To herezja często głoszona nieświadomie

To herezja często głoszona nieświadomie
(fot. depositphotos.com)

Staje się ona jedną z przyczyn współczesnego perfekcjonizmu religijnego w Kościele w Polsce.

Uważam, że jednym z poważnych hamulców chrześcijańskiej doskonałości i subtelnym przejawem współczesnego perfekcjonizmu religijnego w Kościele w Polsce (i nie tylko) jest moralizm. Na dobre rozgościł się w sercach wierzących. Tę praktyczną herezję często przeżywa się i głosi nieświadomie, ponieważ zdobyła ona wysokie szlify w kamuflażu.

Solidnie wyćwiczona, zasilana kazaniami, ciągnąca żywotne soki z selektywnie dobranych świętych pism, usankcjonowana autorytetem samego Boga. Do czego się tu przyczepić? Moralizm to zadziwiające zjawisko, ukształtowane przez splot różnych czynników. Kotłują się w nim naturalne wyobrażenia o religii, ludzkie obrazy Boga, Ewangelia przykrojona na naszą miarę, lęk przed świętością i starotestamentowe podejście do prawa i moralności, ze szczerym pragnieniem, by przypodobać się Bogu i wieść uczciwe życie.

Alfred Cholewiński SJ z właściwą sobie szczyptą humoru ujął istotę tego fenomenu: moralizm to "chęć posiadania dobrych chrześcijan przy zastosowaniu złej metody"6. W dużej mierze wynika to z długowiecznego funkcjonowania Kościoła według modelu konstantyńskiego, w którym wszyscy mieli być niemal automatycznie chrześcijanami. Chodziło o liczby, jakość była drugorzędna, choć ważna.

Ponieważ trąci to nieco utopią, o czym mówił już sam Jezus, na przykład w przypowieści o siewcy (nie wszyscy rzeczywiście wybierają Pana i Ewangelię), należało motywować ludzi w inny sposób, aby przynajmniej starali się żyć po chrześcijańsku. Nie chciałbym być źle zrozumiany. Nie mam nic przeciwko różnym formom zewnętrznej motywacji, ponieważ czasem staje się ona konieczna, a z pewnością jest bardziej oczywista na początku drogi.

Ile rzeczy w tym życiu robimy z obowiązku, a mimo to zachowują one swoją wartość? Jakże często po prostu nie chce nam się czynić dobra, ale pod wpływem jakiegoś zewnętrznego impulsu przełamujemy swój opór. Problem pojawia się wtedy, kiedy zewnętrzne pobudki stają się jedyną motywacją w życiu, na dodatek rekompensującą brak świadomej wiary. Przesadny nacisk kładzie się wówczas na prawo, przepisy, tradycje, przynależność, względy społeczne, opinię ludzką, instytucję, związki z władzą, chodzenie do kościoła, dyscyplinę, ciągłe przypominanie o sądzie za nieposłuszeństwo i tak dalej.

Doświadczenie pokazuje, że sama zmiana miejsca zamieszkania, na przykład dłuższy pobyt za granicą, i konfrontacja z innym społeczeństwem, które nie wyznaje podobnych wartości, rychło osłabia w wielu wierzących zewnętrzne "motywatory" religijne. Wiara pozbawiona wewnętrznego ognia po prostu nie zdaje wtedy egzaminu. Brakuje jej zakorzenienia w osobistym i wspólnotowym doświadczeniu Boga.

Moralizm nie lubi postrzegać doskonałości chrześcijańskiej w kategoriach dynamicznej drogi. Preferuje ujęcie statyczne, proste rozróżnienia, wygładzone definicje, co właściwie prowadzi do uproszczenia i zubożenia moralności ewangelicznej. Istnieją przynajmniej dwie formy moralizmu: minimalistyczny i maksymalistyczny.

Na pierwszy rzut oka się wykluczają, ale w rzeczywistości wyrastają z tego samego korzenia. Podczas gdy w wersji minimalistycznej moralizm odpuszcza człowiekowi, bo uwzględnia wyłącznie jego wątłe możliwości i podcina mu skrzydła, maksymalizm moralny czyni z wierzącego mitycznego Ikara, który sam miałby wzlecieć ku niebu.

Pierwszy typ moralizmu jest już fatalnym owocem perfekcjonizmu, fałszywym miłosierdziem, pobłażliwością wobec ludzkiej słabości, którą należy tylko tolerować, usprawiedliwiać i okiełznać w razie sytuacji awaryjnych. Druga skrajność tej pokusy to perfekcjonizm "w trakcie", jeszcze przed zniechęceniem. Przybiera postać rygoryzmu i wyśrubowania moralnego. Opanowuje zwłaszcza gorliwe osoby, które podejmują wzmożone starania w nadziei na duchowe oczyszczenie i ewentualną nagrodę. Tutaj robi się nie tylko to, co trzeba, ale znacznie więcej, niż trzeba. I w tym cały dramat.

6 A. Cholewiński, ABC chrześcijaństwa, Wydawnictwo WAM, Kraków 2004, s. 86

Tekst pochodzi z książki "Nie musisz być doskonały. Chrześcijański sposób na perfekcjonizm".

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
Dariusz Piórkowski SJ
27,92 zł
34,90 zł

Odkryj w swoim życiu pokój 

Bóg chce wydobyć z nas to, co najlepsze, ale nie zaciśniętą pięścią czy przystawiając rewolwer do naszej skroni. Stawia nam wymagania, ale nie po to, byśmy ich spełnianiem wyszarpywali...

Skomentuj artykuł

To herezja często głoszona nieświadomie
Komentarze (0)

Skomentuj artykuł

To herezja często głoszona nieświadomie
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.