Nie każda Komunia jest święta

Nie każda Komunia jest święta
(Fot. pl.depositphotos.com)

Dzisiejszy człowiek wpatruje się w zegarek, w monitor telefonu ko­mórkowego, w witryny sklepowe, podziwia piękno natury i dzieła sztuki. Lubi też podniosły nastrój i piękne ceremonie oraz chętnie spieszy tam, gdzie będzie mógł oderwać się od codziennych proble­mów i monotonii życia. Czasem trafia do kościoła i klęczy przed Najświętszym Sakramentem, szukając ciszy i skupienia. Zdarza się, że zapomina, iż Bóg oczekuje czegoś więcej.

Czyńcie to na moją pamiątkę

Eucharystia to nie wystawa Pana Jezusa w złotej monstrancji, lecz karmienie się Jego miłością. I aby Eucharystia była pełna oraz sku­teczna, musi iść w parze z umywaniem innym nóg. Gdy uczniowie zasiedli z Jezusem do wieczerzy, ich Pan i Nauczyciel „wstał od wieczerzy i złożył szaty. A wziąwszy prześcieradło, nim się prze­pasał. Potem nalał wody do misy. I zaczął obmywać uczniom nogi i ocierać prześcieradłem, którym był przepasany” (J 13,4–5). Potem zapytał: „Czy wiecie, co to znaczy?” i dodał: „Czyńcie sobie nawza­jem to, co Ja wam uczyniłem” (por. J 13,12.14–15).

Gdy trzymam w ręku kielich z winem i wypowiadam słowa: „Czyńcie to na moją pamiątkę”, zastanawiam się, czy z taką samą gorliwością klękam przed człowiekiem, który potrzebuje oczyszczenia z grzechu lub wsparcia w swoich lękach i niepewnościach. Czy mam świadomość, jakie przyjmuję zobowiązanie, spożywając Ciało Pańskie? „Czyńcie to na moją pamiątkę”. Czyli co? Wypo­wiadajcie z namaszczeniem słowa i podnoście do góry złoty kie­lich? O nie, drogi księże! Złóż szaty, podwiń rękawy, zluzuj kolo­ratkę i przewiń obłożnie chorego staruszka. Wtedy świat zobaczy, że Komunia, którą przyjąłeś, ma rzeczywiście moc, że nie jest tylko wyuczonym i zawsze tym samym gestem.

Czy twoja Komunia jest pełna?

Pewien biskup z Chile na spotkaniu w Neapolu, w którym przed laty uczestniczyłem, wspominał, że gdy jako dziecko przystępo­wał po raz pierwszy do Komunii świętej, jego matka powiedzia­ła mu: „Synu, otrzymałeś Komunię świętą. Czy wiesz, co to zna­czy? Jezus przyszedł do twojego serca, ale twoja Komunia nie jest jeszcze pełna. On wprawdzie przyjął twoje zaproszenie, ale teraz czeka na ciebie”. Nie rozumiał wtedy tych słów, ale zaraz po wyj­ściu z kościoła matka zaprowadziła go do szpitala. Weszła z nim na oddział dla nieuleczalnie chorych, zatrzymała się przy jednym z łóżek i powiedziała: „Ten pan bardzo cierpi i nie ma nikogo, kto usiadłby koło niego. Weź go za rękę, opowiedz mu o sobie, po­siedź trochę przy nim”. Długo trzymał go za rękę i długo opowia­dał o tym, co robi, co lubi i jakich ma kolegów. Gdy ksiądz biskup wspomniał tę wzruszającą scenę ze swojego życia, dodał, że nigdy nie zapomni pogodnej twarzy tego umierającego człowieka. „Te­raz twoja Komunia jest pełna – powiedziała matka – bo nie tylko przyjąłeś Chrystusa, ale również odwiedziłeś Go w szpitalu, sa­motnego i cierpiącego”.

