niezbędne do życia. Często za to odziera cię z tego, co ci się wydaje niezbędne do takiego życia, jakie dotąd miałeś.
Jeśli w swoim kryzysie czujesz się upokorzony i odarty - mów do Boga: Ty jesteś Bogiem upokorzonych, wspomożycielem kryzysujących, opiekunem słabych, obrońcą odrzuconych i wybawcą tych, co utracili nadzieję. Ty jesteś moim Bogiem.
Stacja jedenasta. Jezus przybity do krzyża
Minuta cierpienia trwa czasem dłużej niż godzina radości. Czas płynie inaczej, gdy Jezus zanurza się w cierpieniu. Przyroda bezbłędnie wyczuwa, że na krzyżu jest jej Pan; że Bóg w zdumiewający sposób podjął bycie człowiekiem, biorąc na siebie tyle bólu, ile doświadczą tylko niektórzy. Chmury się gromadzą. Nadchodzi mrok: nie jak groźna ciemność, ale jak miękki całun, który chce objąć łagodnym uściskiem poskręcane z bólu ciało i płonący z bólu umysł.
Czas płynie inaczej, gdy zanurzasz się w cierpieniu. Minuta może trwać godzinę: godzina może trwać pół dnia. Trudno wtedy znaleźć kogoś, kto potrafi naprawdę cię zrozumieć: kto umie wejść w twoją duszę, a nie tylko stać z boku, choćby z najbardziej pocieszającymi słowami.
Kluczem do cierpienia jest obecność. Nie chodzi już nawet o to, by ktoś zabrał ból, ciężar, bezsilność – ale żeby był. Był obok. Po prostu był, nie uciekając od twojego cierpienia, nie zmieniając tematu na przyjemniejszy.
Gdy dochodzisz do dna kryzysu, nikt nie jest w nim z tobą bardziej niż Jezus: żywy Bóg, który ma na imię Ja Jestem.
Stacja dwunasta. Jezus umiera na krzyżu
Umiera, żebyś mógł żyć. Żebyś mogła żyć. Żeby nie zmiażdżyło cię zło, którego dokonałeś, dokonałaś. Ten dług był twój i został spłacony. Ten krzyż był dla ciebie.
Może jest tak, że przeżywasz kryzys i dobrze wiesz, dlaczego go przeżywasz. Dobrze wiesz, ile jest w nim twojej własnej winy. Dobrze wiesz, że to była droga, którą nie należało iść, i że skończyła się przepaścią. Tak samo, jak wcześniej. I jeszcze wcześniej. I jeszcze.
Ewangelista, opisując umieranie Jezusa, notuje: „wszyscy Jego znajomi stali z daleka”. To jest coś, co musi się dokonać w samotności. Nie dziw się więc, że jej tak mocno doświadczasz. Ona jest potrzebna, żeby Go spotkać. Zobaczyć łaskę. Doświadczyć przebaczenia i miłosierdzia.
Jezus nie chce śmierci grzesznika. Chce, żeby się nawrócił i żył. Nie chce, żeby dosięgły cię słowa proroka: Biada tym, którzy zło nazywają dobrem, a dobro złem,
którzy zamieniają ciemności na światło, a światło na ciemności. On wyrywa cię z ręki nieprzyjaciela takim kryzysem, jaki jest do tego potrzebny. Znajdzie cię w twojej samotności, bo Jemu zależy na tobie.
Stacja trzynasta. Jezus zdjęty z krzyża
I teraz nagle cisza. Nie ma słów, by to opisać. To rozczarowanie. Przegrana zamiast zwycięstwa. Widoczny koniec. Zdejmijmy Go. Zróbmy dla Niego tę ostatnią rzecz.
Może masz takie poczucie, że Bóg się spóźnił. Że tyle Go prosiłeś, prosiłaś, że tak desperacko potrzebne Ci było Jego wsparcie, Jego Słowo, Jego łaska, Jego cud – i nic.
Nic. To już koniec. Wiesz to, czujesz to, nie masz już złudzeń. Są dowody. Ten kryzys cię pokonał i nic tego nie zmieni.
Jeśli tak się czujesz – zamknij oczy i zobacz, co robi Jezus, gdy Jego przyjaciele zdejmują Jego ciało z krzyża. Ilu ludzi w Szeolu na Niego czeka! Ilu zanurzonych w śmierci odzyskuje teraz życie! Tego tu, pod krzyżem, nie widać, to się dzieje w głębi, w tajemnicy. W ukryciu.
Bóg lubi działać w ukryciu. Bezruch i milczenie są jak zasłona, za którą się ukrywa Jego niepowstrzymana dynamika. I gdy myślisz, że cię zostawił, że jest za późno, że stało się i już nic więcej się tu nie wydarzy – wtedy w głębi twojego serca dzieje się najwięcej.
Zobaczysz to, gdy On uzna, że już czas, i wpuści światło Słowa w sam środek twojego kryzysu. Ty możesz zrobić tylko jedno: zanurzyć się w ciszy, żeby usłyszeć, jak nadchodzi światło.
Stacja czternasta. Ciało Jezusa złożone do grobu
Stali z daleka, a teraz znowu są blisko. Ciemność rozjaśnia się blaskiem świec, zapalanych na szabat. Przyjaciel oddaje swój grób. Przyjaciółki przygotowują wonności i olejki. Zrobią to wszystko i rozpoczną dzień poświęcony dla Boga.
Ze złamanymi sercami będą się modlić, może nawet właśnie tą szabatową modlitwą: „Nie pozwól nam nigdy zapomnieć o spustoszeniu Twego miejsca zamieszkania. O Boże, w Swoim miłosierdziu nie puszczaj nas w niepamięć i nie odrzucaj naszych próśb, wszak jesteś wielki i święty, o Panie, nasz Boże”. Może tęskniąc za Nim będą czytać Izajasza, te wersety, z których Jezus sam wybrał sobie Słowo, zaczynając swoją misję. Już na starcie wstrząsnął nimi ludzi i wywołał pierwszy kryzys – i to taki, że od razu chcieli Go zrzucić z urwiska:
„Posłał mnie, by głosić dobrą nowinę ubogim,
by opatrywać rany serc złamanych,
aby obwieszczać rok łaski Pańskiej,
aby pocieszać wszystkich zasmuconych,
aby im dać olejek radości zamiast szaty smutku,
pieśń chwały zamiast zgnębienia na duchu.”
Kiedy masz kryzys – pomyśl, że może właśnie tak przyszedł do ciebie Jezus. Nie zrzucaj Go z urwiska swojego rozczarowania. Ufaj Słowu i słuchaj mistrza kryzysów, świętego Piotra, gdy mówi: Wszystkie swoje troski przerzuć na Niego, bo Jemu na tobie zależy. Gdy trochę pocierpisz, sam cię udoskonali, utwierdzi, umocni i ugruntuje.
Amen!
Skomentuj artykuł