Niektórzy rodzice przybierają tzw. pomagający tryb. Mimo że niesie on ze sobą wiele dobrego, często taka postawa kończy się podległością dziecka wobec rodzica. "Jest monument Wybawcy i postać podrzędna, zmuszona do skorzystania z ratunku, postać o mniejszej sile, której brakuje mocy, pozbawiona tej wspaniałości. Taka bezmoc oznacza rezygnację z siebie" – pisze Zbigniew Rećko w książce "Moc relacji. Jak emocje i schematy wpływają na nasze więzi".
Niektórzy rodzice przybierają tzw. pomagający tryb. Mimo że niesie on ze sobą wiele dobrego, często taka postawa kończy się podległością dziecka wobec rodzica. "Jest monument Wybawcy i postać podrzędna, zmuszona do skorzystania z ratunku, postać o mniejszej sile, której brakuje mocy, pozbawiona tej wspaniałości. Taka bezmoc oznacza rezygnację z siebie" – pisze Zbigniew Rećko w książce "Moc relacji. Jak emocje i schematy wpływają na nasze więzi".
(...) Zauważam, iż skoro sumienie jest nakazem praktycznym, to kolizja między nim a autorytetem papieża jest możliwa tylko wówczas, gdy papież ustala prawa lub wydaje konkretne rozkazy i tym podobne. Papież jednak nie jest nieomylny ani w swoich prawach, ani w swoich rozkazach, ani w swoich aktach władzy państwowej, ani w swoim zarządzaniu, ani w swojej polityce publicznej - pisze św. John Henry Newman w książce „Sumienie chrześcijańskie”.
(...) Zauważam, iż skoro sumienie jest nakazem praktycznym, to kolizja między nim a autorytetem papieża jest możliwa tylko wówczas, gdy papież ustala prawa lub wydaje konkretne rozkazy i tym podobne. Papież jednak nie jest nieomylny ani w swoich prawach, ani w swoich rozkazach, ani w swoich aktach władzy państwowej, ani w swoim zarządzaniu, ani w swojej polityce publicznej - pisze św. John Henry Newman w książce „Sumienie chrześcijańskie”.
Logo źródła: WAM Ks. Jan Twardowski
Modlitwa nie musi być głośna ani oficjalna. Ks. Jan Twardowski w "Rozważaniach o pacierzu" pokazuje, że prawdziwe spotkanie z Bogiem może przybierać różne formy - od cichej, ukrytej modlitwy w poniedziałkowy poranek, przez szczere rozmowy o codziennych troskach, po wpatrywanie się w Boga i medytacyjne rozważanie słów Ewangelii. Cztery krótkie lekcje księdza Jana przypominają, że modlitwa to przede wszystkim obecność, uwaga i autentyczność, a nie gadulstwo.
Modlitwa nie musi być głośna ani oficjalna. Ks. Jan Twardowski w "Rozważaniach o pacierzu" pokazuje, że prawdziwe spotkanie z Bogiem może przybierać różne formy - od cichej, ukrytej modlitwy w poniedziałkowy poranek, przez szczere rozmowy o codziennych troskach, po wpatrywanie się w Boga i medytacyjne rozważanie słów Ewangelii. Cztery krótkie lekcje księdza Jana przypominają, że modlitwa to przede wszystkim obecność, uwaga i autentyczność, a nie gadulstwo.
Logo źródła: WAM Magdalena Pajkowska
"Gdy odszedłeś, słowa przyjaciół były jak tealighty pojawiające się w naszej dolinie pełnej cienia. A przecież tak trudno je czasem znaleźć, by były w sam raz. Nie za wielkie, nie za małe. Niebanalne, dyskretne. Ciche, ale słyszalne. Słowo może być sednem obecności. Jest ważne, czasem bezcenne. Słowo daję…" - pisze Magdalena Pajkowska w książce "Na brzegu światła. Listy o wdzięczności". Autorka prowadzi czytelnika przez doświadczenie straty i wdzięczności, pokazując, że nawet w cieniu żałoby można odnaleźć blask wspomnień i siłę cichej obecności.