Siedmioletni chłopiec zrozumiał, że spotkanie z Jezusem Chrystu­sem jest autentycznym i prawdziwym spotkaniem z Bogiem tylko wtedy, gdy rozpozna Jezusa w ludziach cierpiących, ubogich, po­trzebujących bliskości, uścisku dłoni i uśmiechu. Komunia, która kończy się wraz ze słowami „idźcie ofiara spełniona”, jest dużym nieporozumieniem. Można ją porównać do sytuacji w afrykańskiej wiosce, w której ludzie umierają z pragnienia, a ty dowiedziałeś się, gdzie jest woda, i trzymasz to w tajemnicy.

Ludzie, którym pomagamy, są naszymi dobroczyńcami

Eucharystia wyraża się z jednej strony w przyjęciu Chrystusa, w na­pełnianiu się Nim, a z drugiej strony jest wyjściem ku potrzebu­jącym, by służyć im u boku Chrystusa z takim zaangażowaniem, jakby to oni byli naszymi zbawicielami. I w rzeczywistości nimi są. Ludzie żyjący w niedostatku, bez względu na to, czy im brakuje chleba, czy kogoś, kto ich wykąpie i wysłucha, są naszymi dobro­czyńcami. Dzięki nim stajemy się bardziej szlachetni.

Korzystając z okazji, że ten artykuł ukaże się w katolickim piśmie, nie będzie chyba niestosowne, jeśli podziękuję wszystkim moim zbawicielom, którzy pomogli mi zobaczyć w nich Chrystusa tak samo realnego jak Ten, którego przyjmuję pod postacią chleba i wina. Nie wszyscy oni byli katolikami, niektórzy nie byli nawet chrześcijanami, ale każdy z nich pomógł mi upodobnić się choć na chwilę, choć odrobinę do Jezusa z Nazaretu.

Dzisiaj najbardziej jestem wdzięczny śp. ojcu Jerzemu, dzięki któ­remu przestałem się bać ludzi chorych. Jedynie głową był w sta­nie poruszać, a nauczył mnie tak wiele: jak być czujnym, by odpę­dzić komara z jego nosa; jak podrapać go za uchem, by przestało swędzieć. Innym razem zbawieniem była dla mnie święta rodzina uchodźców z Syrii przyprowadzona przez anioła w muzułmańskim stroju. Nauczyli mnie kochać bez oczekiwania czegokolwiek w za­mian, nawet wdzięczności.

Nic tak nie dołuje jak wymuszona wdzięczność, jak wdzięczność, którą wypada okazać, albo wdzięczność wyrażona wyuczonym wierszykiem wyrecytowanym przed księżmi koncelebrującymi wielkoczwartkową liturgię. Kto nazwał to świętem kapłanów? Na­tomiast posługiwanie się dziećmi, by wręczyły każdemu z konce­lebransów po róży, nawet temu najmniej sympatycznemu, mo­głoby być świetną sceną do filmu Barei. Po pierwsze: w Wielki Czwartek świętujemy ustanowienie Eucharystii, a nie wyższość sakramentu święceń nad sakramentem małżeństwa. Po drugie: prezbiter nie jest tu najważniejszą osobą, lecz jedynie oberżystą, kelnerem posługującym karmiącemu się Bogiem ludowi. Koniec. Kropka. Zdania nie zmienię.

Żywe monstrancje idące ulicami miasta

Papież Franciszek w katechezie na temat Eucharystii przypomniał, że podczas Mszy świętej sam „Chrystus wychodzi nam na spo­tkanie, aby nas upodobnić do siebie. […] Za każdym razem, gdy przystępujemy do Komunii świętej, upodabniamy się bardziej do Jezusa, bardziej przemieniamy się w Jezusa. Jak chleb i wino stają się Ciałem i Krwią Pana, tak ci, którzy otrzymują je z wiarą, zo­stają przemienieni w żyjącą Eucharystię. Kapłanowi, który roz­dając Eucharystię, mówi tobie: «Ciało Chrystusa», odpowiadasz: «Amen», to znaczy uznajesz łaskę i zaangażowanie, jakie pociąga za sobą stanie się Ciałem Chrystusa. Gdy przyjmujesz bowiem Eucharystię, stajesz się Ciałem Chrystusa. To bardzo piękne! Komu­nia jednocząc nas z Chrystusem, wyrywając z naszego egoizmu, otwiera nas i jednoczy ze wszystkimi, którzy są jedno w Nim. Oto cud Komunii świętej: stajemy się tym, co otrzymujemy!”.

