Zmieńmy "Ojcze nasz"

Zmieńmy "Ojcze nasz"
(fot. atwosesa/flickr.com/CC)

To nie postulat teologiczny. To praktyczna wątpliwość zwyczajnego wiernego. "Ten, kto doznaje pokusy, niech nie mówi, że Bóg go kusi" - przestrzega święty Jakub (Jk 1,13). Ów werset z Listu Nowego Testamentu znamy znacznie słabiej niż powtarzaną do Boga prośbę z modlitwy "Ojcze nasz", w której wołamy: "I nie wódź nas na pokuszenie". Która wersja jest jednak bliższa prawdy?

Subtelność
Tę drugą formę co dnia wypowiadamy do Boga w najczęstszym chrześcijańskim wezwaniu modlitewnym. Trudno się temu dziwić, skoro "Ojcze nasz" jest modlitwą, której na prośbę uczniów nauczył ich sam Jezus i jej treść uwieczniona została w dwóch ewangeliach. A jednak w zapisie ewangelicznym wers ów brzmi nieco inaczej: "Nie dopuszczaj do nas pokusy" (Łk 11,4; Mt 6,12 - cytuję za najnowszym przekładem, którego dokonał zespół biblistów dla Edycji św. Pawła).
Jest to różnica subtelna, ale kluczowa, bo zasadniczo wpływa na kształt naszego myślenia o Bogu. Dotyka przecież tajemnicy i obecności zła w świecie, które w ludzkich oczach najbardziej obciąża Stwórcę. Można więc wypaczyć wiarę już na samym progu jej kształtowania przez niezbyt precyzyjne użycie słów. I utrwalać tak wykoślawioną wiarę przez nieustanne powtarzanie nie do końca zrozumiałych formuł. Tego typu wątpliwości dotykają mnie, gdy myślę o tym, że wkrótce tej modlitwy będę musiał nauczyć swoje dziecko. I że przyjdzie czas (oby!) pytań dziecka o jej treść, czas wątpliwości i konfrontacji słów modlitwy z codziennym doświadczeniem.
Modlitwa na całe życie
W wywiadzie rzece z ks. Józefem Tischnerem, którego toczyła już ciężka choroba nowotworowa, znajduje się rozdział poświęcony modlitwie. Od kiedy "Przekonać Pana Boga" ukazało się przeszło dekadę temu - w tym roku zostało wznowione - w mojej pamięci pozostała prosta odpowiedź ks. Tischnera na pytanie, czy ma jakąś ulubioną modlitwę. "Właściwie poza »Ojcze nasz« nie" - odpowiada. I tyle, koniec kropka.
Modlitwa Pańska jest modlitwą na całe życie. Augustianin o. Marek Donaj, który od kilkunastu lat jest kapelanem szpitalnym i opiekuje się między innymi osobami chorymi na raka (w tej roli zresztą spędził też trochę czasu z ks. Tischnerem) podzielił się ze mną ostatnio ważnym spostrzeżeniem. Zaobserwował, że w krytycznych chwilach największą wagę ma dla człowieka ta modlitwa, której nauczył się od swoich rodziców. Z tą modlitwą na ustach człowiek umiera. I jest to najczęściej "Ojcze nasz".
Bóg nikogo nie kusi
"Ojcze nasz", jak stwierdzał Tertulian, stanowi "streszczenie całej ewangelii". Św. Augustyn podpowiadał, by zbadać wszystkie modlitwy biblijne i okaże się, że nie ma w nich nic ponad to, co znajduje się w Modlitwie Pańskiej. Św. Tomasz z Akwinu nie ma wątpliwości, że jest ona "najdoskonalszą z modlitw". Katechizm w osobnym rozdziale poświęconym "Ojcze nasz" wskazuje, że "znajduje się ona w centrum Pisma świętego" i jest "właściwą modlitwą Kościoła".
Przyjęte u nas sformułowanie "nie wódź nas na pokuszenie" może tę modlitwę sprowadzić niestety na niewłaściwe tory. Tak przetłumaczona prośba sugeruje przecież, że Bóg może  - na podobieństwo rajskiego węża - prowadzić do zła. Jedną ręką miotać gromy złości, a drugą dopełniać wszelkie potrzeby miłości. Konsekwencje tego typu myślenia pobrzmiewają w słowach "Bóg tak chciał", zapisanych na przykład na przydrożnych krzyżach albo wyrażają się w deklaracjach "byłem narzędziem w ręku Boga", gdy padają z ust zbrodniarzy.
Święty Jakub przestrzega przed tego typu myśleniem: "Bóg bowiem ani sam nie jest kuszony, ani też nie kusi nikogo. Każdego bowiem kusi jego własna pożądliwość, która odwodzi od dobra i nakłania do zła. Gdy pożądliwość pocznie, rodzi grzech. A gdy grzech jest dojrzały, płodzi śmierć" (Jk 1,13-15).
Styl i argumenty
