Cztery (chrześcijańskie) myśli o pieniądzach, które zmienią Twoje podejście

Cztery (chrześcijańskie) myśli o pieniądzach, które zmienią Twoje podejście
Fot. Igor Tishenko / Deposiphotos.com
2 miesiące temu

Czy pieniądze to wciąż jeszcze temat tabu? Czy ciągle pokutuje przekonanie, że ideałem chrześcijaństwa jest ubóstwo, a ten, kto pracuje dla pieniędzy, jest pozbawionym wyższych celów materialistą? Jak rozsądnie podchodzić do kwestii finansów, będąc katolikiem?

 Oto cztery inspirujące myśli, które mogą nam pomóc mądrzej (i bardziej biblijnie) podchodzić do tematu finansów.

Bóg jest właścicielem wszystkiego

Mówi o tym druga lekcja kursu finansowego „Crown” - opartego na Piśmie Świętym szkolenia, które w Polsce przeszło już ponad 10 tys osób. Z pochodzenia amerykański kurs, organizowany w Stanach od 20 lat, pozwala uporządkować swój stosunek do pieniędzy, własności, długów i... Stwórcy. „Bóg jest właścicielem tego, co my niejednokrotnie nazywamy swoim. Bóg stworzył wszystkie rzeczy i dlatego są one Jego własnością; nigdy nie przekazał swego prawa własności ludziom” – czytamy w treści kursu. Co to w praktyce oznacza? Rewolucję w myśleniu. Jeśli to, co do tej pory wydawało mi się moje, wcale moje nie jest – czy nie czas się zastanowić, jak zarządzam tym, co mam?

Wynikają z tego dwie rzeczy. Pierwsza, którą bardzo lubię w wydaniu jednego z liderów chrześcijańskiego podejścia do pieniędzy: spokój. Psuje mi się mój samochód? Muszę go naprawić i myśl o rachunku niekoniecznie jest najprzyjemniejszą myślą dnia. Psuje mi się samochód, którego używam, ale wiem, że nie jest mój, tylko Pana Boga? Pora na rozmowę z Właścicielem. „Szefie, zepsuł się Twój samochód. Co robimy?”

To doświadczenie jest wspólne dla bardzo wielu osób, które uwierzyły, że to, co w życiu mają, jest do ich dyspozycji, ale nie jest ich własnością: gdy uznajesz, że Bóg jest właścicielem wszystkiego, zaczynasz doświadczać Jego troski, nie tylko duchowej, ale bardzo wymiernej materialnie. Naprawa kosztuje, ale zupełnie „przypadkiem” zarabiasz dodatkową, dokładnie taką, jak potrzebna kwotę. Albo przewidywany koszt naprawy okazuje się ostatecznie o wiele niższy. Czujesz, że temat nie był tylko na twojej głowie, że sprawę ogarnął razem z tobą Ktoś inny. Właściciel.

Ubóstwo nie jest powołaniem chrześcijanina 

To druga myśl, do której czasami trudno nam się przekonać. Praca „tylko dla pieniędzy” wydaje nam się „gorszym” rodzajem pracy. Kwestie finansowe – bardzo prywatną sferą, do której czasem nie wpuszczamy nawet najbliższych. Wiele razy zdarza się, że żona nie wie, ile właściwie mąż zarabia, pracodawcy szukający pracownika w ramach oferty pracy nie podają żadnych widełek, a negocjowanie wynagrodzenia jest traktowane jako ostatnia, nieco krępująca kwestia.

Tak samo jest jest w Kościele. Gdy świecki proponuje pracę za pieniądze, zgodną ze swoim zawodem, na rzecz własnej parafii - to dla wielu księży szokujące faux pas. Wiadomo, że dla Kościoła powinno się pracować za darmo. I nie chodzi o to, by panie sprzątające kościół zaczęły wystawiać rachunki, o nie. Chodzi o podejście: praca jest kosztowna, a robotnik jest godzien swojej zapłaty i należy go zapytać, jak go wynagrodzić, a nie spodziewać się, że będzie pracować za dobre słowo. Nie chodzi też o to, by nikt już więcej nie pracował dla Kościoła w ramach wolontariatu; ale o to, by nie deprecjonować wagi zarabiania pieniędzy, by nie spychać jej do „świeckiej” części życia, która diametralnie się różni od części „świętej”, wynoszącej na piedestał ubóstwo i rezygnowanie z dóbr materialnych na rzecz dóbr wyższych. 

