Czasem lepiej nic nie mówić. Dlaczego milczenie może być formą miłości?

Obraz utworzony przy pomocy sztucznej inteligencji.

Internet nieustannie zachęca nas do zabierania głosu – komentowania, reagowania, dzielenia się opinią i zajmowania stanowiska niemal w każdej sprawie. W świecie, w którym każdy może być ekspertem, a brak reakcji bywa odbierany jak obojętność, coraz trudniej po prostu... zamilknąć. Czy naprawdę musimy mieć zdanie na każdy temat? Kiedy milczenie jest oznaką mądrości i pokory, a kiedy staje się wygodną ucieczką? I dlaczego Jezus, choć miał do przekazania najważniejszą wiadomość w dziejach, tak często wybierał ciszę? O przymusie ciągłego "nadawania", słuchaniu, cyfrowym hałasie i zapomnianej cnocie milczenia rozmawiają Magdalena Urbańska i Agata Rusek w kolejnym odcinku cyklu "Katoliczka w sieci".

Magda Urbańska: Agato, zaskoczę Cię! Wcale, ani trochę, nie mam zamiaru zaczynać od rekolekcji w milczeniu [śmiech], bo pierwsze myśli, które pojawiają się we mnie odnośnie milczenia i nie nadawania non stop wbrew pozorom dotyczą czegoś innego… Przypomina mi się teraz taka sytuacja, dość trudna dla mnie, gdy ktoś na Instagramie żądał ode mnie komentarza, tego żebym udostępniła też jakąś petycję i namawiała do jej podpisywania innych. Gdy się nie zgodziłam, usłyszałam, że jestem głupią krową, a nie katoliczką i że kawkę z Biblią to wrzucam, a nie walczę o czyjeś prawa. I wiesz co? Smutne jest to, co teraz powiem, ale ta reakcja mnie nie zaskoczyła. Wiele osób ma takie poczucie, że skoro jestem katolickim twórcą, to muszę wypowiedzieć się na każdy “gorący" temat, udostępnić każdą zbiórkę czy petycję i nadawać non stop. No bo przecież ktoś może tego potrzebować. Dziesięć lat tworzenia nauczyło mnie jednak, że albo po mojemu, albo wcale, a ja od lat trzymam się zasady, że nie komentuję bieżących wydarzeń. Wcale nie dlatego, że nie mam nic do powiedzenia, ale właśnie dlatego, że tych głosów w przestrzeni internetu jest zbyt wiele i dlatego, że uważam, że milczenie bywa czasem najgłośniejszą formą przekazu…

DEON.PL POLECA



Agata Rusek: Madziu, przyznaję się bez bicia: obstawiałam rekolekcje w milczeniu najdalej w trzecim zdaniu, więc masz punkt [śmiech]. Ale sytuacja, od której zaczęłaś, jest znacznie ciekawsza, bo dotyka czegoś, o czym rzadko mówimy wprost: że pokusa nadawania jest nie tylko pochodną ludzkiego charakteru, lecz także systemu, w którym przyszło nam żyć. Zwróć uwagę, że w żadnym social medium nie ma przycisku "w tej sprawie milczę". Myślę, że nie przypadkiem. Nie ma formatu, który by wspierał współczesnego człowieka, że opcja przyznania głośno: "nie mam kompetencji albo po prostu nie chcę się wypowiedzieć" jest jak najbardziej ok. Od strony architektury technologii milczenie jest traktowane nie jak złoto, ale jak koszt albo afront. Jeśli jako twórca w social mediach przestajesz reagować i komentować – algorytm natychmiast tnie twoje zasięgi. Ale poza social mediami też to już widać dobrze. Spróbuj nie wypowiedzieć się na rodzicielskim czacie w ciągu dnia na zadane przez innego rodzica pytanie [śmiech]. Twoje milczenie może okazać się obelgą, utrudnianiem kontaktu, lekceważeniem. Oczywiście wyolbrzymiam, niemniej wyraźnie widzę to w rozmaitych kontekstach czy prywatnych, czy zawodowych, że aplikacje, social media czy w ogóle smartfony są tak konstruowane, by opcja milczenia człowieka broń Boże nie kusiła. A jednocześnie – i tu się z Tobą zgadzam całym sercem – milczenie bywa najgłośniejszą formą przekazu. Taaaak. Czasem właśnie brak komentarza bywa najbardziej wymowny, więc na Twoją historię z Panią od “głupiej krowy" spuszczę zasłonę miłosierdzia [śmiech]. Ale nie byłabym sobą, gdybym nie zauważyła, że największą trudnością bywa rozeznanie konkretnej sytuacji – to znaczy czy moje milczenie jest wymowne, czy po prostu wygodne. Bo przecież milczenie bywa też ucieczką, bywa tchórzostwem w ładnym opakowaniu duchowości. I sama nie zawsze od razu rozpoznaję, które moje milczenie jest które. Czy nie odzywam się dlatego, że nie mam nic do dodania, czy dlatego, że boję się, co się na mnie wyleje, czy mam jeszcze inne powody. Różnicę widzę tylko ja i Pan Bóg, i podejrzewam, ba, jestem pewna, że On widzi ją wcześniej. Za każdym razem trudno rozeznać, czy powinnam milczeć, czy nie i jako twórca, podobnie jak Ty, mam swoje wewnętrzne zasady, których staram się trzymać. Przy czym u mnie milczenie wobec bieżących wydarzeń wynika najbardziej z przekonania, że w internecie w obecnym kształcie nie ma w ogóle przestrzeni na dialog i tutaj niewielu naprawdę słucha, by usłyszeć, a jeszcze mniej mówi rzeczy, które są warte wypowiedzenia.

