Ich życie było po ludzku przegrane. Dziś żyją w domach BETEL -Międzynarodowego Ruchu Dobroczynnego

Ich życie było po ludzku przegrane. Dziś żyją w domach BETEL -Międzynarodowego Ruchu Dobroczynnego
Etiopia, początki domu BETEL (Fot. Archiwum BETEL)
Międzynarodowy Ruch Dobroczynny BETEL

Dom bogaty i biedny zarazem, dom z cementu, gliny i błota, z małym ogrodem i kilkoma zakurzonymi drzewkami. Pełen ludzkich istot, bardzo kruchych, skazanych na siebie i na miłość drugich. Taki jest właśnie ten dom na Rogu Afryki, w krainie Bishoftu, w Regionie Oromo, w Debre Zeyit, w dzielnicy Blu Night.

Dom pełen cudów

Tedese - najstarszy i najrozsądniejszy z rodzeństwa, Deribie - dziewczynka z upośledzeniem umysłowym i najprawdopodobniej depresją - i najmłodszy Denka. W swoim rodzinnym domu byli traktowani dosłownie jak zwierzęta. Wiązani i bici, co tu nikogo nie dziwi. Dostawali najgorsze jedzenie, nikt nie dbał o ich higienę. W brudnych ubraniach, z widocznymi znakami po pierwszej w swoim życiu długiej podróży samochodem. Nie wiedzą, co to ubikacja, wanna, jedzenie z talerza. To pierwsi mieszkańcy etiopskiego domu 12 lat temu. Domu o symbolicznej nazwie Ewentegna Tamir (prawdziwy cud), założonego i prowadzonego przez Międzynarodowy Ruch Dobroczynny BETEL.

Dzisiaj nie mieszka tu już najstarszy z trójki rodzeństwa, ale są kolejni - najsłabsze osoby na Czarnym Lądzie, niepełnosprawni. Tacy jak oni nie mają tu żadnego wsparcia, renty, dotacji od państwa. Są traktowani jak zwierzęta. O lekarstwach się nawet nie wspomina, przecież ich rodziny często same nie mają co jeść.

- Zdaję sobie sprawę, że nasze domy to niewiele - mówi pomysłodawca założenia domu dla niepełnosprawnych w Etiopii Andrzej Kalinowski, założyciel i prezes ruchu BETEL.

DEON.PL POLECA

- Wiem, że nie pomożemy wszystkim ani nawet połowie. Ale wiem też, że naszym niepełnosprawnym dzieciom daliśmy nowe życie. Nie mam pojęcia, jak długo będą żyły, ale wiem, że będą żyły godnie, czyli normalnie. I umrą godziwie, śmiem twierdzić - szczęśliwie. Jak nasz Abraham”. Abraham był dzielnym chłopcem. Miał prawdopodobnie 13 lat. Po ludzku jego życie według wielu było przegrane - miał głębokie upośledzenie umysłowe, chwilowe zaniki pamięci, podczas których upadał, zazwyczaj uderzając się w głowę. Nie potrafił załatwiać swoich potrzeb fizjologicznych, trzeba było go ubierać, karmić. Ciągle poobijany, milczący, brudny, bez butów, których nigdy nie zaakceptował - opowiada.

- Był wyzwaniem dla nas - wspomina go Andrzej. - Swoim życiem prowokował wszystkich wokół. Wskazywał sobą bez ogródek, co jest w życiu najważniejsze. W twardy sposób ujawniał nasz egoizm. Był supernauczycielem tego, jak z niego wychodzić. Myślę często, że Abraham to czysty anioł. Zrobił swoje, jak zawsze to robią aniołowie. Dziś pozostaje nim dalej. Ufamy, że opiekuje się nami - dodaje.

