Nie ma odwrotu. Korzystamy coraz więcej z internetu i mediów społecznościowych i to się nie zmieni. Możemy zaklinać rzeczywistość, wmawiać sobie, że panujemy nad sytuacją, ale ona zdaje się być nieubłagana.
Nie ma odwrotu. Korzystamy coraz więcej z internetu i mediów społecznościowych i to się nie zmieni. Możemy zaklinać rzeczywistość, wmawiać sobie, że panujemy nad sytuacją, ale ona zdaje się być nieubłagana.
Rodzicielstwo jest trudne, wychowanie w wierze również. Trochę przez nasze własne ograniczenia i troski, innym razem przez otoczenie, które jest mocno nieprzychylne katolickim wartościom i niezwykle chętne by wyśmiać każdego, kto traktuje Boga i Jego przykazania serio. Jest trudno, owszem. Nigdy jednak nie jesteśmy na naszej drodze sami.
Rodzicielstwo jest trudne, wychowanie w wierze również. Trochę przez nasze własne ograniczenia i troski, innym razem przez otoczenie, które jest mocno nieprzychylne katolickim wartościom i niezwykle chętne by wyśmiać każdego, kto traktuje Boga i Jego przykazania serio. Jest trudno, owszem. Nigdy jednak nie jesteśmy na naszej drodze sami.
W poniedziałek watykańska Dykasteria ds. Komunikacji wydała dokument zatytułowany "Ku pełnej obecności. Duszpasterska refleksja na temat zaangażowania w mediach społecznościowych". W liczącym 20 stron opracowaniu znalazło się wiele interesujących i aktualnych informacji, dotyczących korzystania z mediów społecznościowych przez współczesnych - zwłaszcza młodych - użytkowników sieci.
W poniedziałek watykańska Dykasteria ds. Komunikacji wydała dokument zatytułowany "Ku pełnej obecności. Duszpasterska refleksja na temat zaangażowania w mediach społecznościowych". W liczącym 20 stron opracowaniu znalazło się wiele interesujących i aktualnych informacji, dotyczących korzystania z mediów społecznościowych przez współczesnych - zwłaszcza młodych - użytkowników sieci.
Za dużo PR-u za mało dyplomacji - tak najkrócej określić można problem z watykańskimi i papieskimi wypowiedziami i działaniami na temat wojny w Ukrainie. Efekt? Polityka ocierającą się o śmieszność i brak skuteczności.
Za dużo PR-u za mało dyplomacji - tak najkrócej określić można problem z watykańskimi i papieskimi wypowiedziami i działaniami na temat wojny w Ukrainie. Efekt? Polityka ocierającą się o śmieszność i brak skuteczności.
Wieczorna modlitwa rodzinna. „Matko najczystsza – módl się za nami, Matko dziewicza – módl się za nami, Matko nienaruszona – módl się za nami…”. W miarowy rytm wbija się nagle głos Borysa, dziewięciolatka: „Matko Robiąca Pyszne Kanapki”. Zamieram i spoglądam z wyrzutem na synka. „No co?” – zerka z miną niewiniątka – „Przecież sama tak często robisz!”.
Wieczorna modlitwa rodzinna. „Matko najczystsza – módl się za nami, Matko dziewicza – módl się za nami, Matko nienaruszona – módl się za nami…”. W miarowy rytm wbija się nagle głos Borysa, dziewięciolatka: „Matko Robiąca Pyszne Kanapki”. Zamieram i spoglądam z wyrzutem na synka. „No co?” – zerka z miną niewiniątka – „Przecież sama tak często robisz!”.
Mimo stanowczego oporu rządu polskiego przed przyjmowaniem uchodźców, Polska zaskoczyła cały świat swoją gotowością przyjęcia każdego, kto ucieka przed rosyjskim najeźdźcą. Polacy otworzyli drzwi swoich domów i wzruszali się cierpieniem przerażonych wojną Ukraińców. Nie czekali aż agencje rządowe przygotują obozy dla wojennych uchodźców, sami podjeżdżali pod granicę i zabierali do siebie całe rodziny.
