Nic więcej o nas bez nas? Sprawa z Grojca odsłoniła kryzys, który narastał w Kościele od dawna
zdj. ilustracyjne / fot. depositphotos.com
Sprawa parafii w Grojcu w diecezji bielsko-żywieckiej wykracza poza ramy zwykłego sporu. Zamiast dialogu górę wzięły emocje, a konflikt stał się medialną sensacją i pożywką dla kolejnych dyskusji o Kościele. Nie chodzi już jednak tylko o jedną parafię, ale szerzej – o narastającą od dawna frustrację części wiernych i kryzys zaufania wobec hierarchów.
W parafii w Grojcu doszło do zaskakujących scen, które obiegły media w całym kraju. Biskup Roman Pindel, ordynariusz diecezji bielsko-żywieckiej, w niedzielny wieczór z własnej inicjatywy przyjechał na spotkanie z tamtejszą radą parafialną w sprawie odwołania dotychczasowego proboszcza, ks. Józefa Zborka. Po spotkaniu z radą i modlitwie w kościele wydarzenia przybrały niespodziewany przebieg. Tłum otaczający kościół uniemożliwił biskupowi i jego współpracownikom opuszczenie terenu parafii. W stronę biskupa kierowano pytania i pretensje związane z odwołaniem proboszcza, a także przekleństwa i obelgi. Jak widać na nagraniach opublikowanych w sieci, duchowni byli również szarpani. Sytuacja zakończyła się interwencją policji, która w późnych godzinach umożliwiła im opuszczenie terenu parafii.
Trudno usprawiedliwiać zachowanie osób, które w ten sposób potraktowały biskupa i jego współpracowników. Emocje wzięły górę nad zdrowym rozsądkiem, co w konsekwencji przybrało niedopuszczalną formę słownej i fizycznej agresji. A punktem zapalnym była decyzja biskupa o odwołaniu proboszcza – jak poinformował bp Pindel w swoim oświadczeniu – „w związku z bardzo poważnymi nadużyciami w wypełnianiu tej funkcji”. Decyzję hierarchy podtrzymał także Watykan.
„Dobrego księdza przenoszą, a kiedy trzeba, to…”
Z decyzją biskupa o odwołaniu ks. Józefa Zborka z funkcji proboszcza nie zgadzają się jednak parafianie, którzy nieustannie podkreślają, że stoją twardo po stronie swojego kapłana. W rozmowie z Polsat News mieszkańcy Grojca mówili o odwołanym proboszczu, że „był dobrym księdzem, był księdzem, który był dla parafian, a nie parafianie dla księdza”. Jako przykłady wskazywali, że był „ludzkim człowiekiem”, pozbawionym poczucia wyższości, oraz że chrzcił dzieci ze związków niesakramentalnych, którym – według relacji mieszkańców – w innych parafiach odmawiano chrztu.
Wystarczy przyjrzeć się reakcjom na wieści o niedzielnych wydarzeniach w Grojcu, by dostrzec, że mogą być one częścią głębszego problemu niż konflikt o jednego proboszcza. Na przystankach, w sklepach i wielu innych miejscach można było usłyszeć podobnie brzmiące komentarze: „Tam, gdzie trzeba, gdzie powinno się zmienić proboszcza, nikt nie reaguje, ale tutaj, gdzie ludzie nie chcą, to zabierają”. Tego typu wypowiedzi można przeczytać też w komentarzach w mediach społecznościowych. Podobne słowa padały także z ust protestujących w Grojcu.
W gruncie rzeczy dla wielu obserwatorów nie jest najważniejsze, kto miał rację – biskup czy proboszcz i parafianie. Trudno wyciągać daleko idące wnioski na podstawie samych emocji ludzi, jeżeli konkretna przyczyna odwołania proboszcza nie została podana do publicznej wiadomości. Jednak już samo przypuszczenie, że dobry ksiądz mógł zostać niesprawiedliwie odsunięty, przelało czarę goryczy. Być może niejeden komentujący zna z własnego doświadczenia sytuacje, kiedy lokalna wspólnota starała się o zmianę proboszcza z różnych względów – mniejszych lub większych zaniedbań i niewłaściwych postaw – ale ich apele wpadały w próżnię. Ile osób nie uczestniczy w życiu własnej parafii, lecz uczęszcza do innej, sąsiedniej czy pobliskiej, właśnie ze względu na niewłaściwe zachowanie czy krzywdy doznane ze strony proboszcza? Nie zawsze są to kwestie zwykłego widzimisię, ale prawdziwie dotkliwe rany. A na pytanie, czy jakkolwiek reagowali, składali skargi do kurii, często padają zrezygnowane odpowiedzi: „A co to da?”, „Ludzie już próbowali i nic się nie zmieniło”.
