Morderstwo live z Kadłuba oglądają nastolatki. Kiedy do nas wreszcie dotrze, czym są media społecznościowe?

Morderstwo live z Kadłuba oglądają nastolatki. Kiedy do nas wreszcie dotrze, czym są media społecznościowe?
Obraz: Canva AI / mł

Siedemnastolatek zamordował w Kadłubie dwie osoby z rodziny i transmitował zbrodnię w mediach społecznościowych. Jeden ze specjalistów od zbrodni mówi, że z zabójstwem o takiej drastyczności jeszcze się nie spotkał. Szczegóły są straszne, ale nie o nich będzie. Będzie o tym, co mogą i czego nie robią właściciele mediów społecznościowych, gdy chodzi o nasze dzieci. I o tym, jak głęboki sens ma zakaz social mediów przed 15 rokiem życia. 

O drastycznym morderstwie dokonanym przez 17-latka z transmisją live słyszała cała Polska, więc w szczegóły nie będę się wdawać, a was, drodzy czytelnicy, ostrzegam: jeśli nie wiecie, nie googlajcie. Choć jeśli dostaliście ze swojej szkoły podobną wiadomość, jak ja - raczej na pewno będziecie za chwilę wiedzieć wszystko.

Sprawa jest straszna: 17-letni chłopak z pełnym opanowaniem dokonał bardzo brutalnego morderstwa na wizji, przebijając tym chyba wszystkie patostrimingi ostatnich lat. Sprawca został szybko zatrzymany, materiały usunięte, ale przecież byli tacy, co to oglądali, zapisali i teraz przekazują. Już nie w otwartych kanałach, ale w komunikatorach. Nagrania trafiają do dzieci i młodzieży, a szkolni pedagodzy i psycholodzy ostrzegają, że straszliwe sceny, których nie da się odzobaczyć, dają niemal pewność problemów z psychiką i konieczność natychmiastowego wsparcia. Mimo to jakieś fragmenty nagrań krążą podobno po nastoletnich społecznościach. 

Przyznam, że sama zbrodnia przerasta moją wyobraźnię: mogę tak napisać, gdyż nie dość, że sama piszę kryminały, to jeszcze jest to w zasadzie jedyny gatunek powieści, jaki od podstawówki czytam. Co prawda "mój" książkowy morderca popełnia zbrodnię z zimną krwią, bo czuje się nieważny i niedoceniany oraz chorobliwie pragnie uwagi świata - ale nie wpadłam na to, że może robić z tego live... Z racji zawodu czytam też true crime oraz reportaże z miejsc zbrodni, a czasem także akta, i moje granice są mocno przesunięte. Ale zupełnie inaczej się o zbrodni czyta, a zupełnie inaczej ogląda się prawdziwe nagranie z momentu, w którym prawdziwy człowiek właśnie stracił życie. Jedyne nagranie, które jest równie wstrząsające i przychodzi mi do głowy, to nagranie terrorystów dekapitujących jeńców - przerażająca w swojej zadaniowości egzekucja. Potworne filmy publikował przez lata ISIS, w zeszłym roku w Kongu - ADF. Algorytmy wiedzą, że to rzeczy straszne, i informują o tym widza, pytając go o zgodę na zobaczenie drastycznych treści, jeśli nie są jeszcze usunięte (podobnie było np. na Instagramie, gdy publikowano reporterskie zdjęcia ludzi zabitych na Ukrainie). Algorytm odsiał historyczne portrety ofiar obozów koncentracyjnych, o co była wielka afera... A tu dał ciała. Bardziej się chyba nie dało. 

Stąd właśnie najpoważniejsze pytanie, które przychodzi mi w tej sytuacji do głowy: jak to jest możliwe, że taka transmisja mogła się odbyć w mediach społecznościowych w 2026 roku, w czasach rozhulanej AI i algorytmów, które wiedzą o nas wszystko i potrafią ocenić, które rolki z Tiktoka nam pokazać? Dlaczego algorytm tnący nisko przy ziemi podcasty, w których ktoś raz wymówił słowo "samobójstwo", w ciągu pierwszych dziesięciu sekund nie mógł się zorientować, co jest grane w Kadłubie, i natychmiast zablokować transmisji?