"Gdy odszedłeś, słowa przyjaciół były jak tealighty pojawiające się w naszej dolinie pełnej cienia. A przecież tak trudno je czasem znaleźć, by były w sam raz. Nie za wielkie, nie za małe. Niebanalne, dyskretne. Ciche, ale słyszalne. Słowo może być sednem obecności. Jest ważne, czasem bezcenne. Słowo daję…" - pisze Magdalena Pajkowska w książce "Na brzegu światła. Listy o wdzięczności". Autorka prowadzi czytelnika przez doświadczenie straty i wdzięczności, pokazując, że nawet w cieniu żałoby można odnaleźć blask wspomnień i siłę cichej obecności.
Ludzie grają często z tymi, na których im zależy, uznali ich za ważne osoby w życiu. I w ten sposób domagają się docenienia, akceptacji, miłości. A równocześnie nie dostrzegają możliwości zadbania o to w inny sposób. Nie potrafią dostrzec, że mogliby otwarcie poprosić o to, czego im potrzeba – pisze Zbigniew Rećko w książce "Moc relacji. Jak emocje i schematy wpływają na nasze więzi".
Ludzie grają często z tymi, na których im zależy, uznali ich za ważne osoby w życiu. I w ten sposób domagają się docenienia, akceptacji, miłości. A równocześnie nie dostrzegają możliwości zadbania o to w inny sposób. Nie potrafią dostrzec, że mogliby otwarcie poprosić o to, czego im potrzeba – pisze Zbigniew Rećko w książce "Moc relacji. Jak emocje i schematy wpływają na nasze więzi".
Wciąż wielu ludzi uważa, że „prawdziwie silni” powinni radzić sobie sami, a proszenie o pomoc to oznaka słabości. Inni obawiają się, że psychoterapia to płatna przyjaźń albo niepotrzebne rozdrapywanie przeszłości. Tymczasem badania pokazują coś zupełnie przeciwnego: wsparcie psychologiczne jest formą dojrzałości i odpowiedzialności za siebie. Rozprawmy się z najpopularniejszymi mitami dotyczącymi terapii i zobaczmy, dlaczego nie wszystko musisz dźwigać w pojedynkę.
Wciąż wielu ludzi uważa, że „prawdziwie silni” powinni radzić sobie sami, a proszenie o pomoc to oznaka słabości. Inni obawiają się, że psychoterapia to płatna przyjaźń albo niepotrzebne rozdrapywanie przeszłości. Tymczasem badania pokazują coś zupełnie przeciwnego: wsparcie psychologiczne jest formą dojrzałości i odpowiedzialności za siebie. Rozprawmy się z najpopularniejszymi mitami dotyczącymi terapii i zobaczmy, dlaczego nie wszystko musisz dźwigać w pojedynkę.
Logo źródła: WAM Ks. Jan Twardowski
"Matka Boża w Kanie Galilejskiej nie powiedziała Panu Jezusowi, żeby przemienił wodę w wino. Nawet nie wiedziała, że coś takiego może się stać. Powiedziała po prostu: «Wina nie mają» (por. J 2,3). Przedstawiła Jezusowi trudną sprawę i ufała, że On sam potrafi odpowiednio ją załatwić. Ci, którzy nieśli paralityka, przedarli się przez dach i spuścili chorego do stóp Jezusa, nie mówiąc ani słowa. A Jezus nie tylko że paralityka uzdrowił, ale i rozgrzeszył. Zrobił więcej, niż oni mogli przypuszczać. A modlitwa trędowatego? «Panie, jeśli chcesz, możesz mnie uleczyć» (por. Łk 5,12). Największa modlitwa jest wtedy, jeżeli w pokornej postawie zawierzamy się Bogu, ufając, że On wie więcej od nas" - pisał ks. Jan Twardowski. Przeczytaj fragment jego książki "Rozważania o pacierzu. Antologia".
