Czy Marta z Betanii, przyjaciółka Jezusa, wierzyła w zmartwychwstanie?

Czy Marta z Betanii, przyjaciółka Jezusa, wierzyła w zmartwychwstanie?
Marta przed grobem brata; fot. Generated by Gemini

Jedna z najpiękniejszych, najdłuższych i zarazem najbardziej poruszających scen ewangelicznych rozgrywa się przed grobem Łazarza. Opisuje ją naoczny świadek Jan, który musiał być tak poruszony całym zdarzeniem, że przekazał nam go z wyjątkową jak na ewangelistów dokładnością. Zresztą nie tylko jego poruszyła ta scena: wielu, którzy tam byli, uwierzyło w Jezusa, co do tego stopnia rozwścieczyło władze, że postanowili zabić nie tylko Jezusa, ale także Łazarza. Pośród obecnych tam ludzi, na próbę wiary wystawiona została też siostra Łazarza – Marta. Czy naprawdę wierzyła w to, co za chwilę miało nastąpić?

Opowiadanie o wskrzeszeniu Łazarza znaleźć możemy wyłącznie w Ewangelii św. Jana (rozdz. 11.). Ciekawe, że choć o Łazarzu Jan pisze tak, jakby dopiero po raz pierwszy został wprowadzony na scenę, to już o jego siostrach Marcie i Marii – choć w jego Ewangelii pojawiają się po raz pierwszy – opowiada tak, jakbyśmy je już znali. Gdzie zatem mieliśmy je spotkać? Otóż Jan zakłada, że już czytaliśmy Ewangelię Łukasza, w której w rozdziale 10. siostry są przedstawione jako te, które gościnnie przyjęły w swym domu Jezusa.

DEON.PL POLECA

 

 

Na początek wyjaśnijmy zawiłą terminologię

Zanim zagłębimy się w tajemnicę tego, co się tam wydarzyło, zwróćmy uwagę na dwie zupełnie odmienne rzeczywistości, które w tym opisie nieco się mieszają: zmartwychwstanie i wskrzeszenie. Pierwsze odnosi się do ostatecznego zwycięstwa życia nad śmiercią: ten, kto zmartwychwstał, już więcej nie umrze, a życie wieczne będzie spędzał w ciele nowym, uwielbionym. Póki co dokonał tego tylko Jezus, ale my też mamy to obiecane i na ten cud czekamy. Natomiast „wskrzeszenie” to powrót do życia takiego, jak było wcześniej, jakby cofnięcie czasu, ożywienie tego samego ciała. Trzech takich cudów dokonał Jezus, ale ci „wskrzeszeni” (chłopiec z Nain; 12-letnia dziewczynka, córka przełożonego synagogi oraz Łazarz) w swoim czasie „znów” musieli umrzeć po to, aby kiedyś ostatecznie zmartwychwstać.

Fakty i nadzieje

Faktem, co do którego nikt nie miał wątpliwości, było to, że Łazarz umarł. Wiedzieli o tym ludzie z Betanii, wiedział też Jezus. Wprawdzie wcześniej, zanim jeszcze wybrali się w drogę, Jezus powiedział, że Łazarz „zasnął”, ale ponieważ uczniowie źle go zrozumieli, szybko sprecyzował, co miał na myśli i powiedział wprost, że umarł. I choć dodał do tego bardzo optymistyczny komentarz, że choroba ta zmierza do objawienia chwały Bożej oraz że wszystko dzieje się ze względu na nich samych, „aby uwierzyli”, to jednak apostołowie nie wiedzieli, po co tam idą i nastroje, jakie im towarzyszyły, były raczej minorowe. Tym bardziej, że miejsce wcale nie było bezpieczne, bo niewiele wcześniej tamtejsi Żydzi usiłowali zabić ich Nauczyciela. Ich odczucia najlepiej chyba określił ironiczny komentarz Tomasza: „Chodźmy umrzeć razem z nim” - nie wiadomo tylko, czy miał na myśli Łazarza, czy samego Jezusa. Można sobie jednak wyobrazić, że drogę do Judei pokonali raczej w milczeniu, nie spodziewając się, że cokolwiek dobrego ich tam spotka. Zmusili się do tej podróży właściwie tylko dlatego, że nie byli sami – szli za Jezusem.

Jezus przyszedł za późno…

Kiedy już przybyli na miejsce, okazało się, że śmierć Łazarza była na tyle głośnym i poruszającym wydarzeniem, że zaangażowała całą społeczność wioski. Był to już czwarty dzień po pogrzebie, a życie w Betanii jeszcze nie wróciło do normy: siostry wciąż płakały, a wielu sąsiadów i znajomych wciąż je odwiedzało, aby wesprzeć je w trudnym doświadczeniu. Kiedy więc na miejscu pojawił się Jezus wraz z uczniami, zastał wszystkich w ich domu (tym samym, który sam wcześniej odwiedzał). Śmierć młodego Łazarza rzeczywiście musiała wstrząsnąć tamtymi ludźmi.