Mimo stanowczego oporu rządu polskiego przed przyjmowaniem uchodźców, Polska zaskoczyła cały świat swoją gotowością przyjęcia każdego, kto ucieka przed rosyjskim najeźdźcą. Polacy otworzyli drzwi swoich domów i wzruszali się cierpieniem przerażonych wojną Ukraińców. Nie czekali aż agencje rządowe przygotują obozy dla wojennych uchodźców, sami podjeżdżali pod granicę i zabierali do siebie całe rodziny.
Żyjemy w czasach, kiedy wiele rzeczy, coraz więcej i więcej jest regulowanych, opisywanych, opatrywanych różnego rodzaju zastrzeżeniami. Wszystko musi mieć regulamin, stosowne przepisy, nawet czasami zdawałoby się absurdalne. Czy tak musi być i nie ma w tym przesady?
Żyjemy w czasach, kiedy wiele rzeczy, coraz więcej i więcej jest regulowanych, opisywanych, opatrywanych różnego rodzaju zastrzeżeniami. Wszystko musi mieć regulamin, stosowne przepisy, nawet czasami zdawałoby się absurdalne. Czy tak musi być i nie ma w tym przesady?
Cześć, to ja, Marta. Wiesz, w tej rubryce piszę na ogół felietony. Ale tym razem chcę napisać do ciebie inaczej. Inaczej, bo czuję, że masz kryzys. Że Kościół w jakimś momencie zaczął cię uwierać, denerwować, gnieść. Wkurzać. I twoje życie też zaczęło cię uwierać i wkurzać.
Cześć, to ja, Marta. Wiesz, w tej rubryce piszę na ogół felietony. Ale tym razem chcę napisać do ciebie inaczej. Inaczej, bo czuję, że masz kryzys. Że Kościół w jakimś momencie zaczął cię uwierać, denerwować, gnieść. Wkurzać. I twoje życie też zaczęło cię uwierać i wkurzać.
Walka z wykorzystywaniem seksualnym małoletnich przypomina trochę walenie głową w mur. Niewielkim pocieszeniem jest, że co jakiś czas z tego muru obojętności i milczenia uda się wydłubać jakąś cegłę. Do końca ciężkiej pracy droga bowiem wciąż daleka. I ciągle kołaczące się w głowie pytania: Jak długo jeszcze? Co trzeba zrobić, by pracę usprawnić? Ile jeszcze będzie trwał ten niezrozumiały opór?
Walka z wykorzystywaniem seksualnym małoletnich przypomina trochę walenie głową w mur. Niewielkim pocieszeniem jest, że co jakiś czas z tego muru obojętności i milczenia uda się wydłubać jakąś cegłę. Do końca ciężkiej pracy droga bowiem wciąż daleka. I ciągle kołaczące się w głowie pytania: Jak długo jeszcze? Co trzeba zrobić, by pracę usprawnić? Ile jeszcze będzie trwał ten niezrozumiały opór?
Od jakiegoś czasu odnoszę wrażenie, że media – w szczególności blogi i social media - kreują dwa bardzo skrajne obrazy macierzyństwa. Z jednej strony widzimy zawsze czyste, uśmiechnięte dzieci i ich mamy tryskające energią, które nigdy nie są zmęczone czy rozdrażnione. Nigdy nie mają dość biegania wokół spraw dzieci. Z drugiej strony narracja wprost przeciwna, która pokazuje kobiece ciało zryte porodem tak, by obrzydzić innym macierzyństwo.
Od jakiegoś czasu odnoszę wrażenie, że media – w szczególności blogi i social media - kreują dwa bardzo skrajne obrazy macierzyństwa. Z jednej strony widzimy zawsze czyste, uśmiechnięte dzieci i ich mamy tryskające energią, które nigdy nie są zmęczone czy rozdrażnione. Nigdy nie mają dość biegania wokół spraw dzieci. Z drugiej strony narracja wprost przeciwna, która pokazuje kobiece ciało zryte porodem tak, by obrzydzić innym macierzyństwo.