Magda Urbańska: Uśmiecham się właśnie pod nosem, bo przypomina mi się taki śmieszny gościu, twórca rolek w mediach społecznościowych, uwielbiam go! Jego kontent można zamknąć w: “jestem terapeutą po trzech kursach i dziś powiem ci jak…", no fenomenalny jest, bo obśmiewa odwrotność cnoty milczenia. Dziś wielu chciałoby być słyszanymi, uważanymi za mądrych i podziwianymi. Starają się kreować sami siebie na jakiś autorytet, mimo że w danej dziedzinie – w której się wypowiadają – nie bardzo posiadają wiedzę i umiejętności. I choć nie ma nic złego, w tym, że chcemy być słyszani i podziwiani – ba! powiedziałabym, że ta potrzeba i jej zaspokojenie są niezwykle ważne w naszej codzienności – to internet niestety daje nam takie złudne poczucie, że tam to osiągniemy. Nie potrzeba dyplomu i lat szkolenia się z psychoterapii, żeby komentować ludzkie zachowania i zacząć udzielać rad. Niestety. Mówię o tym dlatego, że mam takie poczucie, że dziś – w internecie szczególnie – jest to pokusa, na którą bardzo wiele osób się łapie. Komentują wszystko, nawet jeśli nie wiedzą nic. Wrzucą rolkę z pozycji specjalisty, a nijak się to ma do prawdy. Ostatnio jedna z obserwatorek wysłała mi wpis jakiejś katolickiej twórczyni z pytaniem, czy to co ona pisze jest prawdą. Z tytułu można było wnioskować, że wpis dotyczy duchowości ignacjańskiej i myśli św. Ignacego, ale gdyby Ignacy to czytał, przewróciłby się w grobie. Nijak to się miało do tego, czego rzeczywiście uczył św. Ignacy… Ktoś po prostu źle zinterpretował jego słowa, bo nie ma doświadczenia rekolekcji ignacjańskich i sam wpadł w maliny. Ale wypowiedział się z pozycji autorytetu… Taki przykład, niby drobiazg, ale obrazuje pewne zjawisko, które jest dziś w internecie powszechne. Ja bym postawiła tutaj jednak takie pytanie: czy nie mam prawa się mylić? Mnie najbardziej ukształtowały moje błędy, pamiętam kilka takich tekstów czy komentarzy, których dziś się wstydzę. I wiesz co? To wbrew pozorom jest cenna lekcja! I to właśnie ona nauczyła mnie milczeć. Odzywać się wtedy, gdy rzeczywiście jest się przekonanym, że wiem, co mówię, i milczeć wtedy, gdy moje słowa nie przyniosą dobra drugiemu człowiekowi.