To mocny przekaz, który w nas wrósł. Jak pisze Ania Anioł, autorka książki o fundraisingu (zdobywaniu funduszy dzięki proszeniu o nie) w Kościele: „Obrośliśmy w stereotypy, mówiące, że pierwszy milion trzeba ukraść albo że ludzie bogaci to oszuści. (…) Dlatego walkę ze stereotypami dotyczącymi pieniędzmi warto rozpocząć od siebie, zadając sobie pytania: co ja myślę o pieniądzach? Jaki jest mój stosunek do bogactwa? Co myślę o majętnych ludziach? Jak dysponuję pieniędzmi(…)? Co mówię dzieciom o pieniądzach, o co one naprawdę słyszą podczas rozmów pomiędzy dorosłymi?”.  

Skąd się biorą te stereotypy? Przede wszystkim z przekonania, że by iść za Chrystusem, trzeba sprzedać wszystko i rozdać ubogim. Trzeba sprzedać swoje posiadłości i rzucić do stóp apostołów. Skoro bogatym trudno jest wejść do królestwa niebieskiego, lepiej być biednym – albo w ogóle kwestii finansów nie zauważać w życiu duchowym...

Często spotykam się z takimi dwoma przekonaniami. Jedno mówi, że katolik może mieć – ale tylko tyle, ile wystarcza na co dzień, wtedy czuje się jakoś ze swojego stanu posiadania usprawiedliwiony. Drugie mówi, że pieniądze nie mają żadnego związku z życiem duchowym i są to dwie zupełnie oddzielne rzeczywistości. Problem w tym, że oba te przekonania nijak się mają do podstawy naszej wiary, czyli Pisma Świętego (i nie chodzi teraz o pomijanie drugiej "nogi" - Tradycji, ale skupienie się na źródle). A to źródło, czyli Biblia, naprawdę dużo mówi o finansach. Gdy się uważniej temu przyjrzymy, odkryjemy, że naszym zadaniem jest pomnażanie pieniędzy. Że bogactwo - to jeden ze sposobów, na które Pan Bóg nam błogosławi.   

Pieniądze są dobre same w sobie

Dlaczego pieniądze są dobre? Cztery sensowne powody podaje świetny i mówiący ludzkim językiem biblista ks. Wojciech Węgrzyniak w książce „Bogaty katolik”. Pieniądze są dobre po pierwsze dlatego, że są „zamiennikiem” naszej pracy. Gdyby miały być złe, dlaczego coś dobrego, jak nasz wysiłek, poświęcenie, talent mielibyśmy zamieniać na coś złego? To byłoby nielogiczne. Drugi powód: gdyby pieniądze były złe, nie mogłyby być darem: dar to coś dobrego. Czy mówimy sobie: nie wolno dawać pieniędzy dzieciom, bo pieniądze są złe? Nie dawajmy pieniędzy ubogim, bo są złe? Trzeci powód: pieniądze to materia. Materia to stworzenie, a stworzenie jest ze swej natury dobre.

Tu ks. Węgrzyniak odwołuje się do słów papieża Benedykta: „Dobra materialne same w sobie są dobre. Nie przeżylibyśmy długo bez pieniędzy i ubrania, i dachu nad głową.”

Czwarty powód: pieniądz nie wyrządza krzywdy. Jak zauważa biblista - pieniądz nikogo nie dobija, nie obmawia, nie podaje do sądu, nie cudzołoży. Leży spokojnie, krzywdy sam z siebie nikomu nie robi. Żeby krzywdził – człowiek musi go użyć.

Warto też zauważyć, że stwierdzenie „pieniądze są dobre” nie jest wcale tym samym, co stwierdzenie „pieniądze są neutralne, a to, czy są dobre, czy złe, zależy od tego, jak ich użyjemy”. Pieniądze są dobre same z siebie. Można ich użyć źle, to jasne – ale są dobre, a nie „neutralne” i obojętne.

