Dwie prawdy o krzyżu. Czy wiemy, co rzeczywiście wydarzyło się w Kielnie?

Dwie prawdy o krzyżu. Czy wiemy, co rzeczywiście wydarzyło się w Kielnie?
Fot. Depositphotos
Głos Nauczycielski/Stacja7/łs

Zdarzenia w Szkole Podstawowej w Kielnie, do których doszło w połowie grudnia, w krótkim czasie przestały być jedynie lokalnym problemem, stając się centrum ogólnopolskiej debaty o granicach tolerancji, wolności religijnej i upolitycznieniu oświaty. Podczas gdy jedna strona mówi o rażącej profanacji i pogardzie, druga broni się, wskazując na niefortunne nieporozumienie i polityczny lincz na pedagogu.

Początki sporu: walka o krzyż w „starej” szkole

Konflikt wokół obecności symboli religijnych w placówce narastał od początku roku szkolnego. Choć w nowszej części budynku krzyże znajdowały się w każdej sali, w starszej części ich brakowało. Od września uczniowie, wspierani przez katechetkę, podejmowali oddolne próby zawieszenia krzyża w sali, w której później doszło do incydentu. Według relacji rodzin, od momentu ich zawieszenia symbole te co najmniej trzykrotnie znikały w niewyjaśnionych okolicznościach, a dzieci każdorazowo wieszały nowe.

DEON.PL POLECA

 

 

Feralna lekcja: 15 grudnia

Do kulminacyjnego zdarzenia doszło w piątek, 15 grudnia, podczas lekcji języka angielskiego,. W sali znajdował się wówczas niewielki krzyż, wykonany z plastiku. Nie wisiał on obok godła państwowego, lecz przy wejściu, obok terrarium chomika, w miejscu, gdzie wcześniej znajdował się zegar.

Wersja wydarzeń przekazana przez dzieci i ich pełnomocników z Instytutu Ordo Iuris mówi o tym, że nauczycielka zauważyła przedmiot i poleciła uczniowi go zdjąć. Gdy ten odmówił, wzburzona kobieta miała sama wspiąć się na stolik, zdjąć krzyż i wrzucić go do kosza na śmieci, wypowiadając przy tym wulgarny komentarz w pogardliwym tonie. Świadkowie twierdzą, że po wszystkim nauczycielka otrząsnęła ręce z wyrazem obrzydzenia.

Obrona nauczycielki: „To był cosplayowy gadżet”

Zupełnie inny obraz sytuacji maluje sama nauczycielka, która po kilku tygodniach milczenia zabrała głos w mediach. Kobieta twierdzi, że jest osobą tolerancyjną i nigdy nie wyrzuciłaby przedmiotu kultu religijnego. Według jej relacji, obiektem, który trafił do kosza, nie był poświęcony krzyż, lecz „cosplayowy gadżet od halloweenowego stroju”, którym dzieci bawiły się na lekcji. Nauczycielka podkreśla, że przedmiot wisiał nad klatką chomika, co utwierdziło ją w przekonaniu, że to zabawka, a nie symbol religijny. Obecną sytuację określa mianem „chucpy” i „linczu”, oskarżając polityków o cyniczne wykorzystywanie nieporozumienia.

Chronologia działań i eskalacja konfliktu

Mimo że skarga od rodziców wpłynęła do sekretariatu szkoły jeszcze tego samego dnia, 15 grudnia, realne działania podjęto z dużym opóźnieniem.

  • 15 grudnia – 5 stycznia: Nauczycielka prowadzi zajęcia w szkole.
  • 23 grudnia: Dyrekcja zaproponowała spotkanie w terminie przedświątecznym, co uniemożliwiło rodzicom udział.
  • 5 stycznia: Nauczycielka zostaje zawieszona w obowiązkach służbowych.
  • 8 stycznia: Odbywa się pierwsze oficjalne spotkanie dyrekcji z rodzicami i ich pełnomocnikiem.
  • Połowa stycznia: Sprawa nabiera tempa prawnego – wójt gminy składa zawiadomienie do prokuratury w sprawie obrazy uczuć religijnych.

Szkoła w ogniu pytań i protestów

Wydarzenia w Kielnie doprowadziły do głębokiego podziału lokalnej społeczności. Przed budynkiem szkoły organizowano protesty z udziałem polityków Konfederacji i PiS, którzy nazywali uczniów „młodymi bohaterami” broniącymi wiary. Z kolei minister edukacji Barbara Nowacka początkowo nazwała zachowanie nauczycielki błędem, by później stanąć w jej obronie, krytykując prawicowych polityków za wywoływanie „wojny” kosztem dzieci i personelu szkoły.