Często zapominamy, że lud Boży zgromadzony na wspólnym prze­żywaniu Eucharystii jest realnym Ciałem Jezusa Chrystusa, a nie jego symbolem, wieczerza zaś, którą spożywamy podczas Mszy świętej, ma pełen sens dopiero wtedy, gdy wychodząc z liturgii, mamy świadomość, że ten Chrystus, którym się nakarmiliśmy, po­syła nas do ludzi głodnych miłości. Stajemy się chodzącym taber­nakulum. Nie zamkniętym na klucz w obawie, by ktoś nie zrobił Jezusowi krzywdy, ale promieniującym chwałą Tego, który dzia­ła w świecie, posługując się nami. I ruszamy, nakarmieni samym Bogiem, na poszukiwanie Chrystusa upadającego pod krzyżem, by Go wesprzeć. Na poszukiwanie Chrystusa bezsilnego, którego ręce zostały przybite, unieruchomione, by otrzeć zakrwawioną twarz i podnieść Go z prochu ziemi.

Bóg daje się nam jako pokarm, abyśmy mieli siłę do dawania siebie innym i byśmy byli dobrzy jak świeży, pachnący chleb w ustach głodnego. Nakarmieni Ciałem Chrystusa jesteśmy niczym żywe monstrancje idące ulicami miasta. Czy rozświetlamy innym dro­gę? Czy niesiemy przebaczenie i nadzieję? Czy jesteśmy dla innych pokarmem? Nie trzeba mieć wiele, by przynieść ulgę w cierpie­niu lub obdarować chwilą radości kogoś samotnego. Każdy z nas ma coś do dania: czas, obecność, życzliwe słowo, serdeczny uścisk. W pełni przeżyta Eucharystia daje nam wrażliwość samego Zba­wiciela, który poprzez nasze życie karmi głodnych, spragnionych, pogubionych. Brat Albert, patrząc na Jezusa w Eucharystii, mówił w zachwycie: „Czy Jego miłość obmyśliła coś jeszcze piękniejsze­go? Skoro jest Chlebem i my bądźmy chlebem. Dawajmy siebie samych”.

Smak chleba i zapach świętości

Gdy pracowałem w południowowłoskim ośrodku dla narkoma­nów, spotkałem się z kuriozalnym określeniem: „być zjadanym przez innych”.

Któregoś wieczoru jeden z wychowawców, Luciano, wracając do domu po ciężkim dniu pracy, wypowiedział do mnie słowa, które na długo zapamiętałem: „Dzisiaj mnie zjadali”. Poprosi­łem, aby wyjaśnił mi, co ma na myśli, gdyż mój włoski nie zdążył jeszcze przywyknąć do dialektalnych zwrotów. Luciano odpo­wiedział mi, że był tego dnia wyjątkowo rozrywany przez wy­chowanków, nie miał ani chwili dla siebie, każdy z podopiecz­nych miał jakiś ważny problem, który nie mógł czekać do jutra. Wracając do domu, nie miał już na nic siły, czuł się dokładnie i doszczętnie zjedzony.

Po tym krótkim wyjaśnieniu zrozumiałem, co znaczy „być dobrym jak chleb” i „roztaczać wokół siebie zapach świętości”. Te piękne określenia kryją w sobie trud wyzbycia się siebie, by ludzie kar­mili się nami, zjadając nasz czas i nasze siły. Za zapachem chleba ustawia się kolejka głodnych, a woń świętości przyciąga wszyst­kich niekochanych. Każde życzliwe słowo, każda chwila poświę­cona ludziom głodnym miłości staje się dla nich manną z nieba i bramą do nieba.