W gruncie rzeczy dla wielu obserwatorów nie jest najważniejsze, kto miał rację – biskup czy proboszcz i parafianie. Trudno wyciągać daleko idące wnioski na podstawie samych emocji ludzi, jeżeli konkretna przyczyna odwołania proboszcza nie została podana do publicznej wiadomości. Jednak już samo przypuszczenie, że dobry ksiądz mógł zostać niesprawiedliwie odsunięty, przelało czarę goryczy. Być może niejeden komentujący zna z własnego doświadczenia sytuacje, kiedy lokalna wspólnota starała się o zmianę proboszcza z różnych względów – mniejszych lub większych zaniedbań i niewłaściwych postaw – ale ich apele wpadały w próżnię. Ile osób nie uczestniczy w życiu własnej parafii, lecz uczęszcza do innej, sąsiedniej czy pobliskiej, właśnie ze względu na niewłaściwe zachowanie czy krzywdy doznane ze strony proboszcza? Nie zawsze są to kwestie zwykłego widzimisię, ale prawdziwie dotkliwe rany. A na pytanie, czy jakkolwiek reagowali, składali skargi do kurii, często padają zrezygnowane odpowiedzi: „A co to da?”, „Ludzie już próbowali i nic się nie zmieniło”.
Tego typu negatywne doświadczenia sprawiają, że nawet jeżeli biskup ma rację, a jego decyzja o odwołaniu proboszcza zyskała poparcie Watykanu, wierni wcale nie muszą automatycznie uznać jej za słuszną. W ich głowach pojawia się bowiem pytanie: „Dlaczego nikt nas nie słucha i nie pyta o zdanie, tylko stawia przed faktem dokonanym?”
„Dykasteria zdecydowała”. Ale co to właściwie znaczy?
Sytuacja wokół parafii w Grojcu odsłoniła szerszy problem w komunikacji wewnątrz Kościoła, na linii wierni–duchowieństwo. Znaczącą dezaprobatę parafian wzbudził brak jawnej informacji na temat powodów zwolnienia proboszcza. W oświadczeniu kurii pojawiła się jedynie informacja o „poważnych nieprawidłowościach w wypełnianiu urzędu”, natomiast później bp Pindel informował, że „ksiądz Józef przyznał, że popełnił poważne przestępstwo kanoniczne”. Sam odwołany ksiądz mówi jednak, że nie do końca zna stawiane mu zarzuty, ponieważ jego zdaniem „kuria nie potrafi ich dostatecznie dobrze wyartykułować”.
Diecezja bielsko-żywiecka powołuje się na potwierdzenie decyzji biskupa przez watykańskie instytucje – Dykasterię ds. Duchowieństwa oraz Najwyższy Trybunał Sygnatury Apostolskiej. Problem w tym, że dla przeciętnego katolika nazwy tych organów nie stanowią raczej wystarczającego wyjaśnienia. Tym bardziej że w uszach zwykłego człowieka, który nie posiada głębszej wiedzy na temat struktury Kościoła, brzmią one niczym opowieść o tajemniczym kościelnym sądzie.
Niezrozumienie kościelnych procedur jest kolejną istotną płaszczyzną, która osłabia zaufanie wiernych do hierarchów. Patrząc obiektywnie na całą sytuację, biskup miał prawo odwołać proboszcza, jeżeli jego decyzja została podtrzymana w postępowaniach przed najwyższymi instytucjami kościelnymi w Watykanie. Ponadto, jak sam bp Pindel podkreślał, został zobowiązany do zachowania tajemnicy, więc i w tym względzie trudno winić go za brak ujawnienia szczegółów sprawy.
