Czy Jezus naprawdę bał się śmierci?

Czy Jezus naprawdę bał się śmierci?
Fot. depositphotos.com
Logo źródła: Jezuici jh

Wielu ludzi wciąż nosi w sobie obraz Jezusa, który wobec cierpienia i śmierci pozostaje całkowicie spokojny, jakby wszystko znosił bez drżenia, bez wewnętrznego bólu, bez ludzkiego lęku. Taki obraz wydaje się pobożny, ale w gruncie rzeczy oddala nas od prawdy Ewangelii. Jezus nie był kimś, kto tylko „odegrał” ludzkie cierpienie. Nie przeszedł przez mękę jak przez wcześniej napisany scenariusz, w którym nie ma miejsca na prawdziwe emocje. Ewangeliczny opis modlitwy w Ogrójcu pokazuje coś odwrotnego: Jezus stanął wobec śmierci naprawdę, całym swoim człowieczeństwem. 

To ważne, bo chrześcijaństwo nie opiera się na kulcie obojętności wobec bólu. Jezus nie pokazuje człowieka, który wchodzi w najciemniejszy moment z prawdą, a nie z pozą. Lęk przed śmiercią sam w sobie nie jest więc dowodem słabości wiary. Jest jednym z najbardziej ludzkich doświadczeń. Niemal powszechnym zjawiskiem jest dziś strach przed śmiercią, często związany z przywiązaniem do własnego świata, planów, bezpieczeństwa i wyobrażeń o szczęściu. W tym sensie Jezus nie stoi daleko od człowieka, ale wchodzi dokładnie tam, gdzie człowiek najbardziej drży.

DEON.PL POLECA

 

 

Gdy patrzymy na krzyż, łatwo zapomnieć, jak brutalna była to śmierć. Dziś krzyż bywa ozdobą, znakiem kultury, symbolem oswojonym. Tymczasem śmierć Jezusa nie była estetyczna, wzniosła ani „ładna”. Była hańbiąca, gwałtowna i pełna ciemności. Po ludzku nie była to śmierć chwalebna, lecz dramatyczna śmierć wśród nienawiści, szyderstwa, okrucieństwa i osamotnienia. To nie był spokojny oddech świętego odchodzącego w aurze pociechy. To było wejście w otchłań ludzkiego zła.

Właśnie dlatego pytanie, czy Jezus bał się śmierci, nie powinno nas gorszyć. Ono powinno nas zatrzymać. Bo jeśli odpowiedź brzmi: tak, bał się, to znaczy, że nie ominął żadnego z ludzkich doświadczeń. Nie przeskoczył lęku. Nie udawał odwagi. Nie zamknął ust na własne cierpienie. W Ogrójcu prosi Ojca, by ominął Go kielich męki, a na krzyżu wypowiada słowa skrajnego opuszczenia: „Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił?”. W interpretacji przywołanego tekstu są to słowa dotykające granic ludzkiej rozpaczy i samotności.

To właśnie czyni tę scenę tak przejmującą. Jezus nie jest bohaterem z marmuru. Jest Synem, który w swoim człowieczeństwie przeżywa ciężar śmierci jako utratę wszystkiego, co ludzkie: relacji, nadziei, możliwości, bliskości. Artykuł mówi wręcz, że przeżywa śmierć również jako zniszczenie marzeń i ludzkich więzi. Nie można więc uczciwie czytać Ewangelii i jednocześnie twierdzić, że śmierć nic Go nie kosztowała. Kosztowała Go wszystko.

A jednak na tym nie kończy się prawda o Jezusie. Bo chrześcijaństwo nie zatrzymuje się na samym lęku ani nawet na samej śmierci. Sens tej drogi objawia się dopiero wtedy, gdy zobaczymy, co Jezus zrobił ze swoim strachem. Nie zaparł się go, ale zaniósł go do Ojca. Nie uciekł od cierpienia w cynizm, bunt czy rozpacz, lecz przeszedł przez nie w modlitwie. Jezus umiera, modląc się: „Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mojego”. To nie są słowa człowieka znieczulonego. To są słowa człowieka, który mimo ciemności wybiera zaufanie.

DEON.PL POLECA


I może właśnie to jest najważniejsze. Odwaga Jezusa nie polegała na braku lęku. Polegała na tym, że lęk nie odebrał Mu miłości. Bał się, ale nie uciekł. Drżał, ale nie przestał ufać. Przeszedł przez śmierć nie dlatego, że była łatwa, ale dlatego, że był wierny Ojcu i wierny człowiekowi. Jezus ostatecznie przyjął śmierć jako akt posłuszeństwa wobec Ojca i miłości wobec ludzi. Dlatego po ludzku była to śmierć straszna, ale w wymiarze duchowym śmierć najpiękniejsza, bo przeżyta w pełnym oddaniu.

To ma ogromne znaczenie także dla nas. Bo wielu ludziom wydaje się, że wiara powinna ich chronić przed lękiem, słabością, kryzysem czy pytaniami bez odpowiedzi. Tymczasem Ewangelia pokazuje coś innego. Wiara nie zawsze usuwa ciemność. Czasem daje siłę, by przez nią przejść. Jezus nie dostał w Ogrójcu prostego wyjścia awaryjnego. Nie został wyjęty z cierpienia. Ale wszedł w nie z Ojcem i dlatego śmierć nie miała ostatniego słowa. Centrum chrześcijaństwa nie jest sama śmierć, lecz zmartwychwstanie; dobra nowina, że krąg zła i śmierci nie jest dla człowieka czymś ostatecznym.

Dlatego odpowiedź na pytanie „czy Jezus naprawdę bał się śmierci?” brzmi: tak, bał się. I właśnie to czyni Go tak bliskim każdemu, kto przeżywa lęk, bezradność i ciemność. Jezus nie zbawia nas z bezpiecznego dystansu. Zbawia nas od środka ludzkiego doświadczenia. Wchodzi w lęk, opuszczenie i cierpienie, a potem przeprowadza przez nie ku życiu. Nie po to, by wmówić człowiekowi, że śmierć nie boli, ale po to, by pokazać, że nawet tam można nie utracić Boga.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
Jolanta Teresa Wojnar

Książeczka, oprócz modlitewnych refleksji, opartych m.in. na pochodzących z różnych lat rozważaniach Jana Pawła II przed modlitwą Anioł Pański, zawiera także samą litanię oraz akty poświęcenia, wynagrodzenia i oddania Najświętszemu Sercu Jezusowemu. Zbiór ten może...

Skomentuj artykuł

Czy Jezus naprawdę bał się śmierci?
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.