"Matka Boża w Kanie Galilejskiej nie powiedziała Panu Jezusowi, żeby przemienił wodę w wino. Nawet nie wiedziała, że coś takiego może się stać. Powiedziała po prostu: «Wina nie mają» (por. J 2,3). Przedstawiła Jezusowi trudną sprawę i ufała, że On sam potrafi odpowiednio ją załatwić. Ci, którzy nieśli paralityka, przedarli się przez dach i spuścili chorego do stóp Jezusa, nie mówiąc ani słowa. A Jezus nie tylko że paralityka uzdrowił, ale i rozgrzeszył. Zrobił więcej, niż oni mogli przypuszczać. A modlitwa trędowatego? «Panie, jeśli chcesz, możesz mnie uleczyć» (por. Łk 5,12). Największa modlitwa jest wtedy, jeżeli w pokornej postawie zawierzamy się Bogu, ufając, że On wie więcej od nas" - pisał ks. Jan Twardowski. Przeczytaj fragment jego książki "Rozważania o pacierzu. Antologia".
Logo źródła: 2ryby Ks. Krzysztof Grzywocz
"Nasze serca zamieniają się w piekło pełne płomieni, nienasycenia, apatii i zniechęcenia. Grzechu nie można bagatelizować, bo on odbiera nam dobre stosunki z innymi. Jeżeli człowiek żyje w grzechu, nie wyznaje go, zaczyna uważać, że jego przyjaźnie i serdeczne więzi nie mają sensu. Sądzi, że nikt mu nie zaufa i sam nie chce już nikomu ufać" - uważał ks. Krzysztof Grzywocz. Przeczytaj fragment książki ks. Krzysztofa Grzywocza i ks. Piotra Pawlukiewicza "Droga".
"Nasze serca zamieniają się w piekło pełne płomieni, nienasycenia, apatii i zniechęcenia. Grzechu nie można bagatelizować, bo on odbiera nam dobre stosunki z innymi. Jeżeli człowiek żyje w grzechu, nie wyznaje go, zaczyna uważać, że jego przyjaźnie i serdeczne więzi nie mają sensu. Sądzi, że nikt mu nie zaufa i sam nie chce już nikomu ufać" - uważał ks. Krzysztof Grzywocz. Przeczytaj fragment książki ks. Krzysztofa Grzywocza i ks. Piotra Pawlukiewicza "Droga".
„Brak świadomości, czym są korzenie żydowskie dla chrześcijaństwa, tak samo jak brak relacji z dzisiejszą żywą wiarą Żydów, utrwala funkcjonowanie fałszywego obrazu samego Boga i człowieka w prowadzonej przez Niego z miłości historii zbawienia.(…) Lektura książki pomaga zrozumieć nie tylko sens prowadzenia dialogu z judaizmem, lecz także samą istotę Kościoła katolickiego, czy szerzej, chrześcijaństwa” – napisał w recenzji wydawniczej książki „Kościół katolicki wobec Żydów i judaizmu” prof. Jan Grosfeld.
„Brak świadomości, czym są korzenie żydowskie dla chrześcijaństwa, tak samo jak brak relacji z dzisiejszą żywą wiarą Żydów, utrwala funkcjonowanie fałszywego obrazu samego Boga i człowieka w prowadzonej przez Niego z miłości historii zbawienia.(…) Lektura książki pomaga zrozumieć nie tylko sens prowadzenia dialogu z judaizmem, lecz także samą istotę Kościoła katolickiego, czy szerzej, chrześcijaństwa” – napisał w recenzji wydawniczej książki „Kościół katolicki wobec Żydów i judaizmu” prof. Jan Grosfeld.
Logo źródła: WAM dm
Bezpieczeństwo rozwija. I dotyczy to nie tylko konkretnych osób, ale też wzajemnych relacji. Wspaniale jest mieć taką relację z Panem: bezpośrednią i gotową na niejedno zaskoczenie. Nie ma nic głupszego niż zakładanie maski przed Bogiem – On i tak zna nas lepiej niż my sami. Samarytanka może być naszą przewodniczką i inspirować do odważnych rozmów z Jezusem.