DEON.PL POLECA


Obecnie sprawę bada prokuratura, a policja zabezpieczyła plastikowy krzyż jako dowód w sprawie. Równolegle toczy się postępowanie dyscyplinarne wobec nauczycielki. Prawnicy Ordo Iuris interweniowali również w sprawie próby przesłuchania dzieci na terenie szkoły bez obecności rodziców, co uznali za rażące naruszenie praw. Atmosfera w Kielnie pozostaje napięta, a placówka została zmuszona do dezaktywacji swoich kont w mediach społecznościowych z powodu fali hejtu.

Może to jedno wielkie nieporozumienie?

Kluczem do zrozumienia incydentu z 15 grudnia jest zestawienie faktów, które w obu wersjach – rodziców i nauczycielki – wykazują zaskakującą zbieżność co do okoliczności, choć drastycznie różnią się w ocenie intencji. Wszystko wskazuje na to, że spór o „profanację” versus „sprzątanie zabawek” miał swój początek w niefortunnej lokalizacji i nietypowej formie obiektu.

  1. Zagadkowe pochodzenie symbolu

Z relacji rodzin wynika, że od września uczniowie podejmowali starania o obecność krzyża w sali, jednak tradycyjne symbole wielokrotnie znikały w niewyjaśnionych okolicznościach. W dniu zdarzenia w sali znajdował się krzyż wykonany z plastiku. Co istotne, same dzieci nie potrafiły jednoznacznie wskazać, skąd ten konkretny przedmiot się wziął ani kto go dostarczył – pojawiały się jedynie domysły o druku 3D. Ta niejasność co do pochodzenia „krzyża” koresponduje z wersją nauczycielki, która była przekonana, że ma do czynienia z „cosplayowym gadżetem od halloweenowego stroju”, którym dzieci bawiły się wcześniej na lekcji.

  1. Pułapka lokalizacji

Analiza miejsca, w którym znajdował się przedmiot, rzuca nowe światło na powód, dla którego nauczycielka mogła nie potraktować go jako symbolu religijnego. Obie strony potwierdzają, że nie wisiał on obok godła państwowego, lecz przy wejściu do sali, w miejscu, gdzie wcześniej znajdował się zegar. Punkt ten znajdował się bezpośrednio nad klatką z chomikiem.

Wersja rodzin potwierdza logiczny powód takiego wyboru: dzieciom najłatwiej było dosięgnąć do tego konkretnego haczyka, ponieważ pod nim znajdował się stolik, na który mogły się wspiąć. Jednak to samo ustawienie – przedmiot nad klatką gryzonia w miejscu po zegarze – utwierdziło nauczycielkę w przekonaniu, że jest to porzucona przez uczniów zabawka, a nie przedmiot czci.

  1. Eskalacja emocji zamiast dialogu

Moment krytyczny nastąpił, gdy nauczycielka poleciła uczniowi zdjęcie krzyża, co spotkało się z odmową. W tym punkcie narracje stają się najbardziej rozbieżne: dzieci odebrały późniejsze zachowanie anglistki jako przejaw pogardy i celową profanację, opisując jej wzburzenie i wulgarny komentarz. Z kolei nauczycielka utrzymuje, że działając w dobrej wierze jako osoba tolerancyjna, po prostu usunęła z sali element, który uznała za śmieciowy rekwizyt, a obecną narrację o profanacji postrzega jako politycznie motywowany lincz.

Zestawienie tych faktów sugeruje, że gdyby uczniowie użyli tradycyjnego, poświęconego krzyża i umieścili go w standardowym miejscu, do incydentu mogłoby nigdy nie dojść. Z drugiej strony, brak jasnej komunikacji i narastające od września napięcie wokół znikających symboli religijnych sprawiły, że plastikowy przedmiot stał się katalizatorem konfliktu, którego żadna ze stron nie potrafiła już zatrzymać na poziomie szkolnej sali. Obecnie prokuratura i policja, dysponując zabezpieczonym przedmiotem jako dowodem, muszą rozstrzygnąć, czy był on „przedmiotem czci”, czy jedynie „gadżetem”, co zapewne będzie miało wpływ na końcowe wnioski.

Głos Nauczycielski/Stacja7/łs

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
Praca zbiorowa

Niezwykły zbiór, owoc pracy kilku jezuitów. Pomagali oni ludziom w modlitwie, jaką jest droga krzyżowa. Różnym ludziom. Śmiało można powiedzieć, że podobnym do Ciebie i Twoich przyjaciół.

Możesz to po prostu przeczytać, możesz wybrać coś...

Skomentuj artykuł

Dwie prawdy o krzyżu. Czy wiemy, co rzeczywiście wydarzyło się w Kielnie?
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.