Jezus całą swą uwagę skupił na siostrach. On i grupa uczniów zbliżających się do wioski, szybko została zauważona, dlatego zanim jeszcze przyszli na miejsce, ktoś doniósł siostrom, że Nauczyciel nadchodzi. Prawdę powiedziawszy oczekiwano go wcześniej i fakt, że się nie pojawił, był dla wszystkich wielkim rozczarowaniem. Teraz było już za późno… Mimo wszystko Marta (ona chyba była najstarsza i rządziła w domu) ucieszyła się z odwiedzin Jezusa, dlatego nie czekając, aż przyjdzie na miejsce, wybiegła mu na spotkanie.

DEON.PL POLECA


Żal większy od radości

Jak wielkie emocje targały obu siostrami, widzimy w sposobie, w jaki przywitały Jezusa: choć wcale się nie umówiły i rozmawiały z Nauczycielem nie wspólnie, ale jedna po drugiej, rozmowę z nim zaczęły od tego samego, pełnego goryczy zdania: „Gdybyś tu był, mój brat by nie umarł”. Jednak błędem byłoby w tym przywitaniu doszukiwać się wyłącznie goryczy i wyrzutu – słowa te wprawdzie zostały wypowiedziane z żalem, ale świadczą też o wielkiej wierze obu kobiet w Jezusa. Obie były przekonane, że po pierwsze ma on moc, aby uzdrawiać, a po drugie, że gdyby tylko był na miejscu, na pewno by tego dokonał. Jeśli miały do niego jakiekolwiek pretensje albo żal, to wyłącznie o to, że go nie było wtedy, gdy był potrzebny.

O ile jednak z Marią Jezus praktycznie nie rozmawiał, poprosił ją jedynie, aby zaprowadziła go do grobu, o tyle rozmowa z Martą przebiegła niezwykle ciekawie. W tym miejscu warto zastanowić się, czy Marta podczas tej rozmowy czegoś się nauczyła, czy tylko pozostała przy swoim, ponieważ żal po śmierci brata okazał się mocniejszy niż Jezusowe słowa pocieszenia?

Nic się już nie da zrobić, ale czy na pewno?

Cokolwiek by nie myśleć, trzeba przyznać, że nawet jeśli żal osłabił nieco wiarę Marty, to nie osłabił jej miłości do Jezusa – przecież słysząc, że Rabbi nadchodzi, wybiegła mu na spotkanie. Wprawdzie pełna żalu przywitała go najpierw słowami, które już wspominaliśmy, a które wyrażały gorycz, że przyszedł za późno. Jednak wiara Marty była o wiele mocniejsza - do słów: „Gdybyś tu był, mój brat by nie umarł”, dołożyła niewiarygodne wyznanie wiary: „Lecz i teraz wiem, że Bóg da ci wszystko, o cokolwiek go poprosisz”. Jest to tyle wyjątkowe i niewiarygodne, że wprawdzie wielu ludzi prosiło Jezusa o uzdrowienie swoje lub swoich bliskich, nawet już bliskich śmierci, nikt jednak nie prosił go o wskrzeszenie umarłych! Stąd Marta – którą tak łatwo krytykujemy za to, że zamiast słuchać Jezusa, krzątała się w kuchni – jawi się jako absolutnie wyjątkowa kobieta, która bardziej niż ktokolwiek inny wie, jaką mocą dysponował Jezus.

On jednak nie od razu przystąpił do działania, ale wiarę (i cierpliwość) Marty wystawił na niemałą próbę, wypowiadając słowa, które w tym miejscu wydają się… tanim pocieszeniem: Jezus mówił o zmartwychwstaniu Łazarza. Dlaczego jest to „tanie” pocieszenie? Bo obietnica ta nie odnosi się wyłącznie do brata Marty, ale do wszystkich. Jej zaś nie chodziło o to, co będzie się działo w nie wiadomo jak dalekiej przyszłości, ale co jest teraz. Wiara w to, że „Bóg da Jezusowi” wszystko, odnosiła się do “teraz”! Dlatego, jakby opadła z sił, powiedziała: „Wiem, że zmartwychwstanie…”. Te słowa Marty, skądinąd logiczne, zabrzmiały jak rozczarowanie, które spowodowało, że zrezygnowała z wielkich pragnień. Smutne, że Bóg nie ma do powiedzenia nic pocieszającego… A jednak, aby umocnić jej gasnącą wiarę, Jezus powiedział: „Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we Mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie. Każdy, kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki. Wierzysz w to?”. Słowa te były trudne do zrozumienia i bardzo zagadkowe, ale głęboko wierzącej i mocno kochającej Jezusa Marcie to wystarczyło. Odpowiedziała, że wciąż (i mimo wszystko) wierzy, że Jezus jest Mesjaszem. Zaraz potem pobiegła zawołać Marię.

Wskrzeszenie czy zmartwychwstanie Łazarza?