To właśnie jest gruba ironia losu: są narzędzia, ale twórcy nie używają ich, żeby kogokolwiek chronić; używają ich, żeby zarabiać. I migają się od odpowiedzialności. Zastanawiam się, jaką karę powinien ponieść właściciel platformy, która w czasach sztucznej inteligencji nie jest w stanie stworzyć algorytmu odsiewającego po pierwszych sekundach transmisji morderstwa na żywo. Bo nie można powiedzieć, że cała odpowiedzialność spoczywa na niepełnoletnim chłopaku o psychopatycznie zaburzonej osobowości. A starą metaforę, której tak chętnie używamy: że media społecznościowe są jak nóż - można nim kroić chleb albo kogoś zabić - z chwilą odbycia się tej transmisji możemy sobie wsadzić w algorytm aż po ostatnią literkę.

Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę ruszyła właśnie z kampanią "15 powodów ” - to akcja społeczna tłumacząca dorosłym kawa na ławę i tak, że bardziej wprost się nie da, co się dzieje z dziećmi wystawionymi na działanie mediów społecznościowych przed 15 rokiem życia. A teraz mamy szesnasty powód... Ile jeszcze trzeba, żebyśmy uwierzyli, że to naprawdę szkodzi dzieciom? Psychologowie mówią to od kilku lat, kolejne organizacje tworzą petycje do władz, a nam się wydaje, że to nic takiego. I że właściciele mediów społecznościowych na pewno chcą dobrze dla naszych dzieci i będą je chronić sami z siebie, bo po to zakładali biznesy: żeby bronić naszych dzieci przed złem. 

Naprawdę nie wiem, co jeszcze musi się wydarzyć, żebyśmy się wyleczyli z kompleksu na tle Zachodu i jako społeczeństwo ogarnęli, że chronienie dzieci przed niebezpiecznymi treściami w social mediach to nie jest zamykanie im drogi do rozwoju technologicznego. Nie wiem, ile państw Zachodu musi radykalnie zabronić używania telefonów w szkołach i obecności dzieci w mediach społecznościowych, żebyśmy się zorientowali, że też tak możemy. Ale jeśli potrzebny jest jakiś inny argument za zakazem mediów społecznościowych dla dzieci poniżej 15 roku życia niż ten, że morderstwo na żywo w wykonaniu starszego kolegi mogły obejrzeć siedmioletnie dzieci wpuszczone w jutjuby i tiktoki bez filtra rodzinnego, to nie wiem, do czego jeszcze musi dojść. Co jeszcze musi się stać, żebyśmy przestali się łudzić i zasłaniać bzdurnymi hasłami o tym, że w internecie są też fajne i rozwojowe rzeczy, więc dzieci dużo stracą. 

Bo co z tego, że ten spokojny gość z końca osiedla ma świetne przepisy na ciasteczka i uczy dzieci zbijać karmniki dla sikorek, jeśli równocześnie jest seryjnym pedofilem-gwałcicielem? Media społecznościowe w każdej chwili mogą zgwałcić umysł twojego dziecka: to żadna metafora, to brutalne realia, a ciężkie koszty naprawiania tego, co może się stać z mózgiem w kilkanaście sekund, przerastają możliwości portfeli większości Polaków. Nie stać nas. W żadnym wymiarze. Ale kto by się tam przejmował.

DEON.PL POLECA

 

 

 

 

DEON.PL POLECA


Marta Łysek - dziennikarka i teolog, pisarka i blogerka. Twórczyni Maluczko - bloga ze Słowem, współautorka "Notesów duchowych", pomagających wejść w żywą relację z Ewangelią. Sporadycznie wykłada dziennikarstwo. Debiutowała w 2014 roku powieścią sensacyjną "Na uwięzi", a wśród jej książek jest też wydany w 2022 roku podlaski kryminał  "Ciało i krew". Na swoim Instagramie pomaga piszącym rozwijać warsztat. Tworzy autorski newsletter na kryzys - "Plasterki". Prywatnie żona i matka. Odpoczywa, chodząc po górach, robiąc zdjęcia i słuchając ciszy.  

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
Marta Łysek

Zło jest bliżej niż ci się wydaje…

Sokółka, mała urokliwa miejscowość na Podlasiu. Spokojne życie mieszkańców przerywa zagadkowe zaginięcie proboszcza. Strach i napięcie potęguje wiadomość, że w okolicy doszło do brutalnej zbrodni.

Grzegorz Sobal, kiedyś...

Skomentuj artykuł

Morderstwo live z Kadłuba oglądają nastolatki. Kiedy do nas wreszcie dotrze, czym są media społecznościowe?
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.