Agata Rusek: Mówimy dziś często, że przeżywamy kryzys autorytetów, a mnie się wydaje, że nie tyle autorytety zniknęły, co w internetowej nadpodaży ekspertów i kakofonii głosów rozmaitych zniknął mechanizm ich rozpoznawania. Taki na przykład filtr weryfikowalnych kompetencji, który budowało się latami ciężkiej pracy, dziś zastąpiono filtrem klikalności. Najdonośniej słychać głos nie tego, kto wie, tylko tego, kto potrafi wywołać reakcję. I dlatego do Twojego stwierdzenia – "czy nie mam prawa się mylić?" – dorzuciłabym pewne zastrzeżenie. Mamy prawo, oczywiście, że mamy. Tylko pomyłka wypowiedziana przy stole umiera przy stole, a pomyłka opublikowana w sieci zostaje zaindeksowana, pocięta na shortsy/reelsy i wraca po trzech latach jako dowód w cudzej sprawie. Internet nie zna erraty. Nie ma tam sprostowania, które biegnie równie szybko jak błąd, nie ma odpowiednika "przepraszam, wtedy nie wiedziałam". Komunikat raz wypowiedziany zaczyna żyć własnym życiem, dlatego, moim zdaniem, przed Kościołem stoi ogromne zadanie, by uwrażliwiać współczesnego człowieka, że to, co mówimy, musi być wiary–godne, dobre, budujące. Myślę, że w tym kontekście milczenie bywa wyrazem pokory, a stwierdzenie “nie wiem" uwalniającą prawdą.

Magda Urbańska: Jej, to co mówisz jest mega mądre! Myślę, że dziś wiele osób w ogóle nie zadaje sobie pytania: po co coś komentuję, publikuję? Dla lajków, sławy, czy może kieruję się jednak jakimś dobrem drugiej strony? Nie oszukujmy się – wszyscy lubimy być podziwiani i to jest okej [śmiech]. Ważne jest jednak to, by to nie była nasza główna motywacja, bo wtedy nie wiemy nawet kiedy zaczynamy komentować wszystko i wszędzie. Pisać o czymś w taki sposób, by się klikało. Obsesyjnie sprawdzać ilość serduszek itd. Jak ktoś jest od wszystkiego, to jest do niczego – jak mawia moja babcia. I wiesz co, to wcale nie chodzi o to ile i gdzie się pojawiam i czy potrafię milczeć, czy nie, ale o to gdzie jest dziś moje serce. Gdyby mi odcięli internet, to czego by mi dziś brakowało – samego tworzenia i radości, jaką potrafi dawać, czy może właśnie możliwości wypowiadania się na każdy możliwy temat (i przy okazji oklasków, które pojawiają się w tle)? A jeśli to drugie, to co dzieje się w moim życiu – tym realnym – że moja potrzeba bycia słyszanym nie jest zaspokojona? Trudne pytania, niestety zbyt rzadko je sobie zadajemy. No dobra, tyle w teorii [śmiech]. Pytanie sięga jednak głębiej: jak praktykować dziś milczenie? Co czujesz, słysząc to pytanie?

DEON.PL POLECA


Agata Rusek: Co czuję? Chyba przede wszystkim pewien lęk, że żadna ze mnie znawczyni tematu i chyba właśnie powinnam zamilknąć [śmiech]. Ale tak na serio, to wywołana do tablicy mogę się podzielić tym, co ewidentnie w moim życiu działa, jeśli idzie o – jak to ładnie ujęłaś – praktykowanie milczenia. Przede wszystkim od kilku lat mój telefon jest całkowicie wyciszony. Nie widzę żadnych powiadomień o tym, co się nowego pojawiło na kontach, które prowadzę, na grupach, w których działam, na mejlach. Nie słyszę dźwięku nowych wiadomości, co znacznie ograniczyło pokusę moich natychmiastowych wypowiedzi czy komentarzy. Od lat, na stałe, nie tylko "na czas pracy", mój telefon jest wyciszony także wtedy, gdy scrolluję, ale to nawet nie tyle po to, by praktykować milczenie, co pielęgnować ciszę. Z tego samego powodu, kiedy biegam, biegam bez słuchawek. Cisza jest dla mnie czymś więcej niż milczenie, ale zanim pójdziemy w tym kierunku, może Ty się podzielisz swoją praktyką milczenia?

Magda Urbańska: I tu już mogę się wyżyć [śmiech]. Milczenie nie jest dla mnie brakiem dźwięków, ale umiejętnością głębokiego słuchania. I to z tego słuchania rodzą się relacje, umiejętność wybierania kiedy warto się odezwać, a kiedy nie. Przecież jaki kto jest wewnątrz, tak odbiera (i komentuje) świat na zewnątrz. Zawsze uderzają mnie w Ewangelii słowa, że Jezus poszedł na górę żeby się modlić. Sam, w ciszy, odosobnieniu. Bez gapiów, miliona wypowiadanych słów itd. On i Ojciec. Potem schodził do ludzi, rozmawiał z nimi, uzdrawiał, nauczał – i wiemy wszyscy jak mądrze i z jaką mocą to robił. A dziś tak trudno jest nam wziąć z Niego przykład, bo zatraciliśmy tę umiejętność słuchania. Gadamy i gadamy. Czy nas słuchają czy nie, wiecznie mamy coś do powiedzenia. Nie ma przestrzeni na milczenie, bo się zagłuszamy telefonem, telewizorem, dźwiękami w tle. A cisza jest tak życiodajna!