W tym konkretnym przypadku, jak już powiedzieliśmy, „wskrzeszenie” odnosi do teraz, a „zmartwychwstanie” do czasu przyszłego. Dlaczego zatem Jezus, mając w planie wskrzeszenie swego przyjaciela, mówił o jego zmartwychwstaniu? Pomijając kwestię, że sami dowiemy o tym w przyszłości - zapytamy o to Jezusa – aby to zrozumieć, warto raz jeszcze przypomnieć sobie dialog Rabbiego z uczniami, gdy byli jeszcze daleko, zanim wybrali się do Betanii. Właśnie wtedy Jezus powiedział, że „Łazarz, przyjaciel nasz, zasnął, lecz idę, aby go obudzić”. Otóż to, co dla człowieka stanowi ostateczny i nieodwracalny koniec, czyli jego śmierć, dla Boga jest tylko snem, z którego w każdej chwili może nas obudzić! Dla Boga nie ma różnicy, czy teraz, czy później – ma moc, aby wskrzesić, ma też moc, aby w zmartwychwstaniu stworzyć wszystko na nowo.

Na tym jednak nie koniec

I choć wydawało się, że szybko nastąpi rozwiązanie i szczęśliwy koniec tej dramatycznej sytuacji, wszystkich wciąż czekało jeszcze wiele niespodziewanych emocji. Jezus spotkał się z Marią, wzruszył się łzami jej i innych, razem z nimi poszedł do grobu, w którym złożono ciało Łazarza, a będąc już na miejscu przy tym grobie, sam się rozpłakał. I musiał płakać długo, i musiał to być bardzo wzruszający widok, bo jak podaje ewangelista, wielu nie wytrzymywało emocji i z żalem mówiło, czy nie mógł Jezus do tego wszystkiego nie dopuścić? Czy to wszystko musiało się stać?

Marta znów wkracza na scenę

Wracając do wspomnianej już wiele razy rozmowy z uczniami widzimy, że wszystko to stać się musiało – aby ujawniła się chwała Boża. Kiedy już wszyscy: ludzie i Bóg, po ludzku popłakali sobie przy grobie Łazarza, Jezus jakby otrząsnął się z żalu. Najpierw podniósł oczy do nieba i wypowiedział parę słów modlitwy – tylko i wyłącznie po to, aby zebrani dookoła ludzie ją usłyszeli i zdali sobie sprawę, kto stoi za tym, co za chwilę miało się wydarzyć. Potem zwrócił się do ludzi z dość makabrycznym poleceniem: „Usuńcie kamień” (czyli: „Otwórzcie grób”).

W reakcji na to Marta zaprotestowała. Co ciekawe, widzimy ją znów w takiej samej roli, jak wtedy w jej domu, kiedy zajęta przygotowaniem posiłku i zirytowana z powodu bierności siostry, stanowczo domagała się od Jezusa reakcji: „Czy obojętne ci to, co tu widzisz? Bądźże logiczny!”. Przed grobem Łazarza także odwołała się do logiki: „Od czterech dni leży w grobie, więc ciało zaczęło się już psuć! Śmierdzi!”.

Czy Marta wierzyła w zmartwychwstanie?

Choć do tej pory byliśmy przekonani, że Marta wierzyła w Jezusa i jego moc, teraz - patrząc na jej protest – nasza wiara w Martę została zachwiana. Z drugiej jednak strony widzimy, że łatwiej jest uwierzyć w „zmartwychwstanie” (które nie wiadomo kiedy nastąpi) niż we „wskrzeszenie” (które ma się zdarzyć już teraz, na naszych oczach). Być może dzieje się tak dlatego, że jak to było w przypadku tej wspaniałej kobiety, przeszkadza nam tu ludzka logika i powszechne doświadczenie, że śmierć oznacza nieodwołalny koniec wszystkiego? Nie tylko nasze ludzkie doświadczenie, ale nawet ludzka wiara ma swoje logiczne granice – aby je przekroczyć, potrzebna jest pomoc Boga. On uczy nas, że do tego, aby wiara przetrwała, potrzebne jest zaufanie Bogu. Jezus więc po raz kolejny przyszedł Marcie na pomoc, prosząc ją: „Zaufaj mi!”. Marta zaufała. I wtedy właśnie stał się cud.

No cóż, w Boga trzeba wierzyć. Ale żeby uwierzyć, najpierw trzeba zaufać. Z kolei nie ma innej drogi do zaufania, jak tylko polubić kogoś albo pokochać. To takie zwykłe ludzkie uczucie, ale bez niego nie można stać się przyjacielem Boga. Tego uczy nas Marta, przyjaciółka Jezusa.

Dyrektor Wydawnictwa WAM i DEON.pl. W latach 2014-2020 przełożony Prowincji Polski Południowej Towarzystwa Jezusowego. Autor kilku przekładów i książek, m.in. "Po kostki w wodzie. Siedem katechez o wierze uczniów Jezusa" (dostępnej także jako audiobook). Po godzinach wolontariusz w krakowskim Schronisku dla Bezdomnych Zwierząt.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
Joanna Szczerbaty

Spójrz na siebie z kociej perspektywy

Czy koty widzą nas lepiej, niż my sami siebie? Z wysokości szafy, w milczeniu i z godnością obserwują nasze zachowania i podpowiadają – powoli, spokojnie, z uśmiechem – jak...

Skomentuj artykuł

Czy Marta z Betanii, przyjaciółka Jezusa, wierzyła w zmartwychwstanie?
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.