Wielki Post bez pamięci o skrzywdzonych
Przez jedenaście lat pisała listy i prosiła tylko o jedno słowo. Nie padło do dziś. On zgłosił krzywdę przełożonym – i odszedł, bo nikt nie chciał słuchać. Historie skrzywdzonych w Kościele najczęściej toczą się w ciszy, z dala od kamer i oficjalnych komunikatów. A przecież właśnie dla nich ustanowiono dzień modlitwy i solidarności. Tyle że nawet o nim coraz częściej milczymy.
Pewna, dorosła dziś kobieta, dwadzieścia lat temu została skrzywdzona przez osobę blisko związaną z Kościołem. Sprawa została wówczas zgłoszona władzom kościelnym i jakoś rozwiązana. Ale w wyniku różnych działań pewnego księdza matka kobiety straciła pracę, a w czasie kolędy mieszkanie jej rodziny księża z miejscowej parafii omijali szerokim łukiem. Matka skrzywdzonej po 11 latach wysłała list do biskupa. Napisała w nim, że chciałaby usłyszeć od kogoś słowo „przepraszam”. Hierarcha zareagował przez pośrednika. Dał jej numer telefonu do kościelnej poradni psychologicznej. Słowo „przepraszam” nie padło do dziś. Kobieta dalej czeka.
Pewien mężczyzna w roku 1995 przygotowywał się do kapłaństwa. Skierowano go w ramach praktyk do parafii. Któregoś dnia proboszcz zaczął się do niego dobierać. Poszedł do biskupa. Jak twierdzi w ogóle go to nie zainteresowano. Odwiesił sutannę na wieszak i odszedł. Nie żałuje, ma dom, rodzinę. Ma jednak żal o to, że nie został wysłuchany.
To jedynie dwie spośród wielu historii ludzi niewysłuchanych, które poznałem w ostatnim czasie. Parę lat temu w otoczeniu abp. Wojciecha Polaka, delegata KEP ds. ochrony dzieci i młodzieży zrodziła się myśl, by corocznie organizować dzień solidarności ze skrzywdzonymi. Była to odpowiedź na apel papieża Franciszka o solidarność z nimi. Pierwszy tego typu dzień zorganizowano w 2017 r. w pierwszy piątek Wielkiego Postu. Tegoroczny „Dzień modlitwy i solidarności z Osobami Skrzywdzonymi wykorzystaniem seksualnym” (pod taką nazwą funkcjonuje od 2024 r.) odbędzie się w piątek 20 lutego.
Ale… Czytam w KAI i wielu katolickich mediach nagłówek: „Cztery ogólnopolskie inicjatywy zainaugurują Wielki Post”. Cóż my tam mamy? Jałmużna wielkopostna organizowana przez Caritas, akcja wspierania misjonarzy, Ekstremalna Droga Krzyżowa i Zdrapka Wielkopostna. Tak, tak, organizatorzy tych akcji skrzyknęli się i postanowili działać razem, ale przykrym jest to, że zapomina się o solidarności ze skrzywdzonymi. Nie powinno to specjalnie dziwić. Wszak parę miesięcy temu metropolita częstochowski oczekiwał przeprosin za pielgrzymkę skrzywdzonych i odrzuconych przez Kościół na Jasną Górę.
A jednak dziwi. Dziwi tym mocniej, że do „Dnia modlitwy i solidarności z Osobami Skrzywdzonymi wykorzystaniem seksualnym” pozostał niespełna miesiąc. W poprzednich latach dość głośno o nim mówili i Biuro Delegata KEP ds. dzieci i młodzieży, i Fundacja Świętego Józefa. Materiały związane z tym dniem były dostępne na ich stronach internetowych. A dziś? FŚJ informuje o dniu ubiegłorocznym, a biuro delegata jakby śpi. Materiały są. Plakat i propozycje modlitw wiszą na stronie „Wspólnoty ze Zranionymi”. Jest nawet przesłanie abp. Wojciecha Polaka. Prymas pisze, że dzień ten „jest sposobem stanięcia obok człowieka, który niesie swój ból w samotności, a także wyrażenia gotowości, by nieść go razem z nim, choćby tylko w ciszy”. Jak to jednak zrobić, gdy prawie nikt o tym dniu nie pamięta, nikt o nim nie mówi? Prawdą jest, że dzień ten nie przebił się do świadomości proboszczów większości polskich parafii. W poprzednich latach nabożeństwa organizowali nieliczni. Niemniej, jeśli nie będziemy pracowali nad przemianą mentalności, to nigdy jej nie zmienimy. Jeśli nie wyjdziemy na spotkanie ze skrzywdzonymi, to kamienie za nich wołać będą.
Ci ludzie są obok nas. Czekają po lat 10, 20, niektórzy więcej. Chcą być wysłuchani.


Skomentuj artykuł