2 czerwca na ekrany kin wejdzie "Osiem gór". "Niezwykła pochwała wolności i opowieść o odnajdywaniu siebie", "Into the Wild 2.0", "Wielkie kino, lepszego filmu w tym roku nie widziałem" - to tylko niektóre z wypowiedzi krytyków, którymi chwali się dystrybutor. Czy film rzeczywiście jest tak dobry?
2 czerwca na ekrany kin wejdzie "Osiem gór". "Niezwykła pochwała wolności i opowieść o odnajdywaniu siebie", "Into the Wild 2.0", "Wielkie kino, lepszego filmu w tym roku nie widziałem" - to tylko niektóre z wypowiedzi krytyków, którymi chwali się dystrybutor. Czy film rzeczywiście jest tak dobry?
Umieranie jest i pozostaje doświadczeniem określającym naszą tożsamość. I to właśnie dlatego "ćwiczenia duchowe" we wszystkich niemal kulturach i cywilizacjach wiązały się także z rozmyślaniem o własnej śmierci.
Umieranie jest i pozostaje doświadczeniem określającym naszą tożsamość. I to właśnie dlatego "ćwiczenia duchowe" we wszystkich niemal kulturach i cywilizacjach wiązały się także z rozmyślaniem o własnej śmierci.
Sztuczna inteligencja pojawia się w coraz liczniejszych sferach naszego życia. Potrafi już nawet pisać kazania. Czy wejdzie na dobre w nasze życie religijne?
Sztuczna inteligencja pojawia się w coraz liczniejszych sferach naszego życia. Potrafi już nawet pisać kazania. Czy wejdzie na dobre w nasze życie religijne?
Czytam różne wypowiedzi, komentarze o aktualnej sytuacji, głównie dotyczącej Kościoła, ludzi wierzących, ale także obecnej sytuacji polityczno-społecznej w szerokim kontekście i coraz bardziej dochodzę do przekonania, że mamy poważny problem. Nie rozmawiamy ze sobą. Wygłaszamy często serię mniej czy bardziej udanych monologów, nie za bardzo się przejmując tym, czy nas ktoś rozumie. Sukcesem wydaje się być sytuacja, w której nie padają żadne oskarżenia, ani nikogo nie obrażamy.
Czytam różne wypowiedzi, komentarze o aktualnej sytuacji, głównie dotyczącej Kościoła, ludzi wierzących, ale także obecnej sytuacji polityczno-społecznej w szerokim kontekście i coraz bardziej dochodzę do przekonania, że mamy poważny problem. Nie rozmawiamy ze sobą. Wygłaszamy często serię mniej czy bardziej udanych monologów, nie za bardzo się przejmując tym, czy nas ktoś rozumie. Sukcesem wydaje się być sytuacja, w której nie padają żadne oskarżenia, ani nikogo nie obrażamy.
Tak, jest maj. Czyli komunie. I mnóstwo głosów wokół tego sakramentu, a może bardziej wokół samej uroczystości. Do której podejście jest bardzo różne: od „dziś tylko Pan Jezus, prezenty za tydzień” aż do „z Kościołem nam nie po drodze, ale żeby dziecku nie było przykro, zrobimy mu świecki zamiennik”. A w refrenie tej majowej piosenki oczywiście słychać: „patrzcie, kryzys Kościoła, kryzys, kryzys!”
Tak, jest maj. Czyli komunie. I mnóstwo głosów wokół tego sakramentu, a może bardziej wokół samej uroczystości. Do której podejście jest bardzo różne: od „dziś tylko Pan Jezus, prezenty za tydzień” aż do „z Kościołem nam nie po drodze, ale żeby dziecku nie było przykro, zrobimy mu świecki zamiennik”. A w refrenie tej majowej piosenki oczywiście słychać: „patrzcie, kryzys Kościoła, kryzys, kryzys!”
Sezon pierwszych komunii jest w rozkwicie. Pojawia się coraz więcej artykułów na różnych portalach internetowych, które prześcigają się w informacjach typu: ile należy włożyć dziecku pierwszokomunijnemu do koperty; lepszy prezent to quad czy smartfon, a może żywa małpka, tegoroczny hit; ubrać w albę czy w sukienkę przypominającą suknię ślubną; impreza w domu czy w restauracji itd… Przeczytałam kilkanaście artykułów w podobnym tonie, szukając w nich tego co najważniejsze, sensu sakramentu.