W wersji Modlitwy Pańskiej, którą zapisał św. Łukasz, występuje pięć próśb, u św. Mateusza jest ich siedem. Ta dłuższa wersja przyjęła się jako modlitwa Kościoła. W cytowanym już przekładzie brzmi ona następująco: "Ojcze nasz, który jesteś w niebie, niech będzie uświęcone Twoje imię. Niech przyjdzie Twoje królestwo, niech się spełnia Twoja wola, jak w niebie, tak i na ziemi. Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj. I daruj nam nasze długi, jak i my darowaliśmy naszym dłużnikom. I nie dopuszczaj do nas pokusy, ale nas wybaw od złego" (Mt 6, 9-13).
Istnieje wiele korzyści przemawiających za odmawianiem "Ojcze nasz" według tego tłumaczenia: styl języka bliższy naszym czasom; fragment, który dotyczy winy i przebaczenia winowajcom, tutaj bardziej jest zakotwiczony w ewangelii poprzez obraz długu i darowania dłużnikom (co przecież zilustrował Jezus w Ewangelii według św. Łukasza wstrząsającą przypowieścią o niemiłosiernym dłużniku); werset dotyczący Boga i zła lepiej odzwierciedla intencje autorów Ewangelii, zważywszy dodatkowo na fakt, że posiada szczególną siłę formacyjną.
Trudne do przetłumaczenia
Katechizm zdaje sobie sprawę z trudności, jakich może przysporzać zwrot "nie wódź nas na pokuszenie": "Pojęcie greckie, które występuje w tym miejscu, jest bardzo trudne do przetłumaczenia. Ma ono bardzo wiele znaczeń: »abyśmy nie ulegli pokusie«, »nie pozwól byśmy doznali pokusy«" - piszą autorzy Katechizmu (2846). Dalej cytują przywołany wcześniej tekst Listu św. Jakuba i tłumaczą, że Bóg nikogo nie kusi, lecz "przeciwnie, chce nas wszystkich z pokusy wyzwolić". Katechizm wyjaśnia, że tymi słowami modlitwy "prosimy Go, by nie pozwolił nam wejść na drogę, która prowadzi do grzechu".
Podobnie pisał ostatnio Jan Turnau (http://janturnau.blox.pl/html). Sekretarz Ekumenicznego Przekładu Przyjaciół oraz członek zespołu tłumaczy pastor Mieczysław Kwiecień nie przekonali pozostałych ekspertów, by w swoim tłumaczeniu zrezygnować z "wodzenia na pokuszenie" na rzecz "niedopuszczania pokusy". Komentarz biblijny z wydania Edycji św. Pawła jest jednoznaczny: "Pokusy pochodzą od szatana. Bóg może dopuścić pokusę jako próbę wiary człowieka". Tłumacze objaśniają, że użyty jako "pokusa" rzeczownik grecki oznacza także "próbę" i "doświadczenie". Co to wszystko zmienia?
Wierność i zasadzka
O. Krzysztof Wons wskazuje, że odpowiedź na wątpliwość, czy to Bóg nas kusi, znajdujemy dopiero w rozstrzygnięciu sporu definicyjnego. Biblia na oznaczenie dwóch doświadczeń używa jednego pojęcia: peirasmos, które przekładamy jako pokusa. W jednym odcieniu znaczeniowym peirasmos odnosi się do pokusy jako próby - wyjaśnia dyrektor Centrum Formacji Duchowej Salwatorianów - w drugim do pokusy jako pułapki.
Próbami są na przykład doświadczenia Abrahama, włącznie z dramatycznym złożeniem Izaaka w ofierze. "Bóg, który jest wierny - tłumaczy jednak św. Paweł - nie pozwoli byście byli kuszeni ponad siły, lecz dopuszczając pokusę, wskaże sposób jej przezwyciężenia" (1 Kor 10,13). Z kolei pułapkami (lub inaczej tłumacząc: zasadzkami) są doświadczenia wynikające z aktywności szatana. Ich modelowym opisem jest kuszenie Jezusa na pustyni (por. Mt 4,1-11).
W książce "Tęsknota za Ojcem. Lectio divina do Ojcze nasz" o. Wons pisze, że zwrot, by Bóg "nie dopuścił do nas pokus" nie oznacza tu Bożego sprawstwa: "Jest to przejęty od Semitów sposób wyrażania prośby, aby Ojciec nie pozostawiał nas samych podczas kuszenia czy próby".
Czas na zmiany
Jakiej więc wersji Modlitwy Pańskiej nowy członek Kościoła powinien być teraz uczony: tej, która panuje w obecnych pokoleniach i w liturgii, czy tej, którą bliższa jest zapisowi ewangelicznemu? Wprawdzie Katechizm przyznaje, że ów wers jest trudny do oddania w językach ojczystych, ale nie ulega wątpliwości, że przekład, który się u nas przyjął, wykoślawia znaczenie fragmentu "Ojcze nasz".
Być może pora już na niewielką zmianę, która pozwoliłaby uniknąć dwuznaczności ukrytej w powszechnie używanej wersji tej fundamentalnej dla chrześcijan modlitwy.
Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Tematy w artykule

Skomentuj artykuł

Zmieńmy "Ojcze nasz"
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.