Agata Rusek: Dokładnie tak, cisza przynosi Życie! I w ogóle w tym kontekście można zauważyć, że Jezus milczał znacznie więcej, niż mówił. Trzydzieści lat życia ukrytego, trzy lata nauczania. Bóg, który przyszedł powiedzieć ludziom rzecz najważniejszą w dziejach świata, spędził większość swojego ziemskiego czasu, nie nadając kontentu ewangelizacyjnego. Ba! Niewiele w Jego nauczaniu było polemik i komentarzy udowadniających Jego rację. Przypadek? Nie sądzę. Generalnie Jezus znacznie więcej słuchał ludzi, niż do nich mówił – i myślę, że warto częściej stawiać sobie to przed oczy. Słuchanie przed mówieniem – to jedna z fundamentalnych zasad, których uczymy się od Niego w Ruchu Spotkań Małżeńskich. Fundamentalna i w praktyce wciąż stanowi dla mnie wyzwanie.

Magda Urbańska: Ja uwielbiam weekendy w ciszy u Mniszek Benedyktynek w Żarnowcu, na Kaszubach. Ktoś może powiedzieć: phe! co to jest weekend?, nic mi to nie da! Ja jednak jeżdżę tam regularnie, właśnie “tylko" na dwie dobry i wracam do domu inna. Cisza, brak telefonu, brak bodźców. Jakoś tak jaśniej w głowie, trudniej wyprowadzić mnie z równowagi. To tak naprawdę tam i na rekolekcjach ignacjańskich widzę jak wiele mogę zyskać, gdy zamilknę, gdy nie będę czuła przymusu komentowania, czytania, oglądania. U Mniszek mój telefon nie łapie zasięgu, jakże to jest fenomenalne doświadczenie! Pamiętam też z jaką radością wyłączyłam w tym roku telefon przed moimi rekolekcjami ignacjańskimi, na 8 dni. Jak bardzo tego potrzebowałam… Ciszy, milczenia, bycia na mojej “górze". Myślę, że to jest takie doświadczenie, które trudno komuś po prostu opowiedzieć. Wiem jednak, że nie tylko ja po tygodniu w hałasie zaczynam z powrotem tęsknić za tą ciszą [śmiech]. I tak, to one mnie potrafią ustawić na długie tygodnie tak, że brak natychmiastowej reakcji na zaczepki, pytania, wydarzenia itd. przychodzi mi łatwiej. Nie tylko wiem, że nie muszę, ale i nabieram do tego ogromnej wewnętrznej wolności…

Agata Rusek: Zazdroszczę Ci tego Żarnowca, ale też to dobry punkt, by wrócić na moment do tego wątku, że cisza to coś więcej niż milczenie. Sama odkrywam tę przestrzeń od lat i mam poczucie, że jest to rodzaj “ziemi świętej", doświadczenie, które trudno wytłumaczyć drugiemu człowiekowi, ponieważ jest wypełnione Życiem i dynamiką. Dla mnie cisza choć upragniona, to zazwyczaj na początku jest w pewien sposób niewygodna. Siadam, milknę, a mój umysł zaczyna nadrabiać: wyciąga listę zakupów, zdanie, które ktoś powiedział mi trzy lata temu, melodię z reklamy, której nienawidzę. To jest ten moment, w którym wielu z nas najłatwiej się poddaje, wstaje i włącza telefon, bo uznaje, że "to nie działa". A to właśnie wtedy warto zagryźć zęby i spróbować przez ten nurt bieżączki przejść na drugi brzeg. Ten dyskomfort jest w sumie naturalną reakcją mięśnia, którego się często latami nie używa. Wyciszanie, skupianie, milczenie – to się ćwiczy. Powoli nabiera się wprawy w zamykaniu na hałas świata, a otwieraniu na ciszę, która otula. Technologia na ogół nie ułatwia tego procesu, ale np. zdarza mi się korzystać z aplikacji wspierających medytację i to bywa bardzo dobre narzędzie, gdy mój umysł nijak nie chce ze mną współpracować w podążaniu do ciszy. Pod tym kątem taki wyjazd na rekolekcje również jest takim dobrym wsparciem, tylko że czasami wymaga już więcej determinacji (np. jeśli masz dzieci czy chorego rodzica pod opieką).