Sezon pierwszych komunii jest w rozkwicie. Pojawia się coraz więcej artykułów na różnych portalach internetowych, które prześcigają się w informacjach typu: ile należy włożyć dziecku pierwszokomunijnemu do koperty; lepszy prezent to quad czy smartfon, a może żywa małpka, tegoroczny hit; ubrać w albę czy w sukienkę przypominającą suknię ślubną; impreza w domu czy w restauracji itd… Przeczytałam kilkanaście artykułów w podobnym tonie, szukając w nich tego co najważniejsze, sensu sakramentu.
Zachód słońca widziany z irlandzkiego wybrzeża, odpoczynek w hamaku rozpiętym nad Jeziorem Kraterowym i przelatujący obok koliber, orzeźwiający chłód szkockich strumieni to wspomnienia, które zostają z ich właścicielem na zawsze. Ale jak zachwalać podróżowanie, gdy ceny podstawowych produktów i potrzeb rosną, jutro jest niepewne, a światem targają wojny?
Zachód słońca widziany z irlandzkiego wybrzeża, odpoczynek w hamaku rozpiętym nad Jeziorem Kraterowym i przelatujący obok koliber, orzeźwiający chłód szkockich strumieni to wspomnienia, które zostają z ich właścicielem na zawsze. Ale jak zachwalać podróżowanie, gdy ceny podstawowych produktów i potrzeb rosną, jutro jest niepewne, a światem targają wojny?
Franciszek spotkał się z Wołodymyrem Zełenskim. A spotkanie to po raz kolejny pokazało, jak odmienna jest nie tylko perspektywa papieża i prezydenta Ukrainy, ale także perspektywa krajów Europy Środkowej i globalnego Południa.
Franciszek spotkał się z Wołodymyrem Zełenskim. A spotkanie to po raz kolejny pokazało, jak odmienna jest nie tylko perspektywa papieża i prezydenta Ukrainy, ale także perspektywa krajów Europy Środkowej i globalnego Południa.
Maj to w Kościele ‘sezon komunijny’. Wiemy o tym wszyscy. Przeczytamy o tym w gazecie, informuje o tym każdy portal internetowy. W przekazie wielu z tych publikacji pojawiają się głównie słowa krytyki, że to zbyt sztuczne, naraża na niepotrzebne wydatki, bo stroje, prezenty, przyjęcia… Zawsze znajdzie się ktoś, kto z wielkim przejęciem opowiada swoją historię frustracji związanych z Pierwszą Komunią św., a jeśli da się tam wpleść jakieś faux-pas księdza albo siostry zakonnej, tym lepiej dla ‘atrakcyjności’ opowieści.
Maj to w Kościele ‘sezon komunijny’. Wiemy o tym wszyscy. Przeczytamy o tym w gazecie, informuje o tym każdy portal internetowy. W przekazie wielu z tych publikacji pojawiają się głównie słowa krytyki, że to zbyt sztuczne, naraża na niepotrzebne wydatki, bo stroje, prezenty, przyjęcia… Zawsze znajdzie się ktoś, kto z wielkim przejęciem opowiada swoją historię frustracji związanych z Pierwszą Komunią św., a jeśli da się tam wpleść jakieś faux-pas księdza albo siostry zakonnej, tym lepiej dla ‘atrakcyjności’ opowieści.
Jest czas komunii, bierzmowania, święceń kapłańskich. I czas wzmożonej kampanii obrzydzania Kościoła na każdym możliwym obszarze i poziomie. Discover wita mnie przemiłym newsem o uroczym tytule: „Osiem rzeczy, które zyskalibyśmy, gdyby jutro w Polsce zniknął katolicyzm”.
Jest czas komunii, bierzmowania, święceń kapłańskich. I czas wzmożonej kampanii obrzydzania Kościoła na każdym możliwym obszarze i poziomie. Discover wita mnie przemiłym newsem o uroczym tytule: „Osiem rzeczy, które zyskalibyśmy, gdyby jutro w Polsce zniknął katolicyzm”.