Bezpieczeństwo rozwija. I dotyczy to nie tylko konkretnych osób, ale też wzajemnych relacji. Wspaniale jest mieć taką relację z Panem: bezpośrednią i gotową na niejedno zaskoczenie. Nie ma nic głupszego niż zakładanie maski przed Bogiem – On i tak zna nas lepiej niż my sami. Samarytanka może być naszą przewodniczką i inspirować do odważnych rozmów z Jezusem.
Logo źródła: Wydawnictwo W Drodze Matthew Leonard
"Na pierwszy rzut oka ta prośba wydaje się trochę dziwaczna, prawda? Z jakiej racji Bóg miałby wodzić nas na pokuszenie? To nie brzmi dobrze! (...) Sam Jezus ostrzega: «biada człowiekowi, przez którego dokonuje się zgorszenie» (Mt 18,7). Okej. Więc o czym jest ta prośba?" - zastanawia się Matthew Leonard w książce "Modlitwa działa! Ogarnij katolicką duchowość". Autor nie tylko wyczerpująco opisuje w niej modlitwę "Ojcze nasz". Pokazuje również, jak się modlić, by czerpać z tego prawdziwą radość.
"Na pierwszy rzut oka ta prośba wydaje się trochę dziwaczna, prawda? Z jakiej racji Bóg miałby wodzić nas na pokuszenie? To nie brzmi dobrze! (...) Sam Jezus ostrzega: «biada człowiekowi, przez którego dokonuje się zgorszenie» (Mt 18,7). Okej. Więc o czym jest ta prośba?" - zastanawia się Matthew Leonard w książce "Modlitwa działa! Ogarnij katolicką duchowość". Autor nie tylko wyczerpująco opisuje w niej modlitwę "Ojcze nasz". Pokazuje również, jak się modlić, by czerpać z tego prawdziwą radość.
Nie każdy zmaga się z lękiem w związkach, ale doświadczanie niepokoju i wątpliwości w zaangażowanych, kochających związkach, gdzie nie ma czerwonych flag (...), to nie tylko znane, ale i przewidywalne zjawisko w świecie wrażliwych, analitycznych, moralnych ludzi. Jeżeli jedna z pierwotnych przyczyn lęku wyraża potrzebę odnalezienia pewności i gruntu w tym pozbawionym podstaw świecie – a jeśli związki romantyczne są miejscem, w którym stajemy się najbardziej bezbronni i dlatego tracimy grunt pod nogami – dlaczego mielibyśmy się dziwić, że pojawia się tam lęk?
Nie każdy zmaga się z lękiem w związkach, ale doświadczanie niepokoju i wątpliwości w zaangażowanych, kochających związkach, gdzie nie ma czerwonych flag (...), to nie tylko znane, ale i przewidywalne zjawisko w świecie wrażliwych, analitycznych, moralnych ludzi. Jeżeli jedna z pierwotnych przyczyn lęku wyraża potrzebę odnalezienia pewności i gruntu w tym pozbawionym podstaw świecie – a jeśli związki romantyczne są miejscem, w którym stajemy się najbardziej bezbronni i dlatego tracimy grunt pod nogami – dlaczego mielibyśmy się dziwić, że pojawia się tam lęk?
Najpierw był deszcz. Ten, który spływa po szybach, miesza się z błotem i sprawia, że świat wygląda jak zdjęcie w sepii. Dwaj bracia, Benjamin i Raphael Duvalier, kopali fundamenty pod nowy dom. W pewnym momencie łopata uderzyła w coś twardego. Myśleli, że to kamień. Ale kiedy rozgarnęli ziemię, błoto odsłoniło coś, co nie powinno tam być – fragment kości, a obok niej damski but na platformie.
Najpierw był deszcz. Ten, który spływa po szybach, miesza się z błotem i sprawia, że świat wygląda jak zdjęcie w sepii. Dwaj bracia, Benjamin i Raphael Duvalier, kopali fundamenty pod nowy dom. W pewnym momencie łopata uderzyła w coś twardego. Myśleli, że to kamień. Ale kiedy rozgarnęli ziemię, błoto odsłoniło coś, co nie powinno tam być – fragment kości, a obok niej damski but na platformie.