Utrudzony i wyczekany

Ten dom na północy Madagaskaru był zbudowany od podstaw przez BETEL. W sposób typowy dla tego miejsca w głębi jednego z najbiedniejszych państw świata - bez prądu, bieżącej wody, dostępu do fachowców z prawdziwego zdarzenia. Udało się wybudować studnię. W tych okolicznościach to kolejny prawdziwy cud.

Dom w Mampikony jest ładny i funkcjonalny. Chroni bardzo słabe życie i jego godność. Od roku rozbrzmiewa mieszkańcami - tymi niepełnosprawnymi. W niezupełnie dokończonym - oczywiście zgodnie z naszą logiką - zamieszkała szóstka dzieciaków z poporodowym porażeniem mózgowym, silnym autyzmem, niedowładem nóg albo upośledzeniem umysłowym.

Madagaskar, mieszkańcy domu Betel (Fot. Archiwum BETEL)Madagaskar, mieszkańcy domu Betel (Fot. Archiwum BETEL)

Rolice trafił do tego domu jakby przypadkiem - w drodze po inną osobę niepełnosprawną. Jego matka czekała na betelowski samochód. Błagała, by go zabrać. Chłopiec ma najprawdopodobniej 11 lat. Najprawdopodobniej, bo nie ma przecież żadnego dokumentu, a matka nie za bardzo pamięta rok jego urodzenia. Ojca nie ma i nie było. Rolice nigdy nie chodził do szkoły, ale jest dość inteligentny. Był bardzo zaniedbany. Rozpierała go duma, jak dostał pierwsze w swoim życiu klapki na stopy. To taka nobilitacja.

Kiedy trwały poszukiwania osoby, która objęłaby go wsparciem przez Adopcję z sercem, prezes ruchu mówił: - A może pod okiem rodzica jakiś rówieśnik Rolicego weźmie go pod swoją opiekę w ramach kieszonkowego? Proszę, wychowujmy nasze dzieci w odpowiedzialności za innych. Bo to, co mamy, jest darem, którym trzeba się dzielić, pielęgnować go i rozwijać, aby zmieniać świat.

Mieszkańcy domu Ewentegna Tamir przy stole, Etiopia (Fot. Archiwum BETEL)Mieszkańcy domu Ewentegna Tamir przy stole, Etiopia (Fot. Archiwum BETEL)

Betelowskie domy funkcjonują dzięki ludziom, którzy dzielą się tym, co mają. W ramach Adopcji z sercem finansują miesięczne utrzymanie podopiecznych. Inni... robią zakupy przez internet. Ostatnio p. Jolanta kupiła 40 jajek, 13 bagietek, ciastka, rybę suszoną, 5 mydeł i proszek do prania. A p. Magda - 2 rowery. „To niesamowita rzecz! Będą z nich korzystać dzieci i opiekunowie” - cieszy się twórca domów.

Nowe wyzwania

Mozambik. Prawie połowa mieszkańców nie umie czytać i pisać. Do służby zdrowia nie ma właściwie dostępu. Mała wioska ma północy państwa.

- Odwiedzam 35-letnią Ritę - opowiada Andrzej. - Ma upośledzenie umysłowe, nie chodzi. Opiekuje się nią mama. Wymaga całkowitej opieki. Chcielibyśmy jej pomóc, żeby jej życie było bardziej godne w miejscu, w którym jest. Żeby mogła mieć trochę jedzenia, ubranie - dodaje.

Adelina ma 7 lat i pewnie dziecięce porażeniem mózgowe. Nie mówi. Ma inne, trudno stwierdzić jakie dokładnie schorzenia - łysieje, nie ma paluszków u lewej ręki, być może to trąd. Te i wiele innych niepełnosprawnych osób w Mozambiku BETEL wspiera w ramach Pomocy z sercem. Podobnie jak na Madagaskarze, dociera każdego miesiąca do tych najsłabszych, którzy żyją w swoich biednych domach z rodzinami. Przywozi im jedzenie, świeże ubrania. Ale to nie wszystko.