Diecezja bielsko-żywiecka powołuje się na potwierdzenie decyzji biskupa przez watykańskie instytucje – Dykasterię ds. Duchowieństwa oraz Najwyższy Trybunał Sygnatury Apostolskiej. Problem w tym, że dla przeciętnego katolika nazwy tych organów nie stanowią raczej wystarczającego wyjaśnienia. Tym bardziej że w uszach zwykłego człowieka, który nie posiada głębszej wiedzy na temat struktury Kościoła, brzmią one niczym opowieść o tajemniczym kościelnym sądzie.
Niezrozumienie kościelnych procedur jest kolejną istotną płaszczyzną, która osłabia zaufanie wiernych do hierarchów. Patrząc obiektywnie na całą sytuację, biskup miał prawo odwołać proboszcza, jeżeli jego decyzja została podtrzymana w postępowaniach przed najwyższymi instytucjami kościelnymi w Watykanie. Ponadto, jak sam bp Pindel podkreślał, został zobowiązany do zachowania tajemnicy, więc i w tym względzie trudno winić go za brak ujawnienia szczegółów sprawy.
Kościół hierarchiczny czy synodalny? Czy naprawdę trzeba wybierać?
W dyskusji na temat wydarzeń w Grojcu wybijają się dwie postawy obecne dziś w Kościele. Z jednej strony mamy zwolenników Kościoła hierarchicznego, który opiera się na posłuszeństwie decyzjom przełożonych. Z drugiej wiele mówi się o Kościele synodalnym jako wspólnocie wiernych opartej na współodpowiedzialności. Pytanie, czy te dwie wizje w ogóle się wykluczają. Synodalność Kościoła, o której tak wiele mówił papież Franciszek, nie oznacza przecież, że od teraz to świeccy będą organizować wybory proboszczów i decydować o zmianach personalnych w parafiach. Mowa raczej o wspólnej drodze, rozeznawaniu i dialogu. Ks. Krzysztof Patejuk pisał niegdyś na łamach „Więzi”, że „najważniejszym elementem synodalności jest słuchanie – najpierw Boga, a następnie człowieka. Ilu problemów uniknęlibyśmy w Kościele, gdybyśmy potrafili siebie słuchać”.
Biskupa obowiązują przepisy zapisane w Kodeksie Prawa Kanonicznego, które gwarantują mu także prawo do podejmowania konkretnych decyzji niezależnie od wiernych. Z kolei świeccy powinni mieć możliwość artykułowania swojego zdania, potrzeb i żalów, z przekonaniem, że ich głos zostanie rzeczywiście wysłuchany i wzięty pod uwagę. Jeżeli jednak zabraknie jednego bądź drugiego, Kościół nie będzie wspólnotą synodalną, ale albo instytucją feudalną, poddaną decyzjom jednostek, albo tłumem ogarniętym emocjami.
Biskupa obowiązują przepisy zapisane w Kodeksie Prawa Kanonicznego, które gwarantują mu także prawo do podejmowania konkretnych decyzji niezależnie od wiernych. Z kolei świeccy powinni mieć możliwość artykułowania swojego zdania, potrzeb i żalów, z przekonaniem, że ich głos zostanie rzeczywiście wysłuchany i wzięty pod uwagę. Jeżeli jednak zabraknie jednego bądź drugiego, Kościół nie będzie wspólnotą synodalną, ale albo instytucją feudalną, poddaną decyzjom jednostek, albo tłumem ogarniętym emocjami.
Być może decyzja biskupa w sprawie proboszcza z Grojca była w pełni słuszna, ale cała afera wokół niej w skrajny sposób pokazała stanowisko sporej części katolików, którzy mówią: „Nic więcej o nas bez nas”. Komunikat przedstawiający decyzję już nie wystarczy. Wierni potrzebują dziś wyjaśnień i przekonującego uzasadnienia. A jeśli obowiązuje tajemnica? Wówczas muszą zaufać hierarchom, a tego zaufania dziś w dużej mierze brakuje. Można je odbudować nie przez oddanie decyzji w ręce świeckich, ale przez otwartość na ich głos i rzeczywiste branie go pod uwagę.
Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.


Skomentuj artykuł