Chcieć więcej pieniędzy – to jest dobre pragnienie

Ale jak to? – może się w nas zaraz oburzyć wewnętrzny głos. Nic dziwnego: mamy dookoła bardzo dużo złych przykładów tego, jak to pragnienie niszczy ludzi, ich bliskich, otoczenie, jak wpływa na politykę, na życie społeczne, na dobrobyt. Chcieć więcej – to nam się kojarzy z milionami zdobywanymi za wszelką cenę. Z łamaniem zasad. Z ubóstwianiem pieniądza. Z brudną polityką. Tymczasem – jak pisze ks. Węgrzyniak – nie ma w człowieku takiego pragnienia, które nie miałoby sensu. Więc i to ma sens, choć może być bardzo źle realizowane... 

Skąd to pragnienie? W naturze człowieka leży rozwój: jesteśmy tak stworzeni, żeby ciągle się rozwijać. Po to nam praca, po to nam trudności, po to relacje – i po to są pieniądze. W świecie, w którym są najlepszym zamiennikiem wszystkich towarów, ich posiadanie oznacza możliwości wymiany: im więcej pieniędzy – tym więcej możliwości. Tak, jest tu dużo pokus: by żyć rozrzutnie, by zachłannie trzymać wszystko dla siebie, by nie szanować innych, którzy mają mniej, by żądać dla siebie przywilejów ze względu na to, co się posiada. Ale wszystkie te pokusy mają jedno źródło: przekonanie, że pieniądze są moje.

Gdy zaczynamy myśleć na sposób biblijny – wszystko, co istnieje, należy do Boga, a ja tylko zarządzam dobrami, które zostały mi dane – zaczynamy widzieć głęboki sens tego, by pomnażać, by chcieć mieć więcej. Dlatego, że nie chcemy więcej tylko dla siebie; dysponujemy tym, co mamy, ale w postawie zarządcy. A zarządca chce jak najlepiej zadbać o interesy właściciela majątku, który ma pod opieką. Bóg lubi troszczyć się o ludzi przez ludzi i chce, byśmy się rozwijali, idąc przez życie. Inaczej wszyscy rodzilibyśmy się tacy sami, a Bóg przy narodzinach cudownie stwarzałby każdemu dziecku na specjalnym koncie milion dolarów, żeby wystarczyło do śmierci.

Skoro tak nie jest – również w kwestiach finansowych mamy zadania zlecone nam „z góry” do wykonania. Bo im więcej mamy pieniędzy, tym więcej możemy robić dla innych. Jak w ewangelicznej przypowieści o minach albo talentach: pan dawał sługom pieniądze, by je rozmnażali, i to za ich pomnożenie, a nie wyzerowanie konta i dojście do stanu ubóstwa, dostawali nagrodę. Bo gdy pomnażamy – uczciwie, twórczo, z odwagą - stać nas, by pomagać. Stać nas, by rozwijać siebie i innych. Stać nas, by zmieniać świat.

---

Przy pisaniu korzystałam z książek: „Fundraising dla ludzi Kościoła” Anny Anioł, „Bogaty katolik” ks. Wojciecha Węgrzyniaka i „ Podręcznika uczestnika kursu finansowego Crown” wydanego przez Edukację Finasową Crown.

Marta Łysek - dziennikarka i teolog, pisarka i blogerka. Poza swoim pisaniem ogarnia ludziom ich teksty i książki i wspiera w budowaniu relacji ze Słowem na ewangelizacyjnym blogu Maluczko. Żona i matka. Odpoczywa, chodząc po górach, robiąc zdjęcia i słuchając dobrych historii. 

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
ks. Wojciech Węgrzyniak
34,90 zł

Dlaczego w ogóle powinniśmy o rozmawiać o pieniądzach? Dlaczego, pomimo, że wielu ludzi myśli inaczej, pieniądze są dobre? W jaki sposób Bóg próbuje człowieka za pomocą pieniądza?

Ks. Wojciech Węgrzyniak w Bogatym katoliku pisze wiele...

Skomentuj artykuł

Cztery (chrześcijańskie) myśli o pieniądzach, które zmienią Twoje podejście
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.