- Wyzwanie przyjęte... Pierwsze kroki zrobione - wyznaje prezes ruchu. I dodaje: - W zanadrzu projekt budowy, a potem prowadzenie domu dla osób
niepełnosprawnych na północy Mozambiku. Łatwo nie będzie. Tutaj wszystko na zasadach przeciwności logiki i zdrowego rozsądku. Wiem, że to będzie dosłownie walka, ale wiem też, że tak trzeba… i że warto.

Autor zamieszania

Za betelowską pomocą Afryce stoi w pierwszym rzędzie Andrzej Kalinowski, założyciel ruchu, który jak mantrę powtarza: „Bo tak trzeba”.

Jego przygoda z pomocą niepełnosprawnym osobom zaczęła się od Częstochowy, gdzie powstał pierwszy dom, w którym jak w rodzinie żyją wspólnie podopieczni z opiekunami. Potem jak grzyby po deszczu powstawały nowe. Dziś jest ich 15 w Polsce, we Włoszech i w Afryce.

Andrzej niejednokrotnie wadzi się z Bogiem. Nie zarzuca Mu jednak, że tak to wszystko urządził, ale bardziej pomstuje na swoje ograniczenia… na to, że chciałby więcej, bardziej, mocniej. I ufa, że kiedyś jego dzieci zrozumieją jego i jego wojowanie o godność najsłabszego człowieka. Każdego dnia modli się: „Boże! Miej mnie w swojej opiece! Miej w opiece moją żonę, dzieci, rodzinę tę jedną i tę drugą, tę z krwi i tę w wyboru lub przeznaczenia! Niech ta walka będzie Twoją walką! Niech to wszystko będzie Twoim dziełem, a ja tylko Twoim narzędziem”.

- Tak trzeba. Bo ci ludzi żyją bardzo biednie - mówi.

- Bo osoby chore i niepełnosprawne żyją poniżej poziomu, który w mojej cywilizacji byłby w jakikolwiek sposób uznawalny. Bo tak trzeba. Mnie zaprowadziły tutaj nogi przez różnorodne wydarzenia. Kiedy widzisz kogoś, kto jest chory, głodny, możesz coś zorganizować albo się podzielić tym, co masz, tak po prostu. Tu mnie zaprowadziło i postawiło moje życie. Myślę, że każdy przyzwoity człowiek zachowałby się w taki sam sposób. Dlatego tym bardziej zapraszam na wolontariat w Afryce - przez ruch Betel czy inne organizacje. Jesteśmy szczęściarzami, że urodziliśmy się w tym miejscu, w którym jesteśmy. To pewnego rodzaju wyzwanie dla nas. Skoro zostaliśmy w jakiś sposób obdarowani, to powinniśmy to wykorzystać. Jest to zadanie dla nas wszystkich. To nasz obowiązek. Nie ma innego wyjścia - dodaje.

Książka z sercem

W Niedzielę Misyjną miała premierę książka Andrzeja Kalinowskiego „Ewentegna Tamir. Prawdziwy cud”. To zapiski, które mówią o zmaganiach o utrzymanie życia osób najsłabszych z najsłabszych i zachowanie ich godności na tle Etiopii. Całkowity dochód z jej sprzedaży będzie przeznaczony na realizację dzieł podejmowanych przez ruch BETEL.

Więcej o książce i pomocy niepełnosprawnym w ramach Międzynarodowego Ruchu Dobroczynnego BETEL na: ksiazka.zsercem.org i afryka.zsercem.org.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
oprac. Katarzyna Stokłosa

Szarbel – człowiek, który wyprosił u Boga tysiące cudów

Libański mnich, pustelnik i asceta, który w Polsce pomógł już rzeszom potrzebujących. Współcześni mówili o nim „święty Bogiem upojony”. Jego życie było niezwykle proste, a zarazem...

Skomentuj artykuł

Ich życie było po ludzku przegrane. Dziś żyją w domach BETEL -Międzynarodowego Ruchu Dobroczynnego
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.