Ciało Chrystusa nie jest eksponatem na pokaz, lecz pokarmem. Gdyby nasz Pan chciał, abyśmy Go adorowali, pozostałby z nami pod postacią klejnotu wyjątkowej piękności. On chce być jednak pokarmem, a nie religijnym przedstawieniem. Czy wiesz, ilu sa­motnych ludzi prosi Boga, by przysłał im kogoś choćby na chwilę zwykłej rozmowy? Pamiętaj o tym, gdy zasiedzisz się w kościelnej ławce, wpatrując się w Najświętszy Sakrament. Gdybyśmy my, za­konnicy, cały ten czas, jaki poświęcamy na klęczenie przed mon­strancją, w którą wetknięto kruche Ciało Pana Jezusa, poświęcili siedzeniu przy chorym, samotnym, zmartwionym… Gdyby każ­dy z nas… Nie byłoby ludzi samotnych, zdołowanych chorobą i zrezygnowanych.

Trudna jest ta mowa

Powiedziałem o tym podczas całodniowych rekolekcji głoszonych w jednej z białostockich restauracji. Po pierwszej konferencji po­myślałem, że może zbyt mocne były moje słowa, bo zauważyłem, że dwie panie ubierają się do wyjścia. „Nie zostaną panie na drugą część rekolekcji?” – spytałem. „Nie, nie zostaniemy. Po tym, co oj­ciec powiedział o adoracji, wiemy, gdzie jest nasze miejsce. W po­bliskim szpitalu umiera nasz znajomy. Idziemy tam, by przy nim być”. Łza zakręciła mi się w oku i byłem wdzięczny Bogu, że nie pozwolił mi utemperować słów, choć miałem taką pokusę.

Uwielbiam karmić się Chrystusem, czasem też wpatruję się w chleb przemieniony w Jego Ciało. To wszystko daje mi moc, by zachwycać się człowiekiem i wzruszać się, gdy ktoś mnie potrze­buje. Któregoś dnia, tuż po wieczornej liturgii, zapisałem w pa­miętniku kilka bardzo osobistych zdań: „Podczas Eucharystii do­świadczam doskonałego żalu, nie z powodu zła, którego byłem przyczyną, lecz z powodu dobra, którego nie uczyniłem, o któ­rym zapomniałem w zabieganiu i myśleniu o sobie. Wchodząc po schodkach ku stołowi Uczty Pańskiej, podałem ramię starszemu księdzu, który chętnie się na nim wsparł. Szliśmy do dwóch kieli­chów, jakby będąc jednym ciałem, mniej ułomnym, bo zatroska­nym i wdzięcznym. Nakarmieni zstępowaliśmy jeszcze bardziej sobie bliscy, w monstrancje przemienieni. Wtedy pojawiły się łzy skąpe, jakby do wewnątrz kapiące, i żal, ciepły żal, że tak późno, że dopiero teraz. Wzruszenie i zapach świeżego chleba. Boże! Jak Ty musisz mnie kochać!”.

A dzisiaj? Czym pachnę, wracając z niedzielnej Mszy? Wzrusze­niem i świeżym chlebem czy starymi, zatęchłymi obrzędami prze­trawionymi wieki temu? Czy wnoszę w codzienność tego świata świeżość Ewangelii? Czy potrafię przetłumaczyć język liturgii eu­charystycznej na język codzienności?

Dopóki pobożność będzie mierzona długością modlitw i zacho­wywaniem tradycyjnych postów; dopóki uczestnictwo we Mszy świętej nie będzie przekładało się na życie, wszyscy będziemy da­leko od królestwa Bożego. Uczeń Chrystusa nie pachnie kadzi­dłem. Pachnie miłością.

Artykuł został opublikowany w „Życiu Duchowym” WIOSNA 106/2021

 

socjusz przełożonego Prowincji Wielko­polsko-Mazowieckiej Towarzystwa Jezusowego, współpracownik portalu DEON.pl oraz Jezuici.pl. Opublikował między innymi: Niebo jest w nas; Miłość większa od wiary; Pogromcy zamętu; Ro­dzice dodający skrzydeł

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
ks. Piotr Pawlukiewicz
13,00 zł

Książeczka ta, wchodząca w skład serii Droga do nieba, to mały przewodnik po tym co jest niezbędne, by osiągnąć zbawienie i życie wieczne.

Pisząc o Eucharystii, ks. Pawlukiewicz przywołuje nas, byśmy na nowo uświadomili sobie,...

Skomentuj artykuł

Nie każda Komunia jest święta
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.