Magda Urbańska: To prawda, ale zawsze warto szukać jakichś doraźnych rozwiązań. I wiesz czemu się ponownie uśmiecham? To właśnie w Żarnowcu usłyszałam kiedyś zdanie, wypowiedziane przez kapelana sióstr, księdza Sławka, że rozproszenia mijają pięć minut po śmierci [śmiech]. Czyli wtedy, gdy nasz mózg już dał sobie luz na całego. To jest normalne, jest okej. Grunt to się temu nie poddawać i ćwiczyć ten wspomniany przez Ciebie mięsień.

Agata Rusek: Jest jeszcze milczenie zupełnie innego rodzaju – takie, którego nie praktykuję dla siebie, tylko które jestem “winna" komuś drugiemu. Cudza choroba. Cudza żałoba. Kryzys w czyimś małżeństwie, czyjeś trudne dziecko, czyjaś rozmowa ze mną przy stole o jedenastej w nocy – są tematy, które potrzebują naszego milczenia bardziej niż złotych rad. Milczenie bywa więc nie tylko cnotą osobistą, lecz także formą miłości bliźniego. Myślę, że to też jest coś, co warto sobie uświadamiać w świecie, w którym kształt komunikacji zaczyna być zdominowany przez “modele językowe", które nie znają pojęcia “nie wiem, co powiedzieć".

Magda Urbańska: Zdecydowanie się z Tobą zgadzam! Agato, mam w sobie jeszcze milion różnych myśli – jak widać o milczeniu można gadać bez końca [śmiech]. Pojawia się teraz we mnie takie – myślę fundamentalne – pytanie: czy chrześcijanin może przestać pytać? Też w kontekście tego, o czym wspominałam na początku, że ludzie z zewnątrz zadają te pytania, szukają i oczekują jakiś konkretnych treści. Może właśnie ten temat zgłębimy za tydzień, co?

Agata Rusek: Zapraszamy!

Przeczytaj poprzednie rozmowy:

  1. "Autentyczność się nie niesie". Katoliczki o presji i sile social mediów
  2. Hejt za wiarę? Nie tylko. Oto, co naprawdę piszą do katoliczek w sieci
  3. Kulisy social mediów. Jak algorytm ucina zasięgi katolickim twórcom
  4. Bez wad, bez wątpliwości i w sukience. Mit prefekcyjnej katoliczki
  5. Ile swojej wiary można pokazać w sieci? "Sacrum zawsze będzie doświadczeniem bez widzów"
  6. Jak wychować dziecko w erze TikToka? Złości mnie, gdy słyszę: "Może telefony niszczą dzieciństwo, ale nic już z tym nie zrobimy"
  7. Gdy dziecko staje się contentem. Co robią w sieci matki i jak się to odbija na prywatności dzieci?
  8. Followers to nie przyjaciel. Oto największe złudzenie social mediów
  9. Wiara online. Gdzie kończy się inspiracja, a zaczyna złudzenie?
  10. Czy z tego, co robimy w internecie, też trzeba się spowiadać?
  11. "To ja przychodzę do telefonu, nie on do mnie". Jak odzyskać kontrolę nad swoją uwagą?
  12. Google wie o tobie więcej niż twój spowiednik
  13. Aplikacja albo wykluczenie. Czy jeszcze naprawdę mamy wybór?
  14. Czy internet zabiera nam zdolność do zachwytu?

Z wykształcenia pedagog i doradca rodzinny. Z wyboru żona, matka dwóch synów. Nie potrafi żyć bez kawy i dobrej książki. Autorka książki "Doskonała. Przewodnik dla nieperfekcyjnych kobiet". Prowadzi bloga oraz Instagram.

Żona, mama, córka, z zawodu animatorka społeczności lokalnych, z zamiłowania doktorka nauk społecznych, w wolnych chwilach pisze bloga "Dobra Wnuczka" i prowadzi konto na Instagramie. Razem z mężem od lat zaangażowana w Ruch Spotkań Małżeńskich i wrocławską Wspólnotę Jednego Ducha. 

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Tematy w artykule

Skomentuj artykuł

Czasem lepiej nic nie mówić. Dlaczego milczenie może być formą miłości?
Komentarze (0)
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.