Logo źródła: WAM Ks. Jan Twardowski
"Chcemy, by anioł stale stał przy nas, byśmy go widzieli, jak każdego bliskiego. Ważniejsze jest, by wiedzieć, że on nam pomaga, chociaż go nie widać (...). Są trzy powołania: do klasztoru, do małżeństwa, do samotności w życiu świeckim. W żadnym z tych powołań anioł po objawieniu człowiekowi woli Bożej nie porzuca go" - pisał ks. Jan Twardowski. Przeczytaj fragment jego książki "Rozważania o pacierzu. Antologia".
"Chcemy, by anioł stale stał przy nas, byśmy go widzieli, jak każdego bliskiego. Ważniejsze jest, by wiedzieć, że on nam pomaga, chociaż go nie widać (...). Są trzy powołania: do klasztoru, do małżeństwa, do samotności w życiu świeckim. W żadnym z tych powołań anioł po objawieniu człowiekowi woli Bożej nie porzuca go" - pisał ks. Jan Twardowski. Przeczytaj fragment jego książki "Rozważania o pacierzu. Antologia".
Pomiędzy prawdziwą wiarą a zabobonem istnieje czasem bardzo cienka linia. W mentalności starożytnych Żydów odzienie kogoś wielkiego było z nim utożsamiane – uznawano je za przesiąknięte jego mocą i siłą. Była to przecież rzecz, która nieustannie przebywała ze swoim właścicielem, pozostawała najbliżej niego. Nasza bohaterka najwyraźniej też tak właśnie myśli. Nie ma szans na spotkanie twarzą w twarz z wielkim Uzdrowicielem; zresztą czy nie napawałaby Go obrzydzeniem jej przypadłość? Czy w ogóle chciałby poświęcić jej czas? Ale jeśli Jego moc jest od Boga – jak mówią niektórzy – to przecież sam Bóg może jej pomóc. Szata wystarczy! Nie musi dotykać Nauczyciela, to nie będzie konieczne.
Pomiędzy prawdziwą wiarą a zabobonem istnieje czasem bardzo cienka linia. W mentalności starożytnych Żydów odzienie kogoś wielkiego było z nim utożsamiane – uznawano je za przesiąknięte jego mocą i siłą. Była to przecież rzecz, która nieustannie przebywała ze swoim właścicielem, pozostawała najbliżej niego. Nasza bohaterka najwyraźniej też tak właśnie myśli. Nie ma szans na spotkanie twarzą w twarz z wielkim Uzdrowicielem; zresztą czy nie napawałaby Go obrzydzeniem jej przypadłość? Czy w ogóle chciałby poświęcić jej czas? Ale jeśli Jego moc jest od Boga – jak mówią niektórzy – to przecież sam Bóg może jej pomóc. Szata wystarczy! Nie musi dotykać Nauczyciela, to nie będzie konieczne.
Gdy uważnie przeczytamy Ewangelie, odkryjemy, że Jezus lubił ludzi zabieganych. To do nich zwracał się w pierwszej kolejności, to z nimi chętnie rozmawiał i to spośród nich wybierał uczniów. Istnieją trzy kroki, które pozwolą nam wejść w modlitwę wewnętrzną: zaproszenie Jezusa w swoje życie i trwanie w Jego obecności, karmienie się Jego słowem oraz uproszczenie życia. Jak to zrobić w praktyce? Przypominamy tekst Lucyny Słup, opublikowany w "Życiu Duchowym". 
Gdy uważnie przeczytamy Ewangelie, odkryjemy, że Jezus lubił ludzi zabieganych. To do nich zwracał się w pierwszej kolejności, to z nimi chętnie rozmawiał i to spośród nich wybierał uczniów. Istnieją trzy kroki, które pozwolą nam wejść w modlitwę wewnętrzną: zaproszenie Jezusa w swoje życie i trwanie w Jego obecności, karmienie się Jego słowem oraz uproszczenie życia. Jak to zrobić w praktyce? Przypominamy tekst Lucyny Słup, opublikowany w "Życiu Duchowym". 
Logo źródła: MANDO dm
W czasie stanu wojennego mieszkańców Nowej Huty szczypał w oczy gaz łzawiący, gdy dochodziło do zamieszek pomiędzy nimi a oddziałami ZOMO. Do dziś pamiętam, jak przemykaliśmy chyłkiem wzdłuż uzbrojonych po zęby kordonów. Jak rozpędzano manifestantów za pomocą armatek wodnych – mówi pisarka Edyta Świątek, autorka książki „Cień burzowych dni”.
W czasie stanu wojennego mieszkańców Nowej Huty szczypał w oczy gaz łzawiący, gdy dochodziło do zamieszek pomiędzy nimi a oddziałami ZOMO. Do dziś pamiętam, jak przemykaliśmy chyłkiem wzdłuż uzbrojonych po zęby kordonów. Jak rozpędzano manifestantów za pomocą armatek wodnych – mówi pisarka Edyta Świątek, autorka książki „Cień burzowych dni”.
Każdy z nas zna to uczucie: napięcie w klatce piersiowej, gonitwę myśli, bezsenność. Lęk przestał być ostrzeżeniem przed niebezpieczeństwem, a stał się stałym towarzyszem codzienności. A jednak, w jego objęciach kryje się coś więcej niż strach: zaproszenie do głębokiej przemiany.
Każdy z nas zna to uczucie: napięcie w klatce piersiowej, gonitwę myśli, bezsenność. Lęk przestał być ostrzeżeniem przed niebezpieczeństwem, a stał się stałym towarzyszem codzienności. A jednak, w jego objęciach kryje się coś więcej niż strach: zaproszenie do głębokiej przemiany.
Dobre, dojrzałe relacje księdza z kobietami wymagają przede wszystkim przejrzystości moralnej. To ksiądz - mężczyzna pełniący ważną funkcję religijną i społeczną, do której latami przygotowywał się w seminarium, winien jako pierwszy czuć się odpowiedzialny za to, co dzieje się w jego relacjach z kobietami. Wielkim błędem popełnianym przez wielu księży jest łączenie posługi duszpasterskiej wobec kobiet z prywatnymi sprawami. Przypominamy fragmenty tekstu o. Józefa Augustyna SJ, opublikowanego w "Życiu duchowym".  
Dobre, dojrzałe relacje księdza z kobietami wymagają przede wszystkim przejrzystości moralnej. To ksiądz - mężczyzna pełniący ważną funkcję religijną i społeczną, do której latami przygotowywał się w seminarium, winien jako pierwszy czuć się odpowiedzialny za to, co dzieje się w jego relacjach z kobietami. Wielkim błędem popełnianym przez wielu księży jest łączenie posługi duszpasterskiej wobec kobiet z prywatnymi sprawami. Przypominamy fragmenty tekstu o. Józefa Augustyna SJ, opublikowanego w "Życiu duchowym".  
Ludzie, których Bóg stawia na twoich drogach, bardzo ciebie potrzebują. Potrzebują twojej wyjątkowości i unikalności oraz twojego świadectwa o tym, jak zmagasz się w drodze ku sobie i ku pełni życia. Potrzebują też nadziei, którą w sobie pielęgnujesz pomimo tego wszystkiego, co cały czas pozostaje jeszcze do przepracowania. Ludzie tobie powierzeni chcą i potrzebują, żebyś funkcjonowała na sposób BOSKI - pisze s. Małgorzata Lekan OP w książce "Boska Ja. Moja droga ku sobie i ku Bogu".
Ludzie, których Bóg stawia na twoich drogach, bardzo ciebie potrzebują. Potrzebują twojej wyjątkowości i unikalności oraz twojego świadectwa o tym, jak zmagasz się w drodze ku sobie i ku pełni życia. Potrzebują też nadziei, którą w sobie pielęgnujesz pomimo tego wszystkiego, co cały czas pozostaje jeszcze do przepracowania. Ludzie tobie powierzeni chcą i potrzebują, żebyś funkcjonowała na sposób BOSKI - pisze s. Małgorzata Lekan OP w książce "Boska Ja. Moja droga ku